wtorek, 8 grudnia 2015

Garść pierników, szczypta miłości - Natalia Sońska

    

     Herbata z miodem lub pomarańczą i goździkami, do tego pierniczki, w tle dźwięki ulubionych kolęd, w kącie pokoju choinka z zapalonymi światełkami, na nogach koc lub pies (ewentualnie pies w roli kocyka) i wreszcie książka w ręku... Na pewno wiele z Was tęskni za tym obrazkiem! Już niedługo, wigilia za szesnaście dni. W herbatkę można się zaopatrzyć już dziś, przepis na pierniczki mogę podać, a lektura... Też mam coś do polecenia.
     Garść pierników, szczyptę miłości skończyłam czytać kilka godzin temu, a wciąż mam banana na twarzy. Jestem bardzo podekscytowana poniedziałkowym spotkaniem z autorką. To moja rówieśnica, studiuje prawo. Mam do niej tyle pytań! Jedno już zadałam, ale pozostało bez odpowiedzi, bowiem Natalia nie wie, gdzie można spotkać facetów jak Wiktor ;)
Główną bohaterką świątecznej, zimowej powieści jest Hania. To dziennikarka, a właściwie korektorka w jednym z modowych pism, która marzy o tworzeniu władnych artykułów. Niespełnione ambicje i prywatny konflikt z redaktor naczelną sprawiają, że zamienia się tematami ze swoją najlepszą przyjaciółką, Kingą. Gromadząc materiał do tekstu o świątecznej modzie, poznaje Wiktora. Bogaty prezes firmy reklamowej robi wszystko, by zdobyć serce kobiety. Hanna, która do tej pory uciekała od poważnych związków, poprzestając na przelotnych romansach, ulega jego czarowi i zmienia swój stosunek do miłości. Niestety, przeszłość, zagmatwane losy rodzinne i dziwna relacja Hani z byłym partnerem (aktualnym mężem przełożonej) sprawia, że między dziennikarką a biznesmenem, z pozoru idealnym mężczyzną, dochodzi do małych i większych konfliktów. Gdy uciekają od podjęcia trudnych decyzji, los przypomina im, że na przepraszam czy porozmawiajmy, czasem może być za późno...
    Język jest przepiękny! Opisy (niedługie, niekrótkie, lecz w sam raz) oraz naturalne, potoczne dialogi przybliżają zarówno świat bohaterów, jaki i świąteczną, grudniową aurę. 
     To idealna powieść na Boże Narodzenie. Naprawdę. I nie dlatego że jej akcja dzieje się właśnie w tym okresie. Takich książek nam potrzeba w dzisiejszym świecie - książek o miłości, przyjaźni, potędze rodziny... Książek o wartościach, które niczym skała trwają mimo przeciwności losu, błędów przeszłości czy niedomówień i kłód rzucanych pod nogi przez wrogów, którzy kiedyś byli najbliżsi sercu...
Nie masz pomysłu na prezent? Poproś Gwiazdkę o Garść pierników, szczyptę miłości. Okładka nie kłamie: 
To doskonały przepis na zimową opowieść o poszukiwaniu szczęścia. Spróbujesz?
Ja spróbowałam. Nie żałuję. Ba! Chętnie wezmę dokładkę ;) 

P.S.: Płytę, którą widzicie na zdjęciu, polecam jako podkład muzyczny.



Książkę zakupiłam w Matrasie. 

niedziela, 18 października 2015

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz

   Przepraszam, że tak publicznie i bez Pani wiedzy, ale muszę to ogłosić… Pani Magdaleno – kocham Panią! 
   Pamiętacie recenzję Alibi na szczęście Anny Ficner-Ogonowskiej? Pisałam w niej, że to moja ulubiona powieść obyczajowa polskiej autorki. Wczoraj została zdetronizowana. Tak po prostu. Przez Po prostu bądź Magdaleny Witkiewicz.
    Pierwsza myśl? Współczesna bajka o Kopciuszku. Pochodząca z „zapyziałej wsi” Paulina marzy o studiach. Niestety, rodzice i dwie starsze siostry (mieszkająca w Irlandii Agnieszka i Magda, żona alkoholika i matka kilkorga dzieci)  mają dla niej inne plany – dziewczyna ma odziedziczyć gospodarstwo oraz wyjść za mąż. Koniecznie za Adriana, z którym łączy ją przyjaźń i miłość, ale… siostrzano-braterska. Mimo sprzeciwu rodziny Pola zdaje na wymarzoną architekturę do Gdańska i opuszcza rodzinny dom.  Może liczyć tylko na wsparcie niedoszłego małżonka oraz współlokatorki z akademika, Kingi. Na uczelni poznaje wykładowcę, Aleksandra Dembskiego. Z pozoru platoniczna miłość wybucha niczym wulkan pewnej wigilijnej nocy. Kres bajkowemu szczęściu kładzie pewien listopadowy wieczór. Paulina może liczyć tylko na przyjaciela Aleksa, który zawsze po prostu był.  Zawierają pakt, choć od początku jedno z nich łamie zasady...
    Myliłam się. To nie jest bajka o Kopciuszku. To piękna, bawiąca, ale i doprowadzająca do płaczu opowieść o miłości. Miłości, która przychodzi bez uprzedzenia. Mimo przeszkód, doświadczeń, wspomnień trwa i wierzy w szczęśliwe zakończenie. Miłości, która całuje i pieści, ale pozwala także wypłakać się w rękaw, dąży do zgody w rodzinie. Swoją siłą łączy przede wszystkim dusze, nie tylko ciała. Miłości, która wiąże się ze smutkiem, żałobą, tęsknotą i bezradnością. Wreszcie miłości, która rodzi się z przyjaźni i bezgranicznego oddania.
    Tej książki się nie czyta. Tę książkę się pochłania. Słowo po słowie, strona po stronie. Prosty, ale jednocześnie bogaty język oddający uczucia i myśli bohaterów prowadzi nas przez opowieści najpierw Pauliny, a potem Łukasza. Zapytacie, kim jest Łukasz? Nie powiem. Przeczytajcie. Na pewno będziecie trzymać za niego kciuki ;)
    Polecam. Po prostu polecam. Magdalena Witkiewicz napisała powieść o wielu twarzach miłości i ludzkiego życia. Życia, w którym nie zawsze świeci słońce, ale pojawiają się w nim także ciemne chmury. Burzę jednak można przetrwać. Dzięki miłości. Dzięki temu, że ktoś po prostu jest.


