wtorek, 30 sierpnia 2016

"Damy we fiolecie" - Marcin Majchrzak

 
Damy we fiolecie to debiutancka powieść Marcina Majchrzaka. Gdy autor zaproponował, że przyśle mi egzemplarz do recenzji, miałam mieszane uczucia. Niezbyt często sięgam po literaturę z pogranicza fantastyki, a właśnie do takiego gatunku zaliczana jest ta książka. Choć otrzymałam opis historii, nie wiedziałam, czego właściwie się spodziewać. 

Próżno w Damach we fiolecie szukać czarodziejów, magicznych pierścieni czy wilkołaków. To nie ten rodzaj fantastyki. Autor zabiera nas do Morbus. To państwo-miasto leżące na wyspie Feeria. Handlową monarchię tworzą dzielnice: pałacowa, Var Servet, handlowo-rzemieślnicza, fabryczna oraz biedoty. Myślicie, że monarchią rządzi piękna królowa o gorącym sercu, starająca się poprawić byt swoich najuboższych poddanych? Muszę Was rozczarować. Rządy sprawuje cesarzowa Segvina. Kocha koty, kolor fioletowy i... karę śmierci. Budzi strach, choć sama wydaje się nie znać tego słowa. Wydaje się, że nikt nie jest w stanie przeciwstawić się despotycznej władczyni. 

Niemożliwego podejmuje się Alena. Niewykształcona, młoda dziewczyna pracuje w manufakturze obuwniczej. Ma dość wyzysku, biedy i towarzyszącej na każdym kroku trwogi.  Rozpoczyna walkę o demokrację. Wierzy, że z pomocą ludu uda się obalić tyranię. Z czasem dołączają do niej kolejne osoby. Wydaje się, że Alena może przede wszystkim liczyć na Rufusa i Alfa oraz właściciela miejscowej knajpy, miejsca spotkań rewolucjonistów, Neda. 

W działania przeciwko cesarzowej, zupełnie przez przypadek, zostaje wplątany Lock. Jego historię poznajemy na samym początku powieści. To pozbawiony ambicji, drobny złodziejaszek. Marzy o ciepłym kącie do spania i pełnym żołądku. Podczas rutynowego włamania zostaje przyłapany na gorącym uczynku. Trafia do aresztu, a następnie sama Segvina ogłasza mu wyrok śmierci. Gdy powoli godzi się z losem i przygotowuje do egzekucji na oczach tłumu, w jego celi pojawia się przywódczyni rewolucji... 

Wojna domowa, zamiast upragnionej wolności i demokratycznych rządów, przynosi ogień i totalną anarchię. Ciężkie czasy sprzyjają zarówno szybkim karierom jak również i błyskawicznym upadkom. Dosłownie lecą głowy! Jak zakończy się powieść? Tego zdradzić oczywiście nie mogę. Mnie finał rewolucji naprawdę zaskoczył. Czy pozytywnie? Przekonajcie się sami!

Na uwagę i słowa uznania zasługuje okładka. Dominacja odcieni fioletu, ogień i tajemniczy jeździec na koniu - to połączenie w pełni oddaje klimat powieści.

Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, ale autor zastosował ciekawy i przyznam, że rzadko przeze mnie spotykany zabieg. Marcin Majchrzak ujawnia swój punkt widzenia, wplatając w narrację ironiczne lub/i humorystyczne komentarze. Także przypisami, często oczywistymi, prowadzi swoisty dialog z czytelnikiem. Bawiąc się słowem i ogólnie przyjętymi zasadami, buduje nić porozumienia.

W moim odczuciu debiut Marcina Majchrzaka łączy w sobie kilka gatunków. To nie tylko powieść fantasy, ale także tekst polityczny. Przypomina o tym, jak groźna w skutkach potrafi być walka z despotyczną władzą. Pokazuje, że rzeczywistość nie zawsze jest spełnieniem marzeń.

Polityka, akcja, szaleństwo i... humor - Damy we fiolecie to ciekawa mieszanka, którą warto poznać.


