sobota, 18 maja 2019

"Zagubiona" - Katarzyna Michalak (#MamaDropsaCzyta)


Katarzyna Michalak, Zagubiona, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta

Weekend majowy spędziłam m.in. z bestsellerem jednej z moich ulubionych autorek, Katarzyny Michalak. Pisarka – to pierwsza część trylogii autorskiej, najbardziej dojrzałych powieści. Tytułowa bohaterka, Ewa Kotowska, otrzymała od wydawcy propozycję napisania powieści biograficznej, opartej na faktach z jej burzliwego życia. Hasło promocyjne „Ta książka nie jest autobiografią Ewy Kot, ale…” miało być chwytliwe i zapewnić sukces. Lektura mną wstrząsnęła. Główni bohaterowie Weronika  Nocyk (czy Weronika to Ewa?) i Wiktor Helert to sąsiedzi, których połączyło cierpienie na skutek przemocy i poniewierania stosowanych przez rodziców. Ich dzieciństwo było nacechowane głodem miłości, serdeczności, zrozumienia, troski zarówno ze strony rodziców, jak i rówieśników w szkole. To wykształciło w nich pewne cechy osobowości, dzięki którym mogli wiele przetrwać w życiu. Weronice udało się poznać smak szczęśliwego dzieciństwa u babci Stefanii. Ale to zaledwie 6 lat niekończących się wakacji. Natomiast Herbertowskie przesłanie od babci: „Bądź wierna. Idź!” niezwykle jej pomogło w życiu. A przeżyła wiele. W dorosłość wkroczyła ze złamanym sercem, zdradzona, rozczarowana, zawiedziona, po raz drugi bezdomna. Natomiast Wiktor po wyjeździe dziewczyny na wieś zagroził, że wejdzie na złą drogę i tak też się stało, poprawczak z czasem zamienił na więzienie. Przeżycia bohaterów wstrząsają do głębi czytelnikiem, budząc skrajne emocje. Czy w 2. części ich los się polepszy? Dla mnie nie jest ważne, ile Katarzyny Michalak jest w Pisarce. Porwała mnie opowieść pełna miłości i zarazem nienawiści a jej bohaterowie zapadli głęboko w pamięć.

„Możemy stracić miłość, tak, to nie zależy jedynie od nas, ale od nas zależy, by nie stracić wiary w miłość”.

