wtorek, 18 lipca 2017

"Melodia zapomnianych miłości" - Dorota Gąsiorowska (recenzja przedpremierowa!)


Jeśli szukasz powieści obyczajowej, którą pochłania się jak kryminał, która trzyma w napięciu do ostatnich stron, Melodia zapomnianych miłości to idealna propozycja dla ciebie. Miłość, muzyka, urokliwy Kazimierz Dolny i sekrety rodzinne – Dorota Gąsiorowska skomponowała naprawdę piękny utwór literacki.

Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale przyznajcie sami, że ta jest po prostu cudna. Została zaprojektowana w podobnym stylu, co okładki wcześniejszych powieści autorki (a to ważne dla kolekcjonerów i posiadaczy prywatnych biblioteczek, którzy lubią podziwiać swoje „okazy”) i przede wszystkim idealnie oddaje klimat historii. Historii Bianki i jej rodziny.

Bianka to utalentowana skrzypaczka, młoda nauczycielka muzyki. Trudna sytuacja finansowa sprawia, że decyduje się przyjąć niecodzienne zlecenie, owiane tajemnicą niemal do końca powieści. Na czas wakacji opuszcza rodzinny Poznań i wyjeżdża do Kazimierza Dolnego. Zamieszkuje u Klary – zgorzkniałej i nieszczęśliwej wdowy, oraz jej niewidomego syna Sama. Biance towarzyszą ukochane i tajemnicze skrzypce – pamiątka po babce Walentynie. Na Lubelszczyźnie może liczyć na dobroć i wsparcie ze strony Marty – gospodyni swojej pracodawczyni oraz Rysia, nieszkodliwego i uprzejmego miejscowego amatora wysokoprocentowych trunków. W dodatku melodia płynąca ze strun jaworowego instrumentu puka do serca głównej bohaterki. Czy Bianka otworzy swe zamknięte serce na prawdziwą miłość? 

Nawiązanie kontaktu ze zleceniodawczynią i jej niepełnosprawnym synem okazuje się być prawdziwym wyzwaniem. Dziewczyna już od progu ma wrażenie, że mroczna posiadłość Klary skrywa wiele niechlubnych sekretów. Drzwi do tajemnic sprzed lat otwiera również muzyka zaklęta w babcinych skrzypcach. Wiele niewiadomych, niezwykłe powiązania, mity i legendy sprawiają, że ta powieść niczym dobry kryminał intryguje do ostatnich stron.

Melodia niezapomnianych miłości to nie tylko intrygująca fabuła i przykuwająca wzrok okładka. Dzięki pięknej polszczyźnie autorka dzieli się z odbiorcami ważnymi drogowskazami życiowymi i staje się przewodnikiem po zakątkach Lubelszczyzny. Wraz z Bianką przechadzałam się urokliwymi uliczkami Kazimierza Dolnego, spędzałam popołudnia na bulwarach czy zwiedzałam słynny zamek. Czytając książkę, zapragnęłam kolejny raz odwiedzić tę magiczną, królewską miejscowość i odbyć wycieczkę śladami skrzypaczki. Należy podkreślić, że akcja powieści rozgrywa się nie tylko w Kazimierzu Dolnym czy Poznaniu. Bianka często odwiedza Fiołkowe Wzgórze –  ziemię należącą do Klary, na której znajduje się winnica. Uwierzcie, że czytając opisy tego miejsca, poczujecie zapach fiołków i smak dobrego wina.

Cieszę się, że podobnie jak w Antykwariacie spełnionych marzeń obok wątków miłosnych, muzycznych i rodzinnych pojawił się temat II wojny światowej. W jakim kontekście? Nie chcę zbyt dużo zdradzić, zachęcam do sięgnięcia po powieść.

Lektura Melodii zapomnianych miłości była prawdziwą ucztą pod każdym względem. Autorka wykreowała naprawdę różne postaci – Bianki, Marty i Rysia nie da się nie lubić, a Klara za każdym razem podnosi ciśnienie. Dbałość o język i płynna, pełna emocji  narracja sprawiły, że książkę po prostu pochłonęłam w trzy wieczory. Piękne opisy zabrały mnie do Kazimierza i okolic. Dźwięki płynące ze starych skrzypiec czarują pełen miłości i tajemnic świat bohaterów oraz czytelników.

Gorąco zachęcam do przeczytania Melodii zapomnianych miłości! Już w czwartek (20 lipca) na moim blogu ogłoszę konkurs, w którym do wygrania będą dwa egzemplarze tej powieści.


tytuł: „Melodia zapomnianych miłości”
autor: Dorota Gąsiorowska
wydawnictwo: Między Słowami (Znak)
liczba stron: 628
premiera: 19.07.2017 r.
kliknij i zajrzyj do środka:

Autorce oraz Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji i egzemplarze konkursowe!

piątek, 14 lipca 2017

"Melodia zapomnianych miłości" - premiera już wkrótce!!!

Już 19 lipca swoją premierę będzie miała najnowsza powieść Doroty Gąsiorowskiej – Melodia zapomnianych miłości.
Główna bohaterka, Bianka nikogo i niczego nie kocha bardziej niż muzyki. Gdy pewnego dnia jej rodzina staje na krawędzi bankructwa, dziewczyna zgadza się przyjąć niecodzienne zlecenie. Wyjeżdża do malowniczego Kazimierza, by zamieszkać z tajemniczą zleceniodawczynią i jej niewidomym synem. Zabiera ze sobą jedynie ukochane skrzypce – rodzinną pamiątkę po babce Walentynie. Mroczne, stare domostwo na skraju miasteczka skrywa sekrety, które dziewczyna wyczuwa już od progu.