Autorowi serdecznie dziękuję za przesłanie egzemplarza :)

wydawnictwo: Novae Res 
liczba stron: 322

czwartek, 25 sierpnia 2016

"Immunitet" - Remigiusz Mróz (recenzja przedpremierowa!)


Chyłka&Zordon powracają! Rozdzieleni (na jakiś czas) w Rewizji, znowu tworzą najlepszy literacki, prawniczy duet. Spychają obowiązki i plany czytelnika na bok, bo kto jak kto, ale oni nie mogą czekać spokojnie na półce. Zresztą, czy Chyłka potrafiłaby czekać? I to spokojnie? Chyba nie. Remigiusz Mróz żegna wakacje Immunitetem - czwartą i nieostatnią, mam nadzieję, częścią bestsellerowej serii.

Zakończenie Rewizji pozwoliło przypuszczać, że w kolejnym tomie będzie się wiele działo. Przez pięć miesięcy czytelnicy drżeli o zdrowie ulubionej pani mecenas, która nie radzi sobie z uzależnieniem. Byłam ciekawa, jak autor to rozwiąże. Stało się tak, jak chciałam - Immunitet to bezpośrednia kontynuacja poprzedniego tomu. Joanna Chyłka trafia do szpitala bielańskiego. Gdy odzyskuje przytomność, w sali zamiast wiernego Kordiana widzi starego znajomego ze studiów. Sebastian Sendal to najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Nie przychodzi jednak z kurtuazyjną wizytą. Prosi o pomoc. Kolega Chyłki z uniwersyteckiego korytarza zostaje oskarżony o zabójstwo sprzed lat. Twierdzi, że jest niewinny. Joanna, mimo innego zobowiązania, natychmiast podejmuje się sprawy i na własne żądanie opuszcza placówkę medyczną. Oprócz wypisu w dłoni trzyma czarną różę, którą ktoś podrzucił jej z nietypowym liścikiem...

Sebastian Sendal, mimo że zrobił błyskawiczną karierę, co może budzić niechęć społeczeństwa, jest powszechnie lubianym jurystą. Jego kandydaturę do TK poparła nawet opozycja.Wydaje się więc, że oskarżenie nie wynika z politycznych rozgrywek, chociaż pewne tropy sugerują, że Sendal padł ofiarą spisku na najwyższych szczeblach władzy. Obrony nie ułatwia również nietypowe hobby sędziego. Joanna i Kordian robią co w ich mocy, by Sebastian nie stracił immunitetu.

Choć Chyłka poświęca się sprawie znajomego sędziego, to i Żelazny, i Kordian wciąż przypominają jej o istotnym warunku umowy, którą zawarła przed powrotem do kancelarii. Joanna uparcie odmawia podjęcia się obrony własnego ojca i nikomu nie chce zdradzić powodu. Walczy, trochę nieudolnie, z chorobą alkoholową i zmaga się z upiorami z czasów młodości. Próbuje dokonać zapowiadanej w posłowiu poprzedniego tomu rewizji własnego życia.

Joanna w każdej sytuacji może liczyć na Zordona. W tej części podopieczny mecenasa Buchelta dojrzewa. I jako mężczyzna, i jako prawnik. Choć niezbyt pilnie uczy się do egzaminu adwokackiego, zostaje rzucony na głęboką wodę przez byłą patronkę. Robi wszystko, by nie zaszkodzić klientowi i nie dać Chyłce pretekstów do żartów. Jednocześnie toczy wewnętrzną walkę. Nie jest do końca pewien, czy droga, jaką wybrał, jest tą właściwą. Pewna wizytówka otwiera mu furtkę do zmiany.

Joanna i Kordian znów stanowią duet doskonały. Nie brakuje więc słownych przepychanek -ironicznych, złośliwych, a zarazem motywujących i pełnych troski o zawodowego partnera. Gdy z pola widzenia znika Chyłka, jej godnym zastępcą podczas utarczek z "Kawalerem" zostaje Kormak. Specjalista od komputerów i docierania do z pozoru niedostępnych informacji wraca do warszawskiego oddziału kancelarii. Bardzo mnie to ucieszyło - stara ekipy w starym miejscu. Ale czy w starych relacjach...?