Zagubiona to  kontynuacja Pisarki. Podobnie jak w pierwszej części rozdziały są zatytułowane imionami bohaterów. W poświęconych Ewie Kotowskiej narracja prowadzona jest w 1.os. a w poświęconych Weronice – mamy do czynienia z narracją trzecioosobową. Ten zabieg Autorki sprawił, że pojawia się pytanie, czy Weronika to Ewa? Pisarka bowiem wyjechała z synkiem do Australii, gdzie w domu nad oceanem poczuła się bezpiecznie. Ale miłość, tęsknota za ojczyzną co jakiś czas kazały jej pakować walizkę i lecieć do Warszawy. I tu nadarzyła się okazja, by kupić mieszkanie babci Stefanii w ślicznej kamienicy. Weronika podczas pobytu u babci, zachęcona przez nią, zaczęła zapisywać najważniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Poczuła w sobie TO COŚ. Ujawnił się jej talent pisarski. Myślę, że tajemnica się wyjaśni. Jak potoczyły się dalsze losy Weroniki i Wiktora? Śliczna  okładka w pastelowych kolorach i uwieczniona na niej panna młoda (ale odwrócona) oraz złotymi literami zapisana myśl: „Każda z nas ma prawo do szczęścia…” dają nadzieję, że miłość mimo wszystko zwycięży. Jednak na drodze do szczęścia bohaterów pojawią się źli ludzie, którzy uczynią piekło z ich życia, jak prześladowca Wiktora i potworny manipulant obojgiem  - wyrachowany Zadra. Zmusi chłopaka do zawarcia pewnego paktu, w którym stawka będzie bardzo wysoka. Pojawią się także i dobrzy ludzie, którzy będą śpieszyć na ratunek, nieść pomoc, zapewniać bezpieczeństwo, otoczą czułością i stworzą namiastkę rodziny jak dr Piotr Kochanowski, weterynarz, który uratuje Weronikę z rąk Zadry, da schronienie, pracę w lecznicy, dzięki której dziewczyna może zrealizować swoje marzenie o maturze i o studiach. Ale znowu parszywy los nie oszczędzi dziewczyny. I znowu Zadra mistrz kamuflażu sprawi, że będzie musiała wyleczyć się z miłości, ale zapomnieć się nie da. Tęskniła za miłością, za bliskością, za kimś, w kim będzie mieć oparcie. Spotkała na swojej drodze trzech braci, z którymi się zaprzyjaźniła, dr Piotr mentor, niebieskooki blondyn, wydawał się „księciem światła i słońca” darzyła go zauroczeniem, z czasem niewinnie pokochała. Dlaczego Piotr traktował Weronikę jak siostrę? Przecież bardzo mu się podobała i pragnęła jego miłości. I znowu los sprawił, że musiała wrócić do Warszawy, zamieszkać w kamienicy, w plugawej kawalerce,  i zawrzeć układ z ojcem. A i lekarz postawił jej twarde warunki i ją odrzucił. Samotność bardzo bolała. Jedynie dostanie się na upragnione studia mogło dać dziewczynie chwile szczęścia. I to się jej udało, marzenie o weterynarii się spełniło. Bardzo szybko zjednała sobie koleżanki i kolegów, stając się duszą towarzystwa. Pojawiali się w jej życiu studenckim i koledzy amanci, ale Weronika była pechowa. Listy nie dochodziły do Wiktora, ani jego do Weroniki. Nadzieja na ich wspólną przyszłość umarła. Dlatego też spragniona miłości i szczęścia dziewczyna dokonała życiowego wyboru, popełniając kolejne błędy i mimo przestróg koleżanek wyszła za mąż za  studenta medycyny, który okazał się niezłym manipulantem, człowiekiem zakłamanym, dwulicowym. A jej się wydawało, że dobrze wybrała, że czeka ją bezpieczna przyszłość. Bardzo szybko się przekonała, że to był głupi wybór – wpadła bowiem w ręce psychopaty, który życie małżeńskie zamienił w piekło. Dlaczego naiwna nie poszła za głosem serca, tylko posłuchała rozsądku, zagłuszając intuicję, głosy ostrzegawcze koleżanek. Jej niewyobrażalne cierpienie stało się nie do zniesienia. Poddała się …Dlaczego tak się stało? Dlaczego nie zawalczyli z Wiktorem o swoją miłość, o swoje szczęście, tylko dali się zmanipulować przez złych ludzi i wplątać w niedorzeczne układy. Od ich wyboru zależało życie drugiego, ukochanego, co uśpiło rozsądek. Czy Weronika i Wiktor, których życie tak boleśnie doświadczyło, odnajdą drogę do siebie?

Podczas czytania a właściwie pochłaniania powieści, towarzyszyły mi niesamowite emocje: złość, gniew, niedowierzanie chwilami, jakie pokłady zła mogą tkwić w człowieku. Jak dziewczyna mocno stąpająca po ziemi, którą los boleśnie doświadczył, ale która ma  marzenia, nadające jej życiu sens, cel może się tak zagubić wśród ludzi , poddać i wręcz zginąć. To dla mnie niewyobrażalne. Jak człowiek może zaszczuć drugiego człowieka? Ileż twarzy może mieć drugi człowiek? Dlaczego? Za co? Jak to możliwe, że piękna dziewczyna stała się marionetką z odciętymi sznurkami. Zakończenie tomu jest wręcz szokujące. Mocno mną wstrząsnęło. Ale nadzieję daje ostatnie zdanie. wcześniej tez poznajemy dewizę życiową pisarki Ewy Kotowskiej: „ Moje powieści mają dawać nadzieję, że po każdej nocy wstaje dzień. Że mamy wybór, od nas zależy to, jak nasza bajka się skończy…”.  Mam nadzieję, że zagubiona w świecie manipulacji, kamuflażu, wyrachowania, ludzkiej podłości i bezwzględności Weronika zrealizuje w następnej części swoje marzenia. „Marzenia były dla Weroniki, dziś Ewy Kotowskiej, wszystkim”.

