wtorek, 28 marca 2017

"Pragnienie" - Jo Nesbø


Na początek proponuję burzę mózgów – z czym Wam kojarzy się słowo „pragnienie”? Moją pierwszą myślą była miłość, to chyba przez film z Piotrem Adamczykiem w roli głównej. ;) Jo Nesbø mnie zaskoczył. Tytuł jego najnowszej powieści ma bowiem związek z krwią.

Bo skoro istnieje napój, czy jest coś przyjemniejszego, bardziej racjonalnego i normalnego niż odczuwanie pragnienia?

Pragnienie to jedenasta część cyklu o bezkompromisowym śledczym z Oslo, Harrym Hole. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z byłym już detektywem. Miałam wiele obaw przed rozpoczęciem lektury – co, jeśli sprawa będzie mieć związek z poprzednim dochodzeniem? Co, jeśli nie zrozumiem postępowania bohaterów, ich prywatnych wątków? Na szczęście takich momentów było bardzo, bardzo niewiele! Polubiłam Harry’ego od pierwszych stron książki i mam ochotę poznać jego wcześniejsze losy.

Zabójstwa to niezły szajs. Zabójstwa oznaczały nadgodziny, pisanie raportów, niekończące się odprawy i zestresowanych ludzi.

Młode kobiety giną we własnych mieszkaniach tuż po internetowych randkach. Ślady zostawione na ciele ofiar i na miejscach zbrodni wskazują, że sprawca jest wyjątkowo bezwzględny. Dochodzenie rozpoczyna grupa śledczych pod przewodnictwem komisarz Katrine Bratt. Policjanci pracują pod ogromną presją mediów i opinii publicznej. Zwracają się o pomoc do Harry’ego. On jednak niechętnie myśli o powrocie do pracy, przez którą wiele stracił. Ceni życie u boku żony, jej syna i pracę w charakterze wykładowcy. Rozpoczyna dochodzenie dopiero, gdy zaczyna podejrzewać, że zbrodnie łączą się z nierozwiązaną sprawą z przeszłości. Podejmuje trop i daje się wciągnąć w nierówną grę z wyrachowanym mordercą.

Pragnienie trzyma w napięciu od początku do końca. Demoniczna gra perwersyjnego mordercy budzi strach, momentami przerażenie, bowiem Jo Nesbø udowadnia, że żądza krwi zbrodniarza przejawia się nie tylko w chęci zabijania...

Autor świetnie łączy kryminał z powieścią psychologiczną. Pragnienie to nie tylko zbrodnia i krew. To także skomplikowana psychika człowieka, walka z kompleksami, na którą ogromny wpływ mają traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa. To również skomplikowane więzy rodzinne, pogoń za karierą i trudne decyzje.

Świetnie napisana intryga nie pozwala odłożyć powieści przed poznaniem zakończenia. Miałam  kilka podejrzeń i teorii, niektóre się sprawdziły, ale finał… Ostatni akapit nie uspokaja rozemocjonowanego czytelnika. Wywołuje jeszcze większy niepokój i niecierpliwość, spowodowaną koniecznością oczekiwania na kolejny tom cyklu. Na szczęście przede mną dziesięć poprzednich części, które zamierzam nadrobić. Jeśli jeszcze nie znacie Harry’ego Hole, koniecznie musicie to zmienić. Jutrzejsza premiera Pragnienia, która pokrywa się z datą urodzin autora, to świetna okazja na początek mrożącej krew w żyłach literackiej przygody.

tytuł: „Pragnienie”
autor: Jo Nesbø
wydawnictwo: Dolnośląskie
liczba stron: 464
premiera: 29.03.2017 r.
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji J



piątek, 24 marca 2017

"Wiktoria" - Daisy Goodwin


Kilka miesięcy temu telewizyjna Jedynka rozpoczęła emisję brytyjskiego serialu o królowej Wiktorii. Choć rzadko oglądam produkcje kostiumowe, ta bardzo mnie zaciekawiła i z zainteresowaniem śledziłam każdy odcinek. Gdy dowiedziałam się o polskim wydaniu książki napisanej przez scenarzystkę serialu, Daisy Goodwin, natychmiast postanowiłam ją kupić. Powieść Wiktoria sprawiła, że na kilka dni przeniosłam się do dziewiętnastowiecznej Anglii. Zachęcam Was do odbycia takiej podróży w czasie!

