niedziela, 26 lipca 2015

"Alibi na szczęście" - Anna Ficner-Ogonowska

     
     
     To zdecydowanie moja ulubiona polska powieść obyczajowa, która na zawsze pozostanie na mojej top liście. Historia o miłości, przyjaźni i życiowej mądrości, czyli o tym, co w życiu najważniejsze. 
     Główną bohaterką Alibi na szczęście - debiutu literackiego Anny Ficner-Ogonowskiej, jest Hanka Lerska. Uczy języka polskiego w jednym z warszawskich liceów. Tęskni za tragicznie zmarłym mężem. Owdowiała zaledwie kilkanaście godzin po ślubie... Na świecie ma tylko przyjaciółkę Dominikę - zwariowaną optymistkę oraz panią Irenkę - osobistego anioła stróża, skarbnicę wiedzy i dobrych rad, u której zatrzymuje się podczas wypadów nad morze. Pewnego dnia na drodze miłośniczki literatury staje przystojny architekt, Mikołaj Starski. Zakochuje się w polonistce swojego młodszego brata od pierwszego wejrzenia. Gdy przychodzi na wywiadówkę, Hanka nie ma pojęcia, że widzieli się już wcześniej. Mikołaj na wszelkie sposoby próbuje zdobyć serce nauczycielki, szaleje za nią. Lerska, choć w głębi duszy odwzajemnia jego uczucia, boi się otwarcia na miłość i wciąż znajduje alibi na szczęście... 
     Anna Ficner-Ogonowska, tak jak główna bohaterka jej cyklu, jest polonistką. Powieść pisała dla samej siebie. Tekst do wydawnictwa wysłał za nią mąż. Moim zdaniem podjął właściwą decyzję. Książka urzeka nie tylko fabułą i kreacjami bohaterów, ale i poetyckim wręcz językiem. Metafory, porównania oraz inne środki artystyczne obecne zarówno w dialogach, jak i w opisach sprawiają, że mamy do czynienia nie ze zwykłym czytadłem, lecz z genialną książką, która na bardzo długo zapada w pamięć . Po lekturze Alibi... przez wiele tygodni żadna powieść nie "smakuje" tak samo.
     Chcesz zamknąć oczy i usłyszeć szum morza? Pragniesz poznać mężczyznę, który z determinacją walczy o kobietę? Wypożycz albo najlepiej kup pierwszą część serii i daj zabrać się w podróż po miłość i szczęście.


liczba stron: 672 (czyta się jednym tchem!)
pozostałe części: "Krok do szczęścia", "Zgoda na szczęście", "Szczęście w cichą noc" 

"Dziewczyny z powstania" - Anna Herbich


     Zbliżająca się 71. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego skłania nie tylko miłośników historii i literatury do sięgnięcia po teksty przybliżające wydarzenia z 1944 r. Doskonałą lekturą na dni pełne wspomnień, czczenia poległych jest książka Anny Herbich „Dziewczyny z Powstania”. To zbiór jedenastu opowieści jedenastu kobiet, które przeżyły powstanie. Jak każdy Powstaniec były pewne, że walki potrwają kilka dni…   Część z nich aktywnie brała udział w walce jako sanitariuszki lub łączniczki. Inne walczyły o to, by przeżyć, chroniły siebie, swoje dzieci.  Choć Powstanie poniosło klęskę, one wygrały – przeżyły. 
„Dziewczyny z Powstania” ukazują zryw mieszkańców stolicy z innej, bo kobiecej perspektywy. Bohaterki opisują, jak zmieniło się ich życie w ciągu sześćdziesięciu trzech dni walk. Opowieści o walkach, śmierci przeplatają się z tymi o modzie, randkach, miłości, powstańczych ślubach. Wspomnienia są przejmujące, intymne, pełne wzruszeń. Ich dopełnienie stanowią zdjęcia z prywatnego archiwum kobiet. Fotografie przedstawiają zarówno chwile rodzinnego szczęścia, jak i ruiny zniszczonego miasta. 
Książka prezentuje różne punkty widzenia, różne oceny i opinie. Pomaga zrozumieć, dlaczego siedemdziesiąt jeden lat temu Warszawiacy chwycili za broń. Ściska za serce i budzi jeszcze większy szacunek dla bohaterów. I bohaterek.  