Akcja powieści toczy się wartko, historia Weroniki i Wiktora przeplatana jest rozdziałami współczesnymi z życia Ewy Kotowskiej. Język barwny, nacechowany emocjonalnie, chwilami dosadny, potoczny, zastosowana indywidualizacja języka podkreśla cechy charakterologiczne i osobowościowe bohaterów.   

Katarzyna Michalak, autorka czterdziestu bestsellerów, włożyła w napisanie powieści mnóstwo prawdziwych uczuć i serca. Wykreowała w powieści świetne postacie, które nie są idealnymi, ale ludźmi z krwi i kości. Niektóre z nich są typami spod ciemnej gwiazdy, złymi do szpiku kości – manipulantami, psychopatami. Pisarka poruszyła tu ważny problem przemocy fizycznej i psychicznej - jej ogromnej sile niszczącej.


Dziękuję z całego serca Katarzynie Michalak za egzemplarz recenzencki.
       

środa, 15 maja 2019

"Podaruj mi jutro" - Ilona Gołębiewska


Ilona Gołębiewska, Podaruj mi jutro, Wydawnictwo Muza 2019.

Piękny język, historia chwytająca za serce, niejednoznaczni bohaterowie, z którymi mam ochotę się zaprzyjaźnić – tego oczekuję od dobrej powieści obyczajowej (tzw. literatury kobiecej). Ilona Gołębiewska już po raz szósty mi to zagwarantowała. Debiutowała serią o starym domu. Dziś premiera pierwszej części nowej sagi. Jak ja się cieszę, że przeczytałam to cudeńko!

Lipowe Wzgórze łączy ludzi w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, z różnym bagażem doświadczeń.  Cudownie, że pierwsze spotkanie z Anielą i pozostałymi bohaterkami nie jest ostatnim. Początek jest obiecujący i chwyta za serce. Obok takiej historii – napisanej tak pięknym językiem, o ludziach z krwi i kości, z tajemnicą w tle nie można przejść obojętnie. Mam nadzieję, że, choć emocje po lekturze wciąż są żywe, uda mi się zachęcić Was do lektury książki, nie zanudzając i nie spojlerując za bardzo. Podaruj mi jutro zasługuje na to, by podarować jej czas.

Dwór na Lipowym Wzgórzu należy do rodziny Horczyńskich niemal od dwustu lat. Stanowi także wielką atrakcję dla turystów odwiedzających Podlasie. Jego właścicielką jest Aniela, słynna malarka. Zmęczona światowym życiem postanawia osiąść w rodzinnych stronach. Zakłada na Lipowym Wzgórzu Akademię Sztuk Anielskich, której pomysł narodził się dzięki lokalnej legendzie o aniołach. Czy zyska poparcie kobiet z rodziny Horczyńskich, czyli Sabiny, Klary i Lilianny?

Przyjazd redaktora prowadzącego program „Maluchem przez Polskę”, niesforna przyjaciółka podbijająca Internet motywującymi filmikami, odkrycie podziemnych korytarzy we dworze, poszukiwanie przez Anielę ukochanego Witka, który przed laty zniknął bez wieści… Wszystko to sprawia, że życie mieszkańców dworu pełne jest atrakcji, humoru, ale czasem także trosk.