Czy to możliwe, że jaworowe skrzypce łączą historie rodzin Bianki i niewidomego Sama? Czy skrzypcowa muzyka rozwiąże kłębiące się wokół zagadki i otworzy zamknięte serca?



Odpowiedź na te pytania czytelnicy poznają 19 lipca. Dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa już dziś mogę rozpocząć lekturę. Dziękuję za egzemplarz oraz idealny dla miłośniczek bransoletek upominek. Paczka zawierała trzy książki… Wiecie, co to oznacza? Bądźcie czujni – wkrótce ogłoszę konkurs, w którym do wygrania będzie Melodia zapomnianych miłości. To wkrótce, a dziś uciekam do Kazimierza, by poznać Biankę. Klimatyczna okładka, cudowny zapach i przede wszystkim pióro pani Doroty - czuję, że przede mną cudowny, literacki czas!


wtorek, 11 lipca 2017

"Przebudzenie Lukrecji" - Laura Adori


Klimatyczna okładka, dwuznaczny tytuł – czułam, że lektura Przebudzenia Lukrecji będzie przyjemnością. Nie pomyliłam się! Powieść pochłonęłam w dwa popołudnia, a uśmiech nie znikał z mojej twarzy ani na chwilę. Bardzo polubiłam główną bohaterkę i mam ochotę wypić z nią lampkę, ewentualnie butelkę wina Prosecco na Placu Zbawiciela.

Oddam estrogen za testosteron albo wymienię na śmiałość Aurelii. Choćby na ten jeden wieczór, kiedy podniecasz się myślą, że jutro nie poczujesz tego, co zawsze. Zdobędziesz się na to, na co tydzień temu zabrakło ci odwagi. Wyrwiesz się z monotonii i hibernacji, w którą zapadasz, jadąc codziennie tymi samymi ulicami, siadając na tym samym fotelu, przy tym samym oknie (…) Obudź się!

Laura Adori wykreowała naprawdę sympatyczną postać. Lukrecja to zwariowana, niespełna czterdziestoletnia singielka, która postanawia zmienić swoje życie, by robić to, co naprawdę kocha. Uwierzcie, że czyni to z głośnym przytupem! Znudzona pracą i przybita brakiem sukcesów w życiu osobistym, porzuca słoneczny Mediolan i wraca do mroźnej Warszawy. I wtedy się zaczyna… Los szykuje dla Lukrecji niejedną niespodziankę. Na szczęście ma u boku lojalne przyjaciółki oraz mamę, która nawet niepytana służy radą w każdej sytuacji. Niedługo po przyjeździe do Polski zakłada blog o kuchni pełnej miłości. „Apetyt na jedzenie, apetyt na… seks, apetyt na życie” – to nie tylko tytuł strony internetowej, ale również nowe życiowe motto głównej bohaterki.

Lukrusia, wrażliwa na świat zapachów i smaków, marzy o wielkiej miłości, a jak wiadomo droga do serca mężczyzny często prowadzi przez żołądek... Przebudzenie Lukrecji to świetny przykład kulinarnego romansu. Główna bohaterka łączy miłość do dobrego jedzenia z miłością do niebieskookiego faceta. Myślę, że i fanki Bridget Jones, i Julii Child będą zadowolone.

Narratorką powieści jest oczywiście tytułowa postać. Pełna emocji i przede wszystkim humoru narracja okraszona jest włoskimi wtrąceniami. Nie są sztuczne, wynikają z pochodzenia bohaterek i idealnie współgrają z ich charakterami. Bardzo podobały mi się opisy miejsc odwiedzanych przez Lukrecję i jej przyjaciółki. Dzięki autorce wybrałam się na literacki spacer po warszawskim Śródmieściu i mediolańskich uliczkach. Sama fabuła powieści nie jest oryginalna, ale uwierzcie, że wciąga bez reszty.

„Po to mamy zmysły, by smakować życie” – twierdzi Laura Adori i w takim duchu utrzymuje swą debiutancką powieść. Lukrecja wykorzystuje swoje zmysły nie tylko w kuchni, ale i w relacjach z mężczyznami. Seks i poczucie kobiecości są niezwykle istotne dla bloggerki i jej przyjaciółek. Doskonale widać to w ich kontaktach z partnerami i oczywiście w prywatnych rozmowach. Warto to podkreślić, bowiem liczne erotyczne aluzje, w przeciwieństwie do dań Lukrecji, mogą wydać się niektórym czytelniczkom niesmaczne.

Lukrecjo, każda z nas ma na koncie dziesiątki katastrof, z których większość wydarzyła się tylko w naszej głowie. Kobiecy lęk przed zmianą wynika z ciągłego wyobrażania sobie klęsk (…) My nigdy nie jesteśmy zanurzone na maksa w jednej chwili, jednej rzeczy. Ciągle coś przewidujemy, przypuszczamy. To kobiece przekleństwo.

Przebudzenie Lukrecji to idealna propozycja na leniwe popołudnie lub/i wolny wieczór. Tę książkę czyta się naprawdę szybko. Perypetie głównej bohaterki, Wery i Claudii oraz ich dialogi wywołały na mojej twarzy szeroki uśmiech. Należy podkreślić, że humor humorem, ale powieść niesie ważne przesłanie. Lukrusia motywuje kobiety do zmian. Udowadnia, że nigdy nie jest za późno, by zerwać z rutyną i znaleźć własną drogę. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną część losów Lukrecji i jej przyjaciółek. A Ty? Sięgniesz po pierwszy tom?

tytuł: „Przebudzenie Lukrecji”
autor: Laura Adori
wydawnictwo: Lira
liczba stron: 320

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

piątek, 7 lipca 2017

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" - Johanna Mo (recenzja przedpremierowa!)