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4614,Dziewczyny-z-Powstania)
liczba stron: 320
zakupiona w wydawnictwie

środa, 15 lipca 2015

Proza Sarah Jio

     

     Jadąc w poniedziałek po odbiór dyplomu, postanowiłam wziąć książkę, by umilić sobie podróż. "Ogród księżycowy", który obecnie czytam, jest gruby, więc sięgnęłam po coś mniejszego i lżejszego Wybór padł na "Jeżynową zimę" Sarah Jio. Przedwczoraj zaczęłam, przedwczoraj skończyłam. Cudowna książka! Recenzja jeszcze się pisze, ale póki co chcę Wam przybliżyć pozostałe powieści tej autorki. Poniższe recenzje ukazały się także w Magazynie Obsesje :)
     Sarah Jio nie umie pisać dobrze - ona tworzy arcydzieła. Jej historie przykuwają uwagę czytelnika od początku do końca. Zaskakuje na ostatniej stronie. Perfekcyjnie łączy ze sobą dwa czasy - teraźniejszość i przeszłość, przeplatając losy bohaterów w nieoczywisty sposób. Wzrusza, rozśmiesza, zmusza do refleksji. Uczy wybaczania, poświęcenia i pokazuje, czym jest prawdziwa miłość. Czytanie dzieł mieszkającej w Seattle dziennikarki to nie przyjemność - to uczta dla ducha. Jej powieści zostały przetłumaczone na siedemnaście języków i znalazły się na listach bestsellerów, między innymi "New York Timesa". Absolutnie mnie to nie dziwi! Jeśli nie znacie twórczości Jio, sięgnijcie po którąś z książek (najlepiej wszystkie ;) ). Gwarantuję, że się nie zawiedziecie, a losy bohaterów na długo pozostaną w Waszej pamięci.

"Dom na plaży"
        To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah Jio. Choć książka  wydaje się krótka, kryje w sobie piękną historię miłosną, przeplatającą się z okrucieństwem drugiej wojny światowej.
     Annie, główna bohaterka powieści ma dwadzieścia jeden lat i jest absolwentką szkoły pielęgniarskiej. Przygotowuje się do ślubu z przystojnym i bogatym Gerardem. Im bliżej uroczystości, dziewczynę ogarniają wątpliwości. Gdy Kitty –  najlepsza przyjaciółka informuje ją, że wylatuje na wyspę Bora – Bora, by być sanitariuszką, postanawia jej towarzyszyć.
     Wojenna zawierucha i niesienie pomocy rannym na frontach II wojny światowej żołnierzom nie przeszkadza w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Anne poznaje Westrego. To wrażliwy żołnierz, w którym zakochuje się z wzajemnością. Miejscem, gdzie ich uczucie wybucha, a następnie rozkwita jest opuszczony bungalow na plaży. Tło dla historii miłosnej stanowi koszmar II wojny światowej oraz morderstwo. Czy zbrodnia zostanie ukarana? Co ze związkiem bohaterów? Czy zostaną w domku na plaży po zakończeniu wojny? Co z Gerardem? By poznać odpowiedzi na te pytania, wystarczy przeczytać książkę. Lektura wciąga, nie sposób odłożyć ją chociaż na chwilę. Sarah Jio pisze prostym językiem, malownicze opisy przeplata dialogami.
     Podczas czytania „Domu na plaży” towarzyszył mi w uszach szum morza, a pod stopami czułam ciepły piasek. I Ty przenieś się na Bora – Bora do tytułowego domu. Historia, choć wymyślona, wzbudza różnorodne emocje – od strachu, po radość i wzruszenia. Prawdziwa uczta dla czytelnika. Nie mogąc rozstać się z piórem autorki, sięgnęłam po „Marcowe fiołki” i… znowu nie mogłam się oderwać.