Wiktoria ma osiemnaście lat. W 1837 roku po śmierci wuja zostaje królową Anglii. Z pałacu Kensington, gdzie dorastała pod czujną opieką i ogromnym wpływem matki i jej towarzysza, sir Johna, przenosi się do serca Londynu, do pałacu Buckingham.  Trafia w sam środek politycznych oraz dworskich intryg, zdrad, płomiennych romansów. Wiktoria pragnie sprostać pokładanym w niej oczekiwaniom i jak najlepiej zarządzać targaną konfliktami Wielką Brytanią. Jednocześnie nie chce rezygnować z niezależności i być tylko marionetką w rękach niezaufanych doradców. „Życzliwi” członkowie rodziny i parlamentu wpływają bowiem nie tylko na decyzje państwowe monarchini, ale próbują ingerować w jej życie prywatne. Matka Wiktorii i sir Conroy marzą, by królowa poślubiła swego kuzyna Alberta. Ona jednak ma inne plany…

Jedną z niewielu osób, która rozumie władczynię i którą Wiktoria darzy zaufaniem, jest premier lord Melbourne. Imponująco mądry potrafi rozbawić swą królową. Wydaje się, że tylko on wierzy, że Wiktoria odniesie sukces. Monarchinię i szefa rządu łączy wyjątkowa więź, która, wskutek zawirowań na brytyjskiej scenie politycznej, zostaje wystawiona na próbę. W dodatku do Londynu, wbrew woli władczyni, przyjeżdża książę Albert. Królowa pamięta go jako nudnego dzieciaka i nie dopuszcza do siebie myśli, że mógł się zmienić. Czy to możliwe, by władczyni wielkiego imperium się myliła?

Choć akcja książki rozgrywa się w XIX wieku, nie należy obawiać się języka czy sposobu narracji. Historię czyta się szybko i przyjemnie. Język nie jest ciężki, opisy ciekawe, a dialogi dynamiczne.

Wiktoria to świetnie napisana powieść – o władzy i dążeniu do niej oraz przede wszystkim o pragnieniu miłości. O trudnych relacjach matki i córki, zazdrości i wyjątkowej przyjaźni. Całości dopełniają wątki historyczne i świetnie zarysowane tło epoki.

Warto podkreślić, że autorka naprawdę dobrze wykreowała główną bohaterkę. Wiktoria ma wiele twarzy. Jest królową wielkiego imperium i zarazem młodą kobietą. Chowana pod kloszem trafia do świata wielkiej polityki. Objęcie władzy to nie tylko powinność, ale i szansa na przeciwstawienie się matce i jej towarzyszowi. `Wrażliwa, ale i uparta. Nie pozwoli, by ktokolwiek wtrącał się w rządy w państwie i… w jej sercu. Wiktorii nie sposób nie polubić.

Niezależnie od tego, czy oglądaliście serial, polecam lekturę Wiktorii. To świetne połączenie romansu i powieści historycznej. Na czytelnika czeka ciekawa bohaterka, różne odcienie miłości, intrygi i głód władzy – na angielskim dworze XIX wieku nie można się nudzić.

tytuł: „Wiktoria”
autorka: Daisy Goodwin
wydawnictwo: Marginesy
liczba stron: 432
premiera: 22.02.2017 r.
zakupiona w księgarni internetowej Nieprzeczytane.pl 

wtorek, 21 marca 2017

"Powrót do starego domu" - Ilona Gołębiewska (zapowiedź!)


Już okładka zachęca do sięgnięcia po nowość Wydawnictwa Muza. Z niecierpliwością oczekuję na przesyłkę. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę czytać tę książkę! Tymczasem zapraszam do zapoznania się z opisem powieści. Myślę, że po lekturze zapowiedzi wielu z Was zacznie odliczać dni do premiery :) 

Obraz i wspomnienia beztroskiego dzieciństwa to często jedyne piękne chwile, które pozostają w pamięci. To one budują człowieka i tworzą jego historię. W ich stronę kierują się myśli w czasie życiowych zawirowań. Do świata wspomnień o utraconym świecie dzieciństwa pozwala się przenieść Powrót do starego domu, powieść Ilony Gołębiewskiej.