liczba stron: 352
zakupiona w Matrasie 

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz


Skończyłam House of cards. Ograć króla. Kwitnący krzew tamaryszku został w akademiku, a weekend bez książki to weekend stracony. Postanowiłam więc uśmiechnąć się do Mamy, która tydzień temu dostała ode mnie nowość wydawnictwa Filia. Usiadłam, otworzyłam i.... zakochałam się!
Lubicie niebanalne historie o miłości, obok których nie da się przejść obojętnie? Jeśli tak, to gorąco polecam Wam najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz pt. "Po prostu bądź". Idealna na szare, jesienne dni! Pochłonęłam w dwa wieczory, nie potrafiłam się oderwać. Do tej pory nie sięgałam po prozę Pani Witkiewicz, choć dzięki Mamie mam w domu kilka tytułów. Najwyższy czas to zmienić. Może coś polecicie? ;)

Recenzja "Po prostu bądź" już wkrótce!
Książkę polecił mi klub książki Ona czyta - dołączajcie, warto!

niedziela, 11 października 2015

Ogród Kamili - Katarzyna Michalak

   Ogród Kamili to powieść rozpoczynająca kwiatową serię. Autorki - Katarzyny Michalak miłośnikom polskiej literatury obyczajowej przedstawiać nie trzeba. Mieszkająca w mazowieckiej wsi doktor weterynarii po raz kolejny przeniosła swoich czytelników w magiczny, pachnący pięknymi kwiatami i otoczony malowniczymi krajobrazami świat marzeń i miłości.
Główna bohaterka książki – tytułowa Kamila Nowodworska to prawdziwa romantyczka. Marzy o wielkiej miłości i domu z różanym ogrodem. Wraz z ciotką Łucją, która zaopiekowała się dziewczyną po śmierci jej matki, mieszka w nowohuckim, dwupokojowym mieszkaniu. Kamila, lecząc rany po niespodziewanym i niewyjaśnionym rozstaniu z Jakubem Kilińskim (wielką młodzieńczą miłością, buja w obłokach), buja w obłokach i zamyka się w pełnym róż i książek własnym świecie. Chcąc odciążyć starszą ciotkę, pragnie znaleźć pracę. Po wielu przejściach i nieprzyjemnym epizodzie z potencjalnym pracodawcą dostaje prawdziwy dar od losu – na czas remontu ma stać się gospodynią przedwojennej willi z uliczki Leśnych Dzwonków w podwarszawskim Milanówku. Jak to się stało, że szef odgadł pragnienia Nowodworskiej? Może po prostu je zna z przeszłości? Nadzorując prace, Kamila zbliża się do swojego współpracownika Łukasza i zaprzyjaźnia się z sąsiadką Małgorzatą - ocalałą z zamachu terrorystycznego. Kim tak naprawdę jest Hardy? Czy on i Kamila zostaną parą? Kto uratował życie Gosi? Czy dojdzie do konfrontacji z Jakubem? Na te pytania odpowiedź da tylko lektura powieści.
Ogród Kamili składa się z dwudziestu dwóch rozdziałów. Każdy jest poprzedzony krótką charakteryzacją gatunku róży, co przybliża czytelnikom świat bohaterki. Narracja prowadzona prostym, lecz pięknym językiem pozwala na podróż do podwarszawskiej willi i różanego ogrodu. Zawiłe losy, długa i skomplikowana droga do szczęścia wręcz zmuszają, by jak najszybciej dotrzeć na ostatnią stronę, która okazuje się początkiem kolejnej opowieści.
Książka Katarzyny Michalak to historia o miłości, przyjaźni i przebaczaniu. Wraz z bohaterami czytelnik poszukuje tego, co najważniejsze w życiu i odkrywa najgłębsze zakamarki duszy. Opowieść budzi wrażliwość i romantyzm. Nie czekaj. Już dziś sięgnij po Ogród Kamili i daj się zabrać w pachnącą różami wędrówkę po szczęście. 


liczba stron: 352
zakupiona oczywiście w Matrasie ;) 

niedziela, 27 września 2015

Aktualnie czytam - part 1.

Witajcie!
Dawno nie dodawałam żadnej recenzji, ale to nie oznacza, że zapomniałam o blogu. Po prostu czytam trzy książki na raz i stąd moje milczenie. Postanowiłam więc dodawać notki o tym, co aktualnie pochłaniam i skąd taki wybór lektury ;) Jest już taka zakładka na blogu, ale podejrzewam, że mało kto do niej zagląda. Pomysł się podoba? Mam nadzieję, że tak!

Aktualnie na mojej półce leżą trzy rozpoczęte książki.  

Magiczne miejsce  Agnieszki Krawczyk to trzecia, a właściwie pierwsza (jeśli chodzi o chronologię wydarzeń) część sagi o mieszkańcach Idy. W dwóch pierwszych tomach autorka skupiła się na losach pisarki Sabiny i jej perypetiach miłosnych, twórczych oraz budowanych. W Magicznym miejscu poznajemy losy Witolda Mossakowskiego, który kupił podupadający pałac, dając tym samym nowy początek dolinie mgieł i róż. 
Po powieść sięgnęłam z oczywistych powodów - czytałam pierwsze dwie, więc kupno trzeciej części było dla mnie naturalne. Nie zawiódł mnie poetycki, bajkowy język, opisy przenoszące w świat dzieł Jane Austin... Napięcie związanego ze śledzeniem losów bohaterów nie ma - z poprzednich tomów wiem, jak potoczą się lody ministra i kto zostanie samą jego serca. Może dlatego czytanie idzie mi tak wolno?

House of cards. Ograć króla Michael Dobbsa to druga część bestselleru, który podbił serca czytelników, a następnie widzów na całym świecie. Moje też! Pierwszy tom połknęłam, a teraz z niecierpliwością oczekiwałam przesyłki z wydawnictwa. Francis dopiął swego i został premierem. Teraz musi się zmierzyć z nowym królem Anglii. Czy mu się to uda? Czuję, że tak. Od pierwszych zdań pachnie intrygą i wrednym charakterkiem głównego bohatera, który do celu dąży po trupach...

Kwitnący krzew tamaryszku Wandy Majer-Pietraszak wypatrzyłam w Biedronce. Mój wzrok przykuła okładka oraz zapach, a następnie streszczenie. Cztery przyjaciółki spotykają się po latach na zjeździe klasowym. Są jak cztery żywioły, różnią się charakterem, pozycją społeczną, a mimo to skoczyłyby za sobą w ogień. Jestem niezmiernie ciekawa, jak potoczą się losy Basi, Janki, Iwony i Myszki.


Mam nadzieję, że nowy "cykl" przypadł Wam do gustu :)

poniedziałek, 7 września 2015

"Dochodzenie" - David Hewson



Lektura tej książki uświadomiła mi, że o kryminałach, szczególnie  bardzo dobrych kryminałach, muszę się jeszcze wiele nauczyć, bo kilka przeczytanych tytułów detektywa Monka z człowieka nie robi ;) Myślałam, że umieszczony na okładce napis: „Niczego nie można być pewnym aż do końca dochodzenia (…)”, to zwykły chwyt marketingowy i niemożliwe, by przez niemal osiemset stron powieści nie domyślić się, kto zabija. A jednak… Miałam czterech kandydatów, ale jak się okazało, żadnym podejrzanym nie kierował TEN motyw, któremu poświęcone są dwie ostatnie strony (tak, wszystko wyjaśniają ostatnie linijki) … Dochodzenie Davida Hawsona zostanie więc w mojej głowie przez długi czas.
Główną bohaterką historii przeniesionej na ekrany telewizorów zarówno w Danii, jak i w Stanach Zjednoczonych, jest Sarah Lund. Policjantkę, której atrybutem nie jest broń, lecz czarno-białe, ewentualnie biało-czarne swetry, poznajemy w przełomowym momencie jej życia. Wraz z nowym partnerem i synem z pierwszego małżeństwa jest w trakcie przeprowadzki z Danii do Szwecji. Jej plany ulegają zmianie, gdy znajduje ciało lubianej i niewinnej nastolatki, Nanny. Razem ze swoim następcą, komisarzem Meyerem rozpoczyna śledztwo. Wszystkie drogi prowadzą do lasu, w którym dokonano zbrodni,  Ratusza, w którym trwa zacięta walka o fotel burmistrza oraz do… młodości, która odciska piętno na całym życiu bohaterów i zatacza koło w najmniej oczekiwanym momencie.
Język nie ułatwia czytelnikowi odkrywania prawdy. Niejasne  opisy, urywane momentami dialogi podsuwają mylne wskazówki, ujawniając zarazem mroczne sekrety. 
Cieszę się, że gdy dwa lata temu przypadkowo trafiłam na amerykańską adaptację historii (serial „The killing”), obejrzałam tylko trzy odcinki. Dzięki temu mogłam z zapartym tchem czytać książkę. Mrok, mgła i szarość duńskiego miasta sprawiają, że dochodzenie prowadzone przez z pozoru niedobraną parę, przyprawia o szybsze bicie serca i gęsią skórkę. Świetna powieść sensacyjna, która trzyma w napięciu do końca, a nawet kilka chwil dłużej. 


wydawnictwo: Marginesy
liczba stron: 800
zakupiona w internetowej hurtowni książek Aros (polecam!)

sobota, 29 sierpnia 2015

"Pochłaniacz" - Katarzyna Bonda



Do tej pory kryminały wolałam oglądać, a nie czytać. Wszystko się zmieniło, gdy w moje ręce trafiły książki Bondy. Katarzyny Bondy zwanej królową polskiego kryminału. "Florystka" umiliła czas chorowania na grypę, a "Pochłaniacza" pochłonęłam w ostatnich dniach.
Pochłaniacz to pierwszy z czterech tomów (żywiołów) opowiadających o losach profilerki Saszy Załuskiej. Po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield wraz z córką wraca do Polski. Kilka dni po przeprowadzce do Trójmiasta otrzymuje zlecenie od byłych współpracowników. Ma im pomóc w ustaleniu profilu człowieka, który śmiertelnie postrzelił Janka Wiśniewskiego ps. Igła oraz ranił współpracownicę muzyka, Izę. Poszlaki i tropy nakazują powrót do lat 90. By ustalić tożsamość zabójcy Jana, Sasza musi odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące śledztwa z 1993 roku, kiedy to w tajemniczych okolicznościach zginęło rodzeństwo. Morderstwo sprzed lat i zbrodnia dokonana ostatniej Wielkanocy łączy mafia, która niegdyś rządziła Trójmiastem. Co stało się z bossem i jego ludźmi? Czyżby znowu zaatakowali? 
Praca nad profilem, mając dowód tylko w postaci zapachu, nie jest łatwa. Sasza zmaga się ze skorumpowanymi i niezbyt przychylnymi policjantami. Walczy z nałogiem, wspomina i jednocześnie podejmuje bardzo poważne decyzje. Portrety psychologiczne zbrodniarzy ukazane w następnych książkach poprowadzą bohaterkę do odkrycia tajemnicy z własnej przeszłości. Póki co na rynku ukazały się dwie części: Pochłaniacz (żywioł powietrza) i Okularnik (ziemia). 
Na początku ciężko mi było się wgryźć w styl i tematykę. Jednak im dalej w las (czyt. śledztwo), tym bardziej nie mogłam się oderwać. Zakończenie zaskakuje i sprawia, że z niecierpliwością oczekuje się kuriera z II tomem. 
Z czystym sumieniem polecam ten kryminał delikatnym i wrażliwym dziewczynom. Opisy i język są niekiedy mocne, ale nie przyprawiają o ból oczu i uszu. Proste, potoczne słownictwo (od czasu do czasu pojawiają się elementy policyjnego i przestępczego slangu; wszystko jest objaśnione w przypisach) wprowadzają w świat polskich służb i mafii. 
Pochłaniacz to opowieść nie tylko o zbrodni, ale też o miłości, zdradzie i rodzinnych, skomplikowanych więzach. Wybuchowa i pachnąca mieszanka, która zaskakuje na ostatnich stronach, gdy "lekiem" na wszystko okazuje się piosenka sprzed lat... 

wydawnictwo: Muza (http://muza.com.pl/kryminal/1729-pochlaniacz-9788377586884.html)
liczba stron: 672
zakupiona w wydawnictwie

czwartek, 20 sierpnia 2015

"Miasto 44" - Marcin Mastalerz



Miasto 44 Jana Komasy to jeden z najgłośniejszych filmów ubiegłego roku. Podzielił krytyków filmowych, Powstańców i widzów. Jedni wychodzili z kina zachwyceni, inni nie pozostawiali na produkcji suchej nitki. Słysząc różne opinie, postanowiłam, że najpierw przeczytam powieść napisaną przez Marcina Mastalerza na podstawie scenariusza, a dopiero później obejrzę głośny film. Nie żałuję, że wybrałam taką kolejność. Rozbudowane na kartach książki pewne wątki, pozwoliły mi na jeszcze głębsze przeżycie projekcji w domowym kinie.
Miasto 44 to opowieść o 63 dniach morderczej walki o ukochane miasto. Walki o wolność, niepodległość, lepsze jutro. To opowieść o miłości, namiętności, latach młodzieńczych, i przyjaźni, która, podobnie jak rodzinne więzy, wystawiana jest na ciężką próbę. Stefan - główny bohater książki (i filmu) staje się głową rodziny po śmierci ojca . Pracując w fabryce Wedla , dba o mamę - niepracującą aktorkę i młodszego braciszka. Trzyma się z dala od konspiracji. Jego życie zmienia się, gdy Kama - koleżanka z osiedla, prosi go o przysługę... Stefan rozpoczyna działalność w podziemiu. Na jego drodze staje Ala (pseudonim "Biedronka") - panna z dobrego domu. Młodzi zakochują się w sobie i 1 sierpnia o godzinie 17 razem stają do walki o ukochane miasto. Postaci tworzą jeden z najodważniejszych powstańczych oddziałów, stając się przykładem poświęcenia i odwagi. 
Narratorem powieści jest Stefan, choć czasem zastępują go w tej roli inni, niekoniecznie pierwszoplanowi bohaterowie. Proza przeplatana jest fotosami z filmu, które doskonale uzupełniają słowa. Razem z młodzieńcem i jego przyjaciółmi czytelnik staje się zarówno świadkiem jak i uczestnikiem walk na Starym Mieście, ucieka kanałami do Śródmieścia, by stamtąd trafić na Czerniaków. Bierze udział w okrutnej lekcji dojrzewania, patrząc na zdradę i zbrodnię. Akcja powieści to nie tylko walki zbrojne, ale przede wszystkim walki serca z rozumem, walki sanitariuszek o życie rannych, walki o chleb - po prostu o walki przeżycie i o "coś więcej niż parę chwil".... 
O takiej książce myśli się długo. Po odłożeniu jej na półkę kilka minut siedziałam w miejscu. Wywarła na mnie ogromne wrażenie, wywołując wiele emocji - od śmiechu (nie zapominajmy, że bohaterami są młodzi, skłonni do zabaw i żartów ludzie) po płacz i niedowierzanie. 
Przeczytanie powieści, przynajmniej mi, ułatwiło odbiór filmu. W produkcji wszystko dzieje się szybko, na kartach książki lepiej poznajemy bohaterów, ich motywacje. Nie wiem, jak to działa w drugą stronę, ale myślę, że proza Marcina Mastalerza może być doskonałym uzupełnieniem obejrzanego wcześniej filmu. 
Myślę, że powieść powinien przeczytać każdy Polak (szczególnie mam na myśli młode pokolenie), niezależnie od tego, czy ma warszawskie korzenie czy jego babcia była powstańczą łączniczką. Musimy uczyć się patriotyzmu i szacunkiem darzyć tych, którzy walczyli z całych sił , by "miasto nie przestało żyć", mimo że ich zryw skazany był na klęskę...

Powyżej, zamiast zdjęcia, dodaję link do teledysku. Słowa filmowej piosenki są pięknym streszczeniem, ale i zachętą do przeczytania książki. Cytaty z recenzji pochodzą z tego utworu. 


wydawnictwo: PWN (http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/243924/miasto-44.html?pwn_source=glowna_ki&pwn_medium=baner&pwn_campaign=miasto44_20150728&action=3203810447)
liczba stron: 352
zakupiona w Matrasie


niedziela, 16 sierpnia 2015

"Jeżynowa zima" - Sarah Jio



Masz ochotę na powieść obyczajową, która trzyma w napięciu niczym dobry kryminał? Jeżynowa zima to doskonały wybór!
Majowa śnieżyca. Dwoje dzieci. Dwie pogrążone w rozpaczy matki - Vera i Claire. Pokojówka i dziennikarka. Samotna matka i nieszczęśliwa mężatka... Sarah Jio po raz kolejny przenosi nas w tajemniczy i pełen miłości świat Seattle, mistrzowsko przeplatając ze sobą dwa plany czasowe - lata 30. ubiegłego wieku i współczesność
Główna bohaterka powieści to Claire - pogrążona w żałobie dziennikarka lokalnej gazety, która odpycha od siebie męża i bezczynnie patrzy, jak szczęśliwy niegdyś związek rozpada się na kawałki. O poranku 2 maja 2010 roku wita ją śnieżyca, zwana przez meteorologów jeżynową zimą. W związku z tym, że podobne ochłodzenie miało miejsce tego samego dnia ponad osiemdziesiąt lat temu, redaktor naczelny zleca Claire napisanie artykułu. Z pomocą rusza jej przyjaciółka. Abby znajduje w archiwach wzmiankę o zaginięciu trzyletniego Daniela Raya. Claire postanawia dowiedzieć się, co stało się z chłopcem, jego matką i dlaczego redakcja, w której pracuje i której właścicielem jest rodzina jej męża, nie wspomniała o sprawie w żadnym z artykułów... Rozpoczyna śledztwo, nie mając pojęcia, ile zmian w jej życiu przyniesie jeżynowa zima sprzed osiemdziesięciu lat... Czy w przeszłości znajdzie klucz do rozwiązania swoich problemów?  
Historia napisana prostym, lecz pięknym językiem trzyma w napięciu do ostatniej strony, a dopracowane opisy przenoszą czytelnika do zaśnieżonego Seattle. 
Książkę przeczytałam w jeden dzień, mianując ją moją ulubioną tej autorki. Jeżynowa zima to nie tylko przeszłość, zbrodnia i rodzinne tajemnice, ale także lekcja wybaczania sobie i innym. Perfekcyjna mieszanka miłości, rozpaczy i nadziei.Usiądź wygodnie w fotelu i rozpocznij śledztwo razem z Claire. Wzruszenie gwarantowane!


liczba stron: 320
zakupiona w Matrasie 

czwartek, 6 sierpnia 2015

"SERENADA, CZYLI MOJE ŻYCIE NIECODZIENNE" - M. GUTOWSKA-ADAMCZYK

    
   
   Zakupiona w taniej księgarni Serenada, czyli moje życie niecodzienne to moja pierwsza przygoda z prozą Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, autorki bestsellerowej sagi Cukiernia pod Amorem i scenarzystki serialu Tata, a Marcin powiedział... Może nie jest tak pouczająca i poruszająca jak książki mojej ukochanej Sarah Jio, ale w letnie i upalne dni bawiła mnie do łez. Lekkie, idealne na wakacyjne dni czytadło, będące, w moim odczuciu, mieszanką Kopciuszka i Wkręconych 2 (polski film Piotra Wereśniaka)!
    Jesteście fanami komedii romantycznych? Jeśli tak, musicie sięgnąć po tę powieść. Główna bohaterka - marząca o wielkiej miłości, szczera i prosta dziewczyna z Podlasia, przez przypadek trafia na plan popularnej polskiej telenoweli. Ma zastąpić gwiazdę serialu, która zniknęła. Katarzyna porzuca etat w białostockim Teatrze Lalek i z dnia na dzień staje się popularną Sereną Lipiec. W rolę wciela się doskonale nie tylko na planie filmowym. Zaprzyjaźnia się z charakteryzatorem Adamem i zakochuje się w producencie. Jej własna bajka o Kopciuszku kończy się nie wraz z północą, lecz z powrotem Sereny, która nie jest zadowolona z dublerki...
    Jak będzie wyglądać konfrontacja pań? Co zrobi Kasia? Jaką rolę w jej życiu odegra spotkany na ulicy Leon? Odpowiedź na te pytania znajdziecie oczywiście w książce.
   Serenada... to idealne połączenie uczuć i humoru. Zapomina się o troskach, czytając o zmaganiach niespełnionej aktorki w brutalnym świecie polskiego show-biznesu. Narracja w pierwszej osobie oraz prosty, potoczny wręcz język odprężają i wywołują uśmiech.
    Szukacie książkowego towarzystwa na plażę lub hamak w ogrodzie? Polecam tą literacką komedię romantyczną. Dobra zabawa oraz łzy radości i wzruszenia gwarantowane! 


liczba stron: 360
zakupiona w księgarni Tak czytam

niedziela, 26 lipca 2015

"Alibi na szczęście" - Anna Ficner-Ogonowska

     
     
     To zdecydowanie moja ulubiona polska powieść obyczajowa, która na zawsze pozostanie na mojej top liście. Historia o miłości, przyjaźni i życiowej mądrości, czyli o tym, co w życiu najważniejsze. 
     Główną bohaterką Alibi na szczęście - debiutu literackiego Anny Ficner-Ogonowskiej, jest Hanka Lerska. Uczy języka polskiego w jednym z warszawskich liceów. Tęskni za tragicznie zmarłym mężem. Owdowiała zaledwie kilkanaście godzin po ślubie... Na świecie ma tylko przyjaciółkę Dominikę - zwariowaną optymistkę oraz panią Irenkę - osobistego anioła stróża, skarbnicę wiedzy i dobrych rad, u której zatrzymuje się podczas wypadów nad morze. Pewnego dnia na drodze miłośniczki literatury staje przystojny architekt, Mikołaj Starski. Zakochuje się w polonistce swojego młodszego brata od pierwszego wejrzenia. Gdy przychodzi na wywiadówkę, Hanka nie ma pojęcia, że widzieli się już wcześniej. Mikołaj na wszelkie sposoby próbuje zdobyć serce nauczycielki, szaleje za nią. Lerska, choć w głębi duszy odwzajemnia jego uczucia, boi się otwarcia na miłość i wciąż znajduje alibi na szczęście... 
     Anna Ficner-Ogonowska, tak jak główna bohaterka jej cyklu, jest polonistką. Powieść pisała dla samej siebie. Tekst do wydawnictwa wysłał za nią mąż. Moim zdaniem podjął właściwą decyzję. Książka urzeka nie tylko fabułą i kreacjami bohaterów, ale i poetyckim wręcz językiem. Metafory, porównania oraz inne środki artystyczne obecne zarówno w dialogach, jak i w opisach sprawiają, że mamy do czynienia nie ze zwykłym czytadłem, lecz z genialną książką, która na bardzo długo zapada w pamięć . Po lekturze Alibi... przez wiele tygodni żadna powieść nie "smakuje" tak samo.
     Chcesz zamknąć oczy i usłyszeć szum morza? Pragniesz poznać mężczyznę, który z determinacją walczy o kobietę? Wypożycz albo najlepiej kup pierwszą część serii i daj zabrać się w podróż po miłość i szczęście.


liczba stron: 672 (czyta się jednym tchem!)
pozostałe części: "Krok do szczęścia", "Zgoda na szczęście", "Szczęście w cichą noc" 

"Dziewczyny z powstania" - Anna Herbich


     Zbliżająca się 71. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego skłania nie tylko miłośników historii i literatury do sięgnięcia po teksty przybliżające wydarzenia z 1944 r. Doskonałą lekturą na dni pełne wspomnień, czczenia poległych jest książka Anny Herbich „Dziewczyny z Powstania”. To zbiór jedenastu opowieści jedenastu kobiet, które przeżyły powstanie. Jak każdy Powstaniec były pewne, że walki potrwają kilka dni…   Część z nich aktywnie brała udział w walce jako sanitariuszki lub łączniczki. Inne walczyły o to, by przeżyć, chroniły siebie, swoje dzieci.  Choć Powstanie poniosło klęskę, one wygrały – przeżyły. 
„Dziewczyny z Powstania” ukazują zryw mieszkańców stolicy z innej, bo kobiecej perspektywy. Bohaterki opisują, jak zmieniło się ich życie w ciągu sześćdziesięciu trzech dni walk. Opowieści o walkach, śmierci przeplatają się z tymi o modzie, randkach, miłości, powstańczych ślubach. Wspomnienia są przejmujące, intymne, pełne wzruszeń. Ich dopełnienie stanowią zdjęcia z prywatnego archiwum kobiet. Fotografie przedstawiają zarówno chwile rodzinnego szczęścia, jak i ruiny zniszczonego miasta. 
Książka prezentuje różne punkty widzenia, różne oceny i opinie. Pomaga zrozumieć, dlaczego siedemdziesiąt jeden lat temu Warszawiacy chwycili za broń. Ściska za serce i budzi jeszcze większy szacunek dla bohaterów. I bohaterek.  


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4614,Dziewczyny-z-Powstania)
liczba stron: 320
zakupiona w wydawnictwie

środa, 15 lipca 2015

Proza Sarah Jio

     

     Jadąc w poniedziałek po odbiór dyplomu, postanowiłam wziąć książkę, by umilić sobie podróż. "Ogród księżycowy", który obecnie czytam, jest gruby, więc sięgnęłam po coś mniejszego i lżejszego Wybór padł na "Jeżynową zimę" Sarah Jio. Przedwczoraj zaczęłam, przedwczoraj skończyłam. Cudowna książka! Recenzja jeszcze się pisze, ale póki co chcę Wam przybliżyć pozostałe powieści tej autorki. Poniższe recenzje ukazały się także w Magazynie Obsesje :)
     Sarah Jio nie umie pisać dobrze - ona tworzy arcydzieła. Jej historie przykuwają uwagę czytelnika od początku do końca. Zaskakuje na ostatniej stronie. Perfekcyjnie łączy ze sobą dwa czasy - teraźniejszość i przeszłość, przeplatając losy bohaterów w nieoczywisty sposób. Wzrusza, rozśmiesza, zmusza do refleksji. Uczy wybaczania, poświęcenia i pokazuje, czym jest prawdziwa miłość. Czytanie dzieł mieszkającej w Seattle dziennikarki to nie przyjemność - to uczta dla ducha. Jej powieści zostały przetłumaczone na siedemnaście języków i znalazły się na listach bestsellerów, między innymi "New York Timesa". Absolutnie mnie to nie dziwi! Jeśli nie znacie twórczości Jio, sięgnijcie po którąś z książek (najlepiej wszystkie ;) ). Gwarantuję, że się nie zawiedziecie, a losy bohaterów na długo pozostaną w Waszej pamięci.

"Dom na plaży"
        To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah Jio. Choć książka  wydaje się krótka, kryje w sobie piękną historię miłosną, przeplatającą się z okrucieństwem drugiej wojny światowej.
     Annie, główna bohaterka powieści ma dwadzieścia jeden lat i jest absolwentką szkoły pielęgniarskiej. Przygotowuje się do ślubu z przystojnym i bogatym Gerardem. Im bliżej uroczystości, dziewczynę ogarniają wątpliwości. Gdy Kitty –  najlepsza przyjaciółka informuje ją, że wylatuje na wyspę Bora – Bora, by być sanitariuszką, postanawia jej towarzyszyć.
     Wojenna zawierucha i niesienie pomocy rannym na frontach II wojny światowej żołnierzom nie przeszkadza w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Anne poznaje Westrego. To wrażliwy żołnierz, w którym zakochuje się z wzajemnością. Miejscem, gdzie ich uczucie wybucha, a następnie rozkwita jest opuszczony bungalow na plaży. Tło dla historii miłosnej stanowi koszmar II wojny światowej oraz morderstwo. Czy zbrodnia zostanie ukarana? Co ze związkiem bohaterów? Czy zostaną w domku na plaży po zakończeniu wojny? Co z Gerardem? By poznać odpowiedzi na te pytania, wystarczy przeczytać książkę. Lektura wciąga, nie sposób odłożyć ją chociaż na chwilę. Sarah Jio pisze prostym językiem, malownicze opisy przeplata dialogami.
     Podczas czytania „Domu na plaży” towarzyszył mi w uszach szum morza, a pod stopami czułam ciepły piasek. I Ty przenieś się na Bora – Bora do tytułowego domu. Historia, choć wymyślona, wzbudza różnorodne emocje – od strachu, po radość i wzruszenia. Prawdziwa uczta dla czytelnika. Nie mogąc rozstać się z piórem autorki, sięgnęłam po „Marcowe fiołki” i… znowu nie mogłam się oderwać.


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4761,Dom-na-plazy)
liczba stron: 304


"Marcowe fiołki"
     Podobnie jak przy pierwszej lekturze tej autorki, nie mogłam się oderwać ani na chwilę. Mieszkanka Seatle po raz kolejny udowodniła, że miłość ma wiele odcieni.
     Emily – główną bohaterkę powieści poznajemy w trakcie rozwodu. Jej małżeństwo legło w gruzach po zdradzie męża . Kobieta uznawana za pisarkę, wydała tylko jedną książkę. By dojść do równowagi psychicznej wyjeżdża na wyspę do ciotki, u której spędzała dziecięce wakacje. Miejsce kojarzące się z beztroską i spokojem okazuje się skarbnicą rodzinnych tajemnic. Emily przypadkowo odnajduje pamiętnik Esther. Lektura całkowicie ją pochłania. Kim jest jego autorka? Czy bohaterka pozna jej tożsamość? A może już zna? W dodatku w życiu pisarki pojawia się przystojny mieszkaniec wyspy, Jack. Ukochana ciotka każe jej się jednak trzymać z daleka od artysty. Dlaczego? By poznać odpowiedzi na te pytania wystarczy sięgnąć po książkę i razem z Emily spędzić tytułowy miesiąc na wyspie, by odbyć podróż w czasie i w głąb siebie.
     Marcowe fiołki to klimatyczna saga rodzinna, a bohaterów równocześnie i łączy, i dzieli tajemnica sprzed lat. Historia napisana prostym, lecz pięknym językiem intryguje i do ostatniej strony trzyma w napięciu. Dopracowane w szczegółach opisy przenoszą czytelnika na plażę, by razem z Emily mógł spacerować brzegiem morza i czuć wiatr. Powieść wzrusza i zaskakuje, udowadniając, że warto wybaczać i dać drugą szansę, by kochać do końca ...


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4391,Marcowe-fiolki)
liczba stron: 304


"Dom na jeziorze"
     Amerykańska pisarka i dziennikarka  zabiera swoich czytelników do Seattle. Nad wodą znów przeplatają się dwa światy – teraźniejszy i przeszły, a postaci łączą miłość, tęsknota i smutek.
     Główną bohaterką jest Ada – zastępczyni redaktora naczelnego nowojorskiego magazynu. W życiu zawodowym odnosi sukcesy, jednak nie mogąc dojść do siebie po rodzinnej tragedii, postanawia uciec od wspomnień i zaszyć się na barce w Seattle. Przez przypadek znajduje skrzynię należącą do poprzedniej właścicielki zamieszkiwanej przez nią posiadłości. Penny okazuje się być tematem tabu. Z pomocą przystojnego fotografa Alexa, bohaterka postanawia dowiedzieć się prawdy o kobiecie - dlaczego jej miłość była zakazana? Dlaczego opuściła wyspę? Rozwiązywanie zagadki ma dla głównej bohaterki znaczenie terapeutyczne. Czy Ada upora się z żałobą? Na te pytania odpowiedź może dać tylko lektura Domu na jeziorze.
     Książka pisana jest prostym językiem. Lekki styl sprzyjania czytaniu i z łatwością przenosi czytelników na pirs do Ady i jej sąsiadów. Razem z bohaterką przeżywa się żałobę i krok po kroku odkrywa tajemnicę Penny. Przeplatane historie Ady i Penny sprawiają, że książka trzyma w napięciu do ostatniego rozdziału. Czy opowieści połączą się w jedno?
     Jeżeli znacie poprzednie historie autorstwa Jio, ta na pewno Was nie zawiedzie. Choć formą przypomina inne tytuły, osadzona na wodzie fabuła zaskakuje nawet na ostatniej stronie. Ta książka to prawdziwa lekcja oswajania się z bólem i tragedią, a równocześnie ponownego otwarcia na miłość.


