niedziela, 30 października 2016

"Pierwsza przychodzi miłość" - Emily Giffin



 
Agata, Daniela i Tosia z serii „Czary codzienności” mojej ulubionej autorki Agnieszki Krawczyk mogą być dla Czytelniczek wzorem do naśladowania. Nie tylko się kochają, ale także i przyjaźnią. Wspierają się i kibicują na każdym kroku. Dla siebie nawzajem są gotowe na wielkie życiowe zmiany. To idealne siostry. Jednak w literaturze, jak w życiu, nie zawsze jest idealnie. Emily Giffin w swojej powieści Pierwsza przychodzi miłość udowadnia, że więzi nie gwarantują wzorowych relacji. Potrzebne są: szczerość, chęci i zrozumienie. I przede wszystkim miłość.

Głównymi bohaterkami historii są siostry, Josie i Meredith. Kilkanaście lat temu przeżyły traumę – ich starszy brat Daniel, wzór do naśladowania i duma rodziny, zginął w wypadku samochodowym. Od tamtej pory życie sióstr jest dalekie od ideału. Tragedia i niewyobrażalna strata zamiast zbliżyć do siebie żałobników, ich podzieliły. Rodzice się rozwiedli, a siostry nie potrafią się porozumieć. Wydaje się, że oprócz genów i wspólnych wspomnień z dzieciństwa niewiele je łączy.

Josie jest zbliżającą się do czterdziestki bezdzietną singielką. Pracuje w szkole jako nauczycielka w pierwszej klasie. Mieszka z przyjacielem Gabe’em i psem przygarniętym ze schroniska. Choć robi to, co chce i nikt, i nic jej nie ogranicza, nie czuje się szczęśliwa. Rozpamiętuje zakończony przed laty związek i marzy o dziecku. Wierzy, że wraz z malutką istotką w jej życiu wreszcie pojawi się szczęście. 

Meredith wyszła za mąż za przyjaciela zmarłego brata i urodziła córeczkę. Choć śniła o karierze aktorskiej, ostatecznie została prawnikiem. Wydaje się, że wiedzie szczęśliwe i ustabilizowane życie. To tylko pozory, świat wykreowany na portalach społecznościowych. Meredith w przeciwieństwie do siostry robi to, co należy, a nie to, czego pragnie. Regularnie korzysta z usług psychoterapeutki i biernie patrzy, jak jej małżeństwo się rozpada. 

Relacje sióstr i ich życie osobiste mogą naprawić tylko szczere rozmowy i powrót do przeszłości. Przeszłości ściśle związanej z bratem i jego tragiczną śmiercią. Przeszłości, o której nie mówią i której unikają. Czy zdecydują się stawić czoło wspomnieniom? Czy zdecydują się powiedzieć prawdę, która tak bardzo boli?
Powieść, oprócz prologu z narratorem wszechwiedzącym, pisana jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Raz narratorem jest Josie, raz Meredith. Taki zabieg pozwala poznać historię z obu stron. Dzięki temu czytelnik poznaje punkt widzenia i jednej, i drugiej siostry. 

Choć Pierwsza przychodzi miłość czyta się szybko, to nie jest łatwa i lekka historia. Przysłowie mówi, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”. To zdanie świetnie odzwierciedla relacje bohaterów powieści. Moim zdaniem autorka w fenomenalny sposób opisała kobiece, niekiedy skrajne emocje i skomplikowane relacje międzyludzkie. Udowodniła, że nie można budować przyszłości bez zamknięcia przeszłości, a spełnienie marzeń nie zawsze jest źródłem szczęścia. Szczęście daje miłość – rodzinna lub/i partnerska. Bez niej każda życiowa układanka prędzej czy później się rozpada. Choć nie zawsze przychodzi pierwsza, jest najważniejsza.


liczba stron: 436

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie recenzji i Twój komentarz. Zapraszam ponownie :)