środa, 23 maja 2018

"Serce w skowronkach" - Magdalena Kordel


Magdalena Kordel, Serce w skowronkach, Wydawnictwo Znak, 2018.
https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,112202,Serce-w-skowronkach

Magdalena Kordel – bestsellerowa pisarka, autorka książki, którą pragnę Wam dziś polecić, podczas spotkania na tegorocznych Warszawskich Targach Książki życzyła mi serca w skowronkach. Jej słowa spełniły się – serce Dropsa jest w skowronkach za sprawą ciepłej, pełnej cudów powieści.

Klementyna […] Pomyślała, że rozumie, co mają na myśli ludzie, mówiąc, że są cali w skowronkach. Po prostu serce wtedy dostaje skrzydeł.

Serce w skowronkach to druga część serii Miasteczko. Przyznaję, że pierwszej – Serce z piernika – jeszcze nie czytałam. Na wspomnianych już Targach kupiłam egzemplarz i podarowałam Mamie. Myślę, że mi pożyczy... Ale do rzeczy! Pierwszej części nie czytałam, ale, mam wrażenie, zrozumiałam przekaz tej drugiej. Podczas lektury niemal nie pojawiały się znaki zapytania czy chwile, gdy nie rozumiałam rozmów bohaterów. Serce w skowronkach to zatem doskonały tytuł, by poznać twórczość Magdaleny Kordel. Naprawdę warto to zrobić! Z niecierpliwością już dziś wypatrują kolejnej części. Dlaczego? Co mnie tak urzekło w tej powieści?

Przede wszystkim fabuła i główna bohaterka. Klementyna samotnie wychowuje córkę Dobrochnę. Kilkuletnia dziewczynka zadaje sto pytań na minutę, nieustannie ciekawią ją świat i ludzie. To trafna obserwatorka dorosłych, nie boi się wyrazić swojego zdania. Nawet Jasia i Małgosi nie potrafi oszczędzić, poddając bajkę wnikliwej, pełnej humoru oraz dziecięcej naiwności analizie (trzeba przyznać, że bardzo trafnej!). Klementyna ma u boku nie tylko córkę. W kamienicy w urokliwym Miasteczku, do którego, jak zrozumiałam, trafiła z Rzeszowa, mieszka z Babcią Agatą. Pogubioną Babcią, która czeka. Ciągle czeka na swój mały cud. Tęskni i nie traci nadziei. Do końca, przynajmniej dla mnie, pozostało zagadką, kogo każdego dnia wyglądała w oknie. Spotkanie, którego opis znajduje się na ostatnich kartach powieści, wzrusza i porusza. Daje nadzieję. Dowodzi, że marzenia się spełniają, a cuda się zdarzają i nigdy nie wolno w to zwątpić.

Wróćmy do Klementyny! Pasją kobiety jest cukiernictwo. To mistrzyni słodkich wypieków znana w okolicy. Fragmenty, w których główna bohaterka gra pierwsze kuchenne skrzypce, pobudzają każdy zmysł – przede wszystkim zapachu i smaku. Ach, jak ja marzyłam o tym, by usiąść przy stole w kuchni Klementyny i sięgnąć po opisywane smakołyki. Powieść Magdaleny Kordel może być torturą dla wszystkich poddających się diecie odchudzającej – ostrzegam! ;) Dzięki wsparciu przyjaciół i ukochanego bohaterka postanawia otworzyć własną cukiernię. Niestety, albo stety, przekorny los ma wobec niej inne plany. Złamany nadgarstek staje się początkiem zdarzeń zwiastujących cud.  

Dobro to nie jest wiedza, lecz czyn.

Cuda w życiu Klementyny i pozostałych postaci (członków rodziny, przyjaciół i mieszkańców Miasteczka) wydarzają na każdym kroku. Cuda małe i wielkie. Dla jednych nic nieznaczące, dla innych, dosłownie i w przenośni, ratujące życie. Klementyna, mimo że sama ma wiele własnych problemów, nie przechodzi obojętnie obok cudzych kłopotów. Pomaga bezbronnej kobiecie z dziećmi, z opresji ratuje dwa niewinne konie. Bezinteresownie pomaga, ucząc przy okazji tego innych.

Choć główną bohaterką historii jest pasjonatka cukiernictwa, Magdalena Kordel nie tworzy słodkiego, mdłego świata. Do każdego wątku dorzuca szczyptę pieprzu, soli, dodaje kilka łyżek octu. Autorka nie omija trudnych tematów. Z ogromnym wyczuciem, ale realistycznie, pisze o przemocy domowej, poszukiwaniu własnej tożsamości, o II wojnie światowej i jej konsekwencjach dla zwykłych ludzi w XXI wieku, wreszcie o tęsknocie i chęci ucieczki, która drzemie w każdym z nas. Ucieczki przed odpowiedzialnością, miłością, stałością, która dyktowana jest strachem. Strachem przed zranieniem i cierpieniem. Czy Klementyna będzie pierwszą kobietą w rodzinie, która się przełamie? Która zaufa mężczyźnie i stworzy dom pachnący nie tylko drożdżowym ciastem, ale i miłością oraz namiętnością? Droga do tego nie będzie łatwa. Prowadzi przez stajnię, cmentarz i wieś Średnie Wielkie.

Magdalena Kordel przypomina swoim czytelnikom o tym, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń i na doświadczenie cudu. Życie potrafi zaskakiwać – i tych młodych, i tych starych, którym wydaje się, że wszystko przeżyli i widzieli. Człowiek bywa bezradny wobec planów losu lub Boskiego działania. Święty Antoni, którego figura zajmuje ważne miejsce w mieszkaniu bohaterek, tylko pozornie z obojętnością przygląda się ich perypetiom. Działa, przygotowując Panie (i kilku Panów) na zaskakujący finał historii.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na język. Moje serce – serce filologa, było całe w skowronkach, gdy przewracałam kolejne strony. Opisy i dialogi radowały moje oczy. Magdalena Kordel dba bowiem nie tylko o niebanalną fabułę i kreację bohaterów. Wielką wagę przywiązuje także do języka powieści. Każde zdanie wydaje się oszlifowanym diamentem. Żaden fragment nie jest zbędny. Żadne słowo nie pada bez przyczyny. Opisy, zarówno Miasteczka, okolic, jak i uczuć oraz emocji bohaterów poruszyły moją wyobraźnię. Rozmowy bohaterów raz bawiły, raz wzruszały do łez.

Czytając Serce w skowronkach, miałam wrażenie, że dobrze znam te postaci. Postaci, które są ludźmi takimi jak ja czy Wy – z krwi i kości, marzącymi i wyglądającymi (niczym Babcia Agata) małych lub wielkich cudów. Ludźmi, którzy mimo własnych problemów, angażują się w życie innych. Ludźmi, którzy mieszkają w miasteczkach takich jak my. Ludźmi, którzy nigdy nie tracą nadziei. Bo tylko z nadzieją wiara i miłość mogą stworzyć trio doskonałe. Polecam Wam tę dzisiejszą premierę. To powieść idealna do tego, by zatopić się w cudnym literackim świecie i choć na moment zapomnieć o własnych troskach i słabościach. Dla miłośniczek literatury obyczajowej (zwłaszcza polskiej) to lektura obowiązkowa!

Wydawnictwu serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji i piękny upominek!

Kliknij, by przeczytać fragment recenzowanej powieści:
https://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,111921

poniedziałek, 21 maja 2018

"Cała ja" - Augusta Docher (recenzja przedpremierowa!)


Augusta Docher, Cała ja, Wydawnictwo Znak (OMG Books), 2018.

Dwie dziewczyny. Młode kobiety. W dorosłość wchodzą z ogromnymi bagażami doświadczeń. Los ich nie oszczędzał. Obie przeżyły wielką tragedię. Na nowo próbują posklejać – i życie, i serca, które rozpadły się na kawałki. Czy im się to uda? Czy drogi bohaterek się skrzyżują? Cała ja  – najnowsza powieść Augusty Docher (znanej również jako Beata Majewska), to historia pełna znaków zapytania, emocji i niespodziewanych zwrotów akcji. Rollercoaster gwarantowany!

