wtorek, 30 maja 2017

"Baśń o perle" - Anna Gibasiewicz


Wielkie święto rodzinne za mną, egzamin zdany, praca magisterska gotowa, wpisów w indeksie coraz więcej – pora wrócić do książek i blogowania! Powrót do świata książkoholików łączę z powrotem do świata dzieciństwa – oto recenzja Baśni o perle Anny Gibasiewicz.

Główną bohaterką historii jest Elwika. To córka bogatego kupca, która ma wszystko, czego tylko zapragnie. Ojciec spełnia każdą zachciankę swojej jedynaczki. Dziewczyna szuka szczęścia i miłości w rzeczach materialnych. Dopiero przeżycia związane z poszukiwaniem tytułowej perły sprawiają, że dostrzega je we własnym sercu i u innych, oddanych jej ludzi.

Anna Gibasiewicz z powodzeniem połączyła klasyczne cechy gatunku z niepowtarzalną historią. Baśń o perle należy do gatunku baśni literackich, spopularyzowanego przez Hansa Christiana Andersena. Charakteryzuje się, jak na baśń przystało, brakiem wyraźnej granicy między światem rzeczywistym i magicznym, nieskomplikowanymi zdarzeniami fabularnymi oraz oczywiście triumfem dobra nad złem. W baśni pojawia się także popularny motyw podróży, która prowadzi do naprawienia błędów i odkupienia win. Niestety, wydanie nie zawiera ilustracji, co początkowo może zniechęcić małego czytelnika do lektury. Jednak jestem pewna, że po przeczytaniu pierwszych stron nie będzie potrafił oderwać się od czytania.

Baśń o perle adresowana jest nie tylko do dzieci. W dzisiejszym świecie to przede wszystkim dorośli mają głupie zachcianki, zapominają o kruchości bogactwa, a w kontaktach międzyludzkich kierują się niestety egoizmem i próżnością, którą w opowieści symbolizuje tytułowa perła. Autorka na przykładzie postaci Elwiki, pokazuje, co dzieje się z ludźmi zapatrzonymi w czubek własnego nosa. Przypomina także, że niemal zawsze jest szansa na naprawienie błędów, a prawdziwa miłość, nie dająca się przeliczyć na pieniądze, zburzy każdy mur.  

Choć baśń jest krótka, zawiera wiele refleksji i morałów. Jej lektura to cenna lekcja nie tylko dla małych, ale i dużych, którzy swoim postępowaniem dają przykład dzieciom. Gorąco polecam!

Autorce dziękuję za egzemplarz do recenzji :-)

tytuł: „Baśń o perle”
autor: Anna Gibasiewicz
liczba stron: 53
wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza


środa, 10 maja 2017

"Pocałunek na pożegnanie" - Tasmina Perry


Bardzo lubię powieści, których akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Pocałunek na pożegnanie powieść Tasminy Perry przykuła moją uwagę okładką. Potem przeczytałam streszczenie i od razu wiedziałam, że muszę ją mieć! Książka ma bowiem dwie główne bohaterki – Abby, która w 2014 roku trafia na zapierające dech w piersiach znalezisko i Rosamund, która w 1961 roku odnajduje miłość swojego życia. W jaki sposób los połączył oddalone od siebie w czasie postaci?

– Jedno zdanie dla prasy?– Myślę, że wypowie je za mnie to zdjęcie. (…) Powie panu o sile i bezsilności miłości.

Każdy pamięta swój pierwszy pocałunek. A ostatni? Ostatni pocałunek Rosamund i Dominika został uwieczniony na fotografii. Po kilkudziesięciu latach wyblakłe zdjęcie przedstawiające żegnającą się w miłosnym uścisku parę zostaje znalezione przez archiwistkę Abby.