Alicja ma 37 lat. Jej małżeństwo właśnie się rozpadło, straciła lukratywną posadę, została bez dachu nad głową. W ciężkich chwilach pomocy udziela jej jedynie Dorota, przyjaciółka z czasów studenckich. Uciekając przed swoim zrujnowanym życiem, Alicja znajduje schronienie w starym rodzinnym domu w malowniczej miejscowości Pniewo. Z radością odkrywa, że jest to idealne miejsce do odzyskania równowagi i że tu właśnie ma szansę znaleźć duchowe ukojenie. Decyduje się na remont starego rodzinnego domu. Postanawia zostawić przeszłość za sobą i rozpocząć całkiem nowy rozdział w życiu. Zaskakujące zdarzenia, niezwykli ludzie i tajemnica sprzed lat wystawią Alicję na ciężką próbę. Ponownie stanie przed koniecznością walki o swoje szczęście.

Pewnej upiornej nocy spotyka Dziada – legendarnego uczestnika wydarzeń, które przed kilkudziesięcioma laty wstrząsnęły Pniewem. Otrzymuje od niego pamiętnik swojego dziadka Jana, który opisuje w nim piekło wojny. Nieoczekiwanie w starej szafie na strychu Alicja znajduje dokument ujawniający przed nią kolejne tajemnice przeszłości. Na idealnym dotąd wizerunku jej rodziny powstaje rysa...  Alicja odkrywa pilnie strzeżony rodzinny sekret z przeszłości. Co wydarzyło się w Pniewie, kiedy Alicja była jeszcze dzieckiem? Czy tajemnica z przeszłości przekreśli szansę na szczęśliwe życie, które na nowo zaczęła budować? Tragiczny los małego Michałka całkowicie zmieni podejście Alicji do życia, a miłość upomni się o nią w najmniej spodziewanym momencie. Czy prawda o przeszłości rodziny pozwoli odnaleźć jej szczęście u boku kochanego mężczyzny?

Kim jest autorka powieści? Ilona Gołębiewska już w wieku pięciu lat postanowiła, że w przyszłości będzie uczyć oraz pisać książki... i słowa dotrzymała. Na co dzień pracuje ze studentami, prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci i młodzieży, a także skutecznie szkoli dorosłych i seniorów. Jest poetką, debiutowała w 2012 r. tomem Traktat życia, należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów. Autorka wielu książek i artykułów naukowych oraz bajek, baśni i opowiadań dla dzieci i młodzieży. Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi. Uwielbia pracę z ludźmi, długie podróże do zapomnianych miejsc, czytanie książek po nocach oraz zapach świeżej kawy o poranku. Jej wielkim marzeniem jest założenie fundacji. Mistrzyni emocji, która bardzo mocno wierzy w szczęśliwe zakończenia. Prowadzi stronę autorską: www.ilonagolebiewska.pl

Powrót do starego domu to prawdziwa, poruszająca i trzymająca w napięciu do ostatnich stron książka o sile ludzkich pragnień i marzeń. Daje wiarę i nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, by budować swoje życie od nowa. Przenosi do świata dziecięcych wspomnień i miejsca, które w sercu każdego człowieka ma szczególne znaczenie – do rodzinnego domu. Subtelny styl i finezja, z jaką autorka tworzy wielowątkową fabułę powieści, zadowolą najbardziej wymagających czytelników. Ilona Gołębiewska pokazuje, że w dorosłym życiu nie ma nic cenniejszego niż piękne wspomnienia z dzieciństwa. Udowadnia, że prawdziwy dom to ludzie, do których zawsze się powraca. Choćby tylko w pamięci. Dom to rodzina, a rodzina to bagaż wielu emocji i doświadczeń na całe życie. Z tym bagażem człowiek idzie w świat. Może zajść daleko i odnieść wiele sukcesów, jednak zawsze wraca tam, gdzie zaczęła się jego historia.

Premiera książki już 29 marca
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 480

Wydawnictwu bardzo dziękuję za propozycję współpracy :)

poniedziałek, 13 marca 2017

"Prom" - Ove Løgmansbø (recenzja przedpremierowa!)


To, że autorem Promu jest jeden z moich ulubionych pisarzy, nie ma wpływu na moją opinię. Połów chwaliłam, trzecią  i niestety ostatnią część cyklu też zamierzam.