Zmartwieniem Anieli jest również konflikt Horczyńskich i ich sąsiadów Gajowiczów. W czasie wojny na Czarnym Szańcu doszło do pogromu oddziału partyzantki, w którym zginęli członkowie obydwu rodzin. Czy odnalezienie dzienników z czasów wojny pozwoli Anieli oczyścić dobre imię ojca, którego podejrzewano o zdradę?*

Przyznam, że jako 26-letnia bezdzietna singielka troszkę bałam się tej fabuły. Dlaczego? Ze względu na bohaterkę. Tym razem Ilona Gołębiewska nie zaprasza czytelniczek do świata około 30-letnich kobiet doświadczonych przez los. Aniela – bo takie imię nosi postać-serce tej powieści, ma tych lat nieco więcej. To pani 60+. Matka, babcia, przyjaciółka. Dlaczego postać-serce? Po pierwsze – bo to główna bohaterka, a takie są sercem każdej książki – spoiwem wątków i pozostałych postaci. Po drugie, to ona jest sercem niezwykłego dworu na Lipowym Wzgórzu. Dworu z piękną, lecz trudną historią. Jest sercem, aniołem dla mieszkańców i stałych bywalców posiadłości – swoich przyjaciółek, ich dzieci i ludzi, którym podaje pomocną dłoń. Kobieta-anioł? Nie. Aniela, choć imię sugeruje co innego, nie jest bez skazy. Aniela jest człowiekiem jak każdy z nas. Ma na sumieniu większe i mniejsze grzeszki. Nie potrafi porozumieć się z córką Sabiną, tęsknota za wnuczkami ciąży jej każdego dnia. Pamięć o ukochanym z młodzieńczych lat kładzie się cieniem na jej relacjach z mężczyznami i całym dorosłym życiu. Artystka, malarka, poświęca się pracy, nie wypełniając przy tym należycie rodzicielskich obowiązków… Jej siły i myśli pochłania także próba oczyszczenia dobrego imienia ojca, który został oskarżony o zdradę kolegów z oddziału i wysłanie ich na pewną śmierć… Antoni Gajowicz, człowiek o zimnym jak lód sercu, który zamiast szacunku budzi wśród mieszkańców okolicy lęk, nie ułatwia jej tego zadania.

Dwór będący własnością Anieli to ukryta pośród lip przystań dla skrzywdzonych, samotnych, dotkniętych chorobą albo traumatycznym przeżyciem rozbitków. Znajdują oni spokój, poczucie bezpieczeństwa, miłość i opiekę, właśnie w posiadłości rodu Horczyńskich. Podaruj mi jutro to nie tylko historia Anieli. To także losy bliskich jej osób. Poznajemy przyjaciółki głównej bohaterki – dotkniętą chorobą nowotworową emerytowaną nauczycielkę, jej syna weterana wojny w Iraku, pobitą niemal na śmierć Julię, szukającego sensacji i łatwych pieniędzy dziennikarza… Nikt jednak nie opuszcza posiadłości bez plastra na sercu – także Czytelnik.

W tym domu nie tylko czuć zapach lip i innych roślin; potraw wybitnej kucharki Basi czy farb Anieli. To miejsce kojarzy się przede wszystkim z troską, oddaniem, bezinteresownością. I Czytelnik, choć wydaje się, że zajrzał tam tylko na chwilę, nie potrafi opuścić Lipowego Wzgórza. Myślę, że zachwyt tym miejscem potęgują przepiękne opisy. Ilona Gołębiewska przykłada ogromną wagę do języka – zarówno w narracji, jak i w dialogach. Metaforami, porównaniami, epitetami oddaje krajobraz Podlasia. Uruchamia każdy zakamarek wyobraźni, a zmysły wyostrza do granic czytelniczych możliwości. Sprawia, że czuje się zapach kwiatów, stąpa bosą stopą po zroszonej trawie, patrzy na dzieła sztuki czy słyszy gwar rozmów.

Podaruj mi jutro to przepiękna książka o miłości, przyjaźni. O wierze i nadziei, których nie zabija mijający czas. Bohaterka poszukuje prawdy, wspomina ukochanego z dawnych lat… Jak zakończą się jej poszukiwania? Czy odnajdzie spokój w sercu? Czy nawiąże nić porozumienia z córką i wnuczkami? Tego nie zdradzę – po odpowiedzi na te pytania odsyłam do powieści.

Siła jest kobietą. Także w historii Ilony Gołębiewskiej. W kolejnych tomach poznamy bliżej Sabinę i jej córki. Już nie mogę się doczekać tych literackich spotkań! A Was ponownie namawiam – podarujcie tej książce swój czas. Nie pożałujecie!