Dla matki nie ma nic gorszego niż patrzenie, jak trumna z ciałem albo urna z prochami jej dziecka zostaje przysypywana ziemią. Życie zaczyna dzielić na „przed” i „po”. Właściwie to nie chce jej się żyć… W takiej sytuacji znajduje się główna bohaterka powieści Johanny Mo Tak sobie wyobrażałam śmierć.

Helena to sławna policjantka, mająca na koncie wiele sukcesów. Po rocznej przerwie wraca do pracy w zawodzie. Zostaje szefową grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe. Już pierwszego dnia rozpoczyna trudne śledztwo – pod metro zostaje wepchnięty młody chłopak (co ciekawe nastolatek ma polskie korzenie). Jego tragiczna śmierć staje się początkiem serii morderstw. Helena nie potrafi jednak skupić się na pracy – rodzinna tragedia rzutuje nie tylko na jej życie osobiste, ale i zawodowe. . Nadal przeżywa żałobę po zmarłym synku i zamiast analizować sytuację i tropić mordercę, stara się powstrzymać rozszalałe emocje.. Czy Helena poradzi sobie z trudną przeszłością,czy na nowo nauczy się współpracy w zespole i złapie zabójcę, zanim zginie kolejna osoba?

Johanna Mo świetnie konstruuje kryminalną intrygę, łącząc ją z dramatem psychologicznym. Śledztwo do końca trzyma w napięciu. Początkowo rozwija się powoli, ale w ostatnich rozdziałach akcja zdecydowanie przyspiesza. W tej historii nic nie jest oczywiste. Postaciami, zwłaszcza Heleną, targają silne emocje. Pragnienie powrotu do „świata żywych” – do pracy, do relacji z ludźmi, miesza się z poczuciem straty i zdrady ukochanego dziecka. Zdrady, którą staje się każda myśl poświęcona komuś innemu niż Antonowi.

Narracja w książce prowadzona jest w trzeciej osobie. Autorka przybliża nam nie tylko policjantkę i jej zespół, ale i mordercę, którego tożsamość czytelnik odkrywa wraz ze śledczymi. Ten ciekawy zabieg pozwala poznać jego motywy i sposób myślenia.

Tak sobie wyobrażałam śmierć to pełna emocji opowieść, której nie da się obojętnie odłożyć na półkę. Jest idealnym połączeniem kryminału i dramatu. Swoją premierę ma 19 lipca. Warto zapamiętać tę datę i sięgnąć po ten tytuł. Gwarantuję, że nie oderwiecie się od lektury przed poznaniem finału śledztwa i finału wewnętrznej walki Heleny.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

tytuł: „Tak sobie wyobrażałam śmierć”
autor: Johanna Mo
wydawnictwo: Helion (Editio Black)
liczba stron: 320


poniedziałek, 3 lipca 2017

"Lirogon" - Cecelia Ahern


Jednym z najpiękniejszych, najbardziej niezwykłych i prawdopodobnie najbardziej inteligentnych spośród wszystkich stworzeń świata jest ten niezrównany artysta, lirogon… Jest to ptak bardzo płochliwy i niezwykle trudno go zobaczyć… (…) to popularny leśny artysta, podziwiany i lubiany przez innych śpiewaków. Znaczna część możliwości wokalnych lirogona sprowadza się do naśladowania innych ptaków, ale sam też nieźle śpiewa.

Co wspólnego z tym niezwykłym ptakiem ma główna bohaterka najnowszej powieści bestsellerowej autorki Cecelii Ahern pt. Lirogon? Laura to samotna młoda kobieta, która mieszka w małym domku w lesie w południowo-zachodniej Irlandii. Posiada niezwykły dar. Nieświadomie, całkowicie naturalnie potrafi naśladować różne dźwięki – od śpiewu ptaków po odgłosy wydawane przez bankomat czy ekspres do kawy. To jej sposób komunikacji z ludźmi i światem. Dziewczynę przypadkowo odkrywa ekipa filmowa. Laura zostaje telewizyjną celebrytką, jej talent budzi sensację nie tylko w Irlandii. Z lasu, swojej bezpiecznej przystani, trafia do obcego i pełnego zagrożeń świata show-biznesu. Świata, który nie lubi sekretów.

Widzą się po raz pierwszy, dwoje całkiem obcych ludzi, którzy nie mogą oderwać od siebie wzroku. W tym momencie w jego życiu następuje rozłam: na czas, kim był, zanim ją poznał i na czas, kim pozostał potem.

Laura się zmienia i… Laura zmienia. Jej pojawienie się wywołuje rewolucję w sercu Solomona –  dźwiękowca. Czy wielka, ale zakazana miłość zdoła ocalić Laurę przed pułapkami wielkiego, nieznanego jej świata?

Narracja w powieści prowadzona jest w czasie teraźniejszym. Historia Laury została podzielona na cztery części. Każda opisuje kolejny etap zmian zachodzących w życiu bohaterki. Co ciekawe, wszystkie poprzedzone są cytatami ze Wspaniałości lirogona, rozważań poświęconych temu przedziwnemu ptakowi.

Ostatnią książką Cecelii Ahern, którą przeczytałam, była Kiedy cię poznałam. Podobała mi się, ale „bez fajerwerków”. Lirogonem jestem wręcz oczarowana! Pochłaniałam tę powieść strona po stronie, jednocześnie delektując się niezwykłą historią niezwykłej dziewczyny. Autorka przeniosła mnie w osnuty tajemnicami świat irlandzkich gór i lasów. Świat dźwięków, na które na co dzień nie zwracam najmniejszej uwagi. Świat Laury. Jej postać wzrusza i porusza.