W niedzielę 5 marca wielu książkoholików, szczególnie „mrozoholików”, wstrzymało oddech, oglądając popularny program śniadaniowy. Okazało się bowiem, że Ove Løgmansbø, autor cyklu kryminałów rozgrywających się na Wyspach Owczych, nie istnieje. To fikcyjny twór, pseudonim literacki Remigiusza Mroza – najpopularniejszego polskiego pisarza młodego pokolenia. Skąd pomysł na farerski pseudonim?

Chciałem, by tajemnica utrzymała się jak najdłużej. Wydawało mi się, że jeśli stworzę Farera, a nie Polaka, nikt nie dojdzie prawdy – autor będzie wszak mieszkał na tak odległym archipelagu, że nie sposób będzie zweryfikować, czy jest tam naprawdę. Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że na miejscu znajdą się osoby, które rozpoczną śledztwo… i będą wnikliwe bardziej niż Chyłka i Forst razem wzięci (źródło: http://remigiuszmroz.pl/ove-logmansbo/).

Tajemnica wyszła na jaw, prawdziwa tożsamość autora została ujawniona kilkanaście dni przed premierą trzeciej i zarazem ostatniej części cyklu. Przypadek? Nie sądzę, ale nie będę tego oceniać. Jesienią, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego, dane mi było przeczytać Połów – drugą część serii, dla której inspiracją stał się kontrowersyjny farerski zwyczaj corocznego polowania na grindwale. Wówczas nie zauważyłam podobieństw do stylu Remigiusza Mroza. Zachwycałam się talentem syna Polki i rodowitego Farera. Podczas lektury Promu dostrzegłam kilka zbieżności, ale to pewnie siła sugestii po obejrzeniu i przeczytaniu materiałów.

Przerwany rejs na Wyspy Owcze okazał się być fantastycznym literackim rejsem. Powrócili znani i lubiani przeze mnie bohaterowie. Akcja znów rozpoczęła się od pierwszych stron i do ostatnich kart książki trzymała w napięciu. Tym razem prowadzone śledztwo dotyczy tytułowego promu. Policjantka Katrine Ellegaard znajduje się na pokładzie jednostki. Rezygnuje z pracy i opuszcza Danię. Walcząc z chorobą, postanowiła zawalczyć także o związek z mieszkańcem Wysp. Nagle zauważa, że wdrożono procedury awaryjne, które uniemożliwiają przemieszczanie się między pokładami. Kobieta zaczyna domyślać się, że mogło dojść do ataku terrorystycznego. Nie ma pojęcia, że rozwiązanie zagadki kryje się nie na promie, ale na archipelagu.

Mieszanina krwi, kości, porozrywanych tkanek i ścięgien – znalezione na lądzie zwłoki przywodzą na myśl nie człowieka, a zmielone mięso. O pomoc w identyfikacji ofiary farerska policja prosi Hallabjorna Olsena. Czekający z utęsknieniem na Katrine mężczyzna nie ma wątpliwości, że śmierć byłego wojskowego i porwanie promu to nie przypadek. Razem ze śledczymi, a później na własną rękę, stara się ustalić tożsamość sprawców. Dobrze wie, że każda minuta zwłoki przybliża jego ukochaną i pozostałych pasażerów jednostki do śmierci.

Ove Løgmansbø wie, że jak trzymać czytelnika w napięciu do samego końca. Podobnie jak to miało miejscu w Połowie, śledztwo rozwija się powoli, ale do czasu. Gdy na jaw wychodzą kolejne sekrety z życia społeczności wysp i państwowe tajemnice, tempo przyspiesza i to kilkakrotnie. Drżałam o życie pasażerów promu, ale i o Halla, który, chcąc ratować ukochaną, nie cofnie się przed niczym… Zakończenie (aż chce się napisać: „jak to u Mroza”) totalnie mnie zaskoczyło i po raz kolejny udowodniło, że o kryminałach muszę się jeszcze wiele nauczyć.

Domyślam się, że dzięki wiadomościom na temat tożsamości autora Prom rozejdzie się w księgarniach jak świeże bułeczki. I gorąco zachęcam Was do kupna, do odbycia literackiego rejsu na Wyspy Owcze. Rejsu przerwanego. Czy kontynuowanego? Tego nie zdradzę. Sami musicie zaryzykować i wsiąść na pokład. Warto dać tej książce i całej serii szansę. Zróbcie to niezależnie od tego, co myślicie na temat decyzji Remigiusza Mroza, dotyczącej wyboru pseudonimu. Premiera 15 marca. To ostatni moment, by spakować się przed wypłynięciem w czytelniczy rejs.