Powieść jest bez wątpienia dobrym thrillerem prawniczym z nieprzewidywalną intrygą i zaskakującym rozwiązaniem. Bohaterowie to skomplikowane osobowości. Podobnie jak w Rewizji, w tej książce nie brakuje wątków prywatnych. Warto podkreślić, że ta część trzyma poziom poprzednich również pod względem językowym - prawniczy żargon staje się zrozumiały dla każdego czytelnika. Niedługie, dynamiczne opisy, a także niebanalne dialogi sprzyjają szybkiemu czytaniu. W dodatku Remigiusz Mróz po raz kolejny jawi się jako mistrz kreowania postaci. Choć Chyłkę i Zordona "znamy od lat", wciąż nas zaskakują, a sędzia Sendal pozostaje zagadką (niemal) do samego końca.

Trybunał Konstytucyjny budzi w ostatnim czasie wiele kontrowersji. Co ważne, czwartą częścią serii autor, doktor nauk prawnych, absolutnie nie zabiera głosu w dyskusji, która dzieli nie tylko polityków, ale i społeczeństwo. Temat TK ogranicza do tytułowego immunitetu oraz postawy sędziów wobec podejrzeń i oskarżeń.

Autor przyzwyczaił mnie do zaskakujących zakończeń. Myślałam, że mistrzostwo w tej kategorii osiągnął przy Ekspozycji i Przewieszeniu (tomy z serii o komisarz Forście). Jednak to, co zrobił w Immunitecie, przerosło moje oczekiwania. Ostatnie zdanie, a właściwie ostatnie zdanie wypowiedziane przez bohatera powieści, dosłownie miażdży. Szok. Kosmos. Choć taka ewentualność, o jakiej mowa w tym zdaniu, przeszła mi przez myśl przy lekturze poprzedniej części, nie przypuszczałam, że Remigiusz Mróz pójdzie tą drogą. A jednak. Ciągle w to nie wierzę. Na usta ciśnie się wiele pytań. Mam nadzieję, że odpowiedzi na nie nadejdą jak najszybciej i V tom ukaże się jeszcze w tym roku.

Choć moim ulubionym tomem jest Kasacja, Immunitet depcze mu po piętach. Mój mrozoholizm trwa w najlepsze, a lekarstwem na  zniecierpliwienie i szok może być tylko kolejna część.

premiera Immunitetu 31 sierpnia!

w przygotowaniu zaś...

https://www.facebook.com/remigiusz.mroz/photos/a.212482602274386.1073741830.170907233098590/542128302643146/?type=3&theater

środa, 17 sierpnia 2016

"Primabalerina" - Dorota Gąsiorowska

 
Dorotę Gąsiorowską, dzięki wspaniałym bibliotekarkom z Gminnej Biblioteki w Modliborzycach, odkryła moja Mama. Z zapartym tchem czytała Obietnicę Łucji i Marzenia Łucji. Szczerze mówiąc, podkradłam Jej pierwszą z wymienionych książek, ale jakoś się nie zachwyciłam i odłożyłam. Z Primabaleriną było inaczej. Najpierw urzekła mnie okładka, a potem treść. Zakochałam się w tej powieści i z przyjemnością odbyłam literacką (póki co) podróż do Lwowa.

Główną, choć nie tytułową bohaterką Primabaleriny jest Nina. Pracuje w podkrakowskim ośrodku spokojnej starości "Kalinowe Zacisze". Przyjaźni się z optymistycznie nastawioną do życia pielęgniarką Alutką oraz z tajemniczą pacjentką, Irmą. Niewiele wie o życiu starszej pani. Po jej śmierci, ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu, dziedziczy lwowską kamienicę. Zaprzyjaźnia się z drugim spadkobiercą, naukowcem Igorem. Homoseksualista staje się jej powiernikiem i pomaga odkryć uśpioną kobiecość. Razem wyruszają na Ukrainę. Choć Nina nie planuje zostać na Kresach dłużej niż to będzie potrzebne do załatwienia formalności związanych z przejęciem budynku, życie szykuje dla niej inny scenariusz. Nina stopniowo poznaje rodzinne sekrety - i Irmy, i własne. Poza tym, odkrywając prawdę o przyjaciółce, zakochuje się we Lwowie i nie tylko. Przypadkowo spotkany tancerz Michaił stara się zmienić podejście Niny do mężczyzn. Czy bezgraniczna miłość wystarczy, by zburzyć budowany latami mur?