Najnowsza książka Cecelii Ahern nie spodoba się wszystkim. Jedno jest pewne – nie można jej czytać dosłownie. Niezwykły, może ktoś powie fantastyczny dar Laury to tylko punkt wyjścia do głębszych rozważań. Lirogon to powieść o tożsamości. O definiowaniu samego siebie. O odkrywaniu własnego „ja”. O wartościach, których człowiek pragnie bronić. Lirogon to powieść o miłości. Prawdziwej, płynącej prosto z serca. Dzikiego serca, które ma w nosie rozum i podąża za pragnieniem szczęścia. O miłości dającej niezbędne do życia poczucie bezpieczeństwa. O trosce o drugiego człowieka. Lirogon to wreszcie, a może przede wszystkim powieść o akceptacji. Akceptacji inności i wyjątkowości. Akceptacji jednostki, która wydaje się kompletnie nie pasować do otaczającego ją świata. A może to nie ona, a świat jest dziwny? Zabiegany, podąża za wymyślonymi trendami, nie widząc tego, co naturalne i piękne? Pozwól się zabrać do pełnego dźwięku świata tytułowego Lirogona i oceń sam.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

tytuł: „Lirogon”
autor: Cecelia Ahern
wydawnictwo: Akurat (Muza)
liczba stron: 448

wtorek, 27 czerwca 2017

"Prokurator" - Paulina Świst


Kiedy byłam w połowie lektury tej książki, koleżanka zapytała mnie o wrażenia. Odpowiedziałam, że mam mieszane uczucia, głównie przez problem z zakwalifikowaniem powieści do konkretnego gatunku. Na tym etapie czytania nie był to dla mnie ani kryminał, ani erotyk. Prokurator Pauliny Świst jest dowodem na to, że książki absolutnie nie można oceniać nie tylko po okładce, ale i przed poznaniem zakończenia.

Paulina Świst to pseudonim literacki młodej, ale, jak zaznacza Wydawca, doświadczonej i cenionej adwokat. Pani mecenas specjalizuje się w prawie karnym i na co dzień mieszka oraz pracuje we Wrocławiu, gdzie prowadzi kancelarię. Prokurator to jej debiut prozatorski. Czy udany? Moim zdaniem tak.

Słynna Magda M. uganiała się za wielbłądami i słonecznikami (a właściwie one za nią). Mecenas Kinga Błońska – główna bohaterka powieści, nie ma na to ani czasu, ani ochoty. Powiązania rodzinne, mroczne sekrety oraz szantaż sprawiają, że zostaje zmuszona do reprezentowania groźnego bandyty. „Szary” to szef zorganizowanej grupy przestępczej, który ma naprawdę wiele na sumieniu. Problemy zawodowe zbiegają się w czasie z klęską w życiu osobistym pani mecenas – jej pozornie udane małżeństwo się rozpada. Stresy i problemy Kinga postanawia odreagować w jednym z gliwickich klubów. Na parkiecie poznaje Łukasza, z którym, wbrew swoim zasadom, ląduje w łóżku. Wbrew oczekiwaniom i jej, i jego nie jest to tylko jednorazowe spotkanie. Facet, który miał dać pani adwokat chwilę zapomnienia, okazuje się prokuratorem prowadzącym sprawę „Szarego”. Wszystko wskazuje na to, że i zawodowo, i prywatnie spotkają się jeszcze nie raz.

Myślę, że Kinga nie znalazłaby wspólnego języka ze wspomnianą już serialową koleżanką po fachu. Jest całkowitym przeciwieństwem Miłowicz – zarówno charakterologicznie, jak i w zachowaniu. Już na okładce czytelnik znajdzie zapowiedź ostrego języka i ostrego seksu. Wydawnictwo nie kłamie. Zarówno Błońska, jak i pan prokurator nie posługują się piękną, lecz potoczną i bogatą w wulgaryzmy polszczyzną. Ich spotkania nie ograniczają się do trzymania za rączkę. Autorka dość szczegółowo i bez cenzury opisuje ich wspólne intymne chwile.

Bardzo podobał mi się sposób narracji w powieści. Historia opowiadana jest przez Kingę i Łukasza. Ich pierwszoosobowe narracje się przeplatają. Pozwala to czytelnikowi lepiej poznać bohaterów i ich czasem odmienne punkty widzenia.  

Podczas lektury miałam problem z określeniem gatunku tej powieści. Teraz nie mam wątpliwości, że Prokurator to kryminał. Kryminał z elementami erotyku okraszony specyficznym poczuciem humoru. Dobry, ostry kryminał, pełen cynizmu, arogancji i, co należy podkreślić, autentyzmu. Paulina Świst wkłada kij we własne mrowisko i odsłania mechanizmy funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Prokurator nie wszystkim się spodoba – ostry język i śmiała erotyka mogą odstraszyć niektórych książkoholików. Przyznaję, że i dla mnie pewne fragmenty były zbyt odważne, ale ostatecznie historię oceniam pozytywnie. Przeczytałam tę powieść w dwa dni. Wciąga niczym dobry serial. Aż żal, że nie ma kolejnego sezonu…

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

tytuł: „Prokurator”
autor: Paulina Świst
wydawnictwo: Akurat (Muza)
liczba stron: 320

niedziela, 25 czerwca 2017

"Myśl do przytulania" - Anna Szczęsna (recenzja przedpremierowa)


Dziś pragnę polecić Wam najnowszą powieść Anny Szczęsnej Myśl do przytulania. Książka ma swoją premierę 30 czerwca. Moim zdaniem miłośniczki literatury kobiecej zdecydowanie powinny zapisać tę datę i ten tytuł w swoich notatnikach!

Hanna Pniewska (na okładce Popławska – niestety, muszę wytknąć brak konsekwencji w egzemplarzu recenzenckim) mieszka i pracuje w stolicy. Zmęczona prozą codzienności postanawia zmienić swoje życie i… trafia na tajemnicze ogłoszenie o pracę. Wyrusza na Podlasie.  

Zadania, wyzwania, obowiązki – koraliki nanizane na sznurek zwany życiem. Teraz między tymi zwykłymi szklanymi paciorkami pojawił się prawdziwy klejnot w niespotykanym kolorze.

Praca w lokalnej bibliotece, bajkowe krajobrazy i życzliwi ludzie – Hania ma poczucie, że wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi. Spokój jednak nie trwa wiecznie – gdy topnieje śnieg, na jaw wychodzą gorzkie tajemnice mieszkańców Różanych Dołów. Jaki wpływ będą miały na główną bohaterkę powieści? Czy znajomość z intrygującym brodaczem ma szansę się rozwinąć? Odpowiedzi na te pytania przyniesie Wam lektura powieści.

Historię, opowiadaną przez wszechwiedzącego narratora, podzielono na rozdziały. Piękna polszczyzna oraz szczegółowe i poetyckie opisy bajkowej wręcz przyrody uruchamiały każdy mój zmysł. Autorka pełnym metafor i porównań językiem dzieli się z czytelnikami życiowymi wskazówkami i przypomina o magicznej mocy marzeń. Podczas lektury miałam wrażenie, że wraz z Hanią przeniosłam się do sielankowego świata Różanych Dołów.

Czasami wydaje się, że nie wszystkie puzzle w naszym życiu pasują do siebie. Staramy się układać na siłę, szukamy i nie dajemy za wygraną, a wystarczy poczekać, aż wszystko samo się ułoży.

Myśl do przytulania to baśniowa opowieść nie tylko ze względu na język, przesłanie czy opisy przyrody. Anna Szczęsna wykreowała również niezwykłych bohaterów – zarówno młodych, zagubionych, jak i tych starszych, doświadczonych. Choć każdy ma jakieś wady, nie da się ich nie lubić i w moim odczuciu wszyscy zasługują na miano pozytywnych postaci.

Sielankowa rzeczywistość, idylliczne otoczenie – te słowa klucze pochodzą z noty wydawniczej. Doskonale oddają klimat powieści. Podobnie jak szata graficzna. Wydawnictwo Kobiece przygotowało piękną, przyciągającą wzrok okładkę. Zadbano również o ozdobniki wewnątrz książki. Tytuł każdego rozdziału ozdabia wzorek z motywem kwiatowym.

Myśl do przytulania rzeczywiście jest do przytulania. Do wytchnienia po ciężkim dniu na uczelni lub w pracy. Do zapomnienia o troskach codzienności. To książka idealna na gorące popołudnie, by skryć się w cieniu na huśtawce w ogródku. To książka idealna na zimowy wieczór pod kocem. Ta historia pachnie różami i ziołami. Pełna emocji. Idealna dla marzycielek.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

tytuł: „Myśl do przytulania”
autor: Anna Szczęsna
wydawnictwo: Kobiece
liczba stron: 348
premiera: 30.06.2017 r.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

"Góra Synaj" - Krzysztof Koziołek


Tajemnicza okładka, intrygujący opis – te czynniki sprawiły, że postanowiłam skorzystać z propozycji Wydawnictwa Muza i przeczytać oraz zrecenzować najnowszą powieść historyczną Krzysztofa Koziołka.

Góra Synaj to ciekawy początek nowej serii kryminalnej. Akcja tego kryminału retro rozgrywa się jesienią 1938 roku na Dolnym Śląsku. Mimo „reform” Hitlera i zbliżającej się II wojny światowej mieszkańcy Neusalz (obecnie Nowa Sól) oraz Glogau (Głogowa) próbują żyć normalnie. Pozorny spokój znika, gdy niemal w tym samym czasie w miastach dochodzi do śmierci dwóch kilkuletnich chłopców.

W Głogowie zwłoki zostają znalezione w ZOO – na wybiegu dla niedźwiedzi. Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek. Śledztwem kieruje policjant kryminalny, Matzke. O pomoc prosi funkcjonariusza policji porządkowej. Anton, którego zarobki są, delikatnie mówiąc, nędzne, nie może uwierzyć we własne szczęście. Liczy na podwyżkę, awans i przede wszystkim na rozwiązanie prywatnej zagadki. Jednak z każdym dniem śledztwa nabiera przekonania, że jest tylko pionkiem w skomplikowanej grze swojego nowego szefa… W Nowej Soli natomiast zwłoki zostają wyłowione ze stawu. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi nie tylko policja, ale również pewna hrabina polskiego pochodzenia. Czy to możliwe, aby te dwie zbrodnie były ze sobą powiązane? Dokąd zaprowadzą oficjalne, a dokąd prywatne śledztwa?

Dwa miejsca akcji, wielość postaci i wątków nie stanowią żadnego problemu podczas lektury. Choć rozwiązanie zagadki nie okazało się dla mnie wielką niespodzianką, Górę Synaj czytałam z ciekawością. Ogromną zaletą powieści jest fakt, że autor doskonale odwzorowuje tło epoki. Szczegółowo, z kronikarską precyzją odtwarza układ miast, ulic, budynków i przede wszystkim relacji międzyludzkich – od stosunków małżeńskich po nastroje antysemickie. Czytelnik nie ma wątpliwości, że pracując nad powieścią, Krzysztof Koziołek spędził wiele godzin nad książkami, dokumentami i zdjęciami, które pozwoliły na tak realistyczne przedstawienie Nowej Soli i Głogowa. Dzięki lekturze odbyłam nie tylko podróż w czasie do okresu przedwojennego, ale i na odległą od mojego miejsca zamieszkania ziemię lubuską.

Górę Synaj polecam przede wszystkim miłośnikom powieści z historią w tle i kryminałów retro. Seria kryminalna, którą otwiera ta książka, zapowiada się naprawdę ciekawie. Pozostaje mi czekać na premierę kolejnej części, a Was zachęcać do literackiej podróży na przedwojenny Śląsk.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

tytuł: "Góra Synaj"
autor: Krzysztof Koziołek
wydawnictwo: Akurat (Muza)
liczba stron: 304

czwartek, 15 czerwca 2017

"Inwazja" - Wojtek Miłoszewski


Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, co by było, gdyby wybuchła wojna? Szczerze mówiąc, ja nigdy. Temat wojny znam oczywiście z opowieści Babci, lekcji historii, książek (naukowych i beletrystyki) oraz lepiej lub gorzej zrealizowanych seriali. Nigdy jednak nie zastanawiałam się, co by było gdyby… Powieść Inwazja uruchomiła moją wyobraźnię i przestraszyła. Wojtek Miłoszewski udowodnił, że wojna to nie tylko lata 1914 czy 1939. Wojna może rozpocząć się także w 2017. W Polsce. W Katowicach. Wystarczy tylko iskra…

W filmach wojna tocząca się w czasach współczesnych ma zazwyczaj jeden finał – wybuch bomby atomowej zmiata ludzkość z powierzchni ziemi. W Inwazji jest inaczej. W czasach supermarketów, telefonów komórkowych, w zwykłym europejskim kraju trwa regularna wojna. Na skutek polityki władz żołnierze muszą sobie radzić bez wsparcia NATO, a walka o przetrwanie, niepewność i strach towarzyszą cywilom w każdej sekundzie. Zmieniają ich psychikę i granice wytrzymałości.

Miłoszewski, zgodnie z zasadą powieści wojennych, w tryby historii wrzuca zwykłych ludzi. Michał to przykładny mąż i ojciec, który przed wybuchem wojny bezskutecznie stawia czoło bezrobociu i dużemu kredytowi w banku. Bezkompromisowa bizneswoman Danuta pracuje w rodzinnej firmie. Były komandos Roman prowadzi lekcje nurkowania w Egipcie, cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości i planuje samobójstwo. Kryzys w Rosji i ambicje Władimira Putina na zawsze zmieniają ich życie.

Inwazja to nie tylko strzały, wybuchy, koszary. To także wielka międzynarodowa polityka. Na kartach powieści pojawiają się prezydenci Stanów Zjednoczonych, Rosji i Francji, kanclerz Niemiec oraz oczywiście przedstawiciele władz Polski – Prezydent, Minister Obrony Narodowej i prezes partii rządzącej. Autor dość realistycznie przedstawia relacje i zależności między wymienionymi politykami. Daje się poznać jako doskonały obserwator polskiej i europejskiej sceny politycznej. Wyciąga wnioski i zmusza do tego czytelnika.

Miłoszewski znakomicie łączy sensację i elementy militarne z romansem, bowiem w jego debiutanckiej powieści czytelnik znajdzie także wątki miłosne. Przecież kocha się bez względu na czas, miejsce i okoliczności... Bohaterowie kochają z wzajemnością i bezskutecznie starają się zapomnieć o nieszczęśliwej miłości. Cieszą się rodzinnym szczęściem i tkwią w toksycznej relacji z ojcem. Na froncie uczuciowym dzieje się nie mniej niż na froncie walki.

Powieść czyta się bardzo szybko. Wpływ na to ma przede wszystkim intrygująca fabuła, zwykli, a zarazem wyjątkowi przez swój heroizm bohaterowie oraz język – naturalne dialogi i dynamiczne opisy. Autor zdecydowanie „stawia” na akcję, wydarzenia. Nie potrafiłam oderwać się od lektury! Inwazja ma otwarte zakończenie. Na szczęście wywiad z autorem opublikowany w najnowszym numerze miesięcznika Uroda życia uspokoił mnie – trwają prace na drugim tomem!

Wojtek Miłoszewski znany jest ze swoich scenariuszowych dokonań – to on stoi za sukcesem Watahy czy Prokuratora. Inwazją udowadnia, że potrafi napisać nie tylko dobry serial, ale i fantastyczną powieść.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

autor: Wojtek Miłoszewski
tytuł: „Inwazja”
liczba stron: 500
wydawnictwo: W.A.B.

środa, 14 czerwca 2017

"Tajemnicza śmierć Marianny Biel" - Marta Matyszczak


Pełen humoru kryminał, który intryguje do samego końca… Jeśli myślicie, że to niemożliwe, sięgnijcie po bardzo udany debiut Marty Matyszczak. Tajemnicza śmierć Marianny Biel od dziś we wszystkich księgarniach!

Kim jest tytułowa Marianna? To aktorka chorzowskiego teatru. Mieszkała w familoku, który nie cieszył i nie cieszy się dobrą sławą. Sąsiedzi niewiele o sobie wiedzą i zdają się nie zauważać zniknięcia kobiety. Jej tajemnicza śmierć zbiega się w czasie z wprowadzeniem się nowego lokatora. Szymon Solański to cichy i zamknięty w sobie detektyw doświadczony przez los. Były policjant nie wierzy w ustalenia swoich kolegów z komendy, którzy twierdzą, że aktorka zginęła wskutek nieszczęśliwego wypadku. Postanawia ustalić tożsamość mordercy Marianny. Może liczyć na pomoc Róży – sąsiadki i dziennikarki, oraz psa, którego przygarnął ze schroniska.

Gucio to niezwykły kundelek. Jest nie tylko detektywem, ale przede wszystkim narratorem powieści. Bacznie obserwuje poczynania swojego pana i innych bohaterów.

Marta Matyszczak wykreowała niebanalne, charakterystyczne postaci. Moje serce bezapelacyjnie skradł Gucio – wesoły i, jak sam siebie nazywa, przykładny kundel. Jasno wyraża własne zdanie i z humorem relacjonuje przebieg niezwykłego śledztwa. Pojawił się w powieści nieprzypadkowo – kilka lat temu autorka przygarnęła psiaka ze schroniska i nadała mu imię Gucio.

Warto podkreślić, że mimo niezwykłego narratora i dużej dawki humoru, książka nie jest komedią czy parodią. Tajemniczą śmierć Marianny Biel można nazwać kryminałem na wesoło, w którym, co ważne, zachowano proporcje.  I to bardzo dobrym kryminałem! Lekkim językiem, momentami także śląską gwarą, autorka maluje literacki obraz Śląska, tajemniczej zbrodni i zagubionego człowieka. Intrygująca fabuła trzyma czytelnika w napięciu do samego końca powieści. Poważna historia oraz słodko-gorzkie i mroczne losy bohaterów nie pozwalają odłożyć lektury przed przeczytaniem ostatniej strony. 

Debiut Marty Matyszczak to idealna propozycja dla książkoholików i psiarzy. Dla miłośników historii, przy których roni się łzę wzruszenia, strachu i śmiechu.

Chorzowska kamienica przy ulicy 11 listopada kryje wiele tajemnic. Pozwólcie Guciowi, by przedstawił Wam wszystkich mieszkańców i razem odkryjcie tożsamość zabójcy. Może określenie pogoda pod psem nie nastraja człowieka pozytywnie, ale uwierzcie – słysząc seria „Kryminał pod psem”, czytelnik od razu powinien pędzić do księgarni i wziąć z półki Tajemniczą śmierć Marianny Biel. Cieszę się, że to dopiero początek serii i z niecierpliwością czekam na kolejną część.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz powieści!

tytuł: „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”
autor: Marta Matyszczak
liczba stron: 296
wydawnictwo: Dolnośląskie


sobota, 3 czerwca 2017

"Zaraz wracam" - Anita Scharmach


Nieszczęścia chodzą parami. Czasem czwórkami. W przypadku głównej bohaterki najnowszej powieści Anity Scharmach wydaje się, że całym stadem. Marta w ciągu jednej chwili traci ukochanego męża, córeczki i zaufanie do ojca. Zapraszam do lektury recenzji powieści Zaraz wracam.

Po wielkiej tragedii Marta ucieka z Polski. Zrywa kontakt z rodzicami i bratem. Przenosi się do Stanów Zjednoczonych. Po dziesięciu latach wraca do ojczyzny i przede wszystkim do wspomnień, i tragicznych wydarzeń z przeszłości, z którymi na nowo musi się zmierzyć. Na szczęście ma przy sobie przyjaciół i sąsiada, który pragnie przywrócić jej wiarę w miłość.

Tematyka podjęta przez Anitę Scharmach należy do grona trudnych i bardzo delikatnych. Autorka posługuje się potocznym językiem i, dzięki narracji pierwszoosobowej, wprost oddaje emocje towarzyszące postaciom. Dochodzenie do równowagi po tragedii, jaka dotknęła Martę, nie jest łatwym procesem, co udało się przedstawić autorce.

Książkę czyta się szybko. W moim odczuciu aż za. Tempo wydarzeń naprawdę mnie zaskoczyło. Podczas lektury były momenty, w których nie odczuwałam napięcia, niepokoju o losy bohaterki czy rozwój wypadków. Jestem jednak pewna, że taki sposób narracji znajdzie wielu sympatyków.  

Warto podkreślić, że Zaraz wracam to historia nie tylko o kobiecie, która na nowo próbuje odbudować zburzony świat. W powieści pojawia się także akcent muzyczny – fani zespołu Golden Life koniecznie muszą dopisać ją do listy „must read”! W dodatku bohaterowie są związani ze schroniskiem dla psów i kotów. Obok opisów opuszczonych czworonogów nie można przejść obojętnie.

Warto sięgnąć po najnowszą powieść Anity Scharmach. To doskonała czytelnicza propozycja na letnie popołudnie. Z główną bohaterką nie sposób się nudzić. Marta wzbudziła we mnie wiele emocji – od złości po współczucie i chęć wypicia z nią kawy w pewnej trójmiejskiej kawiarni. Kupcie zatem egzemplarz, rozłóżcie się na kocu, leżaku czy w hamaku. Oświadczcie domownikom, że zaraz wracacie i udajcie się w literacką podróż na wybrzeże.

Autorce dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji!

tytuł: „Zaraz wracam”
autor: Anita Scharmach
liczba stron: 304
wydawnictwo: Lucky

wtorek, 30 maja 2017

"Baśń o perle" - Anna Gibasiewicz


Wielkie święto rodzinne za mną, egzamin zdany, praca magisterska gotowa, wpisów w indeksie coraz więcej – pora wrócić do książek i blogowania! Powrót do świata książkoholików łączę z powrotem do świata dzieciństwa – oto recenzja Baśni o perle Anny Gibasiewicz.

Główną bohaterką historii jest Elwika. To córka bogatego kupca, która ma wszystko, czego tylko zapragnie. Ojciec spełnia każdą zachciankę swojej jedynaczki. Dziewczyna szuka szczęścia i miłości w rzeczach materialnych. Dopiero przeżycia związane z poszukiwaniem tytułowej perły sprawiają, że dostrzega je we własnym sercu i u innych, oddanych jej ludzi.

Anna Gibasiewicz z powodzeniem połączyła klasyczne cechy gatunku z niepowtarzalną historią. Baśń o perle należy do gatunku baśni literackich, spopularyzowanego przez Hansa Christiana Andersena. Charakteryzuje się, jak na baśń przystało, brakiem wyraźnej granicy między światem rzeczywistym i magicznym, nieskomplikowanymi zdarzeniami fabularnymi oraz oczywiście triumfem dobra nad złem. W baśni pojawia się także popularny motyw podróży, która prowadzi do naprawienia błędów i odkupienia win. Niestety, wydanie nie zawiera ilustracji, co początkowo może zniechęcić małego czytelnika do lektury. Jednak jestem pewna, że po przeczytaniu pierwszych stron nie będzie potrafił oderwać się od czytania.