Mam problem z tą recenzją. Z jednej strony zależy mi na tym, by zachęcić Was do lektury. Z drugiej boję się, że zdradzę jakiś element fabuły, a to byłaby zbrodnia w biały dzień. Żaden sąd by mnie nie uniewinnił. Trudno. Zaryzykuję… Na początku poznajcie główne bohaterki powieści!

Milena próbuje pogodzić się z nagłą śmiercią ukochanego ojca – jednego z najbogatszych Polaków. Na celowniku mediów, wśród elity szuka szczęścia i odrobiny czułości. To, czego nie daje jej rówieśnik, znajduje w ramionach przyjaciela rodziców – Jacka. Jakie konsekwencje będzie miał ich sekretny romans?

Paula chowa się przed światem – ukrywa swoją tożsamość i prawdziwe uczucia. Ból, który towarzyszy jej każdego dnia, próbuje zagłuszyć ciężką pracą fizyczną. Gdy na jej drodze staje przystojny posiadacz tatuażu w kształcie smoka, i za oknem, i w jej sercu pojawia się wiosna. Czy zaufa tajemniczemu chłopakowi?

Pewnie zastanawiacie się, co łączy obie dziewczyny? Tego oczywiście nie mogę zdradzić. Jedno jest pewne – obie, bardziej lub mniej skutecznie, próbują zapomnieć o nieszczęściach i rozczarowaniach. Czy będą potrafiły kochać i ufać? Sprawdźcie!

Książkę czyta się ekspresowo. Dosłownie pochłania strona po stronie. Nie sposób delektować się tą historią – każdy rozdział potęguje ciekawość, przynosi nowe wątki i zdarzenia. Budzi emocje. Pobudza wyobraźnię.  Augusta Docher buduje napięcie lepiej niż kilku znanych mi autorów powieści kryminalnych.

Cała ja pisana jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Narratorkami są główne bohaterki – raz Paula, raz Milena, co zwiastują tytuły poszczególnych rozdziałów. Wyjątkowe są pierwsza i ostatnia część historii. Dlaczego? Nie zdradzę!

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak za propozycję zrecenzowania tego tytułu. Lubię historie pełne emocji, a Cała ja na pewno należy do ich grona. Autorka dbała o to, by napięcie rosło ze strony na stronę. Dbała o emocjonalny rollercoaster nie tylko bohaterów. Smutek przeplatała z radością. Tęsknotę z namiętnością. Szokowała i zmuszała do refleksji.  Cała ja to bowiem dowód na to, że Augusta Docher nie boi się trudnych, dla wielu kontrowersyjnych tematów – jak homoseksualizm czy związek mężczyzny w średnim wieku z nieletnią. Zdarzeń, których niektórzy są świadkami na co dzień  – w swoich miastach czy środowiskach. Tematami, które mimo swojej powszechności, uznawane są za tematy tabu. Autorka nie milczy. Wręcz przeciwnie – kreacjami bohaterów przypomina, że nie wolno milczeć, gdy w grę wchodzą uczucia. Prawdziwe uczucia. Bo milczenie często może kosztować wiele. Zbyt wiele.

Komu polecam tę powieść? Przede wszystkim miłośniczkom gatunku – historii obyczajowych. To książka, przy której nie można się nudzić – uwierzcie mi, że fabuła niesamowicie wciąga! Cenicie niejednoznacznych bohaterów – pełnych emocji i wzbudzających emocje? Musicie poznać Milenę, Paulę i pozostałe postaci. 23 maja biegnijcie do księgarni. Naprawdę warto!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

wtorek, 8 maja 2018

"To nie jest twoje dziecko" - Małgorzata Falkowska (#MamaDropsaCzyta)


Małgorzata Falkowska, 2018, To nie jest twoje dziecko, Wydawnictwo Lira
#MamaDropsaCzyta

„Jak wysoka może być cena macierzyństwa? Troje bohaterów: dobrze sytuowane małżeństwo, Anna i Paweł, oraz studentka Michalina, podejmuje brzemienną w skutkach decyzję, która nieodwracalnie zaważy na losie każdego z nich. Cena, którą przyjdzie im zapłacić za zawarty potajemnie układ, okaże się bardzo wysoka…”
To moje pierwsze spotkanie z książką Małgorzaty Falkowskiej, autorką popularnych powieści obyczajowych, absolwentką pedagogiki specjalnej, która w swojej pracy pedagoga zetknęła się z mrocznymi stronami ludzkiej psychiki. Doświadczenia te legły u genezy książki „To nie jest twoje dziecko”. Zaintrygował mnie tytuł książki, okładka i jej zapowiedź  na stronie wyd. Lira.
Powieść składa się z krótkich rozdziałów noszących imiona bohaterów. Dzięki zastosowanej w nich narracji pierwszoosobowej poznajemy wydarzenia z perspektywy trojga bohaterów, co pozwala także poznać ich bliżej a zwłaszcza to, co dzieje się w ich duszach. Autorka nakreśliła doskonałe portrety psychologiczne bohaterów.
Jako pierwszą z trojga bohaterów poznajemy Michalinę – pilną studentkę technologii żywności,  zwykle stroniącą od studenckich rozrywek , bowiem nauka była dla niej najważniejsza. Pewnej soboty postanowiła jednak ulec namowom współlokatorek z akademika i poszła z nimi do klubu. Zaimponował jej rozmową o Turcji sympatyczny Tarif, który postanowił ją odprowadzić do akademika. Skorzystał z zaproszenia na herbatę, fajnie się im rozmawiało, był czuły, obsypywał komplementami . Michalina zakochała się od pierwszej rozmowy i …stało się! Wszystkie plany wzięły w łeb, czarną godziną okazał się pozytywny wynik testu ciążowego. Nie chciała teraz dziecka!
Anna i Paweł Krygierowie to świetnie usytuowane małżeństwo ginekologów, właścicieli nowoczesnej prywatnej kliniki, którym do pełni szczęścia brakuje jedynie dziecka. Myśl o dziecku jest dla nich, a szczególnie dla Anny najważniejsza. Co miesiąc bardzo przeżywa swoją porażkę. Do gabinetu Anny w prywatnej klinice trafia Michalina, która jest zszokowana wiadomością o ciąży. Nie chce tego dziecka, nie teraz. Piękna Anna, korzystając z okazji, podjęła decyzję za oboje o kupnie dziecka, następnie zaproponowała Michalinie swoje niewielkie mieszkanie na czas ciąży. Załatwienie urlopu dziekańskiego uznała za właściwą drogę dla zagubionej studentki. Pomogła nawet w znalezieniu alibi dla matki surogatki. Michalina po chłodnej kalkulacji warunków zgodziła się na wszystko.
Do pewnego momentu książkę czyta się lekko, przyjemnie, jak dobrą obyczajówkę z przesłaniem. Bohaterowie zbliżają się do siebie, Anna stała się prawie przyjaciółką Michaliny, odwiedza ją, zapełnia lodówkę, razem spacerują, robią zakupy, rozmawiają, pewne fakty z przeszłości je łączą. Pawłowi jest trudniej oswoić się z całą ta sytuacją, z myślą o ojcostwie. Staje się zazdrosny o Annę, że jej nie ma przy nim, że spędza czas z Michaliną. Żona natomiast jest całkowicie pochłonięta pseudociążą – sztuczne brzuchy dopasowane do okresu ciąży, ograniczenie przyjmowania pacjentek, wdrożenie w życie planu M jak Matka. „Ty jesteś tylko inkubatorem, to jest nasz syn” . „Syn, najpiękniejsze z wypowiedzianych dziś przeze mnie słów niedługo stanie się moją codziennością”. Dla Michaliny to dziwny, niemoralny i zakazany układ. Czuje, że to będzie chłopiec, że jest jej częścią. postanowiła pisać do niego listy.

Życie… to taka pojemna walizka. która wydaje się nie mieć dna. Upychamy w niej wszystko. Czasem złożone uważnie wspomnienia, które chcemy pielęgnować, czasem wrzucone luzem, jakbyśmy chcieli o nich zapomnieć. Każdego dnia dokładamy coś nowego, aż w końcu należy otworzyć kieszenie walizki, aby zdobyć dodatkowe miejsce. Coś, co wydaje się nie mieć końca, nagle znajduje dno. Wtedy właśnie nadchodzi kryzys. To on pomaga nam wybrać, czy upychać wszystko dalej, czy wpierw pozbyć się niepotrzebnego”.

W małżeństwie Anny i Piotra pojawił się mały kryzys, rozmowy stały się apatyczne, jedynie seks cudowny. Dla Anny  bezpieczeństwo matki i Piotrusia to sprawa priorytetowa. Na światło dzienne wychodzą pewne budzące lęk tajemnice z przeszłości bohaterek. I tu zaczyna się mroczna opowieść. Zmienia się diametralnie nastrój , sytuacja z każdą stroną się komplikuje, wydarzenia zaskakują, tempo akcji nabiera pędu i trzyma w napięciu, wywołują c fale zaskakujących emocji. Zwyczajnie bałam się czytać, odkładałam książkę i do niej szybko wracałam. Ciekawość zakończenia zwyciężyła. Jako matka bowiem doskonale zdawałam sobie sprawę, co się dzieje w duszy kobiety pragnącej dziecka i czekającej na dziecko. Ale nie wyobrażałam sobie, ze marzenie o dziecku może doprowadzić wręcz do obłędu… Nie takiego się spodziewałam zakończenia, ono mnie zszokowało i poruszyło do głębi! Zwykle omijam thrillery psychologiczne, ponieważ  ich czytanie wywołuje we mnie za dużo skrajnych emocji. Gorąco jednak zachęcam do sięgnięcia po tę książkę!  A ja wiem, że sięgnę teraz po książki obyczajowe Małgorzaty Falkowskiej .

niedziela, 6 maja 2018

"W cieniu magnolii" - Anna Płowiec (recenzja przedpremierowa!)


Anna Płowiec, 2018, W cieniu magnolii, Wydawnictwo Znak.


Wybaczcie mi, proszę, ten kolokwializm, ale... Naprawdę rzadko brakuje mi języka w gębie. A jednak czasem mam problem, by wyrazić słowami zachwyt nad konkretną powieścią. Tak jest też w tym przypadku. W cieniu magnolii Anny Płowiec to przepiękna historia o miłości, trudnych decyzjach, rozstaniach i rozdartych sercach. Wciąga od pierwszego zdania do ostatniej strony. Ja jej nie czytałam – ja ją pochłaniałam! Literka po literce, całym sercem. Moim zdaniem miłośniczki powieści obyczajowych (tzw. „literatury kobiecej”) powinny ją mieć i przeczytać. Ba! Muszą to zrobić! Premiera już w najbliższą środę. Mam nadzieję, że moja recenzja zachęci Was do sięgnięcia po ten tytuł. Nie przedłużam – poznajcie Alicję.

Alicja kiedyś

Alicja – główna bohaterka powieści, mieszka z matką w starej kamienicy w samym sercu Krakowa. Studiuje bibliotekoznawstwo. Przyjaźni się z szaloną, pewną siebie i poszukującą księcia na białym koniu Danką. Ala, w przeciwieństwie do koleżanki, znalazła już towarzysza życia. Problem w tym, że im bliżej ślubu, tym więcej wad zauważa w pozornie idealnym Leszku. Pod nieobecność narzeczonego i matki przez przypadek zostaje wciągnięta w grę w pokera. To wtedy poznaje Janka – cichego i spokojnego chłopaka, który od pierwszych chwil znajomości daje jej upragnione poczucie bezpieczeństwa. Życie Alicji przewraca się do góry nogami. Między młodymi zaczyna się rodzić prawdziwe uczucie. Ale co z Leszkiem, który nie cofnie się przed niczym, by zatrzymać Alicję przy swoim boku? Serce bohaterki jest rozdarte pomiędzy dwóch mężczyzn. Musi dokonać wyboru. Trudnego wyboru. Nie wie, że jego konsekwencje będzie czuła przez wiele lat.

Alicja dziś

Alicja – główna bohaterka powieści, mieszka z psem w starej kamienicy w samym sercu Krakowa. Jest bibliotekarką. Przyjaźni się z Danką. Tęskni za córką, która rozpoczęła studia we Wrocławiu. Pewnego dnia, tak jak przed laty, w jej drzwiach staje Janek. Jego wizyta staje się pretekstem do wspomnień. Wspomnień pełnych skrajnych emocji.

Jedno serce, dwóch kandydatów

Jak można się domyślić z powyższego pobieżnego opisu fabuły, w tej powieści Czytelnik ma do czynienia z dwoma płaszczyznami czasowymi. Już od pierwszych stron wiadomo, że bohaterka dokonała trudnego wyboru. Jakiego? A właściwie trzeba zapytać wprost: którego mężczyznę wybrała? Decyzję Alicji poznajemy dopiero pod koniec książki. Wbrew pozorom nie jest oczywista… Niewiadoma, wartka akcja i świetny styl autorki sprawiają, że powieść pochłania się w oka mgnieniu. To kolejna z historii obyczajowych, którą ośmieliłabym się porównać do kryminału – wciąga niczym dobra sensacja, a chęć poznania rozwiązania zagadki konkuruje z niemożnością rozstania się z bohaterami i naprawdę dobrą fabułą.

Pachnąca niespodzianka

Przez całą lekturę towarzyszył mi zapach magnolii. Nie tylko dlatego, że Wydawnictwo Znak zadbało o niespodziankę dla recenzentów i z pudełka z książką (a także z jej kartek) wydobywał się piękny aromat tego cudownego krzewu. To również zasługa Anny Płowiec.  Autorka starannie dobiera słowa, co bardzo cenię zwłaszcza w powieściach obyczajowych. Pobudza nimi wszystkie zmysły  czytelników, z wyczuciem stopniuje napięcie. Kreuje niebanalnych bohaterów, którzy potrafią zaskakiwać – i siebie wzajemnie, i oczywiście czytelnika.  

Skryj się w cieniu magnolii

Jak już wspomniałam, podczas lektury towarzyszyły mi sprzeczne pragnienia – z jednej strony jak najszybciej chciałam poznać decyzję Alicji i finał tej historii; z drugiej zaś żałowałam, że zbliża się moment rozstania z bohaterami. Ktoś po przeczytaniu noty wydawniczej czy recenzji mógłby zarzucić, że autorka wykorzystała stary jak świat schemat z filmów/powieści romantycznych. Nic z tych rzeczy, moi Drodzy. Nawet jeśli motyw tej powieści jest Wam dobrze znany, uwierzcie mi, że podczas lektury W cieniu magnolii nie ma chwili na nudę. Fabuła nie ocieka cukrem. Pachnie magnolią, która daje cień bohaterom w wyjątkowych momentach. Po krakowskim rynku nie biegają różowe nosorożce. Życie Alicji w klimatycznej kamienicy to nie bajka. Do samego końca zadawałam sobie pytania: „Czy los okaże się dla niej łaskawy? Czy odnajdzie upragnione szczęście?”. W cieniu magnolii to historia o burzliwych uczuciach, pragnieniu bliskości i poczucia bezpieczeństwa oraz wyborach – nie tylko tych damsko-męskich. Wyborach, których wszyscy dokonujemy. Anna Płowiec na kartach swej powieści daje człowiekowi nadzieję. Udowadnia, że czasem warto pójść za głosem serca. Nawet, gdy świat twierdzi inaczej.


Mam nadzieję, że zachęciłam Cię do tego, byś w najbliższych dniach skryła się w cieniu magnolii z tą powieścią w dłoni. Naprawdę warto! 

sobota, 5 maja 2018

"Sprzedawca marzeń" - Richard Paul Evans (recenzja przedpremierowa!)


Richard Paul Evans, 2018, Sprzedawca marzeń, Wydawnictwo Znak.

Choć wielu miłośniczkom powieści obyczajowych tego autora przedstawiać nie trzeba, dla mnie było to pierwsze spotkanie z jego twórczością. Historie Evansa polecało mi wiele koleżanek. Bo chwytają za serce, bo ciężko się oderwać… Muszę przyznać, że miały rację! Nowa seria tego bestsellerowego autora zapowiada się fantastycznie!

Sprzedawca marzeń – sprzedawca siebie

Charles James ma wiele. Pieniądze, sławę, uwielbienie tłumów. Ma wiele, ale czy ma wszystko? Wydaje się, że tak. Spełnił swoje marzenie z dzieciństwa – w końcu kocha go cały świat.  
Był bity i poniżany przez ojca. Jadł to, co znalazł w śmietniku. Odrzucany przez rówieśników, cierpiał na głód miłości. Gdy opuszcza dom, zostaje asystentem znanego mistrza sprzedaży. Z powodzeniem i w ekspresowym tempie zdobywa kolejne szczeble kariery. Relacja mistrz-uczeń nie trwa długo. Charles sam zostaje mistrzem. Staje na szczycie. Jest szczęśliwy. Do czasu.

Szczęście czy iluzja? Oto jest pytanie!

Rozmowa po latach i nieoczekiwana wizyta jednego z klientów chwieją idealnym życiem bohatera. W ciągu jednego dnia Charles traci wszystko. No, prawie wszystko, bo dostaje od losu drugą szansę. Szansę za to, by zacząć żyć od nowa.

Głód szczęścia

Bohaterowi niemal przez całe życie towarzyszy głód. Najpierw to głód wynikający z niedostatku, braku pożywienia. Później pokarmem Jamesa staje się sława i szczęście. Apetyt, także w tym przypadku, rośnie w miarę jedzenia. Charles jest ciągle głodny – głodny szczęścia. W pogoni za karierą, lepszym życiem i uwielbieniem, za którym tak bardzo tęsknił jako mały chłopak, traci kobietę, którą kochał i która odwzajemniała jego uczucia. Z kontenera, w którym jako dzieciak  szukał pożywienia, trafił w sam środek śmietnika biznesu. Gonitwę za jedzeniem zamienia na gonitwę za szczęściem. Nie umie się zatrzymać, nie widzi mety. Do czasu.

Ojciec

Jak już pisałam, Charles przez całe dzieciństwo był bity i poniżany przez ojca. W końcu przyszedł dzień, w którym się postawił. Po latach ojciec wraca do jego życia. Nie jest to jednak jego rodzic, a rodzic jego klienta. Starcie z własnym ojcem zmieniło życie Jamesa. Podjął decyzję o wyprowadzce i w efekcie został sprzedawcą marzeń. Spotkanie z ojcem klienta także wszystko zmienia. Sprawia, że uporządkowany świat Charlesa – świat sławy, pieniędzy i pogoni za nie wiadomo właściwie czym rozpada się na kawałki. Budzi się uśpione sumienie bohatera. Wracają wspomnienia, emocje. Pojawia się tęsknota za tym, co prawdziwe. Los daje bohaterowi drugą szansę. James może… zniknąć. Zacząć od nowa. Z czystą kartą. Czy i jak skorzysta z tej okazji? Jestem bardzo ciekawa!

Cytat na dobry początek

Sprzedawcę marzeń czyta się bardzo szybko. To zasługa pierwszoosobowej narracji. Główny bohater opowiada o wydarzeniach teraźniejszych, a podczas sesji u psychoterapeutki wspomina przeszłość. Rozdziały są krótkie. Każdy rozpoczyna cytat z dziennika Charlesa. Bardzo podobał mi się prolog powieści. Przedstawia spotkanie autora książki z… głównym bohaterem.

Czasem trzeba umrzeć dla świata, by zacząć żyć od nowa.

Myślał, że dąży do sukcesu. W rzeczywistości cały czas uciekał przed porażką. Myślę, że we współczesnym świecie jest wielu takich Charlesów. Ludzi, którzy marzą o bogactwie i sławie, gubiąc po drodze swoje prawdziwe ja. Sprzedają marzenia, sprzedają samych siebie.  Co dostają w zamian? Pozornie wszystko, tak naprawdę nic. Komu polecam tę powieść? Wszystkim. Warto czasem się zatrzymać i pochylić nad własnym życiem. Choć tę powieść czyta się szybko, skłania do refleksji. Do analizy własnego życia i dotychczasowych wyborów. Kto wie, może skłoni kogoś z Was, by zacząć od nowa? Premiera już 9 maja – warto czekać.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!