Lektura Primabaleriny to prawdziwa uczta. Dorota Gąsiorowska fenomenalnie używa ojczystego języka, dzięki czemu książkę wręcz się pochłania. Nie boi się także środków artystycznych - swobodnie stosuje metafory, porównania. Plastycznie opisuje Lwów. Pobudza wyobraźnię, zabierając w literacką podróż. Czytelnik razem z Niną odkrywa zakątki tego pięknego i zapierającego dech w piersiach miasta. Zwiedza centrum, teatr, a także podziwia imponującą kamienicę Irmy. Odbywa też wycieczkę na malowniczy Krym.

Dorota Gąsiorowska jest z wykształcenia specjalistką do spraw marketingu. Pisała do szuflady, ale w końcu zdecydowała się wysłać swój debiut do wydawnictwa. Cieszę się, że krakowskie Między Słowami dało jej szansę.

Primabalerina to urzekająca powieść o prawdziwej przyjaźni, dla której różnica wieku, płci czy orientacji nie stanowi przeszkody. O miłości, która budzi człowieka do życia. O tajemnicy, której odkrycie burzy spokój i diametralnie zmienia rzeczywistość. Ta historia przypomina, że należy walczyć o szczęście nawet wtedy, gdy jest ono kruche niczym porcelanowa figurka baletnicy.

Chcesz się przekonać, czy Nina znalazła brakujący element własnej figurki? Wsiądź do pociągu do Lwowa i poznaj tę uroczą, choć nieco zagubioną w dzisiejszym świecie, krakowiankę. Może przypomni ci samą siebie i da wskazówki, jak walczyć o szczęście?

wtorek, 16 sierpnia 2016

Akcja Wydawnictwa Wymownia



Wydawnictwo Wymownia organizuje akcję idealną dla blogerek. Chce za darmo dzielić się książkami i na e-mail dostarczać audiobooki lub ebooki, nie wymagając w zamian recenzji! 
Skąd pomysł na taką inicjatywę?
Pomysł na akcję zrodził się w nawiązaniu do zjawiska bookcrossingu. Podobnie, jak czytelnicy wymieniają się książkami papierowymi, my chcemy wymieniać się ebookami. XXI wiek jest czasem coraz mniejszej popularności książki papierowej. Nie chcemy jednak, by czytelnictwo zamierało i chcemy, byście pamiętały, że czytać można na rozmaite sposoby – na tablecie, telefonie, czytniku ebooków. Wszystko wskazuje bowiem na to, że czytelnictwo XXI wieku będzie miało taką właśnie, cyfrową formę.

Książki będą różnorodne, a do każdej dołączony zostanie krótki opis, który wstępnie przybliży każdą pozycję literacką. 

Kliknij i poznaj szczegóły już dziś! 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Pokochałam wroga" - Mirosława Kareta



Pokochałam wroga Mirosławy Karety to pierwszy tom sagi rodu Petrycych. Tajemnica wyjawiona na łożu śmierci, zakazane uczucie, bezlitosna wojna - książka, którą chcę Wam dzisiaj polecić, łączy w sobie losy dwóch pokoleń - matki, doświadczonej tragizmem wojny, i syna, który uczy się życia w wolnej Ojczyźnie.

Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych-  podczas II wojny światowej i na początku lat 90. XX wieku. Okupacja niemiecka całkowicie zmienia życie Jadwigi. Na skutek polityki mieszkaniowej urzędników III Rzeszy cała rodzina zmuszona jest opuścić ukochany dom i zamieszkać wraz z kuzynką w niewielkim mieszkaniu. Do wolnego pokoju zostaje zakwaterowany niepełnosprawny oficer niemiecki, Max Bayer. Mimo że odznacza się szlachetnością oraz czuwa nad życiem i bezpieczeństwem swoich współlokatorów, nadal pozostaje śmiertelnym wrogiem... Między żołnierzem a młodziutką nauczycielką rodzi się uczucie. Zakazane uczucie. 

Kilkadziesiąt lat później o pilnie strzeżonej rodzinnej tajemnicy dowiaduje się Maksymilian Petrycy - syn Jadwigi, szanowany lekarz i aktywny działacz antykomunistycznej opozycji. Słowa wypowiedziane na łożu śmierci przez matkę, odnaleziony przy okazji przeprowadzki pamiętnik, a także artykuł początkującej, ambitnej i atrakcyjnej krakowskiej dziennikarki naprowadzają go na trop historii znajomości Jadwigi i Maxa. Zaintrygowany wyrusza do Monachium, by odkryć prawdę o matce i sobie samym. Szybko przekonuje się, że ktoś chce mu to uniemożliwić.

Wątki wojenne i tajemnicza przeszłość pani Petrycy przeplata się z losami jej syna, synowej oraz wnucząt, którzy uczą się żyć w wolnej Polsce. Wnuczka Anna wyprowadza się z domu i na przekór woli ojca zamieszkuje z chłopakiem. Ze względu na prywatyzację zakładu pracy zatrudnienie Marii , żony Maksymiliana, staje pod znakiem zapytania. Doktor Petrycy natomiast aktywność w opozycji zamienia na fotel radnego w krakowskim Ratuszu. Mirosława Kareta wiernie oddaje realia życia zarówno w okupowanej jak i wyzwolonej spod jarzma komunistów ojczyźnie. 

Książka liczy czterysta trzydzieści sześć stron i jest podzielona na pięć części. Przeplatają się dwa rodzaje narracji - trzecioosobowa oraz pierwszoosobowa, którą autorka stosuje we fragmentach poświęconych pamiętnikowi Jadwigi. 

Wydawnictwo WAM, które do tej pory kojarzyłam głównie z katolickimi publikacjami, bardzo miło mnie zaskoczyło. Wydało świetną książkę, którą gorąco polecam. Historia zachwyca czytelnika intrygującą fabułą i autentycznością moralnych dylematów. Pokochałam wroga to powieść obyczajowa, którą czyta się niczym dobry kryminał. Z niecierpliwością oczekuję na drugi tom. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Proza Magdaleny Witkiewicz

 
Miłośnikom polskiej prozy obyczajowej dzisiejszej Jubilatki nie trzeba przedstawiać. Magdalena Witkiewicz - żona, matka i utalentowana pisarka. To moja ulubiona polska autorka! Ciepła, sympatyczna oraz pozytywnie nastawiona do ludzi i świata osoba, którą miałam okazję poznać podczas tegorocznych Warszawskich Targów Książki. 

Książek Magdaleny Witkiewicz się nie czyta. Książki Magdaleny Witkiewicz się pochłania! Dlaczego?

Magdalena Witkiewicz pięknie pisze o miłości. Miłości, która przychodzi bez uprzedzenia. Mimo przeszkód, doświadczeń, wspomnień trwa i wierzy w szczęśliwe zakończenie. Miłości, która całuje i pieści, ale pozwala także wypłakać się w rękaw, dąży do zgody w rodzinie. Swoją siłą łączy przede wszystkim dusze. Miłości, która czasem wiąże się ze smutkiem, żałobą, tęsknotą i bezradnością. Wreszcie miłości, która rodzi się z przyjaźni i bezgranicznego oddania. 

Magdalena Witkiewicz potrafi rozbawić czytelnika do łez. Kapitalne poczucie humoru połączone z prostym językiem gwarantują dobrą zabawę podczas lektury.

Magdalena Witkiewicz potrafi też wzruszyć do łez, bowiem, choć lekko, prawdziwie pisze o wielu twarzach ludzkiego życia. Życia, w którym nie zawsze świeci słońce, ale pojawiają się w nim także ciemne chmury.

Obok bohaterek książek Pani Magdaleny nie da się przejść obojętnie. Pewnie dlatego że takich kobiet jest wiele we współczesnym świecie. Razem z nami studiują i pracują. Są troskliwymi matkami, (nie)wiernymi żonami, lojalnymi przyjaciółkami i namiętnymi kochankami.

Poważnie, ale w lekkim stylu - wydaje się, że to pisarskie motto Pani Magdaleny. Pochłonęłam kilka powieści tej Autorki i wciąż mam ochotę na więcej!

W dniu urodzin składam Pani Magdalenie najlepsze życzenia: oczywiście zdrowia, uśmiechu, spełnienia marzeń, wielu pomysłów na nowe powieści i nie takich strasznych tych słynnych dedlajnów. Proszę się nie obawiać - wydawca i czytelnicy i tak zaczekają :-)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Nic oprócz strachu" - Magdalena Knedler

 
Przed zakupem e-booka zarówno tytuł książki jak i nazwisko autorki znałam tylko ze słyszenia bądź instagramowych zdjęć. Przeczytałam streszczenie dołączone do opisu produktu w sklepie internetowym i, niewiele się zastanawiając, kliknęłam "dodaj do koszyka". Nie spodziewałam się, że tak szybko po nią sięgnę. Nie spodziewałam się, że powieść podbije moje serce, a oczekiwanie na kolejne części trylogii stanie się prawdziwą torturą.

Główną bohaterką Nic oprócz strachu autorstwa Magdaleny Knedler jest komisarz Anna Lindholm. Mieszka w szwedzkim miasteczku Ystad. Jest szczęśliwą mężatką i robi karierę w policji. Do czasu. W wyniku tajemniczego wypadku samochodowego mąż pani komisarz - bogaty przedsiębiorca Vidar, zostaje sparaliżowany. Wszystko wskazuje na to, że inicjatorem kraksy jest Narcyz - bezwzględny seryjny morderca kobiet, który trafił za kratki przez, a właściwie dzięki Annie. Wkrótce sam potwierdza swoją winę, wysyłając list do policjantki. Kilka miesięcy później umiera w więzieniu. Sekcja zwłok nie pozostawia wątpliwości - zabójca został otruty. Kłopoty Polki nie znikają jednak wraz z odejściem mordercy. Do Lindholm zaczynają docierać anonimowe przesyłki z rysunkami i cytatami z utworów Oscara Wilde'a. Wówczas okazuje się, że śmierć Narcyza stała się początkiem skomplikowanego, opartego na poszlakach i pełnego znaków zapytania śledztwa. Śledztwa, które ma wpływ nie tylko na życie zawodowe Anny, ale także na jej relacje rodzinne i uczuciowe.

Komisarz Lindholm znajduje się zarówno na zawodowym jak i życiowym zakręcie. Kłopoty w relacjach z mężem, który nie potrafi zaakceptować kalectwa, głęboko skrywane uczucia do partnera z pracy, powrót przyjaciela z młodzieńczych lat i konflikt z mieszkającą w Polsce rodziną - wszystko przeplata się z prowadzoną przez nią sprawą. Polubiłam Annę. To świetnie napisana postać. Mimo tak poważnych zawirowań na wielu płaszczyznach życia, pozostaje twardą babką. Dzielnie radzi sobie z emocjami, które próbują nią kierować. 

Nic oprócz strachu to kryminał, jednak próżno w nim szukać szaleńczych pościgów, krwawych strzelanin czy makabrycznych opisów zbrodni. Autorka przede wszystkim stawia na analizę psychiki bohaterów - i tych dobrych, i tych złych. Zmusza czytelnika do myślenia, do pochylenia się nad duszą i umysłem postaci. Skomplikowane relacje i powiązania bohaterów skłaniają do poszukiwań kolejnych motywów, do końca trzymając w napięciu. Magdalena Knedler stworzyła naprawdę skomplikowaną intrygę. Czytając powieść, ani na chwilę nie można stracić czujności. "Pewność" to stan, którego nie zna i Anna, i nawet najbardziej wnikliwy czytelnik.
  
