niedziela, 30 grudnia 2018

"Postawić na szczęście" - Anna Sakowicz (#MamaDropsaCzyta)


Anna Sakowicz, Postawić na szczęście, Wydawnictwo Edipresse 2018.
# MamaDropsaCzyta

Anna Sakowicz zachwyciła mnie książką Na dnie duszy. Niecierpliwie czekałam na  następną książkę Pisarki. A jest nią Postawić na szczęście, 1.t Planu Agaty. 

Tytułowa bohaterka, trzydziestosiedmioletnia dziennikarka, chce być jak Bridget Jones, ponieważ pełniejsza figura była jej utrapieniem od wielu lat. Nie udało się jej ukryć pod żadnymi workowatymi ubraniami. Nie wychodziło też  jej z facetami, ciągle trafiała na samych dupków. A ciotki ciągle jej przypominały, że zegar tyka… Ten cholerny zegar. Wymyśliła więc niezły plan: rok na schudnięcie, rok na złowienie faceta i rok na urodzenie dziecka, żeby wyrobić się do czterdziechy. Założyła się  z młodszą siostrą Polą, że w ciągu trzech lat to się jej  uda. Pola aż trzy złote postawiła na szczęście Agaty – złotówka za każdy zrealizowany punkt. Z powodu braku etatu w gazecie Agata zajmowała  się blogowaniem, pisząc o mało atrakcyjnych pracach. Była więc już babcią klozetową, operatorem karuzeli, petsitterką i woźną w szkole. Agata Żółtaszek chciała pokazać, że żadna praca nie hańbi a w każdej są wzloty i upadki. Jej popularność w sieci rosła, hejterów przybywało, stała się także rozpoznawalna. Pisała też dwa felietony w miesiącu do gazety.

Należy podkreślić, że Agatę łączy bardzo silna więź z Polą, lubią ze sobą spędzać czas. Pola po wypadku motocyklowym w wieku piętnastu lat porusza się na wózku inwalidzkim. Ale to zawzięta dziewczyna, więc po przełamaniu kryzysów i zwycięskiej walce z depresją była samodzielna, skończyła szkołę i studia, stała się wziętym grafikiem. Świetnie dawała sobie radę w życiu, zawsze aktywna – odkryła sport dla siebie, pełna pasji i życia. Żadnej taryfy ulgowej, żadnej litości! Agata dzięki siostrze nauczyła się większej empatii do osób niepełnosprawnych.

W chwili gdy poznajemy bohaterki, ich rodzice wybierają się za wielką wodę, do Kalifornii, świętować czterdziestą rocznicę ślubu a one postanawiają zorganizować jakiś kilkudniowy wypad do leśniczówki w Wirtach na Kociewiu, która okazała się istnym rajem. Dom pachniał drewnem i skórami. Podłogi przyjemnie skrzypiały, a wnętrze było urządzone w starym stylu.(…) Stary dom ewidentnie miał duszę i czuć ją było na każdym kroku. Agata odnosiła wrażenie, że słyszy westchnięcia i pomrukiwania historii. Dom do niej mówił, nie potrafiła tylko odczytać znaczenia tego przekazu. Dziewczyny aż zaniemówiły z wrażenia. Odpoczynek postanowiły połączyć z pracą, której efektem miał być album o arboteum ze zdjęciami Poli i opisami Agaty. Polę szczególnie zaintrygowała miejscowa legenda o założycielu arboteum  i jego synu do tego stopnia, że chciała koniecznie zwiedzić piwnicę leśniczówki, aby poszukać śladów z mrocznej przeszłości. Jak się skończyło nocne buszowanie Poli, miłośniczki tajemnic i niewyjaśnionych historii, po obcej piwnicy? Czy dokonała sensacyjnego odkrycia? Jak się zachował Andrzej, właściciel leśniczówki?