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4761,Dom-na-plazy)
liczba stron: 304


"Marcowe fiołki"
     Podobnie jak przy pierwszej lekturze tej autorki, nie mogłam się oderwać ani na chwilę. Mieszkanka Seatle po raz kolejny udowodniła, że miłość ma wiele odcieni.
     Emily – główną bohaterkę powieści poznajemy w trakcie rozwodu. Jej małżeństwo legło w gruzach po zdradzie męża . Kobieta uznawana za pisarkę, wydała tylko jedną książkę. By dojść do równowagi psychicznej wyjeżdża na wyspę do ciotki, u której spędzała dziecięce wakacje. Miejsce kojarzące się z beztroską i spokojem okazuje się skarbnicą rodzinnych tajemnic. Emily przypadkowo odnajduje pamiętnik Esther. Lektura całkowicie ją pochłania. Kim jest jego autorka? Czy bohaterka pozna jej tożsamość? A może już zna? W dodatku w życiu pisarki pojawia się przystojny mieszkaniec wyspy, Jack. Ukochana ciotka każe jej się jednak trzymać z daleka od artysty. Dlaczego? By poznać odpowiedzi na te pytania wystarczy sięgnąć po książkę i razem z Emily spędzić tytułowy miesiąc na wyspie, by odbyć podróż w czasie i w głąb siebie.
     Marcowe fiołki to klimatyczna saga rodzinna, a bohaterów równocześnie i łączy, i dzieli tajemnica sprzed lat. Historia napisana prostym, lecz pięknym językiem intryguje i do ostatniej strony trzyma w napięciu. Dopracowane w szczegółach opisy przenoszą czytelnika na plażę, by razem z Emily mógł spacerować brzegiem morza i czuć wiatr. Powieść wzrusza i zaskakuje, udowadniając, że warto wybaczać i dać drugą szansę, by kochać do końca ...


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4391,Marcowe-fiolki)
liczba stron: 304


"Dom na jeziorze"
     Amerykańska pisarka i dziennikarka  zabiera swoich czytelników do Seattle. Nad wodą znów przeplatają się dwa światy – teraźniejszy i przeszły, a postaci łączą miłość, tęsknota i smutek.
     Główną bohaterką jest Ada – zastępczyni redaktora naczelnego nowojorskiego magazynu. W życiu zawodowym odnosi sukcesy, jednak nie mogąc dojść do siebie po rodzinnej tragedii, postanawia uciec od wspomnień i zaszyć się na barce w Seattle. Przez przypadek znajduje skrzynię należącą do poprzedniej właścicielki zamieszkiwanej przez nią posiadłości. Penny okazuje się być tematem tabu. Z pomocą przystojnego fotografa Alexa, bohaterka postanawia dowiedzieć się prawdy o kobiecie - dlaczego jej miłość była zakazana? Dlaczego opuściła wyspę? Rozwiązywanie zagadki ma dla głównej bohaterki znaczenie terapeutyczne. Czy Ada upora się z żałobą? Na te pytania odpowiedź może dać tylko lektura Domu na jeziorze.
     Książka pisana jest prostym językiem. Lekki styl sprzyjania czytaniu i z łatwością przenosi czytelników na pirs do Ady i jej sąsiadów. Razem z bohaterką przeżywa się żałobę i krok po kroku odkrywa tajemnicę Penny. Przeplatane historie Ady i Penny sprawiają, że książka trzyma w napięciu do ostatniego rozdziału. Czy opowieści połączą się w jedno?
     Jeżeli znacie poprzednie historie autorstwa Jio, ta na pewno Was nie zawiedzie. Choć formą przypomina inne tytuły, osadzona na wodzie fabuła zaskakuje nawet na ostatniej stronie. Ta książka to prawdziwa lekcja oswajania się z bólem i tragedią, a równocześnie ponownego otwarcia na miłość.