Pierwszym tom trylogii o komisarz Lindholm łączy w sobie kilka gatunków. Mamy do czynienia oczywiście ze świetnym kryminałem, powieścią psychologiczną i elementami romansu. Spokojnie, nie przeczytacie ckliwych opisów pierwszych randek. Wątek pozostaje stonowany, może nieco chłodny. Trudno się dziwić - w końcu akcja książki dzieje się w nie najcieplejszym zakątku Europy ;)

Nic oprócz strachu to naprawdę świetna powieść. Intryga i ciekawe postaci sprawiają, że ani na chwilę nie można się oderwać od lektury. Z każdą stroną coraz mocniej kibicuje się Annie. Cieszę się, że odkryłam prawdziwą perełkę. Premiera drugiego tomu już jesienią. Spieszcie więc do księgarni i koniecznie poznajcie komisarz Lindholm. Pozwólcie zabrać się w podróż do Szwecji, Wenecji, Helu i przede wszystkim w głąb ludzkiej psychiki. Naprawdę warto!


wydawnictwo: Czwarta Strona
liczba stron: 534 

piątek, 5 sierpnia 2016

"Ugly love" - Colleen Hoover



Jadąc do Warszawy, wzięłam ze sobą czytnik e-booków. Moją rodzinną miejscowość od stolicy dzieli ponad dwieście kilometrów. Tym razem podróż mi się nie dłużyła. Minęła w oka mgnieniu. Czytając Ugly love Colleen Hoover, kompletnie straciłam kontakt z rzeczywistością. Nie liczyło się nic oprócz historii Tate i Milesa. 

Główni bohaterowie poznają się w dość nietypowych okolicznościach. Tate, ze względu na studia, przeprowadza się do starszego brata, Corbina. Próbując dostać się do jego mieszkania, musi stoczyć walkę z przeszkodą, którą jest śpiący na wycieraczce, kompletnie pijany Miles - sąsiad z naprzeciwka. Choć pierwsze wrażenie nie jest najlepsze, dziewczyna czuje sympatię do przyjaciela brata. Z każdym spotkaniem Miles zachwyca i intryguje ją coraz bardziej. Wspólnie spędzone Święto Dziękczynienia staje się początkiem ich romansu bez zobowiązań. Układ wydaje się być prosty - łączy ich tylko seks. Żadnych pytań o przeszłość i żadnej nadziei na wspólną przyszłość. Tate coraz bardziej angażuje się w relację z pilotem i z trudem przestrzega reguł. 

Zwykle bliższe mi są kobiece postaci, tym razem to Miles skradł moje serce. Z pozoru to chłodny facet, gbur, który za wszelką cenę buduje wokół siebie mur. Nie dopuszcza do siebie myśli o budowaniu przyszłości z Tate, wydaje się, że nie potrafi kochać. Nic bardziej mylnego. Jego historia to doskonały przykład na to, jak przeszłość, tragiczna przeszłość, wpływa na teraźniejszość. To często wydarzenia z młodości potęgują strach przed szczęściem. Na jego drodze staje młoda, szczera, nieco naiwna Tate. Czy dzięki niej na nowo otworzy się na miłość? Jakie drzwi musi zamknąć za sobą, by rozpocząć kolejny etap życia?

Ugly love opowiada nie tylko o miłości łączącej dusze, ale i o tej fizycznej. Nie ma jednak mowy o wulgarności, wyuzdaniu. Sceny seksu są naturalne, niedominujące. To nie 50 twarzy Grey'a. Colleen Hoover w subtelny sposób opisuje fizyczne spotkania bohaterów. Spotkania, które mają ważny wpływ i Tate, i na Milesa.

Powieść pisana jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Jej atutem są dwie narracje. Historię teraźniejszą przedstawia Tate. Miles natomiast opisuje to, co działo się przed sześciu laty. Powoli, etapami odsłania przed czytelnikiem swoją przeszłość, która go zmieniła i na nowo ukształtowała. 

Choć Ugly love czyta się szybko, a fabuła wciąga bez opamiętania, to nie jest płytka powieść. Wzrusza, zaskakuje i pozostawia po sobie ślad w sercu czytelnika. To niezwykła historia o niezwykłej relacji. O przeszłości, która niewyjaśniona depcze człowiekowi po piętach. O nadziei, która umiera ostatnia. I wreszcie o regułach, które czasem warto złamać. Gorąco polecam!



wydawnictwo: Otwarte
liczba stron: 344