niedziela, 30 grudnia 2018

"Postawić na szczęście" - Anna Sakowicz (#MamaDropsaCzyta)


Anna Sakowicz, Postawić na szczęście, Wydawnictwo Edipresse 2018.
# MamaDropsaCzyta

Anna Sakowicz zachwyciła mnie książką Na dnie duszy. Niecierpliwie czekałam na  następną książkę Pisarki. A jest nią Postawić na szczęście, 1.t Planu Agaty. 

Tytułowa bohaterka, trzydziestosiedmioletnia dziennikarka, chce być jak Bridget Jones, ponieważ pełniejsza figura była jej utrapieniem od wielu lat. Nie udało się jej ukryć pod żadnymi workowatymi ubraniami. Nie wychodziło też  jej z facetami, ciągle trafiała na samych dupków. A ciotki ciągle jej przypominały, że zegar tyka… Ten cholerny zegar. Wymyśliła więc niezły plan: rok na schudnięcie, rok na złowienie faceta i rok na urodzenie dziecka, żeby wyrobić się do czterdziechy. Założyła się  z młodszą siostrą Polą, że w ciągu trzech lat to się jej  uda. Pola aż trzy złote postawiła na szczęście Agaty – złotówka za każdy zrealizowany punkt. Z powodu braku etatu w gazecie Agata zajmowała  się blogowaniem, pisząc o mało atrakcyjnych pracach. Była więc już babcią klozetową, operatorem karuzeli, petsitterką i woźną w szkole. Agata Żółtaszek chciała pokazać, że żadna praca nie hańbi a w każdej są wzloty i upadki. Jej popularność w sieci rosła, hejterów przybywało, stała się także rozpoznawalna. Pisała też dwa felietony w miesiącu do gazety.

Należy podkreślić, że Agatę łączy bardzo silna więź z Polą, lubią ze sobą spędzać czas. Pola po wypadku motocyklowym w wieku piętnastu lat porusza się na wózku inwalidzkim. Ale to zawzięta dziewczyna, więc po przełamaniu kryzysów i zwycięskiej walce z depresją była samodzielna, skończyła szkołę i studia, stała się wziętym grafikiem. Świetnie dawała sobie radę w życiu, zawsze aktywna – odkryła sport dla siebie, pełna pasji i życia. Żadnej taryfy ulgowej, żadnej litości! Agata dzięki siostrze nauczyła się większej empatii do osób niepełnosprawnych.

W chwili gdy poznajemy bohaterki, ich rodzice wybierają się za wielką wodę, do Kalifornii, świętować czterdziestą rocznicę ślubu a one postanawiają zorganizować jakiś kilkudniowy wypad do leśniczówki w Wirtach na Kociewiu, która okazała się istnym rajem. Dom pachniał drewnem i skórami. Podłogi przyjemnie skrzypiały, a wnętrze było urządzone w starym stylu.(…) Stary dom ewidentnie miał duszę i czuć ją było na każdym kroku. Agata odnosiła wrażenie, że słyszy westchnięcia i pomrukiwania historii. Dom do niej mówił, nie potrafiła tylko odczytać znaczenia tego przekazu. Dziewczyny aż zaniemówiły z wrażenia. Odpoczynek postanowiły połączyć z pracą, której efektem miał być album o arboteum ze zdjęciami Poli i opisami Agaty. Polę szczególnie zaintrygowała miejscowa legenda o założycielu arboteum  i jego synu do tego stopnia, że chciała koniecznie zwiedzić piwnicę leśniczówki, aby poszukać śladów z mrocznej przeszłości. Jak się skończyło nocne buszowanie Poli, miłośniczki tajemnic i niewyjaśnionych historii, po obcej piwnicy? Czy dokonała sensacyjnego odkrycia? Jak się zachował Andrzej, właściciel leśniczówki?

Agacie z kolei zakłócił odpoczynek Emil, eks chłopak, który zaczął do niej wydzwaniać, dręczony wyrzutami sumienia po ich rozstaniu. Postanowiła się więc z nim spotkać. Emil zaprosił Agatę jako osobę towarzyszącą na wesele brata. Chciał w ten sposób uniknąć lawiny pytań ze strony ciotek o dziewczynę. Agata doskonale go rozumiała, bo sama miała z tym problem. Nienawidziła tego wypytywania o życie prywatne. Postanowili zatem wybrać się jako kumple. I od tej decyzji sprawy mocno się zagmatwają… Siostry wpadną w tarapaty. Dlaczego wesele okaże się „totalnym absurdem”? Kto pojawił się w życiu Agaty?  Co wynikło z prowadzonego śledztwa dziennikarskiego? Jak udało się spotkanie Poli z Robertem? Skąd u Poli kac moralny? Agata chciała być jak Bridget, co z tego w końcu wyszło… Zachęcam gorąco do sięgnięcia po książkę Anny Sakowicz, którą czyta się lekko, pochłania wręcz błyskawicznie.

Postawić na szczęście to powieść napisana lekkim stylem, pięknym językiem zaprawionym humorem, dowcipem. Cudownie namalowane słowami Kociewie. Akcja książki toczy się wartko – przygody, perypetie bohaterek, tarapaty, tajemnica, niewyjaśniona historia do rozwikłania. Postaci świetnie wykreowane. To bardzo ciekawa opowieść o sile rodziny, jej ogromnej roli w życiu osoby z niepełnosprawnością. Tak mało się dzisiaj mówi o problemie niepełnosprawności, o marzeniach, pragnieniach osób z niepełnosprawnością. Pola, ładna dziewczyna o licznych pasjach, samodzielna marzy o miłości, o seksie. Kocha koszykówkę, uwielbia szybką jazdę autem, lubi fotografować, jest miłośniczką przyrody. Znała swoją wartość. Nienawidziła cholernej litości, z jaką obcy patrzyli na nią na wózku. Wózek był dla niej środkiem do przemieszczania się. Nie uważała się za chorą ani wybrakowaną. Siostry nie mogły bez siebie żyć, łączy je piękna więź. Każda z nich miała swojego bzika. Z powodów osobistych bardzo dziękuję Pisarce za postać Poli -  za oswojenie problemów, tęsknot osób z niepełnosprawnością, które pragną normalnie żyć. Tak po prostu. Od nich przecież możemy wiele czerpać. Autorka poruszyła w powieści problem hejtu , zmory naszych czasów. Podpowiedziała, jak sobie z nim radzić w życiu blogerskim i nie tylko.

Leśniczówka i arboteum w Wirtach istnieją naprawdę. Anna Sakowicz miała tam spotkanie z czytelnikami, czytałam relację i zachwycałam się zdjęciami.

Z niecierpliwością będę czekać na 2.t. powieści z serii Plan Agaty.

czwartek, 27 grudnia 2018

"Zawierucha" - Stanisław Krzemiński


Stanisław Krzemiński, Zawierucha, cykl powieści „Drogi do wolności”, Wydawnictwo Znak 2018.

Dziś, 27 grudnia, obchodzimy setną rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. To dobry dzień na dodanie tej recenzji. I data, i wydarzenie, i powieść, którą pragnę Wam polecić, ściśle wiążą się bowiem z zawieruchą, jaka opanowała nasz kraj po odzyskaniu niepodległości. Oto recenzja trzeciej i (chyba) ostatniej części cyklu, który pokochałam całym literackim sercem - "Drogi do wolności" Stanisława Krzemińskiego.

Tytułowa zawierucha dotyka nie tylko kraj złożony z trzech części i scenę polityczną – akcja powieści rozgrywa się bowiem pod koniec 1918 i na początku 1919 roku. Zawierucha jest także w domu sióstr Biernackich i w ich młodych, niedoświadczonych sercach. Alina rozkwita u boku starszego od siebie dziennikarza. Lala próbuje się pogodzić z rzeczywistością i przygotować do roli samotnej matki. Marynia zaś nadal czeka na Szymona, ale chyba bardziej z poczucia obowiązku, bowiem w jej sercu i myślach coraz częściej gości ktoś inny…

Początek nowej ery dla państwa wpływa nie tylko na życie osobiste dziewcząt. Prowadzenie „Iskry” – nowoczesnego czasopisma, propozycji dla wyemancypowanych kobiet, dla obywateli niebojących się dyskusji i odrzucenia konwenansów, w wolnej Polsce nie jest tak łatwe, jak planowały. Kłopoty finansowe zmuszają panny Biernackie do wejścia w spółkę – nie każdej z sióstr jest to na rękę. Czy ich wspólnik ma czyste zamiary i zależy mu na siostrach tylko w kwestiach biznesowych…?

Koniec wojny okazuje się być początkiem walki o wolność, szczęście, miłość i własną tożsamość. Kobiety, i młode, i te bardziej doświadczone, w świecie skrępowanym skostniałymi zasadami poznają smak namiętności i przeżywają własne dramaty.

Mam wrażenie, że los najdotkliwiej doświadczył najmłodszą z sióstr, Lalę. Ciężarna musi się zmierzyć z przygotowaniem do nowej roli w życiu i  pytaniami o tożsamość ojca dziecka. Najtrudniejsze jednak okazuje się pogodzenie z rzeczywistością i uśpienie własnych głębokich uczuć, które często dają o sobie znać. Dziewczyna może liczyć na matkę, która do tej pory pozostawała w cieniu rodziny. Anna staje się jej powiernicą. Matkę i córkę zbliża złamane wojną, tajemnicami, zdradą i śmiercią serce… Dzięki temu jako czytelnik lepiej poznałam Annę – postać skomplikowaną i w głębi duszy bardzo nieszczęśliwą.

Z zaciekawieniem śledziłam też perypetie Aliny, której związek ze starszym dziennikarzem z każdą stroną nabierał rumieńców. Z zamkniętej w sobie, zakompleksionej dziewczyny stawała się coraz pewniejszą siebie (także w kwestiach zawodowych) kobietą.

Pod względem narracji i wielowątkowości Zawierucha nie różni się od swoich starszych sióstr, poprzednich dwóch części cyklu (Iskra i Jesienny poniedziałek). W swoich książkach Stanisław Krzemiński przybliża też postawę starszego pokolenia jesienią 1918 roku oraz wiosną i latem 1919. Tak samo jak dziewczyny, nową rzeczywistość odkrywają ich rodzice, babka czy ciotka, o wątku której i w tej części nie zapomniano. Dla mnie fragmenty dotyczące jej niezwykłej relacji ze sprzedawcą gazety bratanic był jednym z tych wyciskających łzy i kojących serce.

Należy podkreślić, że i w tej części siła zdecydowanie jest kobietą. Ignacy – głowa rodziny, jak dla mnie jest niemal niewidoczny w tej historii. Niepodległość przynosi kobietom wolność także w kwestii praw wyborczych – możliwość oddania głosu na wybranych kandydatów przez wszystkich członków rodziny Biernackich to jeden z najbardziej podniosłych i wzruszających momentów w książce.

Miłość do ojczyzny, poczucie obowiązku i wpajane przez lata zasady przeplatają się z namiętnością, pierwszymi poważnymi relacjami damsko-męskimi i wielkimi przemianami w wielkiej polityce. Wszystko to dotyka sióstr Biernackich. Alina, Marynia i Lala choć różnią się wyglądem i charakterem, to łączy je wspólny cel – odniesienie sukcesu zarówno na rynku wydawniczym, jak i w życiu prywatnym. W nowej, odrodzonej Polsce poznają smaki nieznanych im przeżyć i doznań – niestety, nie zawsze pozytywnych. Jeśli chcecie wiedzieć czy i jak stawią czoło nowym problemom nowej epoki, sięgnijcie po Zawieruchę. Lektura tej powieści na pewno nie będzie marnowaniem czasu!


środa, 12 grudnia 2018

"Jesienny poniedziałek" - Stanisław Krzemiński


Stanisław Krzemiński, Jesienny poniedziałek, seria „Drogi do wolności”, Wydawnictwo Znak 2018.

Po raz drugi, dzięki serii Stanisława Krzemińskiego, wybrałam się w wyjątkową (literacką) podróż do Krakowa z 1918 roku. Z wyjątkowej jesieni 1918 roku. Wyjątkowej dla Polaków i Polski.

Bitwa wielkich polityków o wolność utraconą przez rozbiory miesza się z bitwą o wolność – kobiet i słowa, toczoną przez siostry Biernackie. Alina, Lala i Marynia walczą z niemal całym światem. Rodziną, konkurencją, stereotypami. Wreszcie z samymi sobą. I przed władzami, i przed dziewczęta niełatwa droga do wolności. Cieszę się, że mogłam nią podążać razem z bohaterami.

W tej części cyklu Drogi go wolności najbardziej przykuła moją uwagę przemiana Aliny. Z zepchniętej w cień najstarszej siostry, na oczach czytelników staje się kobietą. Dzięki fascynacji starszym kolegą po fachu, cenionym dziennikarzem, odkrywa krok po kroku uśpioną dotychczas kobiecość. Poznaje nieznane jej dotąd reakcje własnego ciała. Słyszy dźwięk nigdy nie dotykanych strun w sercu i duszy. Na własnej skórze poznaje świat znany jej dotąd z literatury lub, co było dla niej źródłem goryczy i ukłucia zazdrości, opowieści młodszych sióstr.

Dodatkowo jej wyobrażenia o dziennikarstwie, o sposobie prowadzenia gazety, przygotowywania nowych numerów pisma zderzają się, momentami boleśnie, z przełomową rzeczywistością. Alina, dzięki intuicji, warsztatowi, wyczuciu i wsparciu wspomnianego już kolegi – gwiazdy środowiska, zaczyna się stawać rozpoznawalna w gronie krakowski żurnalistów.

Jesień 1918 roku to bowiem nie tylko odrodzenie Państwa Polskiego. To także odrodzenie, a właściwie narodzenie nowego czasopisma. „Iskra” – dziecko sióstr Biernackich, ma trudny start, głównie ze względu na płeć właścicielek. Zmiany na arenie międzynarodowej zapoczątkowują jednak zmiany w traktowaniu i pozycji kobiet w społeczeństwie. To jednak dopiero początek, dlatego Alina, Maria i Halina muszą przebić niejeden mur. Warto podkreślić, że, zwłaszcza konkurencja, obawia się ich nie tylko ze względu na płeć, ale przede wszystkim ze względu na ich świeże i nieco rewolucyjne spojrzenie na świat i funkcjonowanie dziennikarskiego środowiska. Imponują i budzą niechęć zarazem talentami, inteligencją i wrażliwością właściwą tylko kobietom.

Debiut sióstr na rynku zbiega się także ze zmianami w ich życiu uczuciowym. Alina odkrywa smak pierwszej fascynacji. Marynia pozostaje wierna narzeczonemu Szymonowi (żołnierzowi), choć i w jej, i w sercu czytelnika pojawiają się wątpliwości. Życie najbardziej doświadcza Lalę. Rodzinne sekrety i mroczna przeszłość ojca doprowadzają do tragedii i na zawsze zmieniają jej życie. Jestem bardzo ciekawa, jak ta młoda dziewczyna udźwignie ten  ciężar w III części serii.

W II części cyklu Drogi do wolności siła jest kobietą. Siłą są panny Biernackie. Silna, mimo przykucia do łóżka, pozostaje Emilia – w przenośni i dosłownie ucho domu. Dobra obserwatorka świetnie wyczuwa emocje domowników. Wydaje się bardziej zorientowana niż pełni sprawna synowa, zajęta romansem i pielęgnowaniem zapomnianej pasji. Ignacy – jedyny mężczyzna w rodzinie, pozostaje wycofany, pogubiony w otaczającej go kobiecej rzeczywistości. Głową rodziny jest tylko tytularnie – funkcję tę pełni niezmiennie jego wyemancypowana siostra, moja ulubienica z poprzedniego tomu.

Podoba mi się bardzo, że w książce Stanisława Krzemińskiego nie ma postaci tylko dobrych i tylko złych. Czytelnik spotyka bohaterów z krwi i kości. Z zaletami i wadami. Z sercem na dłoni i mrokiem w duszy. Postaci zmagają się z codziennymi bolączkami. Krzemiński nie koloryzuje – pokazuje skomplikowane, niekiedy tragiczne losy rodziny Biernackich i innych bohaterów.

Tytułowy jesienny poniedziałek – 11 listopada 1918 roku – staje się końcem i początkiem zarazem nowego życia da Polski i Polaków. Także da sióstr Biernackich, które ojczyznę znały tylko z opowieści. Jak odnajdą się w nowej rzeczywistości?

Książkę czytałam z ogromną przyjemnością. Dzięki świetnie skonstruowanym opisom, naturalnym dialogom (zgodnym z polszczyzną obowiązującą na początku XX wieku) – językowi pełnemu emocji – nie potrafiłam oderwać się od lektury. Ze współczesnego Rzeszowa trafiłam do jesiennego Krakowa, październikowego i listopadowego Wiednia przełomowego roku. Czułam się, jakbym towarzyszyła bohaterom, była ich cieniem, świadkiem wydarzeń. Uwielbiam takie literackie podróże, kiedy całkowicie zanurzam się w świat przedstawiony.

Cieszę się, że na półce czekała na mnie III część serii. Zawierucha to bezpośrednia kontynuacja Jesiennego poniedziałku. Dzięki temu z życia bohaterów nic mi nie umknie, nie muszą opuszczać wolnego już Krakowa ani na chwilę.

Drogi do wolności panien Biernackich, ich rodziny i bliskich nie były i nie są łatwe. 11 listopada 1918 roku te drogi się nie kończą. Jestem bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów. Pozwólcie więc, że w tym miejscu postawię kropkę i wrócę do lektury. Zachęcam, byście zrobili to samo i sięgnęli po te wyjątkowe pod każdym względem tytuły.

Jedna rodzina. Jedno marzenie. Wiele dróg. Poznaj je. Naprawdę warto.

Za egzemplarz powieści dziękuję Wydawnictwu Znak!

poniedziałek, 10 grudnia 2018

"Listy sprzed lat" - Roma J. Fiszer (#MamaDropsaCzyta)


Roma Fiszer, Listy sprzed lat, Wydawnictwo Edipresse 2018.
#MamaDropsaCzyta

Roma J. Fiszer – poznanianka, ale Kaszubka z wyboru, jest autorką serii książek, których akcja dzieje się na ukochanych Kaszubach. To niezwykłe i pełne emocji powieści opowiadające o życiu trzech kobiet: Anny, Kasi i Elizy a także ukazujące piękno Kaszub, zwyczaje ludzi. Można je potraktować jako przewodnik po Kaszubach. Miejscami najbliższymi sercu pisarki są Parchowo i Jezioro Mausz oraz Gdynia.

Najnowsza powieść Listy sprzed lat to pierwszy tom sagi „Szczęście niejedno ma imię”. To pokrzepiająca historia, która przywraca wiarę w przyjaźń i w to, że wszystko w życiu jest możliwe. Bohaterkami są Iwona  i Ewa, które poznały się 20 lat temu podczas studiów magisterskich i zaprzyjaźniły, połączyły je wspólne zainteresowania muzyką i fotografią. Ale podczas studiów doktoranckich, w tym półrocznego pobytu w Sztokholmie, coś się zmieniło, coś tąpnęło. Zbyt wiele zaczęło je różnić.

Iwona poznała Ewę jak zły szeląg. Obie znalazły się w szponach nienawiści. Razem jednak pracowały i codziennie się spotykały na południowej kawie w gabinecie Ewy. To był rytuał, z którego Iwona nie chciała zrezygnować. Zdaniem Ewy to Iwonie w życiu się dobrze ułożyło, miała dobrego męża Zygmunta i syna Patryka, bardzo dobrze zarabiali, zazdrościła jej wręcz kochających rodziców, z którymi często spędzała  czas nad Mauszem na ich działce – wspólne kąpiele, opalanie, pogaduchy, grillowanie, śpiewy przy wtórze gitary. A tak naprawdę to Zygmunt tylko był przy swojej żonie od kilkunastu lat, ponieważ kilka razy zawiódł boleśnie jej zaufanie. Z kolei Iwona też nie była święta, bo w Sztokholmie zakochała się w Arthurze, który przez rok pisał do niej listy na poste restante. Znajomość została przerwana z powodu ciąży Iwony. Ojcem dziecka był jednak Zygmunt. Czas nie pozwolił zapomnieć o wielkiej miłości. Jakie tajemnice skrywały listy sprzed lat?

Ewa z kolei miała tylko męża, który większość czasu wypełniał pracą, wyjazdami służbowymi, o dziecku mogła tylko pomarzyć. Bogactwo, podróże, zabawy nie dały jej szczęścia. Przez przypadek, podczas ostrej wymiany zdań, Iwona dowiedziała się o chorobie nowotworowej Ewy. To było wstrząsem dla obydwu kobiet. I na prośbę Ewy postanowiły zamieszkać razem aż do końca. Stało się to doskonałą okazją do rozmów, wszelakich  wyjaśnień.

Jakiż to wstrząs muszą przejść ludzie, żeby wejść wreszcie na właściwe tory.

Dwadzieścia siedem lat bardzo burzliwej kobiecej znajomości. Zawód w przyjaźni sprawił, że trudno odzyskać wzajemne zaufanie. Było więc o czy rozmawiać. Każdy wspólny dzień spędzały na wspomnieniach ze studiów, długich opowieściach ich wspólnej bądź osobnej historii przy muzyce z tamtych lat. Iwona przeczytała fragmenty tajemniczych listów sprzed lat i opowiedziała o ich nadawcy, o którym w skrytości serca tylko marzyła. Iwona starała się wynajdywać interesujące tematy rozmów, ażeby odciągnąć Ewę od rozmyślania o chorobie i o nieuchronnym końcu. Zorganizowała  też kaszubską wycieczkę.

Czytając powieść, czułam  się tak, jakbym siedziała obok przyjaciółek i przeżywała te same emocje: od śmiechu, poprzez wzruszenie a nawet łzy. Krok po kroku odradzała się między kobietami przyjaźń – to najpiękniejsze uczucie, jakie może połączyć dwie osoby. Urzekła mnie też wycieczka kaszubska, Iwona świetnie wypadła w roli przewodniczki, opowiadając bardzo ciekawe historie zabytków, o dawnych mieszkańcach Kaszub, ich walce z germanizacją, która często przybierała bardzo ostre formy. Razem z jej uczestnikami napawałam się cudnymi, zapierającymi dech w piersiach widokami i chłonęłam barwne opowieści o regionie przy muzyce sprzed lat. Droga Kaszubska wzdłuż wielu jezior prowadziła bowiem przez najbardziej malownicze tereny regionu – istne cuda kaszubskiej przyrody.

Niezwykle wzruszył mnie moment, w którym Ewa dzieli się z przyjaciółką swoim testamentem, tylko do jej wiadomości oraz pożegnanie przyjaciółek. Po szczegóły odsyłam do powieści. Prawdziwa przyjaźń między bohaterkami została wystawiona na wiele prób, zawód w przyjaźni sprawił, że trudno było im odbudować wzajemne zaufanie. Czy się udało?

Listy sprzed lat to piękna, pełna emocji opowieść o prawdziwej przyjaźni  o miłości, o szczęściu , o które warto walczyć w życiu. Na miłość i szczęście nigdy nie jest za późno. Mamy do tego absolutnie prawo. Powieść świetnie się czyta dzięki lekkiemu językowi. Namalowana przez Pisarkę słowami tak pięknie Szwajcaria Kaszubska sprawiła, że będę marzyć o wyprawie. A marzenia się spełniają. Póki co bardzo dziękuję za literacką podróż na Kaszuby i niezwykle wzruszającą opowieść o sile przyjaźni, miłości i nadziei.     

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

czwartek, 29 listopada 2018

"Iskra" - Stanisław Krzemiński


Stanisław Krzemiński, Iskra, cykl Drogi do wolności, Wydawnictwo Znak 2018.

Trzy siostry, trzy pokolenia, trzech zaborców. Drogi do wolności to niezwykła seria o wielopokoleniowej rodzinie, której przyszło żyć w trudnych i ważnych dla historii kraju czasach – czasach wojny, ale i przełomu i odrodzenia Polski. Nie oglądam serialu, który od kilku miesięcy emituje TVP. Mimo to z wielką radością skorzystałam z propozycji Wydawnictwa Znak i przygarnęłam trzy tomy cyklu. Zanurzyłam się w świecie I wojny światowej – wojny, w moim odczuciu, nieco zapomnianej. Wojny, o której mówi się tylko w kontekście powstań i 11 listopada. A przecież te cztery lata na zawsze zmieniły Europę i świat. Zmieniły ludzi. Zmieniły sytuację naszego państwa (którego przecież w momencie wybuchu nie było na mapach) na arenie międzynarodowej. Zmieniły Polaków porozrzucanych po zaborczych państwach. Zmieniły wreszcie trzy główne bohaterki powieści – Alinę, Marynię i Halinę.

Trzy siostry – najstarsza Alina i młodsze bliźniaczki na kartach powieści dorastają. Przeżywają pierwsze miłości, szukają tożsamości, planują przyszłość, próbując odnaleźć się w nowej, wojennej rzeczywistości. Kochają i tęsknią. Kochają i tęsknią za drugim człowiekiem. Kochają i tęsknią za ojczyzną, którą, z racji młodego wieku, znają tylko z opowieści rodziny.

Dramat wojny, wielka polityka i kreująca się niepodległość przenikają się z codziennością głównych bohaterek. Z ich wzlotami i upadkami. Chwilami beztroskiej radości i głębokiego smutku. Sukcesy przeplatają się z rozczarowaniami. Czy Kraków lat 1914-1918 będzie dla panien Biernackich łaskawy?

Iskra to nie tylko trzy siostry. To także ich rodzice, między którymi próżno szukać płomiennego uczucia; babka – głowa rodziny, ciotka – aptekarka o rewolucyjnych jak na swoje czasy poglądach; chłopcy, o których rozmyślają dniami i nocami. To w końcu mieszkańcy Krakowa, przejezdni, goście bliżej lub dalej związani z rodziną Biernackich. Na kartach powieści autor przedstawił ówczesną panoramę społeczną miasta, nie pomijając żadnej z grup społecznych. Cieszy mnie, że przybliżył zasady funkcjonowania rynku wydawniczego na początku ubiegłego stulecia.

Choć siostry łączą więzy krwi, a dwie z bohaterek są bliźniaczkami, muszę przyznać, że Stanisław Krzemiński wykreował kompletnie różne postaci. Dziewczyny w moich wyobrażeniach różnią się nawet fizycznie. Wszystkie po trochu są mi bliskie – z Aliną łączy mnie miłość do języka polskiego, marzenia o pisaniu i utykanie na nogę. Lala to wulkan energii, optymistka. Iskierka, promień słońca w ponurym mieszkaniu w krakowskiej kamienicy. Marysia, romantyczka, angażuje się w pomoc żołnierzom, wydaje się najbardziej zorganizowana z rodzeństwa.

Zaciekawiła mnie postać Janiny – siostry pana domu. Na początku wydała mi się zgorzkniałą starą panną – pozbawioną pozytywnych uczuć i emocji, która tylko myśli, jak dopiec bratowej. Porównywałam ją w myślach do lodowca lub skały. Jednak z każdą częścią książki  coraz bardziej zaczynałam ją lubić. Poznając jej historię, poznałam też przyczyny oziębłości, poczucia wyższości obowiązku nad potrzebami serca. Tak została wychowana, okrutnie doświadczył ją los… Odkładając Iskrę na półkę, zaliczyłam ją do grona moich ulubionych bohaterek.

Iskra to przede wszystkim siła kobiet. Siła trzech sióstr, siła babci Emilii, siła Janiny. To kobiety rządzą w domu i domem Biernackich. Ignacy, choć jest właścicielem prężnie działającego przedsiębiorstwa, swoją odwagę i męstwo okazuje dopiero na froncie I wojny światowej. Przed wybuchem walk wydaje się zagubionym mężczyznom, który ukojenie zamiast w ramionach żony, znajduje u boku lokalnych prostytutek i we wspomnieniach z młodości. To właśnie te wspomnienia, rodzinne sekrety i wydarzenia sprzed sprawiają, że dzieje jego rodziny zmieniają się bezpowrotnie, choć mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Do czego doprowadzą niewyrównane rachunki?

Iskrę czyta się szybko i z ogromną przyjemnością. Inspiracją do napisania tej powieści stały się pamiętnik i wspomnienia matki autora, a pewne zdarzenia opisane w książce (nie tylko te związane z wojną i sytuacją polityczną) miały miejsce naprawdę. Czytając kolejne zdania, czuje się emocje, sentyment, bliskość autora z bohaterami. Dzięki opisom i trzecioosobowej narracji i czytelnik może towarzyszyć postaciom na krakowskich ulicach, w kawiarniach, hotelach czy wreszcie na froncie I wojny. Cieszę się, że na półce czekał kolejny tom i mogłam od razu kontynuować lekturę. Ciężko byłoby się rozstać ze światem Krakowa początku XX wieku. Dlatego pozwólcie, że w tym miejscu skończę recenzję, by wrócić do kolejnej części. A Wam polecam Iskrę. Jeśli lubicie sagi, których akcja rozgrywa się w miastach ogarniętych wojenną zawieruchą – to książka dla Was. Myślę, że spodoba się też widzom mojego ukochanego Czasu honoru. W tej książce jest miejsce na szczęście i łzy, radości i dramaty. Po prostu na życie.

środa, 28 listopada 2018

"Królowa gwiazd" - Agnieszka Walczak-Chojecka (#MamaDropsaCzyta)


Agnieszka Walczak-Chojecka, Królowa gwiazd, Wydawnictwo Edipresse 2018.
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Walczak-Chojecka zdobyła moje czytelnicze serce niezwykłą, emocjonującą „Sagą Bałkańską”, którą Wam gorąco polecam. To niesamowita historia miłości Jasminy i Dragana, których rozdzieliła bratobójcza wojna. Jednak miłość, wiara i nadzieja w ich odnalezienie się zdziałały wręcz cuda. Od tej pory przeczytałam wszystkie książki tej poczytnej Pisarki. A dziś z lekką tremą piszę recenzję najnowszej powieści obyczajowej „Królowej gwiazd”.

Podobno siódma książka jest tą najważniejszą, przełomową w karierze pisarskiej. Stąd też Pisarka w najnowszej powieści zaoferowała czytelnikom przede wszystkim rozrywkę, przygodę , tajemnicę, odsłoniła kulisy życia aktorskiego, i , co stanowi istotny element charakterystyczny jej powieści, barwną podróż na słoneczną Maltę oraz związane z tym emocje, przeżycia, a nawet sensacje. Oprócz rozrywki powieść dostarcza nam okazji do refleksji, zadumy nad ludzką naturą, w której przyjaźń walczy z zawiścią, a miłość ze zdradą.

Bohaterkami powieści są cztery młode, zdolne i pracowite aktorki oraz przyjaciółki: Malwina, Dominika, Klaudia i Miśka, które stoją u progu kariery. Postanawiają zawalczyć o swoją przyszłość, wyruszając w podróż na festiwal filmowy na Malcie, aby zdobyć rolę u znanego, bardzo przystojnego reżysera serbskiego Zorana Mrvicia. One same nazwały się Drużyną Gwiazd, były pewne, że wkrótce zostaną gwiazdami mimo bolesnego zderzenia się z aktorską rzeczywistością. Przecież marzenia się spełniają. Cztery muszkieterki postanowiły więc działać i wspierać się razem, a gdyby udało się tylko jednej, to również udzielą jej wsparcia i przyznają tytuł Królowej Gwiazd. Jak przebiegało zatem wkroczenie dziewczyn w filmową przyszłość? Tego nie zdradzę. Jedno jest pewne – na pewno nie będziecie się nudzić!

Drużyna Gwiazd, cztery przyjaciółki – tak różne pod względem charakterologicznym dziewczyny marzą o jednym wielkim celu: zdobyć jedną rolę u znanego reżysera. A jego urokowi trudno się oprzeć. Pragną podążać za marzeniami. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbę. Jak w tej sytuacji zachowają się rywalizujące ze sobą dziewczyny? Co okaże się silniejsze: przyjaźń czy zawodowe ambicje, osiągnięcie wielkiego celu? Jaką decyzję podjęły ostatecznie dziewczyny z Drużyny Gwiazd? Jak potoczyły się ich dalsze losy?

Pisarka poruszyła tu też problem samotnego macierzyństwa, problem  relacji między matką i córką, która pragnie się wyrwać spod nadopiekuńczych skrzydeł matki. Czy jej się to udało? Wzruszający był wątek dotyczący więzi między Dominiką, dziewczyną o wielu zainteresowaniach i pasjach a niepełnosprawnym bratem jej męża, którym z prawdziwym oddaniem się opiekowała. Radek był świadom problemów w ich małżeństwie i pomógł jej ostatecznie podjąć decyzję o wyjeździe na Maltę. Bardzo ciekawe i pełnowymiarowe postacie. I jeszcze ciekawostka na koniec… Tworząc fabułę powieści, Pisarka zawsze wymyśla coś, co nie istnieje, jest tworem wyłącznie jej imaginacji. Tak było z genem agresji i  jego potencjalnego blokowania, którego odkrycia dokonał na kartach powieści Milan Mrvić, genetyk, brat reżysera. Podczas sprawdzania tej informacji w Internecie okazało się, że badania nad genem przemocy są prowadzone na świecie od lat przez wielu naukowców.

Powieść bardzo mi się podobała, wprost trudno się było od niej oderwać. Zaciekawiły mnie historie związane z zakonami rycerskimi, niezwykła opowieść o malarzu Caravaggio na Malcie. Zachwycił mnie język powieści, oddziałujący na wiele zmysłów i pobudzający wyobraźnię.

Królowa gwiazd to nie tylko fascynująca podróż literacka na Maltę, by chłonąć, podziwiać jej cudowne widoki zapierające dech w piersiach,  piękno licznych zabytków . To także podróż do zakamarków kobiecej duszy. Powieść wciąga czytelnika od pierwszych stron. Cztery piękne, młode i ambitne dziewczyny tak różne pod względem charakterystycznym, świetnie wykreowane przez Autorkę, marzą o karierze aktorskiej i cenią sobie przyjaźń ponad wszystko. Znalazły się w sytuacji, w której ich przyjaźń została wystawiona na próbę. Bo to nie będzie zdrowa rywalizacja, będą walczyć o tę jedną rolę, ponieważ chcą podążać za swoimi marzeniami. Czy przyjaźń ponad wszystko – zasada której hołdowały, przetrwa wszystko? Czy zniszczy ją zawiść, zazdrość, egoizm, zło, zdrada, kłamstwo? A jak zachowa się reżyser, czy zagra w tej zabawie czysto?

Gorąco polecam na długie, chłodne, jesienno-zimowe, kocykowe wieczory.           

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

niedziela, 25 listopada 2018

"Pejzaż z Aniołem" - Magdalena Kordel (#MamaDropsaCzyta)


Magdalena Kordel, Pejzaż z Aniołem (seria Malownicze), Wydawnictwo Znak 2018.
#MamaDropsaCzyta

Magdalena Kordel - jedna z najpoczytniejszych polskich autorek – napisała nową powieść Pejzaż z Aniołem, która zapewniła Czytelnikom długo wyczekiwany powrót do serii „Malownicze”. To wzruszająca historia o tym, że warto szukać szczęścia i nigdy nie tracić wiary w lepsze jutro. O tym, że czasem przyda się szczypta magii. Może każdy z nas ją tam odnajdzie? Pisarka wprowadziła do swojej powieści nowych bohaterów i ich przyjaciół. Poznajemy Adriannę, dekoratorkę i architektkę wnętrz, która po śmierci ukochanego taty nienawidziła grudnia, śniegu, świąt, ponieważ czuła się podle, gdy znowu powracały bolesne, koszmarne wspomnienia , jak rok w rok w tym miesiącu stawała się małą, niechcianą, opuszczoną dziewczynką, zagubioną wśród choinkowych ozdób, siwobrodych Mikołajów i irytująco uśmiechniętych ludzi. Dziewczynka prawie zawsze spędzała samotnie święta w dużym domu pozostawiona przez matkę, która wybierała towarzystwo kochanków. Przez lata wyhodowała w córce małą dziewczynkę i wiedziała, którą strunę trącić i gdzie uderzyć, żeby osiągnąć zamierzony cel. I  na te święta sytuacja miała się powtórzyć. Matka znowu ją boleśnie zawiodła. I znowu pojawiała się w niej mała Ada, ubrana w śliczny, czerwony płaszczyk podbity białym futerkiem i czerwoną czapkę z białym pomponem, czekająca na cud, który nigdy nie miał się spełnić. Adrianna zawsze mogła liczyć na wsparcie Marleny, najlepszej na świecie przyjaciółki ze studiów, której dom był jej domem, a  jej rodzice traktowali Adę jak córkę. Adrianna stworzyła sobie dość osobliwą definicję przyjaźni, która, jej zdaniem, polegała na tym, by swoim przyjaciołom nie przysparzać kłopotów. Postanowiła zmienić tę sytuację, kupiła wino, wychodząc z domu do parku. Gdy zamykała drzwi, nie miała zielonego pojęcia, że właśnie za moment wydarzy się coś, co diametralnie odmieni jej życie. Czasami doprawdy niewiele do tego trzeba. Ot, wino, korkociąg, koc i odrobina determinacji. No i szczypta szczęścia. Niby mało, a jednocześnie, dla niektórych, tak wiele. W otulonym białą pierzynką, bajkowym parku obok w towarzystwie wielkiego bałwana znowu oddała się złym, pełnych bólu wspomnieniom z dzieciństwa, z których wyrwał starszy ją starszy pan, zachęcając ją do tego, żeby przechytrzyć święta, zlekceważyć je i wyjechać w góry, które są tak piękne zimą. Przypadkiem spotkany człowiek błyskawicznie pomógł dziewczynie rozwiązać życiowy problem a Marlena postanowiła jej to umożliwić, wynajmując pokój u Madeleine, wspólnej koleżanki ze studiów. Oferta spodobała się Adzie. Wyjeżdżając, miała nadzieję, że ucieknie przed Bożym Narodzeniem i , co najważniejsze, pozbędzie się raz na zawsze małej Ady, która zawsze w grudniu wracała z żalem, tęsknotą i ogromem nieszczęścia.

Akcja powieści przenosi się do Malowniczego, spotykamy dobrych znajomych  - ukochaną panią Leontynę - anioła, jej dwa anioły gipsowe z wystawy, zadziornego i smutnego. Do miasteczka zawitał pierwszy śnieg, który był czarodziejem, ponieważ zwiastował niepowtarzalna zimową magię: saneczkowych szaleństw, oczekiwania na Świętego Mikołaja, zapachu cynamonu i goździków. (…) Płatki wirowały i niesione wiatrem co chwila zmieniały kierunek. A to wróżyło, że tej zimy mieszkańcy nie będą narzekać na nudę.  Już pierwsze spotkanie z panem Mieciem i Magdą sprawiło, że została wciągnięta w życie miasteczka, co pozwoliło  jej uwolnić się od bolesnych wspomnień. W księgarni bowiem spadła Leontynie jak z nieba, przydała się jej pomoc w przeorganizowaniu i uporządkowaniu zagraconej po ostatniej dostawie kolejnych staroci. Przecież z założenia miała siedzieć w zimowej samotni i próbować dogadywać się sama z sobą. Popijając wino. Nie rozmawiając z nikim. Zapominając o nadchodzących świętach i wszędobylskim grudniu, który pachniał piernikami, cynamonem i zielonym lasem. czyli wszystkim, co po śmierci taty stało się dla niej nieosiągalne. A miasteczko znowu, jak co roku,  przygotowywało się do konkursu na najładniejszy rynek w okolicy i już pierwszego dnia ociekało świątecznością. Nie mogła jednak odmówić Leontynie, ponieważ przypominała jej panią Dusię, jej opiekunkę – ta sama kruchość połączona z żelaznym charakterem i wiele ciepła. W oczach Ady przyjaciółka zauważyła tyle smutku, zatem potrzebowała choć odrobiny magii płynącej od życzliwych i troskliwych ludzi. W domu Magdy i jej rodziny  poczuła się tak, jakby ktoś dobry i miły mocno ją przytulił. Znalazła się wreszcie w domu. Bo przecież Malownicze to oaza spokoju, bezpieczeństwa, miłości, dobra, ciepła, nadziei – tu działa magia przez cały rok. To doskonale miejsce, w którym bohaterka mogła rzucić dotychczasowe życie w cholerę i powiedzieć temu, co nas boli , „nie”. Wcale mnie to nie zaskoczyło, że Adrianna już na samym początku znalazła się w najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Czuła się tak, jakby góry otoczyły opiekuńczo złożonymi dłońmi całą dolinę, wszystkich jej mieszkańców, ten budynek i w szczególności ją samą. w tej samej chwili zza chmur na krótko przebiło się słońce. Góry zalśniły srebrzyście diamencikami zmrożonego śniegu. Podmuch wiatru porwał w swe objęcia śniegowy pył, ozłocił go słonecznym światłem i sypnął na oniemiałą z zachwytu dziewczynę. Poczytała to sobie za dobry znak. Czy Adrianna przyjmie oferowaną przez przyjaciół pomoc? Czy nadejdzie taki grudniowy dzień, w którym padający śnieg wzbudzi w niej radość? Czy oswoi się wreszcie z Bożym Narodzeniem, które czuć było z każdą chwilą? Czy w końcu uboga w miłość dziewczyna poczuje, jak pachnie miłość? Czy spełni się życzenie starszego pana z parku, by znalazła ktosia do wspólnego lepienia bałwana? A czy Adrianna pogodzi się z małą Adą?
W powieści pojawili się też nowi bohaterowie – dwaj przyjaciele, Stefan i Mateusz. Oni również zawitali do Malowniczego na Święta. Zatrzymali się u Leontyny. Pisarka stworzyła niezwykle wzruszający wątek z tymi postaciami. Dzięki nim narodził się nowy malownicki zwyczaj. Szczegóły odnajdziecie w powieści. Zachęcam do sięgnięcia po książkę jeszcze w okresie około świątecznym, żeby przygotowując się do świąt, nie zatracić tego, co najważniejsze. Żeby i w naszych domach podobnie jak w Malowniczem wieczór wigilijny jak co roku miał sprawić, że niemożliwe stało się osiągalne, miał w niejednym ludzkim sercu rozniecić iskrę, rozpalić wiarę w drugiego człowieka i sprawić, by wiara, nadzieja i miłość zamieszkały w każdym domu (…) gdy wśród ludzi przemykały anioły, gdy puste krzesła zapełniały się dobrymi myślami tych, którzy odeszli, mogło zdarzyć się wszystko.

Pejzaż z Aniołem to piękna, pełna emocji, cudowna, magiczna powieść świąteczna poruszająca bardzo ważne tematy, problemy; o toksycznej wręcz relacji matki z córką, o dziecięcej i nie tylko samotności, strachu, lękach, demonach przeszłości zatruwających życie, z którymi samemu tak trudno się uporać. To powieść, która nam uświadamia, że mamy prawo do marzeń, do miłości, do szczęścia. Tylko musimy w to uwierzyć. W wieczór wigilijny zawsze przychodzi do nas miłość, która może mieć wiele twarzy i trzeba o tym pamiętać, nie zamykając drzwi. Cuda się zdarzają! A najważniejszy to cud bycia razem! Urzekł mnie język powieści, wręcz poetycki chwilami, którym Pisarka tak sugestywnie namalowała słowami i oddała ducha Świąt Bożego Narodzenia, oddziałując na nasze wszelakie zmysły. Powieść się pochłania, a jednocześnie celebruje, bo tak trudno się z nią rozstać. Daj się więc otulić ciepłu i magii Świąt. Uwierz, że nigdy nie jest za późno na cuda.

wtorek, 20 listopada 2018

"Tajemnica pod jemiołą" - Richard Paul Evans


Richard Paul Evans, Tajemnica pod jemiołą, Wydawnictwo Znak 2018.

Richard Paul Evans. To prawdziwy literacki lekarz dusz. Jak go nie kochać? Jak nie kochać jego ciepłych mimo mrozu i skrzypiącego śniegu powieści? Historii, które wzruszają i bawią, skłaniają do refleksji? Które poruszają każdą struną serca? Choć Tajemnica pod jemiołą to dopiero moje drugie spotkanie z twórczością tego bestsellerowego pisarza, przepadłam i pewnie przepadnę jeszcze nieraz.

By dokończyć rozpoczętą do śniadania książkę, zarwałam noc. To nie ma znaczenia. Bo w zamian dostałam ciepło, miłość i nadzieję. Świąteczny klimat i prawdziwych ludzi, a niewykreowanych sztucznie bohaterów bez wad i problemów. Taki świat przedstawiony bardzo lubię, zwłaszcza gdy w perspektywie są święta. Gdy za oknem zimno i wietrznie, a do pełni szczęścia, czyli kocyka i kubka ulubionej herbaty, brakuje tylko mojego psa.

Alex czuje się samotny. Po niespodziewanym odejściu żony i rozwodzie próbuje posklejać swój świat. Nie wychodzi mu to zbyt dobrze. Przyjaciele, martwiąc się o niego, doradzają mu założenie konta na portalu randkowym. Bez entuzjazmu Alex korzysta z porady kumpli. Poszukując miłości w sieci, trafia na blog tajemniczej kobiety. Autorka codziennie wysyła wzruszające listy do wszechświata. Wydaje się, że spotkał bratnią duszę – samotną LBH, której każde słowo zawarte w poście wydaje się jego słowem. Kobieta, podobnie jak Alex, cierpi. Czuje się opuszczona. Marzy o miłości, o świadomości, że jest dla kogoś ważna. Jej wpisy stają się codzienną lekturą obowiązkową Alexa. Gdy blogerka zapowiada, że z końcem roku zamknie stronę, bohater decyduje się ją poznać. Mając tylko dane dotyczące lokalizacji i nick, wyrusza w podróż. Czuje, że z tą kobietą łączy go coś wyjątkowego. Ma nadzieję, że zdąży, zanim LBH zniknie z sieci i jego życia.

Czasami jednak koleje losu zmuszają nas do porzucenia tego, co znane i bezpieczne. Czujemy się wtedy jak na skraju przepaści. Boimy się, odwlekamy więc skok w nieznane, bo przecież nikt nie chce rzucić się w czeluść na oślep. Nikt. Dopiero gdy cierpienie staje się nie do zniesienia, zamykamy oczy i skaczemy. [strona 9.]

Zazdroszczę Alexowi tej odwagi. Gotowości do ryzyka. Postanowił poznać LBH. Miał bardzo mało danych. A jednak to zrobił. Wyruszył w podróż po szczęście. Szaleństwo? Czy walkę o szczęście, walkę o miłość można nazwać szaleństwem? Wsiadając do samolotu, Alex nic nie traci. Wie, że może tylko zyskać.

Zwykle czytam powieści, w których narratorem pierwszoosobowym jest kobieta. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te, w której o świecie przedstawionym opowiada mężczyzna. Cieszę się, że Tajemnica pod jemiołą dołącza do tej listy - historia opowiedziana jest bowiem z perspektywy Alexa. Niemal w każdym akapicie znajdziemy zdanie godne zapamiętania. Cytat, który być może doskonale odzwierciedla stan naszego ducha. Może w Twoim przypadku będzie to właśnie samotność? W dzisiejszych czasach, mam wrażenie, to temat tabu. Żyjemy w pędzącym świecie, jesteśmy zdeklarowanymi singlami i cenimy wieczory z Netflixem i lampką wina. A definicji samotności jest przecież tak wiele… Samotnym nie musi być koniecznie człowiek, który idzie przez życie w pojedynkę. A samotność w związkach? Evans opisał różne twarze tego pojęcia, co czyni książkę jeszcze bardziej wartościową.  

Czy tajemnica zostanie odkryta? Czy pod symboliczną jemiołą pan pocałuje panią? Przekonajcie się sami, sięgając po tę cudną historię. Dajcie się uwieść mistrzowi gatunku, porwać się do śnieżnej, mroźnej i świątecznej Ameryki. Razem z bohaterami zawalczcie o szczęście.

czwartek, 15 listopada 2018

"Gwiazdeczka" - Maja Jaszewska


Maja Jaszewska, Gwiazdeczka, Wydawnictwo Editio 2018.

Wczoraj dotarła do mnie paczuszka z egzemplarzem powieści Gwiazdeczka. Rozpakowałam pudełko, zrobiłam herbatę, zaczęłam czytać i… skończyłam! Już dawno nie udało mi się przeczytać książki za jednym podejściem. Czym urzekła mnie ta historia?

Józia, jej główna bohaterka, przyjeżdża do Warszawy z małej urokliwej miejscowości na Podlasiu. Jest tak zwanym „warszawskim słoikiem” i jak słoik bywa zakręcona. Dostaję pracę jako korektorka i redaktorka w jednym z luksusowych magazynów dla kobiet. Nie pasuje do tej redakcji – ani charakterem i hierarchią wartości, ani wyglądem. Dla dobra życie towarzyskiego i ze względu na zainteresowanie popularnego i oszałamiająco przystojnego coacha decyduje się zmienić swoje życie. Rozpoczyna drakońską dietę i próbuje zaprzyjaźnić się ze sportem. Dokonuje rewolucji w szafie i… w sercu. Z Kopciuszka zmienia się w gwiazdę stolicy i redakcji. Pytanie tylko na jak długo? Czy jej pięć minut potrwa nieco dłużej, czy w porę zorientuje się, że „wielka sława to żart”, zanim zapomni o swoim prawdziwym ja? Odpowiedzi na te pytania poznacie, sięgając po książkę.

Może i motyw stary jak świat. Może i nieco przerobiona historia znana widzom „BrzydUli”. Może i schemat, którego finał można przewidzieć od pierwszych stron… Ale wiecie co? Potrzebowałam takiej książki. Potrzebowałam takiej przepełnionej ciepłem i humorem powieści. Takiego plastra na serce na chłodny jesienny wieczór. Lubię powieści romantyczne i się tego nie wstydzę, a Gwiazdeczka, jak dla mnie, spełnia wszystkie wymogi tego gatunku. Jest niebanalna bohaterka. Nieco zakompleksiona, ale z ogromnym dystansem do siebie i świata. Obdarzona poczuciem humoru i wewnętrznym ciepłem. Józię po prostu chce się poznać i przytulić. Wypić z nią herbatę, a może nawet i coś mocniejszego. Są troskliwi rodzice, babcia-autorytet, wierna przyjaciółka, uczynni znajomi… Są łzy ze śmiechu, są łzy wzruszenia. Jest miejsce na ironię i satyrę współczesnej rzeczywistości – pogoni za czymś lepszym, nowszym, chudszym, modniejszym… Jest też wątek świąteczny – redakcja, w której pracuje Józia, intensywnie przygotowuje gwiazdkowy numer, a grudniowe wypady i spotkania odmienią niejedno życie. Mnie w takie listopadowe wieczory nic więcej (literacko) do szczęścia nie potrzeba!

Ciekawym dodatkiem dla Czytelników są przepisy od bohaterów powieści – znajdziecie wskazówki jak przyrządzić dania babci, mamy Józi czy specjały głównej postaci. Pyszne akcenty czekają na ostatnich stronach!

Ja pokochałam Józię od pierwszego zdania. Taka kochana Gwiazdeczka z niej. Mamy kilka wspólnych cech – marzycielka i romantyczka zawsze wyczuje bratnią duszę ;) Myślę, że i Wy ją polubicie. Jeśli zdecydujecie się poznać pannę Józefinę i kawalera Sobiepańskiego, koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami po lekturze.  



wtorek, 13 listopada 2018

"Druga miłość" - Marzena Rogalska


Marzena Rogalska, Druga miłość, Wydawnictwo Znak 2018.

Ostatnie tygodnie nie należały do łatwych – odpowiedzialny projekt w pracy sprawiał, że po powrocie z biura marzyłam tylko o łóżku lub o serialu, a nie o chwilach z książką. Czytałam bardziej na siłę, bardziej pod terminy narzucone przez wydawnictwa niż z przyjemności, a na piętrzący się stosik patrzyłam z niechęcią. Projekt dobiegł końca, energia i czas wolny powróciły. Wróciła też radość z czytania – w dużej mierze dzięki najnowszej powieści Marzeny Rogalskiej. Druga miłość na nowo rozkochała mnie w książkach i w swoich niezwykłych bohaterach.

Druga miłość to trzecia część niezwykłej serii stworzonej przez niezwykłą dziennikarkę. Trzecia i moja ulubiona. Przeczytałam ją najszybciej ze wszystkich i z największą przyjemnością oraz ciekawością!

Główną bohaterką powieści niezmiennie jest Agata – łowczyni talentów, właścicielka światowej sławy firmy. Ma u swojego boku oddaną paczkę przyjaciół. Czytając o ich perypetiach, czułam, jakbym po kilku miesiącach rozłąki, spotkała się z bliskimi mi ludźmi. Muszę przyznać, że bardziej od Agaty, chwilami niezdecydowanej, momentami wyniosłej i kochającej kontrolę Zosi Samosi, do gustu przypadli mi właśnie członkowie jej teamu – Krzysiek, który mimo wad wydaje się ideałem faceta, jego czuła i oddana rodzinie oraz pasji partnerka; Gośka – aktorka i baba z charakterem, która potrafi i zakląć, i krzyknąć; tajemniczy Rafał – dobry duszek (również finansowy) ekipy… Niezwykły team tworzą niezwykli i kompletnie różni charakterologicznie, fizycznie i przede wszystkim pod względem życiowych doświadczeń ludzie. Ta mozaika osobowości sprawia, że wzajemnie się uzupełniają – niczym puzzle, brakujące elementy układanki. Każdy wnosi do paczki coś od siebie, coś wyjątkowego – talent, cechę, wiedzę… Historia przedstawiona przez Marzenę Rogalską może więc być dowodem na to, że istnieje prawdziwa przyjaźń – niepytająca o korzyści, wiek, wykształcenie czy zawartość portfela. Przyjaźń, w której najważniejsze jest wnętrze drugiego człowieka, a nie to, co posiada. Przyjaźń, w której rzuca się wszystko, by pomóc. Nie dlatego że wypada. Dlatego że tej pomocy z całego serca pragnie się udzielić.

Jeśli nie znacie wcześniejszych części serii (Wyprzedaż snów i Gra w kolory), zanim sięgnięcie po Drugą miłość, powinniście poznać losy bohaterów. W tej powieści Agata (a w raz z nią czytelnicy) powracają do wydarzeń, które rozgrywały się w Londynie. Bohaterka wciąż wspomina dwa spotkania – jedno przypadkowe, które przewróciło jej życie do góry nogami, i drugie, które ostatecznie nie doszło do skutku. Chwile spędzone w towarzystwie byłego chłopaka, Marka, wracają do niej niczym bumerang. Zastanawia ją również tożsamość tajemniczego pisarza, którego twórczość pomogła uporać jej się z żałobą i poczuciem pustki, jakie wywołała śmierć Kostka. Czy autor jeszcze się odezwie? Czy da jej drugą szansę na spotkanie? Czy z pomocą przyjaciół uda jej się ustalić jego dane? Nie zdradzę, by nie odebrać Wam przyjemności z lektury. Jedno jest pewne – napięcie towarzyszy czytelnikowi do ostatniej strony.

I tym razem akcja powieści rozgrywa się nie tylko w ukochanym mieście autorki, Krakowie. Paczka przyjaciół (w towarzystwie dzieci i psa) wita nowy rok w górach. Cudne to były fragmenty! Bajeczne wręcz krajobrazy, leniwe chwile w gronie najbliższych, długie rozmowy, łzy i śmiechy. Rozdziały dotyczące sylwestra czytałam z ogromną przyjemnością!  Kraków, góry, Europa - Agata poznaje bliżej niedarzoną wcześniej sympatią Francję. Krzysiek nadal pracuje dla stołecznego milionera, a Joasia i Gajka spełniają marzenia w Azji. Wysyłając bohaterów w dalsze i bliższe podróże, Marzena Rogalska przypomina o oczywistej, choć czasem zapomnianej w dzisiejszym zabieganym świecie prawdzie – że szczęście nie zawsze jest na wyciągnięcie ręki, nie zawsze czeka za rogiem – czasem wymaga wysiłku i przebycia tysięcy kilometrów, by wreszcie dać się odkryć.

Tytułowa druga miłość przychodzi znienacka. Nieproszona, puka do drzwi serca i budzi uśpione emocje. Dopada i tych młodszych bohaterów, i tych starszych, którzy nie dawali sobie do niej prawa albo w strachu przed jej następstwami, wybudowali wewnętrzny schron. Powoli, krok po kroku miesza w życiu postaci, wystawiając ich na różne próby. Kto odważy się jej dać szansę? Kto uklęknie z pierścionkiem w dłoni? Kto zdecyduje się na kilka tygodni wyłączyć telefon? Kto na nowo obudzi się do życia? Marzena Rogalska przygotowała dla swoich postaci niejedną niespodziankę. Zaskoczeni i wzruszeni są też oczywiście Czytelnicy.

Książka urzeka nie tylko kreacją bohaterów, ich zaskakującymi losami, ale również naturalnym językiem. Autorka dostosowuje go do sytuacji i konkretnej postaci. Jedni potrafią wrzasnąć i użyć przekleństw. Inni cytują poezję i ubarwiają życiowe rady porównaniami czy metaforami. Mieszanka okraszona jest garścią humoru i szczyptą ironii, co cenię w powieściach obyczajowych.

Druga miłość to wzruszająca, zabawna, ciepła i pełna nadziei historia o prawdziwej przyjaźni i prawdziwej miłości. O magii słowa „przepraszam” i blasku, jaki niesie ze sobą prawda. O marzeniach, które warto spełniać mimo przeciwności losu. O szansach, jakie daje los i drugi człowiek. Idealna na długie jesienne wieczory – gorąco polecam!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

wtorek, 6 listopada 2018

"Dobre uczynki" - Agnieszka Krawczyk (#MamaDropsaCzyta)


Agnieszka Krawczyk, Dobre uczynki, Wydawnictwo Filia 2018.
seria „Uśmiech losu”
#MamaDropsaCzyta

Niecierpliwie czekałam na 2. tom serii „Uśmiech losu” Agnieszki Krawczyk pt. Dobre uczynki. Ciekawiło mnie bowiem, jak mieszkańcy kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą poradzą sobie z nowym wyzwaniem, jak potoczą się ich losy. Gdy książka dotarła do mnie, przeczytałam ją z przyjemnością.

Akcja powieści osadzona jest w realiach dzielnicy dzieciństwa Pisarki – na krakowskich Dębnikach, czarodziejskiej krainie dzieciństwa, pełnej nostalgicznych wspomnień i urzekającego piękna. Znany mi jest doskonale z czasów młodości Rynek Dębnicki, skąd autobusem jeździłam w odwiedziny do wujostwa w Tyńcu. Co zatem słychać u mieszkańców kamienicy? Helena boryka się z problemami zdrowotnymi – nowotwór. Zdecydowała się na operację, której podjęła się jej przyjaciółka dr Balbina Lewińska. Żeby oderwać myśli od choroby, Helena postanowiła zająć się historyczną łamigłówką, czyli sprawą kamienicy oraz stworzyć plan na realizację swojej pasji. Pomoc zaoferował jej Mikołaj, kolega szkolny. Dlaczego właśnie jemu tak bardzo zależało na pomocy Helenie? Z jakimi problemami borykał się Mikołaj? Skoro choroba ponownie zbliżyła ją po latach do przyjaciółki Inki, pragnie wyjaśnić wszelkie niejasności, które je przed laty rozdzieliły. Czy jej się to uda? Miranda przypadkiem znalazła  nieotwarte listy do mamy. Co to były za listy i od kogo? Dlaczego rodzice je schowali przed Ofelią? Podczas porządków Miranda znalazła pod dywanem kartkę z Francji  i postanowiła napisać list do adresata. czy otrzymała odpowiedź? Ofelia, czyli Fela, starsza siostra Leny i matka Mirandy cierpiała na ciągłe bóle głowy, trudno ją było namówić na wizytę u lekarza, piła jakieś ziółka od zakonników. Matka mówiła o niej, że jest pechowa, „jakby jakieś fatum nad nią ciążyło”. Ofelia czuła się osamotniona wśród rodziny, bo nikt jej tak naprawdę nie rozumiał. Czy Helenie i Mirandzie udało się rozwiązać tajemnicę korespondencji z przeszłości? Zuza zadomowiła się w uroczym mieszkanku na poddaszu, pracowała, była lubiana przez mieszkańców, dzieci chodziły do żłobka. Pojawiła się u niej matka Łucja z propozycją pomocy i przeprowadzki do wspólnego mieszkania w Gdańsku lub w Warszawie. Na próżno jednak, cudowny plan Łucji spalił na panewce. Zuza widziała swoje miejsce wśród przyjaciół na Dębnikach. No i przed mieszkańcami dobry uczynek. Tajemniczy właściciel domu zaproponował mieszkańcom udział w zaskakującym wyzwaniu – spełnić w ciągu dwóch lat dobry uczynek, szlachetny czyn, który zmieni całe ich życie na lepsze, a w zamian za to każdy otrzyma na własność zajmowane mieszkanie bez żadnych kosztów.  Początkowo idea dobrych uczynków śmieszyła Łucję, ale z czasem zrozumiała, że od jednego dobrego uczynku narodzi się drugi, a od niego inny i w ten sposób powstanie sztafeta, która przebiegnie przez świat. Może to zapełni próżnię i da ludziom radość? Sklei się pęknięte naczynie, którego naprawy zaniedbało się we właściwym czasie. Bo nigdy nie jest za późno, aby zrobić coś szlachetnego? Łucja postanowiła w końcu kupić w Krakowie mieszkanie eleganckie i w dobrym stylu, z ogródkiem, z cudownym widokiem na Wisłę. Mieszkańcy często spotykali się w ogrodzie podczas prac porządkowych i pielęgnacyjnych. Było to okazją do wymiany zdań na temat dobrych uczynków. Te rozmowy czasem zamieniały się w kłótnie, które nasiliły się, gdy w zrujnowanej willi po sąsiedzku, po kapitalnym remoncie, miał powstać szpital dla psychicznie chorych. W rezultacie ten budynek otrzymała fundacja „Więcej Dobra” na działalność terapeutyczną dla dzieci niedowidzących, z zaburzeniami psychofizycznymi i umysłowymi . Pani prezes fundacji planowała założyć też ogród sensoryczny dla swoich podopiecznych. Wzbudziło to niepokój sąsiadów, ale z czasem zaangażowali się do pomocy, przecież mieli doświadczenie w urządzeniu swojego ogrodu. Porozumienie buduje się z trudem; mało rzeczy w życiu przychodzi łatwo. Potem jednak okazuje się, że wystarczy chcieć, a rozwiązania pojawiają się same. Prezes fundacji, niezwykle sympatyczna kobieta, zapoznała mieszkańców z ideą ogrodów społecznych. Liczyła na ogromną pomoc sąsiadów. A rada miasta postanowiła udzielić wsparcia finansowego. Do akcji włączył się też Wojtek, student, znajdując w ten sposób temat do pracy magisterskiej. Pomysł sprzyjał integracji mieszkańców sąsiednich kamienic. A jak mieszkańcy kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą sobie z tym poradzili? Czy terapia ogrodem okazała się doskonałym lekiem na problemy nie tylko pacjentów, ale i mieszkańców? Zachęcam do sięgnięcia po książkę. Tu znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania.
  
Pasją Agnieszki Krawczyk jest historia Krakowa. W powieści Pisarka wprowadziła wątek wojenny. Podczas próby rozwikłania tajemniczego donatora w dzienniku dawnego proboszcza ks. Majskiego pojawiło się nazwisko A. Kostki – konspiratora pomagającego Żydom w getcie, zginął pod koniec grudnia 1942r. Miranda znalazła więcej faktów w Muzeum Historycznym. Informacje dotyczyły akcji wysiedleńczych w getcie, likwidacji getta, o Aptece pod Orłem i jej właścicielu, niesamowicie odważnym Tadeuszu Pankiewiczu, który miał ogromne zasługi w pomaganiu Żydom. Napisał o tym wstrząsającą książkę, unikalną relację. Tak tragiczne rzeczy tam się działy, po prostu bestialstwo, aż trudno uwierzyć, że w takich warunkach dało się w ogóle żyć. A z drugiej strony w każdym z klientów apteki dostrzegał dobre strony, szlachetność, prawy charakter. miranda natrafiła także na ciekawy trop – archiwum getta warszawskiego doktora Emanuela Ringelbluma, nauczyciela i wielkiego społecznika. Odnaleziono je po wojnie i nazwano „sumieniem narodu żydowskiego”. Niezwykle poruszającą, tragiczną  historię rodziny Mincerów, o miłości Antoniego i Miriam bohaterki usłyszały od pani Niny, siostry A. Kostki. (…)jak to mądrze pisał pan Edelman – w getcie była miłość, było życie, oprócz śmierci i strachu. Ludzie brali śluby, rodziły się dzieci. Ci, którzy zastrzegali się, że nigdy się z nikim nie zwiążą, szukali partnerów. Już tak jest, ze ten pęd życia, optymizm, nadzieja zawsze się gdzieś tli. Opowieść starszej pani skłoniła dziewczyny do refleksji : Wojna odbiera ludziom życie, ale i przyszłość, marzenia i szczęście. Spokojny byt, beztroską młodość, sielskie dzieciństwo. To niesprawiedliwe, że niektórym przychodzi żyć w takich czasach i nie zaznać pocieszenia. Wywołała też szereg pytań: Czy ulice i domy zapamiętują ból swych mieszkańców? czy są tu jeszcze drzewa pamiętające te wydarzenia? Rzeka płynie obojętnie, trwa i jest pozbawiona pamięci. Niebo przygląda się w taki sam sposób szczęściu i niedoli ludzkiej. Pisarka maluje słowami cudowne opisy urokliwych miejsc Krakowa, które oddają emocje bohaterów. W powieści należy też dostrzec wątek nauczycielki Anny Mrowińskiej . Co ją poróżniło z Sylwią, mamą Heleny? Czy to kolejna tajemnica rodzinna? Bardzo mnie zaciekawiła i wzruszyła historia Sary, Zosi Mincer opowiedziana przez pana Blajerskiego. Czego tak bardzo się obawiał pan Henryk? A najbardziej zaskakujące było dla mnie zakończenie powieści. Nie spodziewałam się pojawienia pewnego gościa i rozwiązania tej „strasznej tajemnicy”. Niecierpliwie będę czekać na trzeci tom Serii  „Uśmiech losu”.

Dobre uczynki to cudowna powieść wręcz idealna na jesienną, kocykową porę. Poznajemy dalsze losy plejady bohaterów świetnie wykreowanych przez Pisarkę, feerię towarzyszących w ich życiu emocji. Czytając powieść, śmiejemy się, wkurzamy, wzruszamy, zmuszamy do refleksji . Identyfikujemy się z bohaterami i razem z nimi szukamy pomysłu na dobry uczynek, który mógłby nas przemienić i uświadomić, że dobro zawsze powraca.  To opowieść o tym, co w życiu się tak naprawdę liczy. Najważniejsza jest rodzina, w rodzinie bowiem tkwi siła i moc, ważna też jest miłość (astronomia i Iskra), szczerość, przyjaźń, wzajemna pomoc sąsiedzka. Jak dobrze mieć sąsiada – to nie tylko słowa piosenki. Natomiast życie w kłamstwie, wieczne kręcenie, udawanie i obłuda nie mają sensu, komplikując bowiem życie, mogą doprowadzić do desperacji, choroby. Nie można żyć w poczuciu winy.  Ludzie nie powinni stwarzać sobie piekła tu na ziemi, bo życie tak krótko trwa. A na koniec trochę prywaty. Bardzo dziękuję Agnieszce Krawczyk za wprowadzenie do książki szczególnych bohaterów – osób z niepełnosprawnością . Ogród społeczny, ogród zmysłów i doświadczeń, terapia ogrodem to dla nich lekarstwo na różne dolegliwości, oaza odpoczynku i miłych doznań. Ale moim zdaniem jako matki to drugi człowiek, jego bezinteresowna miłość, troska, opieka, odpowiedzialność, okazane serce   - są najważniejsze. Od osób z niepełnosprawnością możemy się też wiele nauczyć i zaczerpnąć . To one mogą w nas dokonać istotnej przemiany, przeszeregowania wartości, uwrażliwienia.

Bardzo dziękuję za umieszczenie naszych nazwisk w podziękowaniach, dla młodej blogerki to dość istotne, bo motywujące, a ja tylko wspieram Córkę, mamy podobne upodobania czytelnicze i kochamy czytać książki.