środa, 17 sierpnia 2016

"Primabalerina" - Dorota Gąsiorowska

 
Dorotę Gąsiorowską, dzięki wspaniałym bibliotekarkom z Gminnej Biblioteki w Modliborzycach, odkryła moja Mama. Z zapartym tchem czytała Obietnicę Łucji i Marzenia Łucji. Szczerze mówiąc, podkradłam Jej pierwszą z wymienionych książek, ale jakoś się nie zachwyciłam i odłożyłam. Z Primabaleriną było inaczej. Najpierw urzekła mnie okładka, a potem treść. Zakochałam się w tej powieści i z przyjemnością odbyłam literacką (póki co) podróż do Lwowa.

Główną, choć nie tytułową bohaterką Primabaleriny jest Nina. Pracuje w podkrakowskim ośrodku spokojnej starości "Kalinowe Zacisze". Przyjaźni się z optymistycznie nastawioną do życia pielęgniarką Alutką oraz z tajemniczą pacjentką, Irmą. Niewiele wie o życiu starszej pani. Po jej śmierci, ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu, dziedziczy lwowską kamienicę. Zaprzyjaźnia się z drugim spadkobiercą, naukowcem Igorem. Homoseksualista staje się jej powiernikiem i pomaga odkryć uśpioną kobiecość. Razem wyruszają na Ukrainę. Choć Nina nie planuje zostać na Kresach dłużej niż to będzie potrzebne do załatwienia formalności związanych z przejęciem budynku, życie szykuje dla niej inny scenariusz. Nina stopniowo poznaje rodzinne sekrety - i Irmy, i własne. Poza tym, odkrywając prawdę o przyjaciółce, zakochuje się we Lwowie i nie tylko. Przypadkowo spotkany tancerz Michaił stara się zmienić podejście Niny do mężczyzn. Czy bezgraniczna miłość wystarczy, by zburzyć budowany latami mur?

Lektura Primabaleriny to prawdziwa uczta. Dorota Gąsiorowska fenomenalnie używa ojczystego języka, dzięki czemu książkę wręcz się pochłania. Nie boi się także środków artystycznych - swobodnie stosuje metafory, porównania. Plastycznie opisuje Lwów. Pobudza wyobraźnię, zabierając w literacką podróż. Czytelnik razem z Niną odkrywa zakątki tego pięknego i zapierającego dech w piersiach miasta. Zwiedza centrum, teatr, a także podziwia imponującą kamienicę Irmy. Odbywa też wycieczkę na malowniczy Krym.

Dorota Gąsiorowska jest z wykształcenia specjalistką do spraw marketingu. Pisała do szuflady, ale w końcu zdecydowała się wysłać swój debiut do wydawnictwa. Cieszę się, że krakowskie Między Słowami dało jej szansę.

Primabalerina to urzekająca powieść o prawdziwej przyjaźni, dla której różnica wieku, płci czy orientacji nie stanowi przeszkody. O miłości, która budzi człowieka do życia. O tajemnicy, której odkrycie burzy spokój i diametralnie zmienia rzeczywistość. Ta historia przypomina, że należy walczyć o szczęście nawet wtedy, gdy jest ono kruche niczym porcelanowa figurka baletnicy.

Chcesz się przekonać, czy Nina znalazła brakujący element własnej figurki? Wsiądź do pociągu do Lwowa i poznaj tę uroczą, choć nieco zagubioną w dzisiejszym świecie, krakowiankę. Może przypomni ci samą siebie i da wskazówki, jak walczyć o szczęście?

4 komentarze:

  1. Już któryś raz słyszę pozytywne opinie na temat tej książki i chyba w końcu sama powinnam po nią sięgnąć w wolnej chwili. Chętnie poznam losy Niny, poza tym raczej rzadko mam do czynienia z polskimi autorami, więc chętnie przeczytam coś dobrego pochodzącego od rodaka :)

    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam do siebie, dopiero zaczynam i miło będzie znaleźć nowych czytelników :)

    www.planeta-recenzji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja z pewnością pozytywnie zachęca do sięgniecią po tą książkę - przynajmniej zachęciła mnie w takim stopniu, aby przy następnych odwiedzinach biblioteki jej poszukać ;)) Także uważam, że o szczescie nalezy walczyć do upadłego. To nawet moje motto:). Musze jednak przyznać, że nigdy nie słyszałam o tej autorce.
    Pozdrawiam cieplutko;*
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz chętniej sięgam po książki polskich autorów, może niedługo skuszę się na tą ;)

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja recenzja jest tak fajna, że aż chce się sięgnąć po tę książkę. Będę ją miała na oku :) E.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie recenzji i Twój komentarz. Zapraszam ponownie :)