Agacie z kolei zakłócił odpoczynek Emil, eks chłopak, który zaczął do niej wydzwaniać, dręczony wyrzutami sumienia po ich rozstaniu. Postanowiła się więc z nim spotkać. Emil zaprosił Agatę jako osobę towarzyszącą na wesele brata. Chciał w ten sposób uniknąć lawiny pytań ze strony ciotek o dziewczynę. Agata doskonale go rozumiała, bo sama miała z tym problem. Nienawidziła tego wypytywania o życie prywatne. Postanowili zatem wybrać się jako kumple. I od tej decyzji sprawy mocno się zagmatwają… Siostry wpadną w tarapaty. Dlaczego wesele okaże się „totalnym absurdem”? Kto pojawił się w życiu Agaty?  Co wynikło z prowadzonego śledztwa dziennikarskiego? Jak udało się spotkanie Poli z Robertem? Skąd u Poli kac moralny? Agata chciała być jak Bridget, co z tego w końcu wyszło… Zachęcam gorąco do sięgnięcia po książkę Anny Sakowicz, którą czyta się lekko, pochłania wręcz błyskawicznie.

Postawić na szczęście to powieść napisana lekkim stylem, pięknym językiem zaprawionym humorem, dowcipem. Cudownie namalowane słowami Kociewie. Akcja książki toczy się wartko – przygody, perypetie bohaterek, tarapaty, tajemnica, niewyjaśniona historia do rozwikłania. Postaci świetnie wykreowane. To bardzo ciekawa opowieść o sile rodziny, jej ogromnej roli w życiu osoby z niepełnosprawnością. Tak mało się dzisiaj mówi o problemie niepełnosprawności, o marzeniach, pragnieniach osób z niepełnosprawnością. Pola, ładna dziewczyna o licznych pasjach, samodzielna marzy o miłości, o seksie. Kocha koszykówkę, uwielbia szybką jazdę autem, lubi fotografować, jest miłośniczką przyrody. Znała swoją wartość. Nienawidziła cholernej litości, z jaką obcy patrzyli na nią na wózku. Wózek był dla niej środkiem do przemieszczania się. Nie uważała się za chorą ani wybrakowaną. Siostry nie mogły bez siebie żyć, łączy je piękna więź. Każda z nich miała swojego bzika. Z powodów osobistych bardzo dziękuję Pisarce za postać Poli -  za oswojenie problemów, tęsknot osób z niepełnosprawnością, które pragną normalnie żyć. Tak po prostu. Od nich przecież możemy wiele czerpać. Autorka poruszyła w powieści problem hejtu , zmory naszych czasów. Podpowiedziała, jak sobie z nim radzić w życiu blogerskim i nie tylko.

Leśniczówka i arboteum w Wirtach istnieją naprawdę. Anna Sakowicz miała tam spotkanie z czytelnikami, czytałam relację i zachwycałam się zdjęciami.

Z niecierpliwością będę czekać na 2.t. powieści z serii Plan Agaty.

czwartek, 27 grudnia 2018

"Zawierucha" - Stanisław Krzemiński


Stanisław Krzemiński, Zawierucha, cykl powieści „Drogi do wolności”, Wydawnictwo Znak 2018.

Dziś, 27 grudnia, obchodzimy setną rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. To dobry dzień na dodanie tej recenzji. I data, i wydarzenie, i powieść, którą pragnę Wam polecić, ściśle wiążą się bowiem z zawieruchą, jaka opanowała nasz kraj po odzyskaniu niepodległości. Oto recenzja trzeciej i (chyba) ostatniej części cyklu, który pokochałam całym literackim sercem - "Drogi do wolności" Stanisława Krzemińskiego.

Tytułowa zawierucha dotyka nie tylko kraj złożony z trzech części i scenę polityczną – akcja powieści rozgrywa się bowiem pod koniec 1918 i na początku 1919 roku. Zawierucha jest także w domu sióstr Biernackich i w ich młodych, niedoświadczonych sercach. Alina rozkwita u boku starszego od siebie dziennikarza. Lala próbuje się pogodzić z rzeczywistością i przygotować do roli samotnej matki. Marynia zaś nadal czeka na Szymona, ale chyba bardziej z poczucia obowiązku, bowiem w jej sercu i myślach coraz częściej gości ktoś inny…

Początek nowej ery dla państwa wpływa nie tylko na życie osobiste dziewcząt. Prowadzenie „Iskry” – nowoczesnego czasopisma, propozycji dla wyemancypowanych kobiet, dla obywateli niebojących się dyskusji i odrzucenia konwenansów, w wolnej Polsce nie jest tak łatwe, jak planowały. Kłopoty finansowe zmuszają panny Biernackie do wejścia w spółkę – nie każdej z sióstr jest to na rękę. Czy ich wspólnik ma czyste zamiary i zależy mu na siostrach tylko w kwestiach biznesowych…?

Koniec wojny okazuje się być początkiem walki o wolność, szczęście, miłość i własną tożsamość. Kobiety, i młode, i te bardziej doświadczone, w świecie skrępowanym skostniałymi zasadami poznają smak namiętności i przeżywają własne dramaty.

Mam wrażenie, że los najdotkliwiej doświadczył najmłodszą z sióstr, Lalę. Ciężarna musi się zmierzyć z przygotowaniem do nowej roli w życiu i  pytaniami o tożsamość ojca dziecka. Najtrudniejsze jednak okazuje się pogodzenie z rzeczywistością i uśpienie własnych głębokich uczuć, które często dają o sobie znać. Dziewczyna może liczyć na matkę, która do tej pory pozostawała w cieniu rodziny. Anna staje się jej powiernicą. Matkę i córkę zbliża złamane wojną, tajemnicami, zdradą i śmiercią serce… Dzięki temu jako czytelnik lepiej poznałam Annę – postać skomplikowaną i w głębi duszy bardzo nieszczęśliwą.

Z zaciekawieniem śledziłam też perypetie Aliny, której związek ze starszym dziennikarzem z każdą stroną nabierał rumieńców. Z zamkniętej w sobie, zakompleksionej dziewczyny stawała się coraz pewniejszą siebie (także w kwestiach zawodowych) kobietą.

Pod względem narracji i wielowątkowości Zawierucha nie różni się od swoich starszych sióstr, poprzednich dwóch części cyklu (Iskra i Jesienny poniedziałek). W swoich książkach Stanisław Krzemiński przybliża też postawę starszego pokolenia jesienią 1918 roku oraz wiosną i latem 1919. Tak samo jak dziewczyny, nową rzeczywistość odkrywają ich rodzice, babka czy ciotka, o wątku której i w tej części nie zapomniano. Dla mnie fragmenty dotyczące jej niezwykłej relacji ze sprzedawcą gazety bratanic był jednym z tych wyciskających łzy i kojących serce.

Należy podkreślić, że i w tej części siła zdecydowanie jest kobietą. Ignacy – głowa rodziny, jak dla mnie jest niemal niewidoczny w tej historii. Niepodległość przynosi kobietom wolność także w kwestii praw wyborczych – możliwość oddania głosu na wybranych kandydatów przez wszystkich członków rodziny Biernackich to jeden z najbardziej podniosłych i wzruszających momentów w książce.

Miłość do ojczyzny, poczucie obowiązku i wpajane przez lata zasady przeplatają się z namiętnością, pierwszymi poważnymi relacjami damsko-męskimi i wielkimi przemianami w wielkiej polityce. Wszystko to dotyka sióstr Biernackich. Alina, Marynia i Lala choć różnią się wyglądem i charakterem, to łączy je wspólny cel – odniesienie sukcesu zarówno na rynku wydawniczym, jak i w życiu prywatnym. W nowej, odrodzonej Polsce poznają smaki nieznanych im przeżyć i doznań – niestety, nie zawsze pozytywnych. Jeśli chcecie wiedzieć czy i jak stawią czoło nowym problemom nowej epoki, sięgnijcie po Zawieruchę. Lektura tej powieści na pewno nie będzie marnowaniem czasu!


środa, 12 grudnia 2018

"Jesienny poniedziałek" - Stanisław Krzemiński


Stanisław Krzemiński, Jesienny poniedziałek, seria „Drogi do wolności”, Wydawnictwo Znak 2018.