Abby pracuje w Królewskim Instytucie Kartograficznym. Przygotowuje wystawę „Wielcy brytyjscy odkrywcy”. Wybór zdjęć na ekspozycję nie jest trudny – Instytut dysponuje imponującymi zbiorami. Fotografia wydobyta z pudełka z etykietą „Peru, Amazonia 1961” wywiera wpływ nie tylko na wystawę, ale przede wszystkim na Abby i osobę uwiecznioną na zdjęciu.

Mężczyzna i kobieta, tuż obok siebie. On przytulił dłoń do jej policzka, ona do jego, przez co wyglądali, jakby właśnie żegnali się czule. Abby przyłożyła dłoń do ust, oddech uwiązł jej w gardle. To było piękne, poruszające, a jednak nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Przecież ta scena nie była niczym niezwykłym, takie rzeczy widuje się codziennie na dworcach kolejowych i na lotniskach. Jednak to zdjęcie było inne(…).

Abby, która po zdradzie męża próbuje nauczyć się żyć w pojedynkę, postanawia odkryć tożsamość kobiety ze zdjęcia. Udaje jej się poznać Rosamund – dziennikarkę, która pół wieku wcześniej wierzyła, że zmieni świat. Z takim nastawieniem w 1961 roku pojawiła pod siedzibą jednej z londyńskich gazet. To tam poznała Dominica – stałego bywalca salonów i podróżnika. Młodzi zakochują się w sobie, przeżywają chwile pełne szczęścia. Los jednak płata Rosamund przykrego figla. Wizja pięknej, wspólnej przyszłości rozwiewa się bardzo szybko.  Wernisaż i fotografia znaleziona przez Abby sprawiają, że Rosamund powraca do wydarzeń sprzed ponad pięćdziesięciu lat… Z pomocą archiwistki postanawia odnaleźć odpowiedź na nurtujące ją od dekad pytanie: co stało się z Dominiciem po ich ostatnim pocałunku?

Słowa potrafią nas rozbawić, doprowadzić do łez, mogą sprawić, że zmienimy zdanie, dając nam nadzieję, mądrość i wiedzę. Tkwi w nich alchemiczna moc przemiany. Słowa zmieniły moje życie.

Tasmina Perry wykreowała niebanalne, doświadczone przez życie bohaterki. Nie sposób nie lubić i archiwistki, i dziennikarki. Ich losy poznajemy w rozdziałach, których akcja rozgrywa się w 1961 roku lub współcześnie. Osobiście bardzo lubię taką formę narracji. „Mieszanki czasowe” jak u Sarah Jio, którą od kilku lat zaliczam do grona moich ulubionych pisarek.

Podróże, niebezpieczna Amazonka, angielskie salony elit, zimna wojna i przede wszystkim gorąca miłość. W 1961, ale i w 2014 roku dla bohaterek najważniejsza jest właśnie miłość. Pocałunek na pożegnanie wciągnął mnie niczym dobry kryminał. Z ogromną ciekawością śledziłam losy Abby i Rosamund. Finał historii był zaskakujący niemniej niż w książkach Remigiusza Mroza.  Szczerze polecam tę powieść!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz recenzencki!

tytuł: „Pocałunek na pożegnanie”
autor: Tasmina Perry
wydawnictwo: Kobiece
liczba stron: 488

niedziela, 7 maja 2017

"Zawsze wracam tam, gdzie zaczęło się moje marzenie o pisaniu..." - wywiad z Iloną Gołębiewską


Ilona Gołębiewska (ur. 24 marca 1987 r.) – w wieku pięciu lat postanowiła, że w przyszłości będzie uczyć oraz pisać książki… i słowa dotrzymała. Na co dzień pracuje ze studentami, prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci i młodzieży, a także skutecznie szkoli dorosłych i odkrywa nowe smaki życia wraz z seniorami. Jest poetką, debiutowała w 2012 r. tomem poezji „Traktat życia”, należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów (Movimiento Poetas del Mundo). Autorka wielu książek i artykułów oraz bajek, baśni, opowiadań dla dzieci i młodzieży. Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi, w którym czas się zatrzymał. Uwielbia pracę z ludźmi, długie podróże do zapomnianych miejsc, czytanie książek po nocach oraz zapach świeżej kawy o poranku. Jej wielkim marzeniem jest założenie fundacji. Mistrzyni emocji! Bardzo mocno wierzy w happy endy!

