czwartek, 12 stycznia 2017

"Był sobie pies" - W. Bruce Cameron (recenzja przedpremierowa!)


Od prawie dziewięciu lat na własnej skórze przekonuję się, że psia miłość nie zna granic – miłość zwierzęcia do człowieka i odwrotnie. Od kiedy w moim domu pojawił się uroczy kundelek, mam wrażenie, że rodzice zyskali trzecie dziecko. Ale to nie jest post o rozpieszczonym do granic ogona Dropsiku…

Zazwyczaj nie przepadam za wyszczekanymi bohaterami książek. Lubię postaci pozytywne, ułożone… Z tym bohaterem było inaczej – było wskazane, żeby był wyszczekany! Zresztą, co miał zrobić, skoro świat jest naprawdę pomerdany? ;-)

Bailey to główny bohater powieści W. Bruce Camerona pt. Był sobie pies. Tytułowy zwierzak, oddany, wesoły i wierny, tylko z pozoru jest zwykłym czworonogiem. Za swoją życiową misję uważa wpajanie właścicielom znaczenia miłości, zaufania i pogody ducha. Jego miłość do człowieka nie zna granic. Odradza się w kilku wcieleniach, bo wie, że istotą ludzkiego życia są miłość i śmiech. Jako złotowłosy szczeniak trafia do domu kilkuletniego Ethana. Chłopak i pies stają się nierozłącznymi przyjaciółmi…

Podobno wszystkie psy idą do nieba. Bailey to wyjątek – miał pewne niedokończone sprawy, więc musiał zostać na ziemi. Niezależnie od tego, czy był labradorem, owczarkiem, samcem czy suczką uczył kochać i walczył o ludzką miłość. Uczył się śmiać i uwielbiał ten śmiech. Uwielbiał ciasteczka i nie przepadał za głupiutkimi kotami. Ratował człowieka – i fizycznie, i duchowo. Ratował życie, ratował duszę. 

Czytelnik poznaje pomerdany świat z perspektywy Baileya. Jako psiara byłam zachwycona takim sposobem narracji! Zwierzak nie tylko relacjonuje wydarzenia. Dzieli się swoimi myślami, co pozwoliło mi lepiej poznać ten wspaniały gatunek. Opowiada, co go bawi, a co smuci. Wielokrotnie wygłasza poglądy na temat kotów. Przede wszystkim jednak zdradza, za co tak bardzo kocha człowieka, a swoje słowa wciela w życie. Choć odradza się w różnych wcieleniach, pamięta o przeszłości i czerpie z niej doświadczenia.

Był sobie pies to jedna z najcieplejszych i najbardziej wzruszających historii, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Nad ostatnią stroną płakałam jak bóbr! Los Baileya i jego właścicieli naprawdę chwyta za serce. To nie jest opowieść o zwykłym psim życiu. To opowieść o bezgranicznym zaufaniu i prawdziwej miłości z merdającym ogonem w tle. Poznaj psie serce. Poznaj psie tajemnice. Wzruszenie i uśmiech gwarantowane!  

Wydawnictwu Kobiece dziękuję za egzemplarz do recenzji J

Premiera książki: 15.02.2017 r.
Premiera filmu: 17.02.2017 r.



4 komentarze:

  1. Wiem, że ta książka także poruszyłaby moje serce. I to zapewne do granic możliwości! Psia miłość to miłość bezwarunkowa, której NIGDY nie zdobędzie się u nikogo innego. Już od pierwszych chwil zainteresowałam się tym dziełem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czworonogi, lecz po tej historii oczekiwałam większych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem właśnie po lekturze bardzo mi się podobała. Wzrusza i daje do myślenia. Dla psiarzy pozycja obowiązkowa. Pozdrawiam i zapraszam
    http://czytanienaprawdeuzaleznia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Od przeczytania pierwszej zapowiedzi miałam ochotę przeczytać tę książkę, która nie mogła okazać się porażką. Nie zawiodłam się! Uważam, że oprócz świetnej fabuły, która zatacza piękne koło, ciekawym doświadczeniem było przeżywanie tej historii z perspektywy najodważniejszego psiego bohatera. Urzekła mnie naiwność i szczerość, z jaką autor opisał pewne kwestie, dzięki temu można spojrzeć na świat z innej strony i zastanowić się nad wieloma rzeczami.
    Muszę koniecznie obejrzeć film :)
    Pozdrawiam,
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie recenzji i Twój komentarz. Zapraszam ponownie :)