Za egzemplarz Promu dziękuję serdecznie Wydawnictwu Dolnośląskiemu!


autor: Ove Logmansbo (pseud. Remigiusz Mróz)
tytuł: „Prom”
wydawnictwo: Dolnośląskie
seria: Ślady Zbrodni
liczba stron: 344
premiera: 15.03.2017 r.

sobota, 11 marca 2017

"Inwigilacja" - Remigiusz Mróz


Jak daleko posunie się władza, by chronić obywateli? Jak daleko posunie się obywatel, by okazać swój sprzeciw? Do czego gotowy jest Kordian, by ratować swoją karierę? Ja już wiem. Lektura Inwigilacji za mną!

Z niecierpliwością czekałam na V tom popularnej serii prawniczej. Byłam ciekawa sprawy, jakiej podejmie się mój ulubiony literacki duet i przede wszystkim prywatnych losów tej pary.

Remigiusz Mróz znów porusza trudne i aktualne tematy polityczne. Pisze o terrorystach, zamachach i zagrożeniu. Tym razem Chyłka i Oryński wkraczają w nieprzewidywalny świat służb specjalnych. Chłopak, który kilkanaście lat temu zaginął podczas egzotycznych wakacji, odnajduje się na jednym ze stołecznych osiedli. Zmienił imię i nazwisko, przeszedł na islam oraz uparcie twierdzi, że nie ma nic wspólnego z zaginionym. Drogi jego oraz Chyłki krzyżują się w chwili, gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny. Fahad uparcie twierdzi, że jest niewinny, a jedyny powód, dla którego służby wzięły go na celownik, to wyznawana wiara.   

Kiedy życie rzuca ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.

Joanna, choć niechętnie, podejmuje się sprawy. Mimo że zasłynęła obroną pewnego Roma, nadal jest znana z niechęci do obcych. I przede wszystkim nie jest pewna, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu. W dodatku i ona, i Oryński zaczynają zastanawiać się nad rolą służb w procesie – mają wątpliwości co do sposobu pozyskania dowodów. Oliwy do ognia dolewa kradzież iks piątki (tak, TEJ iks piątki). Niecodzienne są także kłopoty Kormaka z ustaleniem przeszłości oskarżonego. Wszystko wskazuje na to, że ktoś pomógł mu w zatarciu wszystkich śladów.

Warto dodać, że w sądzie Chyłka i Zordon muszą stawić czoła „prokuratorskiemu odpowiednikowi Joanny”. Prokurator Olgierd Paderborn ma poczucie misji, zacięcie do rywalizacji i, podobnie jak pracownicy kancelarii Żelazny&McVay, czasem nie przebiera w środkach. Szykuje się więc ostre starcie, z którego tylko jedna strona wyjdzie cało i w glorii i chwale.

Cichaj, Zordon. Zanim nas skompromitujesz.

Ogromnie cieszy mnie fakt, że w Inwigilacji autor sporo miejsca poświęcił relacjom Joanny i Kordiana. Mentorka i aplikant pracują ramię w ramię. Wydaje się, że nie rozstają się ani na chwilę, starając się jednocześnie obronić klienta i odkryć jego prawdziwą tożsamość oraz cel, dla którego wrócił do Polski. W dodatku obronę Fahada Oryński musi połączyć z nauką do egzaminu adwokackiego. Na szczęście (lub nie) może liczyć na wsparcie swojej byłej patronki.

W rozmowach duetu znów nie brakuje moich ulubionych słownych przepychanek – ironicznych, złośliwych, a zarazem motywujących, pełnych troski o życie zawodowe i… prywatne kancelaryjnego partnera. Warto podkreślić, że ta część trzyma poziom poprzednich również pod względem językowym - prawniczy żargon staje się zrozumiały dla każdego czytelnika. Niedługie, dynamiczne opisy, a także niebanalne dialogi sprzyjają szybkiemu czytaniu.

