wtorek, 27 lutego 2018

"Strzały nad jeziorem" - Marta Matyszczak (recenzja przedpremierowa!)

tytuł: „Strzały nad jeziorem”
autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo Dolnośląskie
liczba stron: 304

premiera: 28.02.2018 r.








Strzały nad jeziorem – Marta Matyszczak


Bardzo cieszy mnie fakt, że pełen humoru, jeden z moich ulubionych literackich duetów powrócił! Z ogromną ciekawością przeczytałam trzecią część wyjątkowej serii „Kryminał pod psem”. Dlaczego wyjątkowej? Bo główny bohater to gadatliwy i bardzo inteligentny kundelek, który złoczyńcę, dosłownie i w przenośni, wyczuje na kilometr. Mam wrażenie, że sprawa, nad którą tym razem pracował w tej części, była najtrudniejszą w jego niełatwym psim życiu (no dobra, pracowali, Solański też coś działał 😉 ). Może dlatego, że dotyczy bliskiej jego (i nie tylko jego) sercu osoby?

Utrata kilogramów = utrata wolności


Była dziennikarka Róża Kwiatkowska, przyjaciółka psa Gucia i prywatnego detektywa Szymona Solańskiego, postanawia zadbać o swoje zdrowie i wyrusza na odchudzające wczasy. Kuracja zostaje brutalnie przerwana – kobieta zostaje oskarżona o morderstwo słynnego archeologa! Andrzej Siudek prowadził przełomowe badania w Jeziorze Barlineckim. Kto naprawdę stoi za śmiercią naukowca? Była żona? Lokalny złodziejaszek? A może archeolożka kierująca konkurencyjną grupą badawczą? Zszokowana obrotem sprawy Kwiatkowska wzywa na pomoc niezawodnego śledczego Szymona. Z nieodłącznym kundelkiem Guciem u boku, nie bez przeszkód, ruszają na poszukiwanie mordercy.

Profesjonalny kudłaty śledczy znów w akcji!


Czy wspominałam Wam już, że uwielbiam Gucia? Pewnie nie raz! Gucio to jeden z narratorów powieści i oczywiście profesjonalny detektyw. W odkrywaniu tożsamości zabójcy archeologa odgrywa nie mniejszą rolę niż jego pan czy policjanci z miejscowego komisariatu. Gucio, podobnie jak w poprzednich częściach serii, z wrodzonym urokiem osobistym i ogromnym poczuciem humoru przedstawia Czytelnikom postaci oraz relacjonuje postępy w śledztwie. Bawi i wzrusza – do łez!

Solidna dawka kryminału w kryminale


Marta Matyszczak już trzeci raz z powodzeniem skonstruowała trzymającą w napięciu fabułę. Zgodnie ze zwyczajem, wykreowała niebanalnych bohaterów – w końcu historia to nie tylko znani z poprzednich części postaci, ale i nowe osoby, które odgrywają ważne role w śledztwie i życiu prywatnym detektywów oraz Róży. Obawiacie się, że przez komediowe wątki i rasę głównego bohatera, kryminał traci na jakości? Spokojnie – Strzały nad jeziorem trzymają w napięciu do początku do końca. Jak zwykle do ostatniej strony nie można być pewnym finału dochodzenia. Marta Matyszczak lubi niespodzianki i nie szczędzi ich Czytelnikom.

Kryminał na wesoło, w którym zachowano proporcje


W Strzałach nad jeziorem jest miejsce na wszystko – i na śmiech, i na strach. Znów intryga, przynajmniej dla mnie, była skomplikowana, pewne wątki mnie zaskoczyły. W tej części pojawia się wiele nowych tematów, między innymi: niepełnosprawność, droga do sławy, chęć pozostania „niezatapialnym”… Tym razem Marta Matyszczak silny nacisk kładzie na relacje rodzinne – i w śledztwie, i po godzinach pracy detektywów. Solański podczas pobytu nad jeziorem odbiera dziwne telefony. Rozmówca zmusza go do powrotu w najmroczniejsze zakamarki przeszłości. Głównie z tego powodu nie mogę się doczekać kolejnej części. Bo chyba będzie, prawda? Po takim finale nie ma innej opcji!