Po raz drugi, dzięki serii Stanisława Krzemińskiego, wybrałam się w wyjątkową (literacką) podróż do Krakowa z 1918 roku. Z wyjątkowej jesieni 1918 roku. Wyjątkowej dla Polaków i Polski.

Bitwa wielkich polityków o wolność utraconą przez rozbiory miesza się z bitwą o wolność – kobiet i słowa, toczoną przez siostry Biernackie. Alina, Lala i Marynia walczą z niemal całym światem. Rodziną, konkurencją, stereotypami. Wreszcie z samymi sobą. I przed władzami, i przed dziewczęta niełatwa droga do wolności. Cieszę się, że mogłam nią podążać razem z bohaterami.

W tej części cyklu Drogi go wolności najbardziej przykuła moją uwagę przemiana Aliny. Z zepchniętej w cień najstarszej siostry, na oczach czytelników staje się kobietą. Dzięki fascynacji starszym kolegą po fachu, cenionym dziennikarzem, odkrywa krok po kroku uśpioną dotychczas kobiecość. Poznaje nieznane jej dotąd reakcje własnego ciała. Słyszy dźwięk nigdy nie dotykanych strun w sercu i duszy. Na własnej skórze poznaje świat znany jej dotąd z literatury lub, co było dla niej źródłem goryczy i ukłucia zazdrości, opowieści młodszych sióstr.

Dodatkowo jej wyobrażenia o dziennikarstwie, o sposobie prowadzenia gazety, przygotowywania nowych numerów pisma zderzają się, momentami boleśnie, z przełomową rzeczywistością. Alina, dzięki intuicji, warsztatowi, wyczuciu i wsparciu wspomnianego już kolegi – gwiazdy środowiska, zaczyna się stawać rozpoznawalna w gronie krakowski żurnalistów.

Jesień 1918 roku to bowiem nie tylko odrodzenie Państwa Polskiego. To także odrodzenie, a właściwie narodzenie nowego czasopisma. „Iskra” – dziecko sióstr Biernackich, ma trudny start, głównie ze względu na płeć właścicielek. Zmiany na arenie międzynarodowej zapoczątkowują jednak zmiany w traktowaniu i pozycji kobiet w społeczeństwie. To jednak dopiero początek, dlatego Alina, Maria i Halina muszą przebić niejeden mur. Warto podkreślić, że, zwłaszcza konkurencja, obawia się ich nie tylko ze względu na płeć, ale przede wszystkim ze względu na ich świeże i nieco rewolucyjne spojrzenie na świat i funkcjonowanie dziennikarskiego środowiska. Imponują i budzą niechęć zarazem talentami, inteligencją i wrażliwością właściwą tylko kobietom.

Debiut sióstr na rynku zbiega się także ze zmianami w ich życiu uczuciowym. Alina odkrywa smak pierwszej fascynacji. Marynia pozostaje wierna narzeczonemu Szymonowi (żołnierzowi), choć i w jej, i w sercu czytelnika pojawiają się wątpliwości. Życie najbardziej doświadcza Lalę. Rodzinne sekrety i mroczna przeszłość ojca doprowadzają do tragedii i na zawsze zmieniają jej życie. Jestem bardzo ciekawa, jak ta młoda dziewczyna udźwignie ten  ciężar w III części serii.

W II części cyklu Drogi do wolności siła jest kobietą. Siłą są panny Biernackie. Silna, mimo przykucia do łóżka, pozostaje Emilia – w przenośni i dosłownie ucho domu. Dobra obserwatorka świetnie wyczuwa emocje domowników. Wydaje się bardziej zorientowana niż pełni sprawna synowa, zajęta romansem i pielęgnowaniem zapomnianej pasji. Ignacy – jedyny mężczyzna w rodzinie, pozostaje wycofany, pogubiony w otaczającej go kobiecej rzeczywistości. Głową rodziny jest tylko tytularnie – funkcję tę pełni niezmiennie jego wyemancypowana siostra, moja ulubienica z poprzedniego tomu.