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6083,Dom-na-jeziorze)
liczba stron: 304
wszystkie książki kupiłam w księgarni Matras :)

piątek, 10 lipca 2015

"Kiedy cię poznałam" - Cecelia Ahern

  

   Któż nie płakał, czytając "P.S. Kocham cię"? Któż nie czekał na TEN list Alexa, pochylając się nad stronami "Love, Rosie" (znam tę książkę pt. "Na końcu tęczy")? Cecelię Ahern znają chyba wszystkie miłośniczki kobiecej literatury obyczajowej. Ja też. Gdy podczas codziennych zakupów zobaczyłam jej "nowe dziecko" na biedronkowej półce, nie zastanawiałam się długo. Po powrocie do domu od razu usiadłam do lektury.
    Główną bohaterką powieści "Kiedy cię poznałam" jest Jasmine. Nie potrafi pogodzić się ze zwolnieniem z własnej firmy i urlopem ogrodniczym. Rok na bezrobociu wydaje się być wiecznością. Pustkę w życiu młodej Irlandki wypełniają opieka nad siostrą z zespołem Downa, prace w zaniedbanym dotąd ogrodzie i... podglądanie sąsiada z naprzeciwka, którego nienawidzi od licealnych czasów. W jednej ze swoich audycji Matt Marshall obraził bowiem osoby niepełnosprawne. Gdy wybucha skandal związany z programem, który prowadzi, a żona i dzieci wyprowadzają się od niego, Jasmine lepiej poznaje sąsiada i postanawia mu pomóc. Nienawiść powoli przemienia się w przyjaźń. Bezrobotna mimowolnie staje się ważną częścią życia radiowca. Z wzajemnością... Choć zmagają się z różnymi problemami, wspólnie pokonują przeszkody.
    Autorka podzieliła książkę na cztery części. Każda z nich odpowiada jednej porze roku, a charakterystyczne dla danego okresu zmiany w przyrodzie są podobne do tych, które zachodzą w sercach i życiu bohaterów. Zimą zasypiają, by jesienią okazać się dojrzałymi ludźmi. Historię opowiada Jasmine. Zwraca się jednak nie do czytelników, lecz do Matta, co zaciekawia czytelnika. Przyznaję, że nigdy nie spotkałam się z takim typem narracji. 
   Choć współczesny, szybki świat lubi nagłe transformacje, przemiana bohaterki książki z gąsienicy w motyla trwała długo. Poznaj Jasmine. Warto. Ona przedstawi ci Matta i razem będziecie rozwiązywać zarówno błahe, jak i poważne problemy. Choć powieść nie zachwyciła mnie jak "Love, Rosie" ani nie wzruszyła jak "P.S. Kocham cię", polecam. Po lekturze uważnie przyjrzycie się własnemu życiu. I przy okazji podszkolicie się w dziedzinie ogrodnictwa ;)
  

liczba stron: 416
zakupiona w Biedronce

poniedziałek, 6 lipca 2015

"Droga do domu" - Gabriela Gargaś

   
   
   Któż z nas nie ma czasem ochoty, by rzucić wszystko i wyruszyć w podróż w poszukiwaniu szczęścia? Gabriela Gargaś - "matka, żona i zakochana w życiu marzycielka", wysyła pięć bohaterek powieści pt. "Droga do domu" właśnie w taką drogę. Do kupionego z ogłoszenia busa każda z kobiet wsiada z innego powodu.
   Ewa, po rozstaniu z wieloletnim partnerem, zamieszkuje u brata. Przygodną znajomością próbuje zagłuszyć tęsknotę za Pawłem, którego nadal kocha. Alicja samotnie wychowuje synka i marzy o wydaniu książki. Mimo upływu lat nie potrafi pogodzić się ze śmiercią męża. Matylda obwinia się o odejście najważniejszej osoby w życiu. Pogrążona w żałobie odpycha pomoc i wsparcie bliskich. Antonina - starsza pani z duszą dwudziestolatki, postanawia odwiedzić mieszkającą na wybrzeżu przyjaciółkę. Jej wnuczka widzi w podróży szansę na wyrwanie się z małego miasteczka.
   Choć bohaterki różni wiek, charakter i doświadczenie życiowe, razem wyruszają do Sopotu. Wspólna wyprawa okazuje się dla wszystkich lekcją wybaczania i odnajdywania domu w duszy, a nie czterech, często pustych ścianach. Przez rozmowy, zwierzenia, łzy smutku i radości kobiety uczą się akceptować życie. Przypadkowe bądź nie spotkania otwierają ich serca na nowo.
   Książka napisana jest stylem potocznym. Zwykłym, codziennym językiem autorka przekazuje życiowe prawdy. Liczne dialogi i opisy pozwalają poznać bohaterki oraz powód, dla którego zdecydowały się na szaloną wyprawę. Śledząc losy kobiet, czytelnik uczy się wybaczania i otwarcia na to, co daje nam los.
   Chcesz odnaleźć drogę do domu we własnym sercu? Nic prostszego - sięgnij po książkę i pozwól zabrać się w podróż w głąb samego siebie. To trudny proces, ale z Ewą, Alicją, Matyldą i Majką poradzisz sobie. Pani Antonina będzie miała na was oko.


liczba stron: 424 (czyta się jednym tchem ;) )
zakupu dokonano w księgarni Matras

piątek, 3 lipca 2015

"House of cards" - Michael Dobbs



   Bijący rekordy popularności serial zachwala wielu moich znajomych. Swoją przygodę z "House of cards", jak na filologa przystało, postanowiłam zacząć od powieści. Nie rozczarowałam się. Po przeczytaniu z żalem opuściłam Anglię i odłożyłam książkę na półkę.
   Głównym bohaterem historii jest poseł Francis Urquhart - rzecznik dyscypliny w partii rządzącej. Rozgoryczony po tym, jak premier Henry Collingridge nie dotrzymał obietnicy, postanawia się zemścić. Do swojej brudnej i pozbawionej reguł gry wciąga niczego nieświadomych: dyrektora agencji reklamowej Rogera O'Neilla oraz młodą i marzącą o wielkiej karierze dziennikarkę, Mattie Storin. Gdy kolejne wydarzenia wstrząsają sceną polityczną Wielkiej Brytanii, a na jaw wychodzą nowe fakty przedstawiające szefa rządu w złym świetle, dziewczyna rozpoczyna śledztwo. Pragnie wiedzieć, kto oczernia premiera i jest źródłem przecieków. Jaki będzie rezultat jej dochodzenia? Jaką karę poniesie za chęć poznania prawdy? Do czego posunie się Francis? Czy odwzajemni uczucia dziennikarki? Jaką rolę w intrydze na Downing Street odegra... kiosk? Odpowiedzi na te pytania może dać tylko lektura.
   Powieść, choć przedstawia zakulisowy, brutalny świat brytyjskiej władzy, napisana jest przystępnym językiem. Nie mając wcześniejszej wiedzy na temat systemu politycznego Anglii, czytelnik z łatwością przenosi się do Westminsteru, staje się uczestnikiem partyjnego kongresu, by wraz z Mattie prowadzić śledztwo.
   Ostatnią stronę skończyłam czytać z szeroko otwartą buzią. Polityka to nie bajka, w świecie władzy i pieniędzy dobro przegrywa ze strachem.
   Jeśli lubicie powieści pełne emocji i bez szczęśliwego zakończenia dla wszystkich bohaterów, sięgnijcie po "House of cards". Już po kilku stronach przekonacie się, że dla żądnych władzy świat to tylko tytułowy domek z kart, którego nie zawahają się zburzyć.


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6043,House-of-Cards)
liczba stron: 416
zakupione: księgarnia Matras

środa, 1 lipca 2015

"Moje pory roku" - Laura Jurga



                 
Jako osoba z mózgowym porażeniem dziecięcym na taką książkę czekałam od dawna. Laura Izabela Jurga napisała autobiografię, ale czytając, miałam wrażenie, że to MOJA biografia. Wreszcie ktoś nazwał emocje, uczucia, które ciężko było mi wytłumaczyć otoczeniu. Te same ograniczenia, radość przy przekraczaniu barier, potrzeba akceptacji…

Laura Jurga urodziła się z czterokończynowym niedowładem. Od pierwszych dni życia jest poddawana rehabilitacji. Niepełnosprawność nie przeszkodziła jej  w realizacji marzeń. Skończyła studia, kupiła mieszkanie, a obecnie przygotowuje się do obrony pracy doktorskiej. Zawsze otoczona gronem oddanych przyjaciół. Dużo podróżowała, szczególnie do Włoch, które stały się miejscem jej spotkania z Janem Pawłem II – niezwykle ważną dla niej Osobą . To tam poznała mnóstwo nowych ludzi, podjęła pracę w wolontariacie, która uświadomiła jej, że pewnych słabości się nie przeskoczy… Podziwiam ją za te podróże, za wiarę w swoje możliwości. Sama nie miałam odwagi podjąć studiów w Warszawie oddalonej nieco ponad dwieście kilometrów od rodzinnego miasteczka, a ona? Wyjechała do pięknej Italii, by spełniać marzenia. Nie wstydziła się powiedzieć, że nie da rady i wrócić do Polski.

Nieodłącznym elementem walki z trudną, dla osoby z niepełnosprawnością, codziennością stała się wiara. Autorka całkowicie zawierzyła się Bogu.  Świadoma swej małości wobec Niego, nie może wyrazić słowami wdzięczności za otrzymane łaski. Opisuje swoje spotkania z wyżej wspomnianym Ojcem Świętym, a także moment oglądania Całunu Turyńskiego. Jej postawa – ogromna pokora wobec Bożego planu i całkowita ufność przypomina mi biblijnego Hioba, który ani na chwilę nie zwątpił, że Pan jest z nim.   
                
Laury Jurgi nie ominęły tragiczne wydarzenia. Siostrzeniec, z którym mimo różnicy wieku,  doskonale się dogadywała, zginął w wypadku samochodowym, a kłopoty finansowe zmusiły rodzinę do przeprowadzki z przestronnego domu do ciasnego mieszkania w stolicy. Każde z tych doświadczeń, choć trudne, były kolejną lekcją życia dla autorki. Wiele osób załamałoby się. Ona pozostała silna.

Moje pory roku to nie tylko autobiografia. To także w głos w sprawie wyrównywania szans (mimo powszechnej opinii, to wciąż trwający proces, mam wrażenie, że Polska dopiero teraz rozpoczęła jego realizację), postawy polityków i społeczeństwa wobec osób z niepełnosprawnością. Laura Jurga otwarcie pisze o trudnościach ze znalezieniem, a potem utrzymaniem pracy, brakiem wsparcia ze strony pracodawców, np. zapewnieniem transportu zimą. Zwraca uwagę na bariery architektoniczne, które są nie tylko w starych budynkach, ale pojawiają się także i w tych nowszych.  Podkreśla różnicę między tolerancją a akceptacją. Odnosi się także do świeżej w środowisku sprawy – protestu rodziców dzieci niepełnosprawnych w sejmie.

Książkę, podzieloną nie na rozdziały, a właśnie na tytułowe pory roku, czyta się jednym tchem. O sprawach trudnych, niedotykających każdego, autorka napisała prostym, zrozumiałym językiem. Całości dopełnia optymistycznie nastrajająca czytelnika okładka.

Moje pory roku powinny przeczytać nie tylko osoby z niepełnosprawnością, ale również  ich bliscy. To książka dla wszystkich - uczy miłości, akceptacji, nadziei i siły w pokonywaniu słabości. Opisuje heroiczną walkę o to, by każdego dnia było lepiej. Ja taką walkę toczę od ponad dwudziestu lat. I dziękuję autorce za ten jakże cenny i piękny głos w sprawie niepełnosprawności!



(recenzja była publikowana w "Magazynie Obsesje")