1.     Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Jak miałam pięć lat, postanowiłam, że w przyszłości będę uczyć i pisać książki. Słowa dotrzymałam :-) Pisanie jest obecne w moim życiu od dawna. Jednak dosyć długo musiałam dojrzewać do napisania powieści „Powrót do starego domu”. Musiałam dojrzeć do jej napisania i udzielić sobie odpowiedzi na wiele pytań, również tych dotyczących mojego życia. Bardzo tego czasu potrzebowałam. Co nie oznacza, że czekałam bezczynnie. Przez kilka lat pisałam teksty skierowane do czytelników w różnym wieku. Jestem autorką ponad trzystu bajek dla dzieci, pisałam także baśnie i opowiadania. W 2012 r. wydałam tom poezji „Traktat życia”. W 2013 r. ukazała się moja książka „Obraz starości w prozie Marii Kuncewiczowej”, ukłon wobec twórczości pisarki, a zarazem połączenie pasji literackiej z nauką. W pewnym momencie zdecydowałam, że chcę zostać na uczelni. Pod okiem największych mistrzów słowa ćwiczyłam swój warsztat. Była to szkoła życia, bardzo trudna, ale teraz widzę, jak wiele dobrego z niej wyniosłam. Przyszedł też czas na powieści obyczajowe. Napisałam kilka. Czekają w szufladzie na swoją kolej. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła zaskoczyć czytelników dobrymi wiadomościami! Wracając do powieści „Powrót do starego domu”... Jej napisanie odkładałam na później. Temat wydawał mi się na tyle ważny, że traktowałam go ze szczególną ostrożnością. Aż pewnego dnia usiadłam przy biurku w starym domu. Napisałam zdanie… potem kolejne… i nagle nie mogłam się już oderwać od tej powieści. Wreszcie czułam, że moje marzenie się spełnia.

2.     Proszę opowiedzieć, skąd pomysł na „Powrót do starego domu”.

Inspiracją do napisania powieści było moje wczesne dzieciństwo spędzone w Pniewie w drewnianym domu moich dziadków. Pniewo to niezwykła miejscowość, mocno osadzone w regionalnej kulturze kurpiowskiej. Taki tez był dom moich dziadków – barwny, gościnny, jego ważnym elementem była sztuka. Moja babcia była ludową hafciarką. W całym domu leżały ścinki szarego płótna, kawałki muliny i kordonka. Babcia zawsze siedziała pod kaflowym piecem i haftowała, opowiadając przy tym niesamowite historie. Wiele razy przychodziły do niej w zimowe wieczory jej koleżanki i razem haftowały. Słuchałam ich opowieści, śpiewu, rozmów. To było niezwykłe. Dziadek za to darzył wielką miłością książki. Jak nikt potrafił opowiadać. To właśnie on zaszczepił we mnie wielkie upodobanie do słowa pisanego i mówionego. Sam również pisał bajki i opowiadania. Tylko kilka z nich przetrwało do dzisiaj. Te dwa światy – literatura i regionalizm – były dla mnie jako małej dziewczynki przykładem wielkiej pasji. Właśnie w tym starym domu w Pniewie narodziło się moje marzenie o pisaniu. Te wszystkie wspomnienia były podstawą decyzji, by fabułę powieści „Powrót do starego domu” umieścić w Pniewie. Sama powieść jest fikcją literacką, prawdziwe są jedynie tragiczne wydarzenia, które rozegrały się w Pniewie w maju 1944 r.