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6083,Dom-na-jeziorze)
liczba stron: 304
wszystkie książki kupiłam w księgarni Matras :)

piątek, 10 lipca 2015

"Kiedy cię poznałam" - Cecelia Ahern

  

   Któż nie płakał, czytając "P.S. Kocham cię"? Któż nie czekał na TEN list Alexa, pochylając się nad stronami "Love, Rosie" (znam tę książkę pt. "Na końcu tęczy")? Cecelię Ahern znają chyba wszystkie miłośniczki kobiecej literatury obyczajowej. Ja też. Gdy podczas codziennych zakupów zobaczyłam jej "nowe dziecko" na biedronkowej półce, nie zastanawiałam się długo. Po powrocie do domu od razu usiadłam do lektury.
    Główną bohaterką powieści "Kiedy cię poznałam" jest Jasmine. Nie potrafi pogodzić się ze zwolnieniem z własnej firmy i urlopem ogrodniczym. Rok na bezrobociu wydaje się być wiecznością. Pustkę w życiu młodej Irlandki wypełniają opieka nad siostrą z zespołem Downa, prace w zaniedbanym dotąd ogrodzie i... podglądanie sąsiada z naprzeciwka, którego nienawidzi od licealnych czasów. W jednej ze swoich audycji Matt Marshall obraził bowiem osoby niepełnosprawne. Gdy wybucha skandal związany z programem, który prowadzi, a żona i dzieci wyprowadzają się od niego, Jasmine lepiej poznaje sąsiada i postanawia mu pomóc. Nienawiść powoli przemienia się w przyjaźń. Bezrobotna mimowolnie staje się ważną częścią życia radiowca. Z wzajemnością... Choć zmagają się z różnymi problemami, wspólnie pokonują przeszkody.
    Autorka podzieliła książkę na cztery części. Każda z nich odpowiada jednej porze roku, a charakterystyczne dla danego okresu zmiany w przyrodzie są podobne do tych, które zachodzą w sercach i życiu bohaterów. Zimą zasypiają, by jesienią okazać się dojrzałymi ludźmi. Historię opowiada Jasmine. Zwraca się jednak nie do czytelników, lecz do Matta, co zaciekawia czytelnika. Przyznaję, że nigdy nie spotkałam się z takim typem narracji. 
   Choć współczesny, szybki świat lubi nagłe transformacje, przemiana bohaterki książki z gąsienicy w motyla trwała długo. Poznaj Jasmine. Warto. Ona przedstawi ci Matta i razem będziecie rozwiązywać zarówno błahe, jak i poważne problemy. Choć powieść nie zachwyciła mnie jak "Love, Rosie" ani nie wzruszyła jak "P.S. Kocham cię", polecam. Po lekturze uważnie przyjrzycie się własnemu życiu. I przy okazji podszkolicie się w dziedzinie ogrodnictwa ;)
  

liczba stron: 416
zakupiona w Biedronce

poniedziałek, 6 lipca 2015

"Droga do domu" - Gabriela Gargaś

   
   