Baśń o perle adresowana jest nie tylko do dzieci. W dzisiejszym świecie to przede wszystkim dorośli mają głupie zachcianki, zapominają o kruchości bogactwa, a w kontaktach międzyludzkich kierują się niestety egoizmem i próżnością, którą w opowieści symbolizuje tytułowa perła. Autorka na przykładzie postaci Elwiki, pokazuje, co dzieje się z ludźmi zapatrzonymi w czubek własnego nosa. Przypomina także, że niemal zawsze jest szansa na naprawienie błędów, a prawdziwa miłość, nie dająca się przeliczyć na pieniądze, zburzy każdy mur.  

Choć baśń jest krótka, zawiera wiele refleksji i morałów. Jej lektura to cenna lekcja nie tylko dla małych, ale i dużych, którzy swoim postępowaniem dają przykład dzieciom. Gorąco polecam!

Autorce dziękuję za egzemplarz do recenzji :-)

tytuł: „Baśń o perle”
autor: Anna Gibasiewicz
liczba stron: 53
wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza


środa, 10 maja 2017

"Pocałunek na pożegnanie" - Tasmina Perry


Bardzo lubię powieści, których akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Pocałunek na pożegnanie powieść Tasminy Perry przykuła moją uwagę okładką. Potem przeczytałam streszczenie i od razu wiedziałam, że muszę ją mieć! Książka ma bowiem dwie główne bohaterki – Abby, która w 2014 roku trafia na zapierające dech w piersiach znalezisko i Rosamund, która w 1961 roku odnajduje miłość swojego życia. W jaki sposób los połączył oddalone od siebie w czasie postaci?

– Jedno zdanie dla prasy?– Myślę, że wypowie je za mnie to zdjęcie. (…) Powie panu o sile i bezsilności miłości.

Każdy pamięta swój pierwszy pocałunek. A ostatni? Ostatni pocałunek Rosamund i Dominika został uwieczniony na fotografii. Po kilkudziesięciu latach wyblakłe zdjęcie przedstawiające żegnającą się w miłosnym uścisku parę zostaje znalezione przez archiwistkę Abby.

Abby pracuje w Królewskim Instytucie Kartograficznym. Przygotowuje wystawę „Wielcy brytyjscy odkrywcy”. Wybór zdjęć na ekspozycję nie jest trudny – Instytut dysponuje imponującymi zbiorami. Fotografia wydobyta z pudełka z etykietą „Peru, Amazonia 1961” wywiera wpływ nie tylko na wystawę, ale przede wszystkim na Abby i osobę uwiecznioną na zdjęciu.

Mężczyzna i kobieta, tuż obok siebie. On przytulił dłoń do jej policzka, ona do jego, przez co wyglądali, jakby właśnie żegnali się czule. Abby przyłożyła dłoń do ust, oddech uwiązł jej w gardle. To było piękne, poruszające, a jednak nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Przecież ta scena nie była niczym niezwykłym, takie rzeczy widuje się codziennie na dworcach kolejowych i na lotniskach. Jednak to zdjęcie było inne(…).

Abby, która po zdradzie męża próbuje nauczyć się żyć w pojedynkę, postanawia odkryć tożsamość kobiety ze zdjęcia. Udaje jej się poznać Rosamund – dziennikarkę, która pół wieku wcześniej wierzyła, że zmieni świat. Z takim nastawieniem w 1961 roku pojawiła pod siedzibą jednej z londyńskich gazet. To tam poznała Dominica – stałego bywalca salonów i podróżnika. Młodzi zakochują się w sobie, przeżywają chwile pełne szczęścia. Los jednak płata Rosamund przykrego figla. Wizja pięknej, wspólnej przyszłości rozwiewa się bardzo szybko.  Wernisaż i fotografia znaleziona przez Abby sprawiają, że Rosamund powraca do wydarzeń sprzed ponad pięćdziesięciu lat… Z pomocą archiwistki postanawia odnaleźć odpowiedź na nurtujące ją od dekad pytanie: co stało się z Dominiciem po ich ostatnim pocałunku?

Słowa potrafią nas rozbawić, doprowadzić do łez, mogą sprawić, że zmienimy zdanie, dając nam nadzieję, mądrość i wiedzę. Tkwi w nich alchemiczna moc przemiany. Słowa zmieniły moje życie.

Tasmina Perry wykreowała niebanalne, doświadczone przez życie bohaterki. Nie sposób nie lubić i archiwistki, i dziennikarki. Ich losy poznajemy w rozdziałach, których akcja rozgrywa się w 1961 roku lub współcześnie. Osobiście bardzo lubię taką formę narracji. „Mieszanki czasowe” jak u Sarah Jio, którą od kilku lat zaliczam do grona moich ulubionych pisarek.

Podróże, niebezpieczna Amazonka, angielskie salony elit, zimna wojna i przede wszystkim gorąca miłość. W 1961, ale i w 2014 roku dla bohaterek najważniejsza jest właśnie miłość. Pocałunek na pożegnanie wciągnął mnie niczym dobry kryminał. Z ogromną ciekawością śledziłam losy Abby i Rosamund. Finał historii był zaskakujący niemniej niż w książkach Remigiusza Mroza.  Szczerze polecam tę powieść!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz recenzencki!

tytuł: „Pocałunek na pożegnanie”
autor: Tasmina Perry
wydawnictwo: Kobiece
liczba stron: 488