3.     Jak i kiedy pojawił się pomysł, by do powieści „Powrót do starego domu” nagrać teledysk?

Pisząc powieść, pomyślałam sobie, czemu nie miałaby powstać do niej piosenka. Napisałam więc tekst piosenki. Potem pojawiło się kolejne marzenie, by do słów powstała melodia. A że mam w rodzinie muzyków, to poprosiłam ich o pomoc. Temat się bardzo spodobał, od razu wzięliśmy się do pracy. Nagraliśmy klimatyczną piosenkę. Wykonuje ją  moja przyjaciółka Jana Dąbkowska, muzykę skomponowali Marek Modzelan i Maryla Modzelan. Pomyślałam, że do piosenki dobrze byłoby nagrać coś w rodzaju teledysku. Rzuciłam mojej rodzinie i przyjaciołom hasło do działania. Zamiar się spodobał i tak zaczęliśmy tworzyć nasze wspólne dzieło. Wyszło według mnie idealnie! Teledysk nawiązuje bezpośrednio do fabuły książki. Oglądając go, można podziwiać niezwykłe krajobrazy moich stron rodzinnych. Teledysk oddaje charakter powieści, intryguje. Spowodował lawinę niezwykle miłych słów, ale też i pytań, skąd taki pomysł i jak tak wielkie marzenie udało się spełnić. Opublikowałam go już w sieci. Cieszy się ogromnym zainteresowaniem. A ja jestem szczęśliwa, że mogłam spełnić swoje marzenia. Teledysk można obejrzeć na youtubie oraz na moim profilu na FB.

4.     Czy w głównej bohaterce ukryła Pani jakieś własne cechy?

Zapewne poprawą odpowiedzią byłaby ta, że absolutnie bohaterka nie jest mną i nie ma moich cech. Ja tak nie zrobię, ponieważ jestem zdania, że owszem nie jest to książka o mnie i Alicja nie jest mną, ale na pewno jest w niej kilka moich cech. Jest na to bardzo proste wytłumaczenie. Każdy pisarz, również ja, pisze swoje powieści korzysta ze swojego doświadczenia życiowego i zawodowego. I czy tego chce, czy nie chce, na pewno na kartach swojej powieści pojawiają się jego cechy, emocje, doświadczenia, stany. Ja nazywam to „mruganiem do czytelników”. W mojej powieści „Powrót do starego domu” na pewno pojawiają się jakieś moje cechy i doświadczenia. Na przykład Alicja ma w sobie smykałkę detektywistyczną. Ma to po mnie! Nie dość, że uwielbiam tajemnice sprzed lat, niewyjaśnione sprawy, to jeszcze przez dosyć długi czas pracowałam jako asystentka detektywa! To już Państwo wiecie, jakie cechy Alicja Pniewska ma po mnie :-) Może jeszcze inne? Kto wie…

5.     Ma Pani własny „stary dom”? Co Panią do niego ciągnie?

Tak, mój stary dom, o którym wspominam w różnych wypowiedziach, istnieje naprawdę. Do tego jest rzeczywiście stary. Zbudowali go moi dziadkowie w miejscowości Pniewo, w której rozgrywa się akcja mojej powieści „Powrót do starego domu”. W tym domu spędziłam swoje wczesne dzieciństwo, które do teraz uważam za niezwykły etap mojego życia. Wszystko przeminęło, ukochanych dziadków już nie ma, a stary dom wciąż tam stoi. Jest moim ulubionym miejscem na ziemi i bardzo się cieszę, że w moich rękach jest tak bezcenny element rodzinnej historii. Przede wszystkim jest to dom, w którym czas się zatrzymał. Owszem, przeszedł remont i teraz wygląda inaczej niż te trzydzieści lat temu, jednak nie stracił swojego uroku i niezwykłej atmosfery, jaka tam panuje. Zostawiłam wiele elementów dawnego wystroju, jest też dużo akcentów regionalnej kultury kurpiowskiej np. haftowane obrusy i serwety. W starym domu powstają moje najlepsze teksty. Mam tam ciszę, za oknem słychać jedynie śpiew ptaków, czuję się tam bardzo bezpiecznie. 

6.     Jaki jest najważniejszy drogowskaz, który wyniosła Pani z rodzinnego domu?

Od swoich rodziców i dziadków słyszałam zawsze, by podążać w życiu za swoimi planami i marzeniami, których realizacja zależy tak naprawdę od mojej pracy, determinacji i czasami ryzyka. Zawsze powtarzali, że nauka i otaczanie się mądrymi ludźmi procentuje mądrymi wyborami i to jest tak naprawdę klucz do sukcesu. Z perspektywy czasu uważam, że tak właśnie jest. Dzisiaj sama będąc nauczycielem akademickim, a także pracując z dziećmi i młodzieżą, kładę nacisk na pokazanie im, że ich życie i ich wybory w dużej mierze zależą od nich. Nie można wszystkiego zrzucać na pochodzenie, warunki w domu, szczęście lub pech, ale trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy. Ponadto pracuję z seniorami i od nich dostałam potwierdzenie, że na starość niczego się tak nie żałuje jak przegapionych okazji, zbyt słabego podążania za marzeniami, czy kierowania się opinią innych. Szkoda życia. Trzeba działać i stawiać na swoje marzenia. One są najważniejsze.

7.     Wiadomo już, kiedy ukaże się drugi tom trylogii o starym domu?

Właśnie go kończę i mam nadzieję, że jak najszybciej przekażę dobre wieści o dacie premiery! Mogę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, że drugi tom ma w sobie wiele tajemnic, bohaterowie na pewno zaskoczą czytelników, a zwroty akcji wiele razy podniosą ciśnienie. Niech się dzieje! Przecież o to w literaturze tak naprawdę chodzi… Zawsze rządzą emocje!

Dziękuję za rozmowę! 

Więcej informacji na temat Ilony można znaleźć na FB i na Jej stronie autorskiej :-) Zapraszam! A poniżej... teledysk! Oglądajcie i przede wszystkim czytajcie książkę! Moja recenzja powieści:




poniedziałek, 1 maja 2017

"Słoneczna przystań" - Agnieszka Krawczyk


Zamknęłam za sobą drzwi Willi Julia. Z bólem serca uściskałam na pożegnanie trzy siostry i ich przyjaciół, a trzy koty podrapałam za uchem. Mój trzeci i niestety ostatni (literacki) pobyt w Zmysłowie dobiegł końca. Zapraszam do lektury recenzji najnowszej powieści Agnieszki Krawczyk Słoneczna przystań trzeciej części sagi „Czary codzienności”.

Gdzie właściwie się podziały te słoneczne dni dzieciństwa? Gdy jesteśmy mali, marzymy wyłącznie o tym, żeby dorosnąć, stać się samodzielnymi, decydować o sobie, móc przeciwstawiać się zakazom. Upragniona dorosłość wcale jednak nie jest takim wielkim szczęściem, a już na pewno nie pasmem beztroski, jakim widzą je dzieci. Więcej w niej ograniczeń niż potencjalnej wolności.

W życiu sióstr – rozważnej i romantycznej Agaty, pełnej energii Danieli i rezolutnej Tosi, wiele się dzieje. Ktoś za wszelką cenę pragnie zniszczyć mozolnie budowane szczęście – w miasteczku pojawia się mężczyzna, który chce odebrać Agacie Tosię! Siostrom sen z powiek spędza także wielka inwestycja żony burmistrza. Do jej realizacji potrzebna jest działka, na której stoi Willa Julia. Oczekiwanie na przełomowe decyzje wymaga ogromnej cierpliwości i rozwagi. Na szczęście w Zmysłowie pojawiają się nie tylko nowi wrogowie, ale i przyjaciele, którzy wyciągają do sióstr Niemirskich pomocną dłoń.

Miłość, gdy nas zaskakuje, nie bardzo ogląda się na nasze kalkulacje. Nie przychodzi wtedy, gdy jest to nam na rękę i gdy jej najbardziej oczekujemy. Skrada się czasami jak letni zmierzch i osacza nas niespodziewanie, zanim zdążymy się przygotować. Kiedy miłość nadchodzi, często zastaje nas bezbronnych i nieprzygotowanych na tę życiową zmianę.

Agata i Daniela muszą się zająć nie tylko walką o Tosię i działkę oraz dbaniem o prężnie rozwijającą się herbaciarnię, ale i o własne serca… Kto kocha, a kto tylko lubi? Przełomowa dla wszystkich bohaterów stanie się wystawa prac Ady – mamy Agaty i Tosi. Światło dzienne ujrzą nie tylko piękne obrazy utalentowanej malarki, ale również miejscowe i sercowe tajemnice. Czyje marzenia spełnią się podczas wernisażu? Sami musicie odpowiedzieć na to pytanie, sięgając po Słoneczną przystań.

Jako osoba z niepełnosprawnością ruchową szczególną uwagę zwracam na wątki dotyczące rehabilitacji. Cieszę się, że w serii pojawiła się postać Jakuba – przyjaciela sióstr. Trzymałam kciuki za jego walkę o powrót do sprawności. Czy się udało? Nie zdradzę. Zacytuję za to fragment powieści poświęcony temu bohaterowi o skomplikowanej psychice. Pozostanie na zawsze w moim sercu i będzie towarzyszył każdemu wejściu na leżankę czy materac:

Rehabilitacja to jest proces, a nie wyścig. Postępy mogą być skokowe, a potem długo nie następuje progres. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, zmierzyć, zaplanować, to jest mozolna walka czasem o utrzymanie formy, konkretnego wyniku na stałym poziomie, żeby móc za chwilę ruszyć do przodu.

Agnieszka Krawczyk, zgodnie z tytułem sagi, znów zaczarowała moją codzienność. Dzięki pełnym ciepła i humoru postaciom, starannej i pięknej polszczyźnie oraz poruszającym wyobraźnię i zmysły opisom rodem z powieści Jane Austin przeniosłam się do górskiego miasteczka. Na kilka dni zaszyłam się wśród lasów i pachnących kwiatami łąk. Trzecie spotkanie z mieszkańcami Zmysłowa sprawiło, że czułam się jak dobra znajoma bohaterów. Siedziałam więc pod wielką lipą i z ogromną ciekawością śledziłam losy uroczych gospodyń herbaciarni „3 Siostry i 3 Koty”.

Lektura Słonecznej przystani okazała się być wspaniałą, pełną emocji literacką podróżą. Prawdziwym duchowym sanatorium. Autorka pięknym, pełnym metafor i porównań językiem dzieli się z czytelnikami życiowymi drogowskazami. Przypomina, że marzenia mają magiczną moc i że rodzina oraz zdrowie, a nie pieniądze, są gwarantem spokoju i szczęścia.

Jeśli należysz do grona miłośniczek powieści obyczajowych, a nie znasz Agaty, Danieli, ich przyjaciół i rywali, koniecznie musisz sięgnąć po całą serię. Jestem pewna, że dasz się zaczarować, a twoja codzienność stanie się po prostu magiczna. Słoneczna przystań istnieje w sercu każdego z nas. Agnieszka Krawczyk i jej bohaterowie pomogą Ci do niej dotrzeć. To co, gotowa na podróż do Zmysłowa…?

Nasze życie składa się z drobnych chwil. To my sprawiamy, czy są to przebłyski szczęścia, czy też momenty zwątpienia i rozpaczy. Proszę cię, staraj się, żeby twoja droga prowadziła wzdłuż tej jasnej strony, dobrze?

Autorce oraz Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
Pani Agnieszce Krawczyk dziękuję także za wspomnienie nazwy bloga w posłowiu. To wielka radość i wielki zaszczyt!

autor: Agnieszka Krawczyk
tytuł: „Słoneczna przystań”
saga: „Czary codzienności”
tom: III (poprzednie: Siostry, Przyjaciele i rywale)
liczba stron: 512
wydawnictwo: Filia
premiera: 26.04.2017 r.
kliknij, by przeczytać fragment powieści: