poniedziałek, 30 lipca 2018

"W cieniu tamtych dni" - Magdalena Majcher (recenzja przedpremierowa!)


Magdalena Majcher, W cieniu tamtych dni, Wydawnictwo Pascal 2018.
Egzemplarz zakupiłam w księgarni internetowej Bonito.pl.

Rzadko brakuje mi słów. Czasem jednak dochodzi do takiej sytuacji – najczęściej, gdy mam wyrazić zachwyt. Tak jest w przypadku tej książki. Magdalena Majcher stworzyła coś niesamowitego. Prawdziwą emocjonalną bombę, choć określenie bomba w przypadku powieści o Powstaniu, nie jest do końca na miejscu. Napisała historię, która porusza każdym fragmentem duszy. Wywołuje uśmiech i łzy wzruszenia. Gula w gardle towarzyszyła mi od pierwszej do ostatniej strony.

W cieniu tamtych dni to podróż do Warszawy 1944 roku. Czytelnik trafia w sam środek powstańczej zawieruchy. Powstanie Warszawskie to bliskie memu sercu wydarzenie historyczne. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej powieści, postanowiłam ją kupić. Kupiłam. Przeczytałam, a właściwie pochłonęłam. I się nie rozczarowałam. Wręcz przeciwnie – jestem zachwycona! Już w środę, 1 sierpnia o godzinie 17 miną 74 lata od wybuchu Powstania. To dobry moment, by polecić Wam tę książkę i by poznać bohaterów tej historii. Jestem pewna, że nie będziecie żałować.

Powietrze było gęste od wyczekiwania i niepewności. W ostatnich dniach lipca nie było chyba w Warszawie osoby, która nie spodziewałaby się czegoś wielkiego.

Mikołaj nie spodziewał się, że tajemnicze znalezisko na strychu odmieni jego życie. Porządki, które miały być lekiem na kaca, stały się początkiem wielkich zmian w sercu chłopaka i członków jego rodziny. Ale po kolei! Nieśmiały, z duszą romantyka, student polonistyki opiekuje się swoją ukochaną babcią. Emilia już dawno przekroczyła dziewięćdziesiątkę, ale mimo PESEL-u pozostaje w pełni samodzielną i sprawną umysłowo kobietą. Wszystko zmienia pozornie niegroźny upadek – operacja biodra zmusza ją do zwolnienia tempa. Na szczęście może liczyć na pomoc wnuka, którego wychowała. Matka Mikołaja, Helena, w nie do końca jasnych dla dwudziestolatka okolicznościach, pozostawiła jedynaka w rodzinnym domu i ruszyła na podbój artystycznej części Paryża. Utrzymuje kontakt z dzieckiem, jednak ich więzi są dalekie od ideału a niewypowiedziany żal i niejasna przeszłość kładą się cieniem na ich relacji. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy podczas spontanicznych porządków na strychu, Mikołaj znajduje rodzinny skarb…

W czasach, kiedy zło i nienawiść rozpanoszyły się po całej Europie, bardzo potrzebowaliśmy miłości, bo niosła nadzieję i pozwalała zachować człowieczeństwo.

Tajemnicza skrzyneczka kryje w sobie nigdy niewysłane listy do mężczyzny o imieniu Krzysztof i… powstańczą opaskę. Emilia, nie mogąc dłużej uciekać od opowieści o swojej młodości, decyduje się na bolesny powrót do przeszłości. Przy stole, w otoczeniu papierosów, babcia i wnuk rozpoczynają niezwykłą podróż w czasie… Podróż, która na zawsze odmieni życie i Emilii, i Mikołaja.  

Jak już wspomniałam, Powstanie jest bliskie mojemu sercu. Staram się czytać książki historyczne i oglądać programy dokumentalne poświęcone walkom z 1944 roku. Jako wolontariuszka akcji BohaterOn miałam zaszczyt uczestniczyć w spotkaniu z Bohaterami tamtych dni – Powstańcami Warszawskimi. Czy podczas rozmowy na żywo, czy podczas lektur, towarzyszy mi ogromne wzruszenie i poczucie wdzięczności. Tak było i tym razem W cieniu tamtych dni to powieść fabularno-historyczna. Wątek miłosny schodzi tu na drugi plan na rzecz historii właśnie. Widać, że autorka merytorycznie przygotowała się do pisania tej książki.

Bohaterką jest uczestniczka Powstania. To młoda dziewczyna, dwudziestokilkuletnia warszawianka, która tęskni za smakiem wolności. Magdalena Majcher wykreowała postać z krwi i kości. Emilia wierzy w zwycięstwo. Nie jest jednak szalona, zdaje sobie sprawę z zagrożeń i drży o życie najbliższych – siostry i jej malutkiego synka. Z biegiem Powstania młoda dziewczyna przechodzi przemianę – przede wszystkim wewnętrzną. Jest świadkiem wydarzeń, które zmieniają jej stosunek do świata i drugiego człowieka. Emilka staje się Emilią – kobietą, która nigdy nie wymaże pewnych obrazów z pamięci; która na zawsze pozostanie naznaczona historią i która ten ślad w duszy i sercu, nie do końca świadomie, przekaże członkom swojej rodziny.

W cieniu tamtych dni to powieść o Powstaniu. O bolesnej karcie naszej historii. O heroizmie młodych ludzi. O miłości do kraju, honorze i gotowości do największych poświęceń. To historia dni, które położyły się cieniem na kolejnych dekadach i pokoleniach. Na kanwie historycznych wydarzeń Magdalena Majcher stworzyła prawdziwą perełkę.  Zabrała czytelnika w niezwykłą podróż, oddając głos jednej z bohaterek – uczestniczce Powstania. Zanurzając się w świecie wykreowanym przez autorkę, miałam wrażenie, że wraz z Emilią przemierzam uliczki Starego Miasta, chroniąc się przed kolejnymi ostrzałami, kanałami przedostaję się do Śródmieścia czy angażuję się w pomoc rannym żołnierzom i cywilom. Na kolejnych stronach zaś towarzyszyłam Mikołajowi w próbach rozwikłania rodzinnej zagadki. Duży wpływ na taki odbiór i dogłębne przeżywanie powieści miał bez wątpienia mieszany sposób narracji. Fragmenty poświęcone w Powstaniu pisane są w pierwszej osobie, a rozdziały, których akcja rozgrywa się współcześnie, w trzeciej. 

W cieniu tamtych dni to nie tylko historia. To emocje – wielkie emocje, które towarzyszą i bohaterom, i czytającemu. Nie sposób przejść obojętnie obok opisywanych przez autorkę momentów. Choć wszyscy znamy je z lekcji historii czy mediów, wywołują całą gamę emocji. Lektura tej powieści była dla mojego serca prawdziwym rollercoasterem. Kac książkowy? Był i właściwie wciąż trwa. Zwłaszcza, że zbliża się 1 sierpnia i o 17 większość z nas, nie tylko w Warszawie, usłyszy syreny. Warto się wtedy zatrzymać. Stanąć, oddać hołd tym co polegli. Pomyśleć, nie oceniać. Mamy to szczęście, że żyjemy w wolnym kraju. Nasi dziadkowie, przodkowie tego szczęścia nie mieli. Chcieli o tę wolność walczyć. Nie zdajesz sobie sprawy, w jakim piekle przyszło im żyć? Sięgnij po powieść Magdaleny Majcher. Trafisz w jego sam środek.

Pani Magdaleno, dziękuję za tę podróż do Warszawy lata 1944 roku!

Z Powstańcem Warszawskim, Władysławem Rosińskim ps. „Zapałka”

wtorek, 24 lipca 2018

"Farba" - Wojtek Miłoszewski (recenzja + konkurs)


Wojciech Miłoszewski, Farba, Wydawnictwo W.A.B. 2018.
kontynuacja „Inwazji”

Oglądaliście Czas honoru? Z zaciekawieniem w każdą niedzielę śledziliście losy Bronka, Janka, Michała i Władka? Jeśli tęsknicie za popularnym serialem, którego akcja rozgrywa się podczas II wojny światowej, polecam Wam książki Wojtka Miłoszewskiego. Kilka tygodni temu premierę miała Farba – druga część bestsellerowej Inwazji.

Dlaczego uważam, że Farba przypadnie do gustu widzom Czasu honoru? Akcja powieści, podobnie jak akcja serialu, rozgrywa się w czasie wojny i okupacji Rosji. Z tą różnicą, że bohaterowie powieści Wojtka Miłoszewskiego żyją w czasach współczesnych. Tak – w XXI wieku Polska przegrywa wojną z Rosją rządzoną przez Putina. Okupanci zza wschodniej granic rozpoczynają proces rusyfikacji. Nie ma polskich urzędów ani uczelni. Nowe władze, z carem(!) Putinem na czele, starają się kontrolować wszystkie obszary życia Polaków. Historia zatacza koło i Rzeczpospolita znów staje się Republiką Ludową.

Bohaterowie powieści są bardzo zróżnicowani. Wojtek Miłoszewski kreuje wiele postaci, których losy się przeplatają. Żołnierzy (kapitana Romana Gurskiego i członków jego plutonu czy sierżanta Lacevicia), którzy walczyli na froncie podczas inwazji Rosji na Polskę w 2017 roku, czytelnik spotyka w podziemnej organizacji. Tytułowa Farba to skrót od nazwy polskiej organizacji niepodległościowej: Fighters Against Russian Barbarians, czyli bojownicy przeciwko rosyjskim najeźdźcom. #Farba znają również mieszkańcy Zachodu. Co robią z tą wiedzą? Pomagają? A może wręcz przeciwnie? Tego dowiecie się podczas lektury.

Warto dodać, że autor, zgodnie z zasadą powieści wojennych, w tryby historii wrzuca również cywilów. Rozdziela rodziny – matka i córka walczą o przetrwanie w dalekiej Rosji, ojciec i syn próbują odnaleźć się w powojennej katowickiej rzeczywistości. Czy Barańscy jeszcze kiedykolwiek się spotkają? Jaką cenę zapłaci Zenon Marczak, by zemścić się na siostrze Danucie? Pytań przed sięgnięciem po powieść jest naprawdę wiele. Czy czytelnik znajdzie odpowiedź na wszystkie? Zdradzę, że nie – brat Zygmunta Miłoszewskiego wyraźnie planuje prace nad trzecią częścią, o czym świadczy otwarte zakończenie, co mnie niezwykle cieszy.

Gdy pisałam pracę magisterską poświęconą wspomnianemu już serialowi, zetknęłam się z terminem "relatywizm wartości". Jedna wartość, w tym przypadku miłość do ojczyzny, może być różnie realizowana przez różne osoby w zależności od ich położenia. W produkcji TVP2 widać to doskonale na przykładzie Polaków i Niemców. I Miłoszewskiemu nie jest obcy ten termin. Inaczej patriotyzm rozumieją polscy żołnierze, część cywilów, a inaczej rosyjscy urzędnicy czy pracownicy służb. W Farbie autor poświęca sporo miejsca postaciom związanym z Moskwą. Przedstawia, ale co ważne nie ocenia bohaterów bliżej lub dalej związanych z Kremlem. Cieszy mnie, że nie bał się wykreować postaci zdrajcy – jeden z bohaterów to wypisz wymaluj Karol Ryszkowski z Czasu honoru.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B. miałam przyjemność czytać „starszą siostrę” Farby. Uważam, że lektura Inwazji jest niezbędna, by poznać bohaterów i zrozumieć wydarzenia rozgrywające się na kartach polecanej przeze mnie powieści.

Co jeszcze, oprócz czasu i bohaterów, łączy Inwazję i Farbę? Naturalne dialogi i dynamiczne opisy, dzięki czemu książkę bardzo szybko się czyta. „Łącznikiem” jest także, a może przede wszystkim, wciągająca, wręcz przerażająca akcja. Moje pokolenie zna wojnę (na szczęście) tylko z opowieści. Wydarzenia są opisywane niezwykle realistycznie. Podczas lektury wiele razy miałam gęsią skórkę. Z tyłu głowy niemal cały czas towarzyszyła mi myśl: „A co by było, gdyby naprawdę doszło do wojny z Rosją?”. Mam nadzieję, że się tego nie dowiem, a inwazja rosyjska na Polskę w XXI wieku na zawsze pozostanie fikcją literacką.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Spodobała Ci się moja recenzja? Masz ochotę poznać bohaterów powieści Wojtka Miłoszewskiego? Zajrzyj na mój bookstagram – w konkursie możesz wygrać egzemplarze Inwazji i Farby. Pospiesz się – masz czas do północy!
Link do posta konkursowego:

środa, 18 lipca 2018

"Anka i diabeł stróż"- Nina Majewska-Brown (#MamaDropsaCzyta)


Nina Majewska-Brown, Anka i diabeł stróż, Wydawnictwo Edipresse 2018.

Kolejną książkę Niny Majewskiej-Brown z cyklu o Ance przeczytałam bardzo szybko. To historia o tym, jak zaślepienie potrafi zniszczyć to, co udało  się bohaterom zbudować, odebrać spokój i poczucie bezpieczeństwa. To także historia o samotności dziewczyny w ciąży, która ma prawo marzyć, mieć swoje zdanie i być szczęśliwą. Robić to, co lubi. Aneta jest ciągle tłamszona przez matkę, niedostrzegana przez innych, a ojciec dziecka… szkoda gadać. Ale po kolei.

Jak ja nie lubię wsi

Anka nie cierpi wsi, „swojskich klimatów”, samotności. W pracy ciągle niezadowolona, wręcz toksyczna szefowa, dla której dobro firmy jest najważniejsze. Mąż, syn nie dają jej szczęścia, z Anetą nie ma właściwych relacji. Jedyną radością są rozmowy z Arturem, ekologiem poznanym przez Internet. W domu, który stał się otwarty dla kumpli i znajomych Kamila, wpadła w kierat bez wyjścia. Coraz częściej chroniła się w ogrodzie, gdzie miała ogrom pracy. Jedyne wsparcie znajdowała w przyjaciółce Izie. Artur wciąż kusił ją propozycją wspólnego zamieszkania. Zasypywał wręcz sms-ami, miłosnymi obietnicami, że da jej miłość, szczęście, czułość, spełni jej marzenia. A przecież ona tak tęskniła właśnie za wolnością, miłością, szczęściem, którego nie zaznała w małżeństwie z Maćkiem. Ale Artur to typ wolnego ptaka, wiecznie szukający zajęcia, żyjący dla idei, dla wielkich spraw, absolutnie nie przywiązywał wagi do sfery materialnej życia. To Ankę fascynowało! Wspierała go finansowo. Na próżno Iza uświadamiała ją, że Artur to zwykły naciągacz. Anka straciła zupełnie czujność. czuła, ze u boku Artura znajdzie szczęście, pojawią się nowe priorytety, wartości, marzenia, a nawet nowy, inny zestaw kłopotów. Po prostu marzyła się jej odmiana. Spotkanie z ekologiem uświadomiło jej, jak płytko unosiła się na powierzchni życia, nie wiedząc, co kryje się pod taflą codzienności. Gdy znowu wpadł w spiralę długów, pomaga mu jak …matka kochającemu dziecku. Łechcą ją komplementy, że jest piękna, czuła, niezwykła, wcieleniem dobroci, troski. Nareszcie poczuła, że nadszedł czas na zmiany, podejmując konkretne kroki: poprawa swojej sytuacji w pracy, nowe ciuchy, fryzura, uwolniły w niej endorfiny, którymi się delektowała. Jak niewiele jej potrzeba jej do szczęścia! I nie pomogły ostrzeżenia Izy, że Artur jest romantycznym gołodupcem, który znalazł sobie naiwniaczkę i z niej żyje. Zakochanie doprowadziło Ankę do tego, że nie była w stanie racjonalnie myśleć. Doszło do spotkania Anki z Arturem w Krakowie, gdzie ten zachowywał się szarmancko, czule, obsypywał komplementami. Ale wszędzie rachunki płaciła Anka, bo Arturowi zaginął portfel. Ale pojawiły się chwile, w których Anka czuła się osaczona, zadając pytania: Co ja tutaj robię? czego tu szukam? Miłości, nowego startu w życie? Przecież była typem gniazdownika, mieszkanie, praca dawała jej poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Mąż też ją zaskoczył pewną niespodzianką, która mogła w pełni zwrócić jej wolność. Artur się zmienia, nęka ją sms-ami, szantażuje emocjonalnie, dzwoni, wylewając pretensje przez słuchawkę. czy bohaterka dostrzegła zmianę u Artura? Jak się czuła? Czy romantyczny ekolog nadal jej imponuje? Co ona teraz zrobi?

Anka coraz bardziej mnie denerwowała, z każdą kartą książki chciałam stanąć obok Izy, by przemówić jej do rozumu, wstrząsnąć ją, żeby przejrzała na oczy. Przecież Artur opętał ją jak diabeł z tytułu powieści. „Diabeł stróż” , który krok po kroku z diabelską mocą zniewala, szantażuje, wymusza, grozi, zastrasza. Na jaki w końcu krok zdobędzie się Artur? I Jak zareaguje zaślepiona Anka?

Maciej i jego sielskie życie na wsi

Mąż Anki czuje się dobrze na wsi - cisza, spokój, okrył w sobie żyłkę drwala. W każdej chwili mógł uciec do stodoły od napiętej atmosfery i zgiełku w domu, który zamienił się w „hotelowe lobby”. Przewijały się w nim tłumy koleżanek i kolegów Kamila, który z pasją oddawał się życiu towarzyskiemu i graniu w sieci i wciąż nie wykazywał zainteresowania usamodzielnieniem się w związku z narodzinami dziecka. Za namową Anki wyrzucił kumpli z domu, ogłaszając koniec imprezowania. Zmusił wreszcie syna stanowczą rozmową  do refleksji nad dotychczasowym życiem. Maciej miał dość pretensji i marudzenia Anki. Myśląc o niej, „zderzał się ze ścianą szarości, przewidywalności i nudy”. Bardzo się od niej oddalił przez lata małżeństwa. Żałował, że jego marzenie o domu na wsi się spełniło. Czuł się oszukany przez los. W wymarzonym domu czuł się jak nieproszony gość. Uciekał w pracę i wypady do ks. Grzegorza na plebanię, który mu przypominał kupla z liceum i miał świetne pomysły na spędzanie czasu. Zaczął się spotykać z Moniką, której pośrednictwu zawdzięczał dom. Dzięki niej uświadomił sobie, że mógłby poczuć się młody, opiekuńczy, zaimponować wiedzą, pieniędzmi, życiowym doświadczeniem. Monika była piękną i inteligentną kobieta, o której marzył każdy facet. Jak rozwinęła się ta znajomość? Na jaki gest wobec żony zdobył się Maciej? Czy i jak zmieniły się relacje ojca z synem i przyszłą synową?

Kamil – próba zmiany

Udało mu się wdrożyć w życie pasożytniczą filozofię. Imprezowanie z kumplami w domu świadczyło, że chociaż raz w życiu coś znaczył, wzbudzając u nich podziw. Bał się jedynie, że rodzice każą mu się wyprowadzić, co przerażało jego dziewczynę w ciąży. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gdy rodzice urządzili mu awanturę i wypędzili kumpli, zmusili do posprzątania ogromnego bałaganu w domu, wytknęli wszelakie błędy , coś w nim pękło. Tak bardzo chciał udowodnić wszystkim, że jednak coś jest wart. Nie wiedział, jak się do tego zabrać. Życie zaczynało go przerastać. Nie miał  pojęcia o odpowiedzialności za drugą osobę. A przecież wkrótce miało się narodzić dziecko. Ciągle słyszał , że jest nieodpowiedzialny, że się nie interesuje dziewczyną, że nie szuka pracy. Postawiony warunek przez rodziców skłonił go do refleksji nad sobą. Ucieszyła go chwila rozmowy z ojcem w kuchni, poczuł, ze złapał z nim nić porozumienia. Oby tylko nie wypuścić jej z dłoni! Wzruszyła mnie sytuacja, w której Kamil-tata zobaczył dziecko na monitorze podczas USG i jego strach zamienił się w miłość . A przed chwilą chciał uciec z gabinetu.

Samotność Anety

Postać tej bohaterki najbardziej spodobała mi się w tej części powieści. Ukazana została jej samotność, bezradność, ale i marzenia, zainteresowania, mocne strony. Aneta żyła w ciągłym szoku, spowodowanym przez przypadkową ciążę z nieodpowiedzialnym chłopakiem, matka wyrzuciła ją z domu, szkoła też ją potraktowała nieprzyjaźnie, odsyłając na roczny urlop. jej życie wywróciło się do góry nogami. Mieszkała z obcymi ludźmi wręcz panicznie bała się przyszłości. czy Kamil ją zostawi? czy jego rodzice zechcą z nią dalej mieszkać? Czy dziecko urodzi się zdrowe? Była bliska załamania. Nie czuła żadnego wsparcia w Kamilu, a tak bardzo pragnęła jego miłości, opieki, troski. Mimo wszystko tęskniła za matką, siostrą. I gdy kolejny raz matka ją upokorzyła, postanowiła, że po urodzeniu dziecka wróci do szkoły, podejmie studia, znajdzie pracę i będzie niezależna. Dziewczyna marzyła o prowadzeniu bloga modowego, Lubiła doradzać innym w kwestach mody. Zaproponowała Ance pomoc w zmianie stylu ubierania, pozbyciu się szarości, w których wyglądała ponuro i bezbarwnie. Anka widziała, jak bardzo Aneta się zamartwia, postanowiła jej także pomóc. Ucieszyła się, gdy dziewczyna była rozanielona podczas kompletowania wyprawki dla dziecka. Obie buszowały między półkami w galerii. Aneta była też w siódmym niebie, że będzie matką ślicznej dziewczynki, którą pokochała najbardziej na świecie. Także Maciej okazał jej swoją radość i oferował pomoc. A każdym dniem dziewczyna coraz bardziej wiązała się z obcymi ludźmi, czuła, że znalazła tu nowy dom.

Niespodziewanie okazuje się, że niektóre wyobrażenia o miłości, szczęściu i nowym życiu lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, a żyć chwilą obecna i cieszyć się z tego, co się ma. Cholera, co ja teraz zrobię?”

Również i ta część ma zakończenie otwarte, zmuszające do zatrzymania się i refleksji. Powieść kończy się zbyt szybko, bowiem w takim momencie, że nie chce się jej odkładać na półkę. I znowu będzie mnie zżerać ciekawość, do dalej. Co zrobi Anka ? Czy znajdzie wyjście z sytuacji , w jakiej się znalazła? Chociaż mnie denerwowała, to w końcu jest mi jej żal. Jak dobrze, że powieść jest napisana lekkim piórem zaprawionym duża dawką poczucia humoru. Ubarwia tym samym opowiedzianą historię bohaterów z perspektywy każdego jej członka, ich codzienne życie, problemy. Bardzo ciekawie pisarka zaprezentowała postaci, świetnie oddała ich emocje. Autorka uświadamia nam, co w związku, w rodzinie jest ważne. Jak łatwo to, co się buduje przez lata, zaprzepaścić.

Gorąco polecam tę książkę.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

czwartek, 12 lipca 2018

"Miłość ma twoje imię" - Ilona Gołębiewska


Ilona Gołębiewska, Miłość ma twoje imię, Wydawnictwo Muza 2018.

Ilona Gołębiewska – autorka bestsellerowej trylogii, której akcja rozgrywa się w starym pniewskim domu, tym razem zabiera czytelników do Warszawy. Do serca kraju, w którym mieszka wiele zagubionych serc. Do miasta, w którym ludzie nierzadko szukają samych siebie. A przede wszystkim szukają miłości i zaufania drugiego człowieka. Odkrywają też miłość i zaufanie do samego siebie. Przed Anią, główną bohaterką i narratorką powieści, niejeden sprawdzian – z miłości i zaufania właśnie.

Podobno człowiek dowiaduje się o samym sobie w sytuacjach ekstremalnych. W chwilach, gdy ziemia osuwa się spod nóg, a świat wydaje się kończyć. Ania, absolwentka psychologii, nie miała łatwego startu w dorosłość i złośliwi mogliby powiedzieć, że to ona powinna dniami i nocami siedzieć na kozetce. W wyniku wypadku samochodowego straciła mamę – symbol miłości i bezpieczeństwa. Niedługo potem traci kontakt z bratem i ojcem, a jej jedyną rodziną zostają ciotka Mania i przyjaciel Daniel. Ania ukojenie znajduje w pracy poradni, podczas pomocy w fundacji i szpitalu, a także w zespole, który jako nastolatka założyła z kolegami. Uwodzi głosem, czaruje oczami, ale, jak sama przyznaje, wciąż pozostaje kobietą poszukującą, która samotnie zmaga się z wyzwaniami życia. Do czasu…

Wskutek pochopnej decyzji współlokatorki Ania zostaje bez dachu nad głową. Nie chce jednak korzystać z uprzejmości Daniela i postanawia zamieszkać z Zosią – kobietą w wieku jej mamy, którą poznała w przyszpitalnym wolontariacie. Zosia jest gospodynią w pięknej willi w ekskluzywnej części stolicy. Prowadzi dom zamożnego małżeństwa, które swoją posiadłość traktuje właściwie jak hotel. Najczęściej w rezydencji bywa Michał, syn Gebertów. To młody mężczyzna, który już dawno wyczerpał limit życiowych błędów i upadków, z których nie potrafi się podnieść. Tracąc zaufanie do samego siebie, niebezpiecznie zbliża się do dna.

Ania. Michał. Ania i Michał. Czy dwoje tak różnych ludzi będzie potrafiło iść przez życie razem? Czy wzajemnie uratują się przed upadkami? Co zrobią w sytuacji, gdy upomni się o nich przeszłość? Serce nie sługa – nie zawsze postępuje zgodnie z rozumem i potrafi pokochać człowieka, który niszczy samego siebie i kochające serce…

W historii Ani Janowskiej ważna jest nie tylko relacja damsko-męska. Wypadek i śmierć matki na zawsze zmieniły więzi bohaterki z ojcem i bratem. Niełatwo odbudować je po latach rozłąki, wzajemnych oskarżeń i życiu w gorzkim poczuciu osamotnienia. Czy to w ogóle możliwe? Kto powinien pierwszy wyciągnąć rękę? Ania stoi przed naprawdę trudnymi decyzjami, które zaważą na losie całej jej rodziny.  

Miłość ma twoje imię to powieść utkana z emocji. Autorka opisuje w niej różne odcienie miłości – tej trudnej i tej młodzieńczej, gdy świat widzi się przez różowe okulary. Matczynej i ojcowskiej. Kobiety po przejściach i mężczyzny z przeszłością. Historia Ani daje nadzieję i pomaga uwierzyć w to, że nie warto się poddawać. Autorka tka niebanalną historię niespiesznie. Dba o każdy, najmniejszy detal. Zaprasza czytelnika na prawdziwą językową ucztę. Wspomniane już emocje tka zarówno potoczną, jak i wyszukaną polszczyzną. Nie boi się porównań, podniosłych metafor. Wiem, że niektórych poetyckie wręcz dialogi lub przemyślenia postaci drażnią. Mnie cieszą i inspirują. Ta powieść pachnie lawendą – nie tylko dzięki niespodziance w paczce od Ilony. Świeci wiosennym słońcem i otula letnim wietrzykiem. Wzrusza i koi. To idealna propozycja dla romantyczek poszukujących. Jej dodatkowym atutem są cytaty - o kobietach - które rozpoczynają każdy z dziewiętnastu rozdziałów.

Miłość ma wiele odcieni. I konkretne imiona. Jakie imię nosi miłość Ani? Michał? Daniel? A może Robert? Mężczyzn w świecie głównej bohaterki nie brakuje. Który okaże się jej odnalezionym skarbem? Perłą i wyzwaniem zarazem? Przekonajcie się, sięgając po tę powieść. Gorąco (nie tylko ze względu na pogodę za oknem) polecam!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Autorce dziękuję za wymienienie mojego nazwiska w posłowiu – czytać i polecać Twoje książki, Ilonko, to prawdziwa przyjemność!

niedziela, 8 lipca 2018

"Moja twoja wina" - Beata Majewska


Beata Majewska, Moja twoja wina, Wydawnictwo Książnica 2018.

Zastanawialiście się kiedyś, czy zdradę można usprawiedliwić? Czy wina na pewno zawsze leży po obu stronach konfliktu? Do czego prowadzi tęsknota za matką? Moja twoja wina – najnowsza powieść Beaty Majewskiej, znanej także jako Augusta Docher, to nie jest lekka obyczajówka na jeden czy dwa letnie wieczory w ogrodzie. To książka która drga każdą struną serca i zmusza do odpowiedzi za zadane powyżej pytania.

To miała być niespodzianka. I była. Tylko że dla tej osoby, co miała… Urszula przyłapuje męża na zdradzie. Świat specjalistki od podatków wali się jej na głowę. Decyduje się na rozstanie. Opuszcza dom teściów i zamieszkuje w zrujnowanej wiejskiej posiadłości przyszywanej ciotki. Uczy się życia w pojedynkę. Nie jest jej łatwo, ale nie jest też sama – ma u boku oddaną przyjaciółkę Renatę i rezolutną sąsiadkę Dagmarę. Z czasem w jej życiu pojawia się przystojny Michał Żuk. Konkurent w biznesie szybko staje się przyjacielem. On, podobnie jak Urszula, leczy rany. Niestety, skrywa też pewne tajemnice, które nie pozostaną bez wpływu na rodzący się związek. Czy mimo sekretów i niełatwych przeszłości Urszula i Michał na nowo poznają smak miłości?

Urszula była dla Marka żoną i drugą matką. Kochankę sam sobie znalazł. Ona pragnęła dziecka, on pragnął czułości, namiętności i uwagi, którą dała mu niedojrzała i niestabilna emocjonalnie dziewczyna. Wariatka? Nie. To młoda kobieta, która w dorosłość wchodziła bez matki. Zamiast jej obecności, wsparcia i miłości, miała zarobione zagranicą pieniądze. Ojczym, choć bardzo się starał, nie zastąpił jej mamy. Wręcz przeciwnie – dając miłość i próbując wypełnić pustkę, stał się obiektem pożądania. Warto dodać, że podobnie jak kochanka męża, Urszula nie ma łatwych relacji z rodzicami. W cieniu dominującej siostry musi tłumaczyć się z każdego kroku i wyboru. Musi walczyć o to, by żyć w zgodzi z samą sobą.

Bohaterowie Beaty Majewskiej nie mają lekko. Ale czy lekkie jest życie? Zdrady, romanse, rozbite rodziny, pogoń za pieniędzmi, tania i pusta rozrywka, zagłuszanie pustki… Czyja to wina? Matki, ojca, męża, siostry, szefa…? I ludziom, i postaciom z powieści ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie.

Książka liczy nieco ponad 300 stron. Jest napisana przystępnym, po prostu ludzkim językiem. Są naturalne dialogi, oddziaływujące na wyobraźnię opisy. Są poetyckie wyznania, są też wulgaryzmy. Problemy współczesnych poszukiwaczy miłości przedstawiono językiem tychże poszukujących.

Autorka kolejny raz udowadnia swoim czytelnikom, że nie boi się trudnych tematów. Dla Beaty Majewskiej nie ma tabu. Jest życie – jego jasne i ciemne strony. Piwnice ludzkich dusz i pęknięte na miliony kawałeczków serca. Trudne pytania i jeszcze trudniejsze odpowiedzi. Ale… W tej powieści można również znaleźć radość, nadzieję i pocieszenie. Wskazówki dla osób będących na życiowych zakrętach. Emocje – od śmiechu po łzy, gwarantowane. Polecam!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

czwartek, 5 lipca 2018

"Mgły Toskanii" - Natasza Socha (#MamaDropsaCzyta)


Natasza Socha, Mgły Toskanii, Wydawnictwo Edipresse 2018.
Recenzja z cyklu #MamaDropsaCzyta

Tytuł najnowszej książki Nataszy Sochy od pierwszych zapowiedzi zaintrygował mnie, bowiem od razu dopatrzyłam się metaforycznego znaczenia. Jeszcze pytanie zamieszczone pod tytułem: „Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie?” zmotywowało do sięgnięcia po książkę. Marząc o podróżach, muszę wciąż zaspokajać ich głód podróżami literackimi. Przed laty czytałam całą serię książek Marleny de Blasi, m.in. „Tysiąc dni w Toskanii”, gdzie autorka maluje i oddaje słowem piękno krajobrazów, zapachów, smaków i kolorów Toskanii. Dzięki ich lekturze mogłam zapomnieć o problemach zdrowotnych i podróżować po słonecznej Italii. Z książką Nataszy Sochy postanowiłam udać się ponownie w podróż literacką do malowniczej Toskanii.

„Człowiek w człowieku, dwoistość uczuć”

Bohaterką książki jest Lena , tak naprawdę Helena Magdalena, Nebia, co po włosku oznacza mgłę. Helena było jej imieniem właściwym, imię Magdalena otrzymała po swojej nienarodzonej siostrze bliźniaczce, którą wchłonęła na początku ciąży. Lena odnosiła wrażenie, że towarzyszy jej dualizm emocjonalny, bardzo dziwny stan. Bohaterkę poznajemy w chwili dwudziestych dziewiątych urodzin, gdy pracuje jako konserwator dzieł sztuki. Jest w udanym związku z Igorem – fotografem. Łączą ich wspólne zainteresowania, empatia, doskonale się uzupełniają. W dniu urodzin Lena dostaje od kochających rodziców niezwykły prezent-blaszane pudełko bez pokrywki, symbol otwarcia na nowe doznania, które miała zapełniać magicznymi momentami, życiowymi doświadczeniami i próbować zapachu słońca w innej części świata. Akurat nadarza się ku temu okazja, bowiem Lena otrzymuje zlecenie międzynarodowe na rekonstrukcję pewnego fresku z szesnastego wieku w kościele Santa Caterina w Sienie, w Toskanii….

Z każdym dniem bohaterka coraz lepiej czuje się w malowniczej części Włoch. Sprawcą takiego stanu jest Maksymilian a właściwie Ian Stawski, starszy mężczyzna i przystojny rzeźbiarz, do którego numer telefonu podał jej Igor(!), na wypadek gdyby potrzebowała pomocy kogoś, kto mówi po polsku. Toskania staje się dla dziewczyny najpiękniejszym miejscem na ziemi. Nie chce i nie potrafi oderwać oczu od kolorów, nasycić się zapachami, przestać zachwycać się kolejnym dniem. W dodatku łapie się na tym, że Ian nie jest jej obojętny a tęsknota za Igorem maleje z każdą chwilą... I Ian szybko uświadamia sobie, że rodaczka nie jest mu obojętną. Dziewczyna przypomina mu bowiem Zuzannę – żonę… Jaką decyzję podejmie Lena? Z którym mężczyzną zdecyduje się iść przez życie? Odpowiedzi na te pytania można odnaleźć w powieści.

Pisarka poruszyła wiele ważnych problemów. Mnie zafascynowało to, jak Toskania – piękne widoki, obrazy, feeria kolorów, smaki, zapachy mogą wpłynąć na zmysły człowieka, na ogromną metamorfozę. Jak pomaga rozsmakować się w świecie, oczyścić się z toksyn, oddychać pełną piersią, wypełnić się spokojem, szczęściem i miłością.

Ojciec i syn. Co ich łączy, a co dzieli?

Ważnym wątkiem w powieści jest układ między ojcem i synem, który chciał być tylko dzieckiem matki. Przez lata wyrywali ją sobie z rąk i jeden próbował udowodnić drugiemu, że ma do niej większe prawo. Jaką rolę w tym  wszystkim odegrała Lena ? Dokąd zaprowadził bohaterów paradoks złych wyborów i nieograniczonej wolności?

Powieść niewątpliwie urzeka pięknym językiem obfitującym w metafory, epitety, porównania i oddziałującym na nasze wszystkie zmysły. Bardzo się cieszę z kolejnej podróży po Toskanii. Wydawało mi się, że jestem obok bohaterów i chłonę otaczający cudny świat też wszystkimi zmysłami. Obrazy żyją, dźwięczą, urzekają kolorami, kuszą zapachami. Ian i mnie objaśnia , jak chłonąć,  smakować świat.

Dlaczego „Mgły Toskanii”?

Zaintrygował mnie tytuł powieści. Mgła kojarzy mi się z brakiem widoczności, z wilgocią, zimnem, z brzydką jesienią. W powieści mgła jest metaforą. Nazwisko Leny po włosku oznacza właśnie mgłę. Opisy pojawiają się kilkakrotnie.

 Słońce już muskało pagórki i pola, a swoimi promieniami malowało widok, od którego zapierało dech w piersiach. A ona leżała jak pierzyna albo raczej unosiła się delikatnie, odkrywając powoli to, co skryła pod swoim ciepłem. nigdy wcześniej nie widziałam tak zjawiskowej i baśniowej mgły. Puszystej, miękkiej, leniwej. Roztapiała się powoli, jakby do końca chciała pokazywać swoją biała sukienkę, a potem wreszcie odsłonić zieleń, we wszystkich jej odcieniach(…) ta mgła była zdecydowanie inna od tej, w której ja sama od jakiegoś czasu błądzę.

Mgła oznacza mocno ograniczoną widoczność. Powstaje nie tylko tam, gdzie jest wilgoć, ale również wskutek temperatury, ruchu powietrza i wirujących w nim zabrudzeń. To nie jest tylko zwykłe zjawisko atmosferyczne, to coś bardziej skomplikowanego. Przy bezwietrznych warunkach jej warstwa może mieć kilkadziesiąt centymetrów grubości i przypomina mleko, przez które niewiele widać. Ale kiedy zawieje silniejszy wiatr, grubość tego mleka wynosi nawet kilkaset metrów. 

Lena błądziła w takiej mgle. Rozległej, nieprzepuszczalnej, na swój sposób pięknej, ale i mylącej.  

Bardzo dziękuję Autorce za tę cudowną, poetycką, chwilami filozoficzną podróż literacką do urzekającej Toskanii. Mogłam, podobnie jak Lena, nabrać w garść cudnego życia w Sienie. Pozostawię zakładki w książce, aby zimą, której nie lubię, raczyć się urokliwymi obrazami, które teraz będę przechowywać w sercu.

Wydawnictwo dziękuję za egzemplarz do recenzji!