   Któż z nas nie ma czasem ochoty, by rzucić wszystko i wyruszyć w podróż w poszukiwaniu szczęścia? Gabriela Gargaś - "matka, żona i zakochana w życiu marzycielka", wysyła pięć bohaterek powieści pt. "Droga do domu" właśnie w taką drogę. Do kupionego z ogłoszenia busa każda z kobiet wsiada z innego powodu.
   Ewa, po rozstaniu z wieloletnim partnerem, zamieszkuje u brata. Przygodną znajomością próbuje zagłuszyć tęsknotę za Pawłem, którego nadal kocha. Alicja samotnie wychowuje synka i marzy o wydaniu książki. Mimo upływu lat nie potrafi pogodzić się ze śmiercią męża. Matylda obwinia się o odejście najważniejszej osoby w życiu. Pogrążona w żałobie odpycha pomoc i wsparcie bliskich. Antonina - starsza pani z duszą dwudziestolatki, postanawia odwiedzić mieszkającą na wybrzeżu przyjaciółkę. Jej wnuczka widzi w podróży szansę na wyrwanie się z małego miasteczka.
   Choć bohaterki różni wiek, charakter i doświadczenie życiowe, razem wyruszają do Sopotu. Wspólna wyprawa okazuje się dla wszystkich lekcją wybaczania i odnajdywania domu w duszy, a nie czterech, często pustych ścianach. Przez rozmowy, zwierzenia, łzy smutku i radości kobiety uczą się akceptować życie. Przypadkowe bądź nie spotkania otwierają ich serca na nowo.
   Książka napisana jest stylem potocznym. Zwykłym, codziennym językiem autorka przekazuje życiowe prawdy. Liczne dialogi i opisy pozwalają poznać bohaterki oraz powód, dla którego zdecydowały się na szaloną wyprawę. Śledząc losy kobiet, czytelnik uczy się wybaczania i otwarcia na to, co daje nam los.
   Chcesz odnaleźć drogę do domu we własnym sercu? Nic prostszego - sięgnij po książkę i pozwól zabrać się w podróż w głąb samego siebie. To trudny proces, ale z Ewą, Alicją, Matyldą i Majką poradzisz sobie. Pani Antonina będzie miała na was oko.


liczba stron: 424 (czyta się jednym tchem ;) )
zakupu dokonano w księgarni Matras

piątek, 3 lipca 2015

"House of cards" - Michael Dobbs



   Bijący rekordy popularności serial zachwala wielu moich znajomych. Swoją przygodę z "House of cards", jak na filologa przystało, postanowiłam zacząć od powieści. Nie rozczarowałam się. Po przeczytaniu z żalem opuściłam Anglię i odłożyłam książkę na półkę.
   Głównym bohaterem historii jest poseł Francis Urquhart - rzecznik dyscypliny w partii rządzącej. Rozgoryczony po tym, jak premier Henry Collingridge nie dotrzymał obietnicy, postanawia się zemścić. Do swojej brudnej i pozbawionej reguł gry wciąga niczego nieświadomych: dyrektora agencji reklamowej Rogera O'Neilla oraz młodą i marzącą o wielkiej karierze dziennikarkę, Mattie Storin. Gdy kolejne wydarzenia wstrząsają sceną polityczną Wielkiej Brytanii, a na jaw wychodzą nowe fakty przedstawiające szefa rządu w złym świetle, dziewczyna rozpoczyna śledztwo. Pragnie wiedzieć, kto oczernia premiera i jest źródłem przecieków. Jaki będzie rezultat jej dochodzenia? Jaką karę poniesie za chęć poznania prawdy? Do czego posunie się Francis? Czy odwzajemni uczucia dziennikarki? Jaką rolę w intrydze na Downing Street odegra... kiosk? Odpowiedzi na te pytania może dać tylko lektura.
   Powieść, choć przedstawia zakulisowy, brutalny świat brytyjskiej władzy, napisana jest przystępnym językiem. Nie mając wcześniejszej wiedzy na temat systemu politycznego Anglii, czytelnik z łatwością przenosi się do Westminsteru, staje się uczestnikiem partyjnego kongresu, by wraz z Mattie prowadzić śledztwo.
   Ostatnią stronę skończyłam czytać z szeroko otwartą buzią. Polityka to nie bajka, w świecie władzy i pieniędzy dobro przegrywa ze strachem.
   Jeśli lubicie powieści pełne emocji i bez szczęśliwego zakończenia dla wszystkich bohaterów, sięgnijcie po "House of cards". Już po kilku stronach przekonacie się, że dla żądnych władzy świat to tylko tytułowy domek z kart, którego nie zawahają się zburzyć.


wydawnictwo: ZNAK (http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6043,House-of-Cards)
liczba stron: 416
zakupione: księgarnia Matras

środa, 1 lipca 2015

"Moje pory roku" - Laura Jurga



                 
Jako osoba z mózgowym porażeniem dziecięcym na taką książkę czekałam od dawna. Laura Izabela Jurga napisała autobiografię, ale czytając, miałam wrażenie, że to MOJA biografia. Wreszcie ktoś nazwał emocje, uczucia, które ciężko było mi wytłumaczyć otoczeniu. Te same ograniczenia, radość przy przekraczaniu barier, potrzeba akceptacji…

Laura Jurga urodziła się z czterokończynowym niedowładem. Od pierwszych dni życia jest poddawana rehabilitacji. Niepełnosprawność nie przeszkodziła jej  w realizacji marzeń. Skończyła studia, kupiła mieszkanie, a obecnie przygotowuje się do obrony pracy doktorskiej. Zawsze otoczona gronem oddanych przyjaciół. Dużo podróżowała, szczególnie do Włoch, które stały się miejscem jej spotkania z Janem Pawłem II – niezwykle ważną dla niej Osobą . To tam poznała mnóstwo nowych ludzi, podjęła pracę w wolontariacie, która uświadomiła jej, że pewnych słabości się nie przeskoczy… Podziwiam ją za te podróże, za wiarę w swoje możliwości. Sama nie miałam odwagi podjąć studiów w Warszawie oddalonej nieco ponad dwieście kilometrów od rodzinnego miasteczka, a ona? Wyjechała do pięknej Italii, by spełniać marzenia. Nie wstydziła się powiedzieć, że nie da rady i wrócić do Polski.

Nieodłącznym elementem walki z trudną, dla osoby z niepełnosprawnością, codziennością stała się wiara. Autorka całkowicie zawierzyła się Bogu.  Świadoma swej małości wobec Niego, nie może wyrazić słowami wdzięczności za otrzymane łaski. Opisuje swoje spotkania z wyżej wspomnianym Ojcem Świętym, a także moment oglądania Całunu Turyńskiego. Jej postawa – ogromna pokora wobec Bożego planu i całkowita ufność przypomina mi biblijnego Hioba, który ani na chwilę nie zwątpił, że Pan jest z nim.   
                
Laury Jurgi nie ominęły tragiczne wydarzenia. Siostrzeniec, z którym mimo różnicy wieku,  doskonale się dogadywała, zginął w wypadku samochodowym, a kłopoty finansowe zmusiły rodzinę do przeprowadzki z przestronnego domu do ciasnego mieszkania w stolicy. Każde z tych doświadczeń, choć trudne, były kolejną lekcją życia dla autorki. Wiele osób załamałoby się. Ona pozostała silna.

Moje pory roku to nie tylko autobiografia. To także w głos w sprawie wyrównywania szans (mimo powszechnej opinii, to wciąż trwający proces, mam wrażenie, że Polska dopiero teraz rozpoczęła jego realizację), postawy polityków i społeczeństwa wobec osób z niepełnosprawnością. Laura Jurga otwarcie pisze o trudnościach ze znalezieniem, a potem utrzymaniem pracy, brakiem wsparcia ze strony pracodawców, np. zapewnieniem transportu zimą. Zwraca uwagę na bariery architektoniczne, które są nie tylko w starych budynkach, ale pojawiają się także i w tych nowszych.  Podkreśla różnicę między tolerancją a akceptacją. Odnosi się także do świeżej w środowisku sprawy – protestu rodziców dzieci niepełnosprawnych w sejmie.

Książkę, podzieloną nie na rozdziały, a właśnie na tytułowe pory roku, czyta się jednym tchem. O sprawach trudnych, niedotykających każdego, autorka napisała prostym, zrozumiałym językiem. Całości dopełnia optymistycznie nastrajająca czytelnika okładka.

Moje pory roku powinny przeczytać nie tylko osoby z niepełnosprawnością, ale również  ich bliscy. To książka dla wszystkich - uczy miłości, akceptacji, nadziei i siły w pokonywaniu słabości. Opisuje heroiczną walkę o to, by każdego dnia było lepiej. Ja taką walkę toczę od ponad dwudziestu lat. I dziękuję autorce za ten jakże cenny i piękny głos w sprawie niepełnosprawności!



(recenzja była publikowana w "Magazynie Obsesje")