Myślę, że po lekturze Immunitetu wielu pytało: „Co z tą ciążą, panie Remigiuszu?”. Ja pytałam i chyba to był główny powód, dla którego zdecydowałam się na wcześniejsze kupno Inwigilacji. Znam już odpowiedź, ale nie zdradzę. Joanna w charakterystycznym dla siebie stylu robi to wielokrotnie na kartach powieści.

Remigiusz Mróz przyzwyczaił mnie do zaskakujących zakończeń. Do ostatnich zdań, które dosłownie miażdżyły. Do finałów, które pozostawiały czytelnika z ogromnym niedosytem, niepokojem i wręcz wymagały natychmiastowego wydania kolejnej części cyklu. Koniec Inwigilacji wywołał u mnie mieszane uczucia. Spodziewałam się większych emocji, większego "boom". Owszem, zakończenie szokuje, budzi strach o losy bohaterów, ale nie byłam zaskoczona tak, jak przy okazji lektury poprzednich tomów. Wydaje mi się, że w pewnym sensie jest konsekwencją tego, co wydarzyło się na sali sądowej. I jakoś wierzyć mi się nie chce, że Kormak się nie myli i że autor skrzywdzi postaci. Chociaż… Kto wie, może początek VI tomu mnie zaskoczy?

Mimo mieszanych uczuć wywołanych finałem tomu, Inwigilację gorąco polecam. W moim prywatnym rankingu zdetronizował Immunitet i "wskoczył" na drugie miejsce. Odpalajcie rydwany ognia i 15 marca biegnijcie do księgarni. Naprawdę warto!

seria: prawnicza/Joanna Chyłka
wydawnictwo: Czwarta Strona
premiera: 15.03.2017 r. 

sobota, 4 marca 2017

"Czarna trasa" - Antonio Manzini


Przeszłość to zmarły, którego zwłoki ciągle cię nawiedzają. Za dnia i w nocy. Czasami to nawet przyjemne. Bo jeśli nadejdzie dzień, kiedy przeszłość nie zjawi się w twoim domu, to znaczy, że sam do niej dołączyłeś. Stałeś się przeszłością.

Cham i gbur, którego da się lubić – tak w kilku słowach mogę określić głównego bohatera powieści Czarna trasa. To debiut Antonia Manziniego, włoskiego scenarzysty i aktora. Detektyw Rocco Schiavone to rzymianin z krwi i kości. Niepokorny, szorstki i nieuprzejmy nawet dla własnych kochanek. Impertynencki, niekonwencjonalny, ale przy tym diabelnie skuteczny w swoim fachu.. Nienawidzi jazdy na nartach, śniegu, zimna i ciepłej odzieży. Nie wyobraża sobie zmiany ulubionych markowych butów na wygodne i idealne na górskiej powierzchni trapery. Konflikt z niewłaściwymi ludźmi sprawia, że musi opuścić swoje ukochane miasto. Trafia na północ Włoch, do miasteczka, gdzie wszyscy się znają i w bliższym lub dalszym stopniu są ze sobą spokrewnieni. Rocco doskonale wie, że nie ma możliwości powrotu do stolicy. Nie lubi ani kurortu, ani nowego miejsca pracy, ani swoich, nie ma co ukrywać, niezbyt nadających się do tej roboty współpracowników. Na szczęście jest kilka wyjątków. Szczególnie płci żeńskiej.

Gdy na stoku nad Champoluc zostają znalezione pokiereszowane przez ratrak zwłoki młodego mężczyzny, Rocco rozpoczyna śledztwo. W środku zimy i w znienawidzonych górach. Mimo warunków geograficznych detektyw wyraźnie jest w swoim żywiole. Rzuca się w wir pracy, od której oderwać może go tylko wizyta starego znajomego z Rzymu… Choć dochodzenie utrudnia mu brak znajomości lokalnych zwyczajów, historii kurortu i przede wszystkim mieszkańców, trzeba przyznać, że jest po prostu skuteczny. Odpowiedzi na pytanie dotyczące motywu i tożsamości zabójcy udziela… na pogrzebie ofiary. Kiedy poznacie Rocco, sami potwierdzicie, że to właściwie nic dziwnego dla tak niesamowitego bohatera.

Czarną trasę czyta się bardzo szybko, a właściwie pochłania.  To pełna napięcia powieść z ciekawą intrygą kryminalną, która trzyma w niepewności do samego finału, i przede wszystkim świetnie wykreowanym głównym bohaterem. Cieszę się, że to pierwsza część serii, więc nie rozstaję się z detektywem Schiavone na zawsze.