Merdam ogonem z radości


Chciałabym bardzo, bardzo podziękować autorce Marcie Matyszczak za piękną dedykację oraz wymienienie mojego nazwiska w posłowiu. Pani dziękuje za blogową działalność, ja, kolejny raz, dziękuję za tak fantastyczny duet. I z niecierpliwością czekam na kolejne przygody Gucia, Szymona i Róży. A jeśli jeszcze nie znacie tych wyjątkowych postaci, sięgnijcie po kryminały „Pod psem”. Z nimi nie można się nudzić!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

poniedziałek, 19 lutego 2018

"Dziewczyna z Krakowa" – Alex Rosenberg (recenzja przedpremierowa + konkurs!)

tytuł: „Dziewczyna z Krakowa”
autor: Alex Rosenberg

premiera: 20.02.2018 r.




Dziewczyna z Krakowa – Alex Rosenberg

Ciężko mi znaleźć słowa, którymi mogłabym oddać zachwyt na tą powieścią. Wszystko wydaje mi się zbyt banalne. Pozwólcie, że napiszę po prostu – ten dramat wojenny polecam Wam z całego serca.

Z Uniwersytetu Jagiellońskiego w sam środek piekła

Kilka lat przed wybuchem II wojny światowej Żydówka Rita Feuerstahl studiuje prawo na słynnej krakowskiej uczelni. Cieszy się wolnością i snuje plany na przyszłość. Do czasu. Przypadkiem poznaje Ursa, niezbyt pewnego siebie lekarza. Kierując się rozumem, nie sercem, przyjmuje jego oświadczyny i zostaje "panią doktorową". Nie spodziewa się, że niebawem będzie zmuszona zmienić tożsamość, zamieszkać w getcie, a potem ukrywać się, by przeżyć… Przyjaciel z getta powierza Ricie tajemnicę, która ma być jej polisą ubezpieczeniową. Tajemnicę tak wielką, że jej ujawnienie może zmienić oblicze świata. Tajemnicę tak potężną, że daje Ricie niezwykłą, ogromną wolę ocalenia w piekle, które zgotowali naziści. Czy sekret ujrzy światło dzienne?

– Ktoś musi przeżyć tę wojnę. Ty, twój syn, ktokolwiek. Erichowi i mnie pewnie się nie uda. Tobie może też nie. Ale nie masz prawa pomagać im w zabijaniu większej liczby nas, niż są w stanie. Ktoś musi powiedzieć o tym wszystkim światu, dać świadectwo, dopilnować, żeby winni zostali ukarani.

Aby przeżyć, Rita uczy się kłamstw i pilnie strzeże swoich sekretów, także tego największego. Walczy o siebie, walczy o syna. Zmienia tożsamość i przybiera fałszywe nazwisko. Robi wszystko, by przetrwać. Przekracza swoje własne granice — konsekwentnie i z determinacją.

Kochanek o stu twarzach

Drugim najważniejszym bohaterem, oprócz tytułowej dziewczyny, jest lekarz Tadeusz Sommermann – Żyd, który, podobnie jak jego kochanka Rita, za wszelką cenę stara się przetrwać piekło, w jakim przyszło mu żyć po 1 września 1939 roku. Jego decyzje i działania wydają się bezwzględne – pozbawione emocji i jakiejkolwiek przyzwoitości. Tu muszę pochwalić Autora-narratora. Osoba przybliżająca Czytelnikowi świat przedstawiony w żaden sposób nie usprawiedliwia czy nie oskarża bohatera. Przedstawia jego tok rozumowania, pokazuje proces podejmowania decyzji bez wartościowania. To wielki plus – Czytający sam może ocenić tę i inne postaci występujące w powieści.

Dramat wojenny z mocnymi miłosnymi wątkami w tle

Dziewczyna z Krakowa to niezwykły dramat wojenny. Wątki miłosne, choć ważne, nie dominują nad tematem walki z wrogiem (wrogami) jak w innych tego typu powieściach. Miłość w tej historii ma różne oblicza. Kłamstwa i tajemnice polityków, które niepostrzeżenie przenikają relacje Rity, jej męża, kochanków i kochanki, a także decydują o ich najbardziej intymnych posunięciach.


Dziewczyna z Krakowa uczy historii

Jak już wspomniałam, narracja jest prowadzona w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Akcja powieści toczy się podczas II wojny światowej na terenie Europy – głównie w Polsce, Rosji i Niemczech. Pojawiają się również ważne dla fabuły wątki francuskie czy hiszpańskie. Warto podkreślić, że historia nie jest tylko tłem dla wydarzeń. Autor dużo miejsca poświęca na przybliżenie faktów, postaci i przemian na przestrzeni lat 40. XX wieku. To wielki plus tej książki.

Tej powieści się nie czyta. Tę powieść się pochłania!

Takimi słowami rozpoczęłam jeden z e-maili wysłany do Pani Natalii – „mojego kontaktu” w Wydawnictwie Editio. Bo to prawda. Jeśli należycie do osób, które lubią powieści z wojną w tle, musicie mieć Dziewczynę z Krakowa. Musicie ją przeczytać. Choć nie, to złe słowo – tę książkę naprawdę się pochłania. Od pierwszej do ostatniej strony. A potem przychodzi szok. Szczękę zbiera się z podłogi. Bo zakończenie, finał tej historii – drogi przez wojnę, drogi przez mękę, spada na Czytelnika niespodziewanie. Przynajmniej na mnie spadło bez ostrzeżenia. Zadowolona przesunęłam palcem po ekranie czytnika i… niespodzianka. Koniec. Biogram. Wciąż nie mogę się otrząsnąć.

Uwaga – KONKURS!

Moja recenzja zachęciła Cię do przeczytania tej powieści? Po przeczytaniu noty wydawniczej masz ochotę poznać tytułową dziewczynę? Zapraszam do udziału w konkursie – dzięki uprzejmości Wydawnictwa mam dla Was dwa egzemplarze! Co trzeba zrobić, by je wygrać?
1.     Zgłoś się w komentarzu pod tą recenzją. Napisz swoje imię i nazwisko oraz email.
2.     Polub profil bloga na Facebooku, zaobserwuj na Instagramie lub w Google. W komentarzu ze zgłoszeniem daj znać, którą opcję wybrałeś/aś.
3.     Każdy może się zgłosić tylko raz.
4.     Książki zostaną wysłane na adres na terenie Polski. Jedna osoba otrzyma JEDEN egzemplarz. Zwycięzców będzie więc dwóch. Zostaną wyłonieni drogą losowania.
5.     Konkurs trwa od 19 lutego do 2 marca. Wyniki zostaną podane najpóźniej do 5 marca.

To wszystko. Zapraszam do udziału w konkursie i życzę Wszystkim powodzenia!


Edit z 04.03.2018 r. 
Dziękuję Wszystkim za udział w konkursie!
Egzemplarze „Dziewczyny z Krakowa” trafiają do Dominiki Śliwy i Aleksandry Jesiołowskiej. Gratuluję!

wtorek, 13 lutego 2018

"Gra w kolory" - Marzena Rogalska (recenzja przedpremierowa!)

Autor: Marzena Rogalska
Tytuł: „Gra w kolory”
Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 400
Premiera: 14.02.2017 r.

Pierwsza część serii: „Wyprzedaż snów” (recenzja: http://dropsksiazkowy.blogspot.com/2017/01/wyprzedaz-snow-marzena-rogalska.html)




Gra w kolory – Marzena Rogalska

Nie masz pomysłu na zimowy wieczór lub leniwy weekend? Zagraj z Marzeną Rogalską – popularną dziennikarką. Gra w kolory sprawi, że zapomnisz o nudzie, a nawet i o otaczającym Cię świecie. Druga część historii Agaty i jej przyjaciół pochłania bez reszty.

Agata wraca do domu

Chciałoby się powiedzieć, a właściwie napisać – Agata znowu wraca do domu. Pod troskliwą opieką przyjaciół i współpracowników dochodzi do siebie po dotkliwej i nagłej stracie. Kolejny raz na nowo zaczyna żyć. Mimo wsparcia od krakowskiej paczki i przyjaciół zza granicy Donimirska nie wierzy, że jeszcze kiedyś będzie szczęśliwa. Ucieka przed bolesną przeszłością, jednocześnie nie potrafiąc ruszyć przed siebie.

Nie miałam pojęcia, co to znaczy: żyj dobrze i bądź szczęśliwa, bo jak można być szczęśliwą i żyć bez ciebie?

W tej części Marzena Rogalska w poruszający sposób przybliża Czytelnikom proces wewnętrznej przemiany Agaty. Na kartach powieści bohaterka dojrzewa. By zrozumieć siebie, odkrywa rodzinne tajemnice. Wraca do czasów dzieciństwa. Mierzy się z demonami przeszłości – także z byłym mężem, przez którego opuściła ukochany Nowy Jork. Podróżując między Krakowem, USA a Londynem, podróżuje w głąb samej siebie. Z jakim skutkiem?

Przede wszystkim słuchać

Na wizji Marzena Rogalska udowadnia, że umie rozmawiać z ludźmi i potrafi ich słuchać. Również Jej bohaterka, Agata, potrafi jednać sobie ludzi w każdym zakątku świata. W pracy jest liderką fantastycznego teamu profesjonalistów. Prywatnie, dla swoich przyjaciół, jest gotowa na każde poświęcenie. Jej relacje z „krakowską ekipą” są niemal idealne. Niemal, bo wszyscy wykreowani przez Autorkę bohaterowie są realni, nie sztuczni. To, podobnie jak w pierwszej części serii, postaci po przejściach, z przeszłością i marzących o pięknej przyszłości. Postaci, dla których najważniejsze są: marzenia, przyjaźń i miłość. Ponad wszystko. Ponad wszelkie trudności.

E-maile owiane tajemnicą

Ważnym wątkiem w powieści są tajemnicze listy, które regularnie trafiają do elektronicznej skrzynki Agaty. Za każdy razem z innego adresu, bez podpisu. Za to z ciekawą, wręcz literacką historią, która pobudza wyobraźnię i bohaterki, i Czytelnika. Prywatne śledztwo Agaty i jej przyjaciół zza oceanu prowadzi do tworzącego pod pseudonimem pisarza, który nagle znikł z literackiej sceny. Czy jego tożsamość wyjdzie na jaw? Tego nie zdradzę, ale zapewniam – ten wątek wciąga niczym prawdziwy kryminał!

Marzena Rogalska – specjalistka od nieoczywistych zakończeń

Dziennikarka-pisarka i w tej części historii operuje piękną polszczyzną, poruszając każdy zmysł i każdy fragment ludzkiej wyobraźni. Książkę czyta się szybko, wręcz pochłania. Ciekawym zabiegiem jest retrospekcja – wraz z Agatą do przeszłości powracają również Czytelnicy. Poznają jej rodziców i nie do końca szczęśliwe dzieciństwo.
Ci, którzy czytali pierwszą część tej niezwykłej serii, na pewno pamiętają zaskakujące zakończenie. Mnie finał Wyprzedaży snów złamał serce, dlatego ucieszyłam się na wiadomość o jutrzejszej premierze Gry w kolory. Z drżeniem serca przystąpiłam do lektury. I tym razem finał mnie zaskoczył. W moim odczuciu Marzena Rogalska staje się specjalistką od nieoczywistych zakończeń. Zakończeń, które tylko pozornie nie są otwarte. Zakończeń, które wręcz krzyczą o dopowiedzenie dalszej części historii. Mam nadzieję, że na rynku pojawi się trzecia część serii. Nie zgadzam się na to, by ta opowieść zakończyła się w taki sposób w moim ukochanym Londynie.

Dołącz do gry – ZaGraj w kolory już w Walentynki!

Premiera tej niezwykłej powieści już jutro. Jeśli czytaliście Wyprzedaż snów, myślę, że nie trzeba Was szczególnie namawiać do sięgnięcia po tę część – sami wiecie, że warto. Tych, którzy nie znają Marzeny Rogalskiej od literackiej strony, zachęcam do odwiedzenia biblioteki lub księgarni. Choć pewne sytuacje czy zachowania bohaterów wydają się momentami naiwne i nierealne, nie pożałujecie spotkania z mieszkańcami Krakowa, Nowego Jorku, Waszyngtonu czy Londynu. Sięgając po książki Marzeny Rogalskiej¸ traficie do świata marzeń i snów, które zmieniają życie. Świata, w którym przyjaźń nie zna pojęcia „odległość” czy „przeszkody”. Świata miłości, na którą warto się otworzyć. Mimo wszystko.

W sobotę (17.02.) na moim Facebooku ruszy konkurs, w którym do wygrania będzie egzemplarz Gdy w kolory. Już dziś gorąco zapraszam do udziału w zabawie!


poniedziałek, 5 lutego 2018

"Cudowny chłopak" - R.J. Palacio

tytuł: „Cudowny chłopak”
autor: R.J. Palacio
Wydawnictwo Albatros
liczba stron: 416

egzemplarz kupiłam w księgarni Bonito








Cudowny chłopak – R.J. Palacio

Tę książkę trzeba przeczytać. Przepłakać. Prześmiać. Przeżyć. Pozwolić, by zadrgała każdą struną serca. Bo to cudowna książka. Cudowna niczym tytułowy Chłopak. Auggie. Mały wielki człowiek. Inny? Nie. To wyjątkowy czarodziej ludzkich serc.

Tak na marginesie, mam na imię August. Nie powiem wam, jak wyglądam. Cokolwiek sobie wyobrażacie, w rzeczywistości jest pewnie gorzej.

August – główny bohater książki, jest inteligentnym i dowcipnym chłopcem. Uwielbia Gwiezdne wojny. Jego życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, gdyby nie jeden zmutowany gen. Gen, przez który ma zdeformowaną twarz i, zanim skończył 10 lat, musiał przejść 27 operacji. Do tej pory, jak przystało na oczko w głowie całej rodziny, patrzył na siebie oczami bezwarunkowo kochających go rodziców i siostry. Teraz, gdy po raz pierwszy idzie do szkoły – od razu do piątej klasy – przyjdzie mu się zmierzyć ze światem rówieśników i starszych uczniów. Z ostracyzmem, uprzedzeniami, a czasem ze zwykłym chamstwem i podłością. Spotka się jednak również z dobrocią, przyjaźnią i wspaniałomyślnością. Kontakt z rówieśnikami odmieni Augusta. I nie tylko jego.

Historia pisana uczuciami

Powieść jest podzielona na rozdziały. Narratorami jest kilkoro bohaterów – między innymi Auggie i jego siostra. Rozdziały różnią się nie tylko narratorem, ale również stylem czy sposobem zapisu tekstu. Wszystkie części, niezależnie od tego, z czyjej perspektywy opisana jest historia, się łączą. Co ważne, każdą z partii poprzedza nagłówek informujący, kto tym razem „zabiera głos”. Ta historia to nie tylko zapis dialogów. To przede wszystkim opisy, które zmuszają do refleksji i niejednokrotnie wzruszają do łez.

Bo siła jest w rodzeństwie!

Drugoplanowych postaci jest wiele w tej książce, jednak swoją uwagę chcę poświęcić jednej – Olivii. Dlaczego?
W wielu przypadkach, gdy wraz z nowym członkiem rodziny pojawia się choroba lub niepełnosprawność, rodzice stają na wysokości zadania. Porzucają własne marzenia, plany. Wszystko podporządkowują dziecku, które (przyznam, że nie lubię tego określenia, ale żadne inne mi tu nie pasuje) wymaga specjalnej troski. A co z rodzeństwem, które nie dość, że „powitało konkurencję”, to chwilowo (albo i na zawsze) „spada” często na drugi plan? Czytając fragmenty książki opisujące niezwykłą relację głównego bohatera z dorastającą i potrzebującą nie mniejszej uwagi niż on siostrą, myślałam o moim Bracie. Chyba dopiero teraz uświadomiłam sobie, że pewnego marcowego, a potem majowego dnia, kiedy wreszcie wypuszczono mnie do domu, Jego życie zmieniło się na zawsze. Mimo to M. nigdy nie dał mi odczuć zazdrości. Nigdy mi nie dokuczał ze względu na problemy zdrowotne. Zawsze stawał w mojej obronie. Zawsze mnie wspierał i robi to nadal. Zawsze stał i wciąż stoi za mną murem. Niezależnie od sytuacji. 

Jakie to dziwne, że człowiek przeżywa najgorszy wieczór w swoim życiu, ale dla innych ludzi ten wieczór jest całkiem zwyczajny.

Ostatnie strony powieści czytałam w autobusie w drodze do pracy. Efekt? Na przystanku wysiadłam zapłakana. Muszę przyznać, że wzruszenie towarzyszyło mi od pierwszych stron. Na pewno nie dlatego że to smutna historia. Wręcz przeciwnie – to niezwykle pozytywna książka. Pełna nadziei. Uśmiechu. Czasem przez łzy. Zwycięstwa prawdy i lojalności nad głupotą, szpanem czy brakiem wrażliwości.

Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat.

Jak już wspomniałam, podczas lektury towarzyszyły mi niesamowite emocje. Czułam je w środku – w sercu, w ściśniętym gardle. Chyba po części dlatego że rozumiem bohatera powieści. Choć nigdy nie przeżyłam aż tak przykrych sytuacji jak Auggie, za swoją „inność” troszkę wycierpiałam. I jako dziecko, i, niestety, jako dorosła. Ale zawsze płacz w końcu zamieniał się w uśmiech. W motywację. W siłę. Dzięki Nim. Dzięki moim Rodzicom i Bratu. Auggie miał w rodzinie ogromne wsparcie, ja też. Tysiące razy nagradzali mnie owacją na stojąco za – dosłownie i przenośni – najdrobniejszy krok do przodu. To dzięki Nim jestem dziś cudowną dziewczyną.

Cudowny chłopak – nowa lektura szkolna?

Komu polecam tę książkę? Wszystkim. Bez wyjątku. Niezależnie od płci i wieku. To lektura obowiązkowa dla całych rodzin. To lekcja akceptacji i miłości. Ponad wszystko. Mimo wszystko. Choć żyjemy w XXI wieku, uważam, że polskie społeczeństwo wciąż miewa problemy z akceptacją czy z zachowaniem wobec „fizycznej inności”. Cudowny chłopiec fantastycznie uczy, jak się zachować podczas wyjątkowych spotkań z osobami dotkniętymi chorobą lub niepełnosprawnością. Czy powinien stać się lekturą szkolną? Moim zdaniem tak. I to na każdym etapie edukacji. By dzieci i młodzież, a później i dorośli nigdy nie zapomnieli, że wszyscy, niezależnie od wyglądu, jesteśmy cudem. W końcu wszyscy zwyciężamy ten świat, prawda?

PS Film również polecam. Tylko zamiast popcornu weźcie chusteczki. Najlepiej w hurtowych ilościach. Panom też się przydadzą.