środa, 27 czerwca 2018

"Magda M. Ciąg dalszy nastąpił" - Radosław Figura


Radosław Figura, Magda M. Ciąg dalszy nastąpił, Wydawnictwo Znak 2018.

Stało się. Ciąg dalszy nastąpił. A jednak… Wszyscy fani popularnego przed laty serialu Magda M. emitowanego w TVN we wtorkowe wieczory pamiętają ostatnią scenę serialu. Szczęśliwi i zakochani Magda Miłowicz i Piotr Korzecki wybaczają sobie na tle malowniczych Tatr. Po emisji ostatniego odcinka piosenka Życie cudem jest przeżywała drugą młodość, a fani produkcji pytali się na forach internetowych, jaki ciąg dalszy mógłby nastąpić po powrocie do Warszawy. Stało się. Ciąg dalszy nastąpił. Twórca serialu, „ojciec” Magdy M., Radosław Figura, zabiera fanów serialu (i nie tylko) w podróż w czasie. Do przyszłości. Warszawa, Magda, Piotr, Agata, Karolina, Sebastian i reszta 10 lat później. Jaka to podróż? Wspaniała! Zaskakująca, emocjonująca, wzruszająca – po prostu wyjątkowa. Tak jak jej główna bohaterka.

Ta recenzja powinna się ukazać dwa dni temu – 25 czerwca. Dlaczego? Ponieważ 25 czerwca życie mecenas Magdaleny Miłowicz zmieniło się na zawsze.

Magda M. bez Piotra? Nieprawdopodobne? A jednak. Choć wydawać się mogło, że ich drogi na nowo skrzyżowane u stóp Zakopanego nigdy się nie rozejdą, jednak się rozeszły. I to tam, gdzie w miłosnym pocałunku splotły się po raz pierwszy – na Placu Trzech Krzyży. Chcąc, nie chcąc, Magda musi się nauczyć żyć bez Piotra. Brrr… Jak to brzmi! Ale uwierzcie mi – tej historii nie dało się napisać inaczej. Radosław Figura wykazał się ogromną odwagą, tak a nie inaczej prowadząc bohaterów przez życie. Odwagą, bo po słynnej już 67 stronie wielu może go znielubić. Naprawdę. A on to zrobił. Napisał. Ba! Stworzył coś… niesamowitego.

To miał być zwykły dzień. Podobny do poprzedniego. Ale nie był. Zmienił wszystko. Nie tak jak oczekiwano. Zakochana i szczęśliwa mecenas Magdalena Miłowicz musi poskładać swój świat na nowo. Milimetr po milimetrze. Kawałek po kawałeczku. Musi się na nowo nauczyć życia.  Nie jest sama – ma u boku niezawodnych przyjaciół. I ich życie nie oszczędza. Sebastian przeżywa (kolejny) zawód miłosny, Agata próbuje się odnaleźć w roli matki i żony, a Karolina przeżywa dorastanie czwórki pociech.

Czytając książkę, miałam wrażenie, że oglądam serial. Nie musiałam zamykać oczu. Pochłaniając kolejne słowa, widziałam Joannę Brodzik, słyszałam głos Darii Widawskiej, odwzajemniałam ciepły, matczyny uśmiech Katarzyny Herman i zerkałam w obiektyw Bartka Świderskiego. Z sentymentem i ogromną ciekawością śledziłam losy ich literackich postaci. Autor zadbał o każdy detal fabuły – także narrację i dialogi. Pięknym językiem – pełnym szczegółów, niebanalnych porównań i innych środków artystycznych opisuje miasto i oddaje emocje postaci. Delektowałam się lekturą, to była prawdziwa przyjemność! Radosław Figura niespiesznie prowadzi czytelnika przez nowy świat Magdy M. Prowadzi narracją trzecioosobową i pierwszoosobową, wplatając w historię fragmenty bloga pani mecenas.

Czy Magda i jej przyjaciele się zmienili? Czy różnią się od bohaterów, których znamy z ekranu? Tak. Oczywiście, że tak. W końcu minęło 10 lat. Są o 10 lat starsi i bogatsi w doświadczenia – zawodowe, damsko-męskie, męsko-męskie czy dziecięce. Niezmienna pozostała ich przyjaźń i wzajemne oddanie. Ciągnięcie za warkoczyk, mądre rady Waligóry, cięte uwagi Bartka czy obawy pani Teresy.

Czy Magda M. Ciąg dalszy nastąpił to powieść tylko dla fanów serialu? Nie! W tej historii może zanurzyć się każdy. Nawet kobiety, które w poprzednim dziesięcioleciu nie wzdychały do Pawła Małaszyńskiego. Nowe otwarcie Magdy staje się otworem dla czytelników i szansą na poznanie najsłynniejszej polskiej pani mecenas.

Wszystko, co najważniejsze w samodzielnym życiu Magdy, wydarzyło się tutaj. W Warszawie. Mieście, które podniosło się z prochów, by dumnie patrzeć w oczy całemu światu: oto jestem!

Magda M. to serial, który chyba jako pierwszy ukazał Warszawę od pięknej, wręcz bajkowej strony. Razem z bohaterami produkcji widz spędzał wieczory na tarasie Magdy, spacerował po parku czy śmigał motorem przez stołeczne ulice. I w powieści Radosław Figura dba, by oddać klimat miasta. Miasta innego niż w serialu. Miasta, które tak jak bohaterowie zmieniało się przez ostatnią dekadę.

Czy jest szczęście? Nie jest nim brak problemów i kłopotów. Ani życie usłane płatkami róż. Szczęścia nie daje tylko to, co łatwe, przyjemne i bezproblemowe. Szczęście jest wtedy, kiedy całe dotychczasowe życie, złożone z milionów chwil, z poszczególnych zdarzeń i sytuacji, staje się nagle całością. Wyraźną drogą, która doprowadziła cię do miejsca, w którym jesteś. Najlepszego, w jakim mogłeś się znaleźć. Takiego miejsca twojego życia, które daje ci absolutną, nieskończoną pewność że nic, żaden problem czy kłopot, nie może ci tego szczęścia odebrać.  

Radosław Figura udowadnia, że życie to nie jeden wspaniały, wyśniony i wyczekany happy end. Życie to zbiór szczęśliwych chwil, szczęśliwych zakończeń. Małych i dużych. Bo gdy kończy się jeden etap, jedna podróż, rozpoczynają się kolejne i kolejne – aż do ostatniego oddechu. To od nas zależy, jak poradzimy sobie ze zmianami. Jak przyjmiemy dary losu – nie zawsze napawające radością. Czasem te dary rozdzierają serce, podcinają skrzydła. Ale warto wyjść z czarnej piwnicy. I do ciemności serca wpuścić ciepłe światełko. Ciepłe światełko płynące prosto z serca i z oczu drugiego człowieka.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Moja recenzja zachęciła Cię do sięgnięcia po tę książkę? Jutro (28.06.) zajrzyj na Facebooka. Na stronie Recenzje Dropsa Książkowego będziesz mieć szansę wygrać egzemplarz powieści.

środa, 20 czerwca 2018

"Zło czai się na szczycie" - Marta Matyszczak


Marta Matyszczak, Zło czai się na szczycie, Wydawnictwo Dolnośląskie 2018.

Jeśli lubicie kryminały z dodatkiem humoru, a Waszym sercom bliskie są szczekające czworonogi, nie muszę przedstawiać Gucia i jego pana, detektywa Szymona Solańskiego. Zło czai się na szczycie to czwarty i na szczęście nie ostatni kryminał z serii „Kryminał pod psem” (świadczy o tym nie tylko otwarte i zaskakujące zakończenie, ale i słowa Autorki podczas spotkania na Warszawskich Targach Książki). Co tym razem Marta Matyszczak przygotowała dla swoich czytelników? Sprawdźcie!

W tej części zło czai się na szczycie, a konkretnie w Zdrojowicach – jak zapewnia Autorka fikcyjnej miejscowości. Gucio – kundelek przystojny i nieprzeciętnie inteligentny, oraz jego nie tak idealny właściciel, Solański, goszczą na weselu starej znajomej (niech jej tożsamość pozostanie dla Was tajemnicą do momentu lektury). Na uroczystości pojawiają się w towarzystwie sierżant Kamieńskiej, którą czytelnicy poprzednich części mogą pamiętać (przyznaję – ja nie pamiętałam…). Do urokliwej i tylko pozornie spokojnej miejscowości przybywa Różyczka, ulubienica Gucia, w towarzystwie brodatego miłośnika rowerów o wdzięcznym nazwisku Ból. Wesele zostaje niespodziewanie przerwane, a pobyt w hotelu się przedłuża. W pobliżu lokalu bowiem zostają znalezione zwłoki miejscowego aptekarza. Właściciel kompleksu o pomoc w znalezieniu mordercy prosi Szymona. Detektyw może liczyć na wsparcie przyjaciół – dziennikarki i debiutującej pisarki(!) Róży Kwiatkowskiej oraz wiernego (jak przystało na psa) Gucia, który dosłownie lubi wtykać nos w nie swoje sprawy. Ich obecność jest niezwykle ważna tym bardziej, że sprawa okazuje się dotyczyć śmierci żony Solańskiego. Wszystko wskazuje na to, że Joanna nie zginęła w wypadku…

W tej części, mam wrażenie, czołową postacią jest nie Gucio, a Szymon. Myślę, że to ze względu na powrót do przeszłości i wyjaśnianie dwóch zagadek – morderstwa farmaceuty i śmierci ciężarnej żony. Trzeba przyznać, że prowadzone śledztwa nie są tak skomplikowane jak u mistrzów kryminału. Akcja prowadzona jest powoli, ale dokładnie. Szczegóły i mieszanka narracji czy wątków sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko i z ciekawością.  

W powieści Marta Matyszczak porusza kilka ważnych tematów. Trochę z humorem, trochę z ironią obrazuje stereotypową polską wieś i jej mieszkańców – z księdzem i wójtem w rolach głównych. Ranczo? I tak, i nie. Wydaje się, że ze zbrodnią ma związek każdy mieszkaniec tej beskidzkiej wioski. Każdy ma bowiem swoje tajemnice, o których zmarły Julian doskonale wiedział.

Zgodnie z tradycją tej serii narracja jest prowadzona na dwa sposoby. Narratorem pierwszoosobowym jest mój ulubieniec Gucio. Ten rezolutny kundelek to doskonały obserwator rzeczywistości. Ma, dosłownie, nosa do ludzi. Z wrodzonym humorem i nieprzeciętną inteligencją jest niezastąpionym komentatorem postępów śledztwa oraz wydarzeń ze Zdrojowic. Wspiera swojego pana w rozwiązywaniu zagadek i… budowie domu. Tak, tak, moi Państwo – Szymon, do tej pory zamieszkujący obskurne lokum w chorzowskiej kamienicy, postanowił zainwestować w działkę i dom na lato. To nie przypadek, że na tę inwestycję wybrał właśnie Zdrojowice… Jak wspomniałam na początku, to właśnie w tej części serii poznajemy okoliczności śmierci jego żony. To niełatwe – i dla detektywa, i dla czytelnika. Łza kręci się w oku niejeden raz.

Narrator wszechwiedzący natomiast przybliża Czytelnikom przebieg śledztwa i zabiera w podróż do mrocznej przeszłości Solańskiego. Nie ma jednak mowie o chaosie – każdy fragment poprzedza data i miejsce akcji konkretnych fragmentów książki.

Szukacie powieści idealnej na letnie wieczory w ogrodzie? Zło czai się na szczycie to doskonały wybór. Autorka świetnie, z wyczuciem i niemal chirurgiczną precyzją miesza kilka gatunków – kryminał, komedię, chwilami nawet i dramat. Bawi i wzrusza do łez. Relaksuje i wywołuje gęsią skórkę. Porusza tematy istotne  i niekiedy budzące oburzenie społeczeństwa. Daje popalić zarówno zwykłym „Kowalskim”, jak i duchownym czy władzy. Oddaje emocje – i ludzkie, i psie. Jako książkoholiczka i psiara mówię więc zdecydowane: „Trzy razy tak” dla tej historii!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
Autorce dziękuję za wymienienie mojego nazwiska w podziękowaniach – polecać Twoje książki, Marto, to sama przyjemność!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Nienasycony. Robert Lewandowski" - Paweł Wilkowicz


Paweł Wilkowicz, Nienasycony. Robert Lewandowski, Wydawnictwo Agora 2018.
http://wydawnictwoagora.pl/biografia-roberta-lewandowskiego/

Złośliwi mówią, że wyskakuje z lodówki. Fani widzą w nim króla murawy i gwarancję sukcesu na właśnie trwającym Mundialu. On wciąż pozostaje nienasycony. Syn, brat, mąż, ojciec, przyjaciel. Piłkarz, napastnik, kapitan Reprezentacji Polski. Robert Lewandowski.

Ale akurat o strzelaniu goli zawsze można było powiedzieć to co powtarza Robert: najtrudniejsza praca w futbolu.

Robert Lewandowski przyszedł na świat 21 sierpnia 1988 roku. Wielki od pierwszych dni życia? Dla rodziców i siostry na pewno, ale nie wszyscy trenerzy zobaczyli w nim talent. Jako ośmiolatek chodził z ojcem od klubu do klubu. W 2006 roku Legia, niezbyt elegancko, zakończyła z nim współpracę, nie wróżąc mu kariery. Mimo to nie poddał się. Walczył. Przeszedł długą drogę. Wygrał. Z najchudszego zawodnika stał się królem strzelców. Z kraju, gdzie kluby z Ekstraklasy nie odnoszą sukcesów w Lidze Mistrzów, trafił do drużyn, które regularnie biorą udział w tych elitarnych rozgrywkach. I ciągle jest głodny zwycięstw.

Myślę, że nie ma sensu streszczać niemal czterystustronicowej biografii Roberta. Po to ją wydano, by to z niej dowiedzieć się nowych szczegółów dotyczących życia prywatnego i zawodowego jednego z najlepszych polskich napastników. Czego można się spodziewać, sięgając po tę publikację? Ciekawych, mądrych pytań Pawła Wilkowicza - dziennikarza sportowego. Nieoczywistych odpowiedzi. Rozmów scalonych w opowieść. Naprawdę wielu rozmów. Czytając, miałam wrażenie, że siedzę przy jednym stole z Robertem, jego żoną, mamą, przyjaciółmi, kolegami z murawy, trenerami… Osobami, które na krócej lub na dłużej zagościły w jego życiu. Siedziałam i słuchałam. Z wielką uwagą i ciekawością. Mam wrażenie, że do momentu sięgnięcia po tę książkę ja tak naprawdę nic nie wiedziałam o Robercie Lewandowskim. No dobra, wiem, że gra w Bayernie, jest kapitanem, a jego żona odnosi sukcesy w karate. Ale Robert nie zawsze był żonaty, nie zawsze grał w Niemczech, a kapitanem reprezentacji jest od niedawna. Co było wcześniej? Zanim Robert poznał Anię, zanim wyjechał na Zachód? Nienasycony to świetne źródło informacji. Sprawdzonych informacji! W każdym z dwudziestu jeden rozdziałów pojawia się wypowiedź bohatera. Opowiada on i jego najbliżsi. Przyjaciele z dzieciństwa i kumple z szatni. Dzięki wypowiedziom Roberta można być pewnym, że piłkarz biografię czytał i dopuścił do druku. Nie pozwolił, by znalazło się w niej choć ziarno niedomówień czy kłamstwo.

Biografia, jak już wspomniałam, składa się z dwudziestu jeden rozdziałów. Wszystkie poprzedza wyróżniony tytuł i cytat. Dopełnieniem publikacji są zakończenie i szczegółowe kalendarium. Opowieść Lewandowskiego i o Lewandowskim okraszona jest wieloma fotografiami z życia zawodowego i prywatnego. Każde zdjęcie zostało szczegółowo opisane.

O czym jest Nienasycony? O drodze z imitacji boiska do największych stadionów świata. O sukcesie i jego ogromnej cenie. O obsesji strzelania goli i apetycie na wielką piłkę. O stracie ojca i o tym, jak ojcostwo zmienia największego twardziela i perfekcjonistę. O miłości – do człowieka i do piłki. I przede wszystkim o człowieku – o nienasyconym Robercie Lewandowskim. Polecam tę biografię – zwłaszcza wiernym kibicom.

– Ja nie mogę żyć bez goli – mówi Robert. – Gole to jest pełnia szczęścia.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

środa, 13 czerwca 2018

"Falco" - Arturo Perez-Reverte


Arturo Perez-Reverte, Falco, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018.

I Wydawnictwo, i bohater są bardzo pewni siebie. Do pięknie zapakowanego egzemplarza recenzenckiego był dołączony list oraz bransoletka z wygrawerowanym napisem #pokochaszmnie. Twórca biżuterii i specjalista od promocji nie pomylili się. Pokochałam Falco całym sercem.

Lorenzo Falco jest bardzo pewny siebie – to już wiadomo. Po części to pewnie wynik jego pracy. Pracuje w służbach specjalnych w niespokojnych czasach. W Hiszpanii, w latach 30. XX wieku trwa bowiem wojna domowa. Wojna, w której nie ma zwycięzców. Czy są przegrani? Tak, ale Falco do nich nie należy. Ma za sobą burzliwą przeszłość, jednak dzięki wsparciu i wierze pewnej osoby trafił do grona elity. Najlepszych z najlepszych. Mężczyzn, którzy sami muszą walczyć przeciwko wszystkim. Lubi alkohol, kocha papierosy i szaleje za pięknymi kobietami. Jest wierny swojej pracy i panującym w niej pozornym regułom. Choć niebawem skończy czterdzieści lat, wciąż ma wzrok grzecznego chłopczyka, któremu coś poszło źle w szkole. Mieszanka wybuchowa? Oj tak! Nie dziwię się, że na świecie sprzedano ponad pół miliona egzemplarzy tej powieści.

Falco to powieść z gatunku przygodowych. Są w niej elementy historii, ale to nie jest dokument lub książka naukowa! Niektóre z wydarzeń sprzed niemal 100 lat zostały zmodyfikowane zgodnie z zasadami fikcji literackiej,  o czym autor uprzedza na samym początku. Główny bohater uwikłany jest w szpiegowską intrygę. Czytelnik poznaje świat służb, które działają na granicy lub całkowicie poza prawem. Da interesów społeczeństwa a częściej, niestety, swoich zwierzchników. I Falco, i drugoplanowe postaci muszą dokonywać trudnych wyborów. Jeden zły krok może skutkować śmiercią.

Historia przedstawiana jest przez narratora wszechwiedzącego. Trzeciosobowa narracja doskonale uzupełnia dialogi. Akcja przyspiesza z rozdziału na rozdział. To zdecydowanie powieść przygodowa. Autor mniej miejsca poświęca opisom uczuć (choć tych też nie brakuje) na rzecz opisów historii, miejsca czy przebiegu akcji. Cieszę się, że Arturo Perez-Reverte stopniowo przybliża sylwetki bohaterów. Strona po stronie odkrywa nie tylko układanki tej skomplikowanej intrygi, ale i właśnie postaci. Co ważne, nie podaje wszystkiego na tacy. Czytelnik musi wyciągnąć wnioski lub sam dopowiedzieć sobie pewne szczegóły.

Piękne kobiety, niebezpieczni mężczyźni. Żądza miłości i władzy. Gra na śmierć i życie. Polecam Wam tę powieść, a sama z niecierpliwością już oczekuję na premierę drugiej części serii. Dlaczego książka będzie nosić tytuł Eva? Przekonajcie się sami, sięgając po Falco!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

wtorek, 5 czerwca 2018

"Podejrzany" - Paulina Świst (recenzja przedpremierowa)


Paulina Świst, Podejrzany, Wydawnictwo Muza, 2018.

Prawdopodobnie najprzystojniejszy i zdecydowanie najmroczniejszy z całego trio. Daniel Wyrwa dołącza do brata komisarza i jego przyjaciela prokuratora. Podejrzany to trzeci kryminał erotyczny czynnej zawodowo pani adwokat piszącej pod pseudonimem.

Uwaga – będzie małe drzewo genealogiczne, ale bez obaw – to nie Moda na sukces czy Klan. Czytelnicy poprzednich książek pani mecenas bez trudu zrozumieją, kto jest kim. Daniel Wyrwa, główny bohater najnowszej powieści Pauliny Świst, to brat tytułowego komisarza (Radka Wyrwy) i były partner oraz ojciec dziecka siostry tytułowego prokuratora (Łukasza Zimnickiego). Są więc starzy znajomi i całkiem nowe postaci. Są powroty do przeszłości i mroczna teraźniejszość.

Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Część opisywanych wydarzeń dzieje się w 2014 roku, a część trzy lata później. Daniel to facet o dwóch twarzach. To żołnierz związany ze światem przestępczym. To mężczyzna, który do szaleństwa kocha swoją córkę, jej matkę i tak samo mocnym uczuciem obdarza dragi. Po odwyku próbuje zbudować relacje z dzieckiem i odbudować więzi z jego matką. Gdy widzi światełko w tunelu, na horyzoncie pojawia się kółeczko karabinu snajpera. Ktoś grozi śmiercią jemu i dwóm kobietom jego życia – ukochanej Marysi i malutkiej Ninie. Przeszłość daje o sobie znać. Tylko… czyja? Daniel, z pomocą brata, niedoszłego szwagra i jego partnerki próbuje to ustalić, zanim będzie za późno.

Paulina Świst po raz trzeci zabrała mnie do mrocznego świata Śląska. Od kulis opisuje działanie tamtejszego wymiaru sprawiedliwości. Z niepokojącym prawdopodobieństwem przedstawia kryminalne oblicze tych, którym ze stróżami prawa zdecydowanie nie po drodze. Ile prawdy w fikcji literackiej? Tylko autorka to wie.

Podejrzany zapewnia solidną dawkę emocji. Na czytelników czeka dobra zabawa, specyficzne poczucie humoru, ostry język, ekspresowa akcja, nawiązania do działań wojennych, śmiałe wątki erotyczne i dużo, dużo emocji. Mieszanka, który tworzy naprawdę dobrą całość. Lektura wciąga od początku do końca, nie ma czasu na nudę. Akcja rozgrywa się bardzo, bardzo szybko. Czytając tę książkę, tak jak i przy poprzednich częściach, miałam wrażenie, że oglądam serial lub film kryminalny. Zmienili się główni bohaterowie, ale nie zmienił się styl autorki. I poziom. Paulina Świst wciąż potrafi rozbawić czytelnika do łez i zapewnić gęsią skórkę na rękach.

Podejrzanego czyta się bardzo szybko – w towarzystwie Marysi i Daniela spędziłam dwa popołudnia. Tak jak i przy poprzednich historiach autorki, mamy tu do czynienia z dwojgiem narratorów. Narracje Marysi i Daniela wzajemnie się uzupełniają. Na końcu, zgodnie z „tradycją”, pojawiają się Kinga i Łukasz, znani czytelnikom wspomnianego już Prokuratora. W tym erotycznym kryminalne nie brakuje przekleństw i śmiałych opisów seksu. Na wartkość akcji zdecydowanie wpływa ostry język, którym porozumiewają się bohaterowie. I tu ostrzeżenie – Podejrzany zdecydowanie nie jest lekturą dla grzecznych dziewczynek.

Niebezpieczna akcja, która niebezpiecznie wciąga. Ostra fabuła i zaskakujące wątki. Przy tytułowym Podejrzanym i pozostałych bohaterach trudno się nudzić. Jeśli znacie poprzednie powieści Pauliny Świst, z pewnością się nie zawiedziecie. Jeśli nie czytaliście jeszcze Prokuratora i Komisarza, po lekturze Podejrzanego będziecie chcieli nadrobić te tytuły. Bądźcie czujni w księgarniach – Daniel Wyrwa pojawi się w nich 6 czerwca.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Recenzje poprzednich powieści Autorki:

poniedziałek, 4 czerwca 2018

"Pod skrzydłami miłości" - Izabela M. Krasińska


Izabela M. Krasińska, Pod skrzydłami miłości, Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016.

Lubię powieści, które wzbudzają emocje. Historie, o których myśli się długo po odłożeniu egzemplarza na półkę. Pod skrzydłami miłości – książka otwierająca płomienną (ze względu na wątek strażacki i nie tylko) serię Izabeli M. Krasińskiej spełnia te wymagania. Z jednej strony miałam ochotę rozszarpać główną bohaterkę na strzępy (wybaczcie, ale cierpliwość Dropsa też ma swoje granice), a z drugiej byłam bardzo ciekawa finału jej relacji ze strażakiem Piotrem. Jak oceniam to literackie spotkanie? Zapraszam do czytania recenzji!

Marta Konarska pracuje jako ekspedientka w jednym z radomskich sklepów odzieżowych. Jest kochanką żonatego mężczyzny, którego małżeństwo, oczywiście, przeżywa kryzys i rozwód już widać na horyzoncie. Wbrew słowom i obietnicom Marka jego związek ma się fantastycznie, o czym Marta przekonuje się na własne oczy. Zderzenie z prawdą to dla niej silny cios. Roztrzęsiona wsiada za kółko i powoduje wypadek. Z rozbitego samochodu niemal w ostatniej chwili wyciąga ją strażak Piotr. Choć z racji służby wykonywał po prostu swoje obowiązki, czuje się odpowiedzialny za uratowaną dziewczynę. Marta wpada mu z oko, zresztą z wzajemnością. Czy kobieta po TAKICH przejściach i mężczyzna z TAKĄ przeszłością są w stanie stworzyć związek oparty na miłości i przede wszystkim zaufaniu?

Na uwagę i czytelników, i recenzenta zasługuje postać Piotra. Wydaje się, że strażak to ideał. Wiadomo – za mundurem panny sznurem (albo gęsiego jak to mawiali w Tylko mnie kochaj). W dodatku odważny pan strażak jest (według opisu i dropsowego gustu) bardzo przystojny, inteligentny, obdarzony poczuciem humoru… Ideał? Tak. Prawie tak, bo przecież nie ma ludzi bez wad. A Piotr, oprócz kilku przywar, ma też żonę. Byłą żonę. Jest rozwiedziony. Nie bez powodu. Co takiego spędza mu sen z powiek? I jemu, i Marcie? Kto ponosił winę za rozpad małżeństwa pana strażaka? Nie zdradzę. Jedno jest pewne – młodzi nie będą mieć łatwego początku.

Jak już wspomniałam, główna bohaterka wzbudzała we mnie wiele emocji. Chwilami (no dobra, dość często) wydawała mi się naiwna, infantylna, żyjąca w swoim świecie i oderwana od rzeczywistości. Taka trochę rozpieszczona jedynaczka, której cały świat ma paść do stóp, bo tak i już. Teraz, kiedy myślę o tej postaci, coraz częściej usprawiedliwiam jej sposób myślenia i postępowanie… miłością. Któż z nas nie stracił dla niej głowy, zdrowego rozsądku? Różowe okulary miewają naprawdę mocne szkła… Marta, która przez lata żyła z dala od rodziców z powodu kłótni, była wplątana w związek bez przyszłości i nierzadko słyszała słowa krytyki z ust najlepszej przyjaciółki, po prostu tęskniła za zrozumieniem i miłością. Prawdziwą. Opartą na wzajemnym zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. Miłości na dobre i na złe. Tęskniła za porozumieniem dusz, a nie tylko połączeniu ciał w łóżku. Chęć schronienia się pod tytułowymi skrzydłami miłości była bardzo silna. Czy Marta spełni marzenie? Czy uda jej się zbudować relację z Piotrem? Cóż, ich związek nie będzie usłany różami. Choć płomienny, nie tylko ze względu na zawód bohatera, będzie musiał pokonać wiele przeciwności. Pokonać lub pogodzić się z nimi. Czy Marta, która dotychczas żyła jak księżniczka, będzie gotowa do poświęceń w imię miłości?

Pod skrzydłami miłości to powieść, którą czyta się w tempie ekspresowym. To zasługa nie tylko kreacji bohaterów, ale i języka. Izabela Krasińska używa prostego, potocznego języka. Nie stroni od wulgaryzmów. Czasem jest ich za dużo, czasem… Cóż, są chwile, gdy określenie „ty, łobuzie” to zdecydowanie za mało… Próżno w tej powieści szukać wyszukanych metafor czy porównań. Są za to emocje – prawdziwe, płynące prosto z serca bohaterów. Dialogi, które tak często możemy podsłuchać w środkach komunikacji miejskiej. Rozterki towarzyszące wielu z nas każdego dnia. Zamiast poetyckiej polszczyzny jest prawdziwy język – ludzi z krwi i kości.

Autorka zaprasza czytelnika do Radomia – miasta przez wielu wyśmiewanego, nieco zapomnianego, mnie kompletnie nieznanego. Zaprasza do świata bohaterów – tylko na pierwszy rzut oka nieskomplikowanych. Zaprasza do świata miłości i trudnych tematów – pracy, w której każdego dnia naraża się życie, zdrady, zaborczości w relacjach rodziców z dzieckiem, przyjaźni mimo różnic w wyznawanych wartościach… Książka wydaje się łatwa, szybka i przyjemna w odbiorze. Owszem, taka jest, ale wzbudza również wiele emocji i skłania do myślenia. Warto dodać, że każdy rozdział otwierają fragmenty piosenek francuskiego wokalisty Garou. Nie znam jego twórczości, więc było to dla mnie ciekawe doświadczenie. Kto wie, może któregoś wieczoru włączę jego playlistę na YouTubie? ;)

Powieść Izabeli Krasińskiej to bez wątpienia ukłon w stronę strażaków. Bohaterów dnia codziennego. Ludzi gotowych nieść pomoc we wrakach i płomieniach. Oficerów, dla których życie ludzkie ma najwyższą wartość. To, w moim odczuciu, niedoceniany literacko zawód, a właściwie powołanie. Cieszę się zatem, że Piotr nie jest kolejnym bogatym biznesmenem albo architektem.

Pod skrzydłami miłości to powieść, którą polecam miłośniczkom literatury obyczajowej. Książek, przy których zapomina się o całym świecie. Historii, które wciągają od pierwszej do ostatniej strony. To opowieść o poszukiwaniu miłości, szczęścia i własnej drogi. Drogi, która czasem jest na wyciągnięcie ręki, a czasem wymaga skomplikowanych manewrów, by na nią zawrócić. Ale warto. Zwłaszcza, jeśli ma się przy swoim boku anioła. I to w strażackim hełmie.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

sobota, 2 czerwca 2018

"Obca w świecie singli" - Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)


Krystyna Mirek, Obca w świecie singli, Wydawnictwo Edipresse, 2018.
#MamaDropsaCzyta

Z lubością sięgnęłam po najnowszą powieść Krystyny Mirek. To mistrzyni lekkiego pióra, ponieważ jej książki lekko się czyta, mimo że w każdej powieści pisarka porusza ważne problemy. „Obca w świecie singli” pomaga uporać się z problemem samotności, która ma wiele twarzy. Czytelnik znajdzie tu odpowiedź na pytanie: Czy można znaleźć szczęście i fajnie żyć na planecie singli? Czy można jednak czuć się , mimo wszystko, zupełnie obco w świecie singli? Często słyszy się o samotności w związku, w rodzinie, w tłumie. Zapędzeni ludzie nie mają czasu na pielęgnowanie więzi, na proste gesty, chwilę rozmowy. O co tak naprawdę chodzi w życiu? Czy można znaleźć złoty środek na dręcząca samotność?

Na początku powieści poznajemy Karolinę Mazur – dość atrakcyjna zadbaną kobietę, która z wykształcenia jest florystką, mamą 5-letniej córeczki Lenki, kobietą zafascynowaną swoim partnerem. Patryk to wesoły, namiętny energiczny facet, ale ciągle nieobecny w domu z uwagi na pracę. Od czterech lat prowadził bowiem restaurację Lawendowy Zakątek, którą babcia zapisała w spadku Karolinie. Zakochana bohaterka ciągle tęskniła, żyjąc na co dzień wspomnieniami ich wyjątkowej miłości, a najbardziej nieobecność taty odczuwała Lenka. Partnerzy nie mieli nawet czasu na ślub. A przecież podejmując decyzje o wspólnym życiu, pragnęli razem przeżywać szczęście. Karolina pielęgnowała w głębi serca marzenie, że ukochany jej się oświadczy. Chciała mieć poczucie, że jest dla Patryka kimś wyjątkowym, jedyną miłością. Kobietą, z którą on chce być przez całe życie. Brakowało jej bardzo tej jednej romantycznej deklaracji ; „wyznania uczuć”. Marzenie Patryka z kolei zrealizowało się, marzył i prowadził własną restaurację. Miał jej wizję: „minimalne koszty, maksymalny zysk”. Do czego go to doprowadziło? Co stanowiło jego odskocznię od problemów? Jak to przeżyła Karolina, znalazłszy się nagle w świecie singli? Czy znalazła w kimś wsparcie?    

         Splot wydarzeń spowodował pojawienie się obok niej Jakuba, też singla, który w krótkim czasie wiele stracił i zawiódł się na najbliższych. Jego partnerka to Agnieszka Michalska, architekt krajobrazu, wywodząca się  z tych „Michalskich obok Wawelu”, którzy zasłynęli najlepszą restauracją w Krakowie. To największa miłość jej ojca Zygmunta. Agnieszkę poznajemy w chwili, w której zdesperowana postanowiła rozpocząć nowe życie z Martynką, pięcioletnią córeczką. Podjęła decyzję o wyjeździe nad morze, zostawiając przeszłość w Krakowie. Chciała w ten sposób zrobić na złość, ukarać Jakuba, kochającego ojca. Martynka była dla niego najcenniejszym skarbem. Za dużo pracował, ponieważ przyszły teść uczynił go swoją prawą ręką w restauracji i stale podwyższał poprzeczkę, jeżeli chodzi o wymagania. Agnieszka czuła się skrzywdzona przez swojego ojca pracoholika, za którym tęskniła w dzieciństwie, bowiem bardzo potrzebowała ojca. Nie chciała, by Martynka znalazła się w podobnej sytuacji. A była świadoma, że i tata, i dziadek szaleli za małą. Termin ślubu też był ciągle przekładany pod różnymi pretekstami. Jakie wydarzenie spowodowało, że Jakub przejrzał na oczy i postanowił walczyć może bardziej o córkę niż partnerkę? Jak zareagował w tej sytuacji przyszły teść? I wreszcie jaką lawinę wydarzeń to spowodowało? Czy Karolina i Jakub uwierzą kiedyś w miłość i odzyskają wiarę, ufność w drugiego człowieka? Na wszystkie pytania czytelnicy znajdą odpowiedź w powieści.

         Z galerii barwnych postaci na uwagę zasługuje Malwina, przyjaciółka Karoliny- pragmatyczna, zawsze twardo stąpająca po ziemi, udzielała przyjaciółce tylko dobrych, mądrych rad. Mimo że różniły się diametralnie pod względem charakteru, to wychowane na jednym podwórku, po sąsiedzku, bardzo dobrze się poznały, zaprzyjaźniły, rozstały się dopiero na studiach. Wciąż bardzo często się spotykały i zawsze wspierały. „Być singlem to fajna rzecz[…]”. Wolność, niezależność, czas tylko dla siebie, przyjemność, zabawa” – uważała Malwa. Ale czy naprawdę w życiu chodzi o to by być silną i niezależną? Jakie emocje ujawniła w końcu Malwina?

Karolina mogła też zawsze liczyć na pomoc Janki, matki Mikołaja, kolegi Lenki z przedszkola. Jej mąż pracował w Anglii, a Janka całymi dniami była z synem w domu. Matki nawzajem się wspierały, zajmowały się dziećmi, zabierały jedna do drugiej, żeby móc też i odpocząć, mieć chwilę dla siebie. Problemy sprawiły, ze stawały się sobie coraz bliższe.

„Czasem tak to jest, że człowiek, choć sprawia wrażenie bardzo niepewnego, gdzieś w głębi serca doskonale wie, czego chce, tylko boi się nawet sam przed sobą przyznać. Chodzi i prosi o radę tak długo, aż ktoś powie mu to, co od początku chciał usłyszeć”. 

Bohaterowie ze swojego pogmatwanego życia dzięki wzajemnemu wsparciu, pomocy dokonali pewnych dość istotnych zmian i wyciągnęli budujące wnioski na przyszłość.  Już wiedzieli, że „na swoje marzenia każdy musi pracować sam, a coś, co wydaje się czasem życiową szansą, może się okazać życiową pułapką”. Nie można iść, pędzić przed siebie, gonić przez życie bez cienia refleksji!

 I jeszcze na koniec: „Ponoć nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo woda szybko odpływa. Ale czasem los daje ludziom kolejną szansę”. Kto ją otrzymał? Czy wszystkie sprawy ułożyły się gładko? Tego dowiecie się , biorąc książkę do ręki. Gorąco zachęcam. To książka na jeden, najwyżej dwa wieczory. Akcja bowiem toczy się wartko, świetnie wykreowane postaci, dużo mądrości życiowych, refleksji. Powieść jest napisana subtelnym, pełnym emocji językiem. Pochłania się ją, a nie czyta.      

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Edipresse!