Kryminał podzielono na rozdziały – kolejne dni trwającego dochodzenia. Dominująca narracja trzecioosobowa przerywana jest krótkimi, ale intrygującymi fragmentami, gdzie w pierwszej osobie wypowiada się sam Rocco. Te części są wyróżnione kursywą.  

Zapierające dech w piersiach opisy górskich krajobrazów kontrastują z makabrycznymi oględzinami poćwiartowanych zwłok. Sielskość i spokój doliny absolutnie nie idzie w parze ze zbrodnią, zemstą, pieniędzmi i narkotykami. A jednak to wszystko coś łączy. A właściwie ktoś – pełen sprzeczności detektyw Rocco Schiavone. Dla tej postaci warto sięgnąć po Czarną trasę. Mimo wielu, a właściwie samych wad, nie da się go nie lubić.

Za zaufanie oraz egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Muza!

środa, 1 marca 2017

"Księżna Margaret" - Danielle Dutton


Dla ówcześnie żyjących celebrytka i skandalistka. Dla mnie nieco nieśmiała, zamknięta w sobie i szukająca swego miejsca w świecie kobieta. Kim tak naprawdę była Szalona Maggie?

Krótka, bo niespełna dwustustronicowa powieść Księżna Margaret łączy w sobie elementy fikcji literackiej i biografii siedemnastowiecznej arystokratki. Autorka, Danielle Dutton, podkreśla, że postać księżny była dla niej inspiracją przy kreowaniu postaci głównej bohaterki książki. Kim jest tytułowa Margaret? To brytyjska dama dworu. Od dziecka miała skłonność do refleksji. Stawiała przeróżne pytania i szukała niemniej dziwnych odpowiedzi. Wszystko zdawało się inspirować ją do pisania.  Jako nastolatka wyemigrowała do Francji. Tam przeżyła wojnę domową. Tam też poznała i poślubiła starszego od siebie Williama Cavendisha. Choć nie mieli wspólnego potomstwa, do końca życia wzajemnie się wspierali i  pozostali sobie wierni. Mimo niezbyt przychylnej opinii pewnych środowisk i wpływowych osób William wspierał karierę żony i szczerze ją podziwiał. 

Margaret to postać pełna sprzeczności. Z cichej dziewczynki przeistoczyła się w żywiołową, odważną i ambitną kobietę, która nie raz budziła niesmak i wywołała niejeden skandal w kręgach towarzyskich. Z jednej strony arystokratka, z drugiej zaś szokująca społeczeństwo feministka. Przede wszystkim Margaret to niezwykle kreatywna pisarka. Tworzyła tomiki poezji, scenariusze teatralne czy opowiadania fantastyczne.

Warto podkreślić, że Margaret przeczyła stereotypowi współcześnie żyjących kobiet. Jej rola w małżeństwie nie ograniczała się tylko do bycia ozdobą Williama czy gospodynią na wytwornych przyjęciach w majątku. Arystokratyczne pochodzenie nie przeszkodziło jej w realizacji marzeń – jej teksty ujrzało światło dzienne i została zaproszona do towarzystwa naukowego The Royal Society, co w XVII wieku wydawało się być niemożliwe dla kobiety. 

Księżna Margaret pisana jest w dwóch formach – w części rozdziału czytelnik ma do czynienia z narracją pierwszoosobową tytułowej bohaterki. W drugiej części narrator jest trzecioosoby. Choć miejscami język, jak przystało na postaci i opisywany okres, wydaje się być nieco „ciężki”, wytworny i bogaty w metafory, książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie.  Autorka dość bogato przedstawia psychikę Margaret, przybliżając czytelnikowi jej emocje, nastroje i myśli, które, warto dodać, zmieniały się z prędkością światła. W narrację i dialogi wplata fragmenty utworów księżnej.

Chcesz wiedzieć, czy różni się siedemnastowieczny skandal od tego współczesnego? Chcesz wiedzieć, jak brzydkie kaczątko przeistoczyło się w łabędzia-celebrytkę? W takim razie musisz sięgnąć po Księżną Margaret autorstwa Danielle Dutton. Polecam! Z taką bohaterką na pewno nie będziesz się nudzić!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji :)