poniedziałek, 13 marca 2017

"Prom" - Ove Løgmansbø (recenzja przedpremierowa!)


To, że autorem Promu jest jeden z moich ulubionych pisarzy, nie ma wpływu na moją opinię. Połów chwaliłam, trzecią  i niestety ostatnią część cyklu też zamierzam.

W niedzielę 5 marca wielu książkoholików, szczególnie „mrozoholików”, wstrzymało oddech, oglądając popularny program śniadaniowy. Okazało się bowiem, że Ove Løgmansbø, autor cyklu kryminałów rozgrywających się na Wyspach Owczych, nie istnieje. To fikcyjny twór, pseudonim literacki Remigiusza Mroza – najpopularniejszego polskiego pisarza młodego pokolenia. Skąd pomysł na farerski pseudonim?

Chciałem, by tajemnica utrzymała się jak najdłużej. Wydawało mi się, że jeśli stworzę Farera, a nie Polaka, nikt nie dojdzie prawdy – autor będzie wszak mieszkał na tak odległym archipelagu, że nie sposób będzie zweryfikować, czy jest tam naprawdę. Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że na miejscu znajdą się osoby, które rozpoczną śledztwo… i będą wnikliwe bardziej niż Chyłka i Forst razem wzięci (źródło: http://remigiuszmroz.pl/ove-logmansbo/).

Tajemnica wyszła na jaw, prawdziwa tożsamość autora została ujawniona kilkanaście dni przed premierą trzeciej i zarazem ostatniej części cyklu. Przypadek? Nie sądzę, ale nie będę tego oceniać. Jesienią, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego, dane mi było przeczytać Połów – drugą część serii, dla której inspiracją stał się kontrowersyjny farerski zwyczaj corocznego polowania na grindwale. Wówczas nie zauważyłam podobieństw do stylu Remigiusza Mroza. Zachwycałam się talentem syna Polki i rodowitego Farera. Podczas lektury Promu dostrzegłam kilka zbieżności, ale to pewnie siła sugestii po obejrzeniu i przeczytaniu materiałów.

Przerwany rejs na Wyspy Owcze okazał się być fantastycznym literackim rejsem. Powrócili znani i lubiani przeze mnie bohaterowie. Akcja znów rozpoczęła się od pierwszych stron i do ostatnich kart książki trzymała w napięciu. Tym razem prowadzone śledztwo dotyczy tytułowego promu. Policjantka Katrine Ellegaard znajduje się na pokładzie jednostki. Rezygnuje z pracy i opuszcza Danię. Walcząc z chorobą, postanowiła zawalczyć także o związek z mieszkańcem Wysp. Nagle zauważa, że wdrożono procedury awaryjne, które uniemożliwiają przemieszczanie się między pokładami. Kobieta zaczyna domyślać się, że mogło dojść do ataku terrorystycznego. Nie ma pojęcia, że rozwiązanie zagadki kryje się nie na promie, ale na archipelagu.

Mieszanina krwi, kości, porozrywanych tkanek i ścięgien – znalezione na lądzie zwłoki przywodzą na myśl nie człowieka, a zmielone mięso. O pomoc w identyfikacji ofiary farerska policja prosi Hallabjorna Olsena. Czekający z utęsknieniem na Katrine mężczyzna nie ma wątpliwości, że śmierć byłego wojskowego i porwanie promu to nie przypadek. Razem ze śledczymi, a później na własną rękę, stara się ustalić tożsamość sprawców. Dobrze wie, że każda minuta zwłoki przybliża jego ukochaną i pozostałych pasażerów jednostki do śmierci.

Ove Løgmansbø wie, że jak trzymać czytelnika w napięciu do samego końca. Podobnie jak to miało miejscu w Połowie, śledztwo rozwija się powoli, ale do czasu. Gdy na jaw wychodzą kolejne sekrety z życia społeczności wysp i państwowe tajemnice, tempo przyspiesza i to kilkakrotnie. Drżałam o życie pasażerów promu, ale i o Halla, który, chcąc ratować ukochaną, nie cofnie się przed niczym… Zakończenie (aż chce się napisać: „jak to u Mroza”) totalnie mnie zaskoczyło i po raz kolejny udowodniło, że o kryminałach muszę się jeszcze wiele nauczyć.

Domyślam się, że dzięki wiadomościom na temat tożsamości autora Prom rozejdzie się w księgarniach jak świeże bułeczki. I gorąco zachęcam Was do kupna, do odbycia literackiego rejsu na Wyspy Owcze. Rejsu przerwanego. Czy kontynuowanego? Tego nie zdradzę. Sami musicie zaryzykować i wsiąść na pokład. Warto dać tej książce i całej serii szansę. Zróbcie to niezależnie od tego, co myślicie na temat decyzji Remigiusza Mroza, dotyczącej wyboru pseudonimu. Premiera 15 marca. To ostatni moment, by spakować się przed wypłynięciem w czytelniczy rejs.

Za egzemplarz Promu dziękuję serdecznie Wydawnictwu Dolnośląskiemu!


autor: Ove Logmansbo (pseud. Remigiusz Mróz)
tytuł: „Prom”
wydawnictwo: Dolnośląskie
seria: Ślady Zbrodni
liczba stron: 344
premiera: 15.03.2017 r.

5 komentarzy:

  1. Mam wielką ochotę na taki czytelniczy rejs :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie pozostaje mi życzyć spokojnego rejsu :)

      Usuń
  2. Cykl ten przyciągał mnie, dopóki nie wiedziałam, że jego autorem jest Remigiusz Mróz. Teraz mam wątpliwości. W końcu czym innym jest pisanie polskich kryminałów, a czym innym udawanie Skandynawa. Może jednak dam się przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z czytaniem książek pana Mroza jesteśmy trochę w tyle...przeczytalysmy "Behawiorystę"...a Olga niedawno zaczęła "Kasację" 😀 A tu jeszcze się okazuje, że Mróz pisze pod innym nazwiskiem....i kiedy to wszystko przeczytać, skoro doba nie jest z gumy? 😂

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczęłam od Połowu, Prom czeka na swoją kolej a po Enklawę pewnie sięgnę na samym końcu, ale prawdziwa tożsamość autora rzeczywiście wstrząsnęła światem książki :)
    Pozdrawiam,
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie recenzji i Twój komentarz. Zapraszam ponownie :)