czwartek, 15 czerwca 2017

"Inwazja" - Wojtek Miłoszewski


Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, co by było, gdyby wybuchła wojna? Szczerze mówiąc, ja nigdy. Temat wojny znam oczywiście z opowieści Babci, lekcji historii, książek (naukowych i beletrystyki) oraz lepiej lub gorzej zrealizowanych seriali. Nigdy jednak nie zastanawiałam się, co by było gdyby… Powieść Inwazja uruchomiła moją wyobraźnię i przestraszyła. Wojtek Miłoszewski udowodnił, że wojna to nie tylko lata 1914 czy 1939. Wojna może rozpocząć się także w 2017. W Polsce. W Katowicach. Wystarczy tylko iskra…

W filmach wojna tocząca się w czasach współczesnych ma zazwyczaj jeden finał – wybuch bomby atomowej zmiata ludzkość z powierzchni ziemi. W Inwazji jest inaczej. W czasach supermarketów, telefonów komórkowych, w zwykłym europejskim kraju trwa regularna wojna. Na skutek polityki władz żołnierze muszą sobie radzić bez wsparcia NATO, a walka o przetrwanie, niepewność i strach towarzyszą cywilom w każdej sekundzie. Zmieniają ich psychikę i granice wytrzymałości.

Miłoszewski, zgodnie z zasadą powieści wojennych, w tryby historii wrzuca zwykłych ludzi. Michał to przykładny mąż i ojciec, który przed wybuchem wojny bezskutecznie stawia czoło bezrobociu i dużemu kredytowi w banku. Bezkompromisowa bizneswoman Danuta pracuje w rodzinnej firmie. Były komandos Roman prowadzi lekcje nurkowania w Egipcie, cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości i planuje samobójstwo. Kryzys w Rosji i ambicje Władimira Putina na zawsze zmieniają ich życie.

Inwazja to nie tylko strzały, wybuchy, koszary. To także wielka międzynarodowa polityka. Na kartach powieści pojawiają się prezydenci Stanów Zjednoczonych, Rosji i Francji, kanclerz Niemiec oraz oczywiście przedstawiciele władz Polski – Prezydent, Minister Obrony Narodowej i prezes partii rządzącej. Autor dość realistycznie przedstawia relacje i zależności między wymienionymi politykami. Daje się poznać jako doskonały obserwator polskiej i europejskiej sceny politycznej. Wyciąga wnioski i zmusza do tego czytelnika.

Miłoszewski znakomicie łączy sensację i elementy militarne z romansem, bowiem w jego debiutanckiej powieści czytelnik znajdzie także wątki miłosne. Przecież kocha się bez względu na czas, miejsce i okoliczności... Bohaterowie kochają z wzajemnością i bezskutecznie starają się zapomnieć o nieszczęśliwej miłości. Cieszą się rodzinnym szczęściem i tkwią w toksycznej relacji z ojcem. Na froncie uczuciowym dzieje się nie mniej niż na froncie walki.

Powieść czyta się bardzo szybko. Wpływ na to ma przede wszystkim intrygująca fabuła, zwykli, a zarazem wyjątkowi przez swój heroizm bohaterowie oraz język – naturalne dialogi i dynamiczne opisy. Autor zdecydowanie „stawia” na akcję, wydarzenia. Nie potrafiłam oderwać się od lektury! Inwazja ma otwarte zakończenie. Na szczęście wywiad z autorem opublikowany w najnowszym numerze miesięcznika Uroda życia uspokoił mnie – trwają prace na drugim tomem!

Wojtek Miłoszewski znany jest ze swoich scenariuszowych dokonań – to on stoi za sukcesem Watahy czy Prokuratora. Inwazją udowadnia, że potrafi napisać nie tylko dobry serial, ale i fantastyczną powieść.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

autor: Wojtek Miłoszewski
tytuł: „Inwazja”
liczba stron: 500
wydawnictwo: W.A.B.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam takie książki mocne i z głębią. Zapisałam już sobie ją na listę.
    Zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jak najbardziej na tak! :D Zabiorę się za nią zaraz po obronie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie recenzji i Twój komentarz. Zapraszam ponownie :)