Podoba mi się bardzo, że w książce Stanisława Krzemińskiego nie ma postaci tylko dobrych i tylko złych. Czytelnik spotyka bohaterów z krwi i kości. Z zaletami i wadami. Z sercem na dłoni i mrokiem w duszy. Postaci zmagają się z codziennymi bolączkami. Krzemiński nie koloryzuje – pokazuje skomplikowane, niekiedy tragiczne losy rodziny Biernackich i innych bohaterów.

Tytułowy jesienny poniedziałek – 11 listopada 1918 roku – staje się końcem i początkiem zarazem nowego życia da Polski i Polaków. Także da sióstr Biernackich, które ojczyznę znały tylko z opowieści. Jak odnajdą się w nowej rzeczywistości?

Książkę czytałam z ogromną przyjemnością. Dzięki świetnie skonstruowanym opisom, naturalnym dialogom (zgodnym z polszczyzną obowiązującą na początku XX wieku) – językowi pełnemu emocji – nie potrafiłam oderwać się od lektury. Ze współczesnego Rzeszowa trafiłam do jesiennego Krakowa, październikowego i listopadowego Wiednia przełomowego roku. Czułam się, jakbym towarzyszyła bohaterom, była ich cieniem, świadkiem wydarzeń. Uwielbiam takie literackie podróże, kiedy całkowicie zanurzam się w świat przedstawiony.

Cieszę się, że na półce czekała na mnie III część serii. Zawierucha to bezpośrednia kontynuacja Jesiennego poniedziałku. Dzięki temu z życia bohaterów nic mi nie umknie, nie muszą opuszczać wolnego już Krakowa ani na chwilę.

Drogi do wolności panien Biernackich, ich rodziny i bliskich nie były i nie są łatwe. 11 listopada 1918 roku te drogi się nie kończą. Jestem bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów. Pozwólcie więc, że w tym miejscu postawię kropkę i wrócę do lektury. Zachęcam, byście zrobili to samo i sięgnęli po te wyjątkowe pod każdym względem tytuły.

Jedna rodzina. Jedno marzenie. Wiele dróg. Poznaj je. Naprawdę warto.

Za egzemplarz powieści dziękuję Wydawnictwu Znak!

poniedziałek, 10 grudnia 2018

"Listy sprzed lat" - Roma J. Fiszer (#MamaDropsaCzyta)


Roma Fiszer, Listy sprzed lat, Wydawnictwo Edipresse 2018.
#MamaDropsaCzyta

Roma J. Fiszer – poznanianka, ale Kaszubka z wyboru, jest autorką serii książek, których akcja dzieje się na ukochanych Kaszubach. To niezwykłe i pełne emocji powieści opowiadające o życiu trzech kobiet: Anny, Kasi i Elizy a także ukazujące piękno Kaszub, zwyczaje ludzi. Można je potraktować jako przewodnik po Kaszubach. Miejscami najbliższymi sercu pisarki są Parchowo i Jezioro Mausz oraz Gdynia.

Najnowsza powieść Listy sprzed lat to pierwszy tom sagi „Szczęście niejedno ma imię”. To pokrzepiająca historia, która przywraca wiarę w przyjaźń i w to, że wszystko w życiu jest możliwe. Bohaterkami są Iwona  i Ewa, które poznały się 20 lat temu podczas studiów magisterskich i zaprzyjaźniły, połączyły je wspólne zainteresowania muzyką i fotografią. Ale podczas studiów doktoranckich, w tym półrocznego pobytu w Sztokholmie, coś się zmieniło, coś tąpnęło. Zbyt wiele zaczęło je różnić.

Iwona poznała Ewę jak zły szeląg. Obie znalazły się w szponach nienawiści. Razem jednak pracowały i codziennie się spotykały na południowej kawie w gabinecie Ewy. To był rytuał, z którego Iwona nie chciała zrezygnować. Zdaniem Ewy to Iwonie w życiu się dobrze ułożyło, miała dobrego męża Zygmunta i syna Patryka, bardzo dobrze zarabiali, zazdrościła jej wręcz kochających rodziców, z którymi często spędzała  czas nad Mauszem na ich działce – wspólne kąpiele, opalanie, pogaduchy, grillowanie, śpiewy przy wtórze gitary. A tak naprawdę to Zygmunt tylko był przy swojej żonie od kilkunastu lat, ponieważ kilka razy zawiódł boleśnie jej zaufanie. Z kolei Iwona też nie była święta, bo w Sztokholmie zakochała się w Arthurze, który przez rok pisał do niej listy na poste restante. Znajomość została przerwana z powodu ciąży Iwony. Ojcem dziecka był jednak Zygmunt. Czas nie pozwolił zapomnieć o wielkiej miłości. Jakie tajemnice skrywały listy sprzed lat?

Ewa z kolei miała tylko męża, który większość czasu wypełniał pracą, wyjazdami służbowymi, o dziecku mogła tylko pomarzyć. Bogactwo, podróże, zabawy nie dały jej szczęścia. Przez przypadek, podczas ostrej wymiany zdań, Iwona dowiedziała się o chorobie nowotworowej Ewy. To było wstrząsem dla obydwu kobiet. I na prośbę Ewy postanowiły zamieszkać razem aż do końca. Stało się to doskonałą okazją do rozmów, wszelakich  wyjaśnień.

Jakiż to wstrząs muszą przejść ludzie, żeby wejść wreszcie na właściwe tory.

Dwadzieścia siedem lat bardzo burzliwej kobiecej znajomości. Zawód w przyjaźni sprawił, że trudno odzyskać wzajemne zaufanie. Było więc o czy rozmawiać. Każdy wspólny dzień spędzały na wspomnieniach ze studiów, długich opowieściach ich wspólnej bądź osobnej historii przy muzyce z tamtych lat. Iwona przeczytała fragmenty tajemniczych listów sprzed lat i opowiedziała o ich nadawcy, o którym w skrytości serca tylko marzyła. Iwona starała się wynajdywać interesujące tematy rozmów, ażeby odciągnąć Ewę od rozmyślania o chorobie i o nieuchronnym końcu. Zorganizowała  też kaszubską wycieczkę.

Czytając powieść, czułam  się tak, jakbym siedziała obok przyjaciółek i przeżywała te same emocje: od śmiechu, poprzez wzruszenie a nawet łzy. Krok po kroku odradzała się między kobietami przyjaźń – to najpiękniejsze uczucie, jakie może połączyć dwie osoby. Urzekła mnie też wycieczka kaszubska, Iwona świetnie wypadła w roli przewodniczki, opowiadając bardzo ciekawe historie zabytków, o dawnych mieszkańcach Kaszub, ich walce z germanizacją, która często przybierała bardzo ostre formy. Razem z jej uczestnikami napawałam się cudnymi, zapierającymi dech w piersiach widokami i chłonęłam barwne opowieści o regionie przy muzyce sprzed lat. Droga Kaszubska wzdłuż wielu jezior prowadziła bowiem przez najbardziej malownicze tereny regionu – istne cuda kaszubskiej przyrody.

Niezwykle wzruszył mnie moment, w którym Ewa dzieli się z przyjaciółką swoim testamentem, tylko do jej wiadomości oraz pożegnanie przyjaciółek. Po szczegóły odsyłam do powieści. Prawdziwa przyjaźń między bohaterkami została wystawiona na wiele prób, zawód w przyjaźni sprawił, że trudno było im odbudować wzajemne zaufanie. Czy się udało?

Listy sprzed lat to piękna, pełna emocji opowieść o prawdziwej przyjaźni  o miłości, o szczęściu , o które warto walczyć w życiu. Na miłość i szczęście nigdy nie jest za późno. Mamy do tego absolutnie prawo. Powieść świetnie się czyta dzięki lekkiemu językowi. Namalowana przez Pisarkę słowami tak pięknie Szwajcaria Kaszubska sprawiła, że będę marzyć o wyprawie. A marzenia się spełniają. Póki co bardzo dziękuję za literacką podróż na Kaszuby i niezwykle wzruszającą opowieść o sile przyjaźni, miłości i nadziei.     

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!