wtorek, 21 sierpnia 2018

"Tylko dobre wiadomości" - Agnieszka Krawczyk


Agnieszka Krawczyk, Tylko dobre wiadomości, Wydawnictwo Filia 2018.

Dwie przyjaciółki. Dwóch mężczyzn. Dwa klimatyczne miasta. Dwa media. Dwa psy. Jeden kot. Agnieszka Krawczyk, która od lat jest dla mnie jedną z królowych polskich powieści obyczajowych, tym razem zabrała swoje czytelniczki do bajkowej Wenecji i malowniczego Krakowa. Głównymi bohaterkami uczyniła przyjaciółki – dwie kompletnie różne kobiety – o różnych charakterach, doświadczeniach, oczekiwaniach i lękach.

Izabela Oster to gwiazda telewizyjnej publicystyki. Dla niej nie ma trudnych pytań i trudnych gości w studiu. Nie boi się polityków, nie boi się wpływowych osób. Niestety – władze stacji zamiast awansu proponują jej degradację. Zula nie chce i nie może się na to zgodzić – po latach rzuca więc pracę w telewizji. Na szczęście długo nie pozostaje bezrobotna. Jej przyjaciółka, Kamila, niespodziewanie dostaje po byłej teściowej spadek. Przejmuje podupadające pismo dla kobiet. I dla niej, i dla Izabeli to prawdziwe wyzwanie, by z zapomnianej gazety stworzyć luksusowy magazyn. Czy Oster, telewizyjna lwica, sprawdzi się jako dziennikarka prasowa w piśmie dla pań? Czy Kamila odkryje pozostałe sekrety matki byłego męża? Jedno jest pewne – przeprowadzka do Krakowa to dopiero początek zmian w życiu przyjaciółek.

W Grodzie Kraka na Izabelę i Kamilę czekają nie tylko wyzwania zawodowe. Na ich drogach stają, jak to w powieściach o miłości bywa, przystojni i godni uwagi mężczyźni.  Los ma dla nich wiele niespodzianek – weekend w Wenecji, odzyskana przyjaźń czy odkrywanie miasta lat dziecięcych na nowo… Czy na Izę i Kamilę czekają tylko dobre wiadomości?

Tylko dobre wiadomości to powieść nie tylko o miłości. To przede wszystkim historia przyjaźni. Jak już wspomniałam, wydaje się, że Izabela i Kama pochodzą z dwóch różnych światów. Patrzą na rzeczywistość po całkiem innym kątem. Kamila spokojna, nieco wycofana, woli chować się w cieniu. Izabela lubi grać pierwsze skrzypce, szybko wydaje wyrok. A mimo to świetnie się dogadują, tworząc zgrany duet w życiu prywatnym i zawodowym. Układ idealny? Nie! Między kobietami nie brakuje ostrych dyskusji czy nawet kłótni, ale każde spięcie prowadzi do refleksji, działania, które przynosi dobre owoce. Panie wzajemnie dopingują się i ostrzegają. Każda z nich ma jednak głęboko w sercu ukryte sekrety. Czy jeśli wyjdą na jaw, ich przyjaźń nie zachwieje się w fundamentach? Relacja Zuli i Kamy zostanie wystawiona na niejedną próbę.

Agnieszka Krawczyk uczyniła z Izabeli Oster wzór dobrej prawdziwej dziennikarki. Zula, nawet w domu, wygląda nowych tematów na inspirujące artykuły. Zależy jej, by „Panie Przodem!” były luksusowym magazynem. Nie o celebrytach, nie z plotkami, a z  wyjątkowymi reportażami, życiowymi tematami, ciekawymi wywiadami i zapierającymi dech w piersiach zdjęciami. Szukając materiałów do kolejnych numerów, stara się pomagać potrzebującym – również bezdomnym zwierzętom. Razem z Kamą starają się zbudować zgraną ekipę z zarówno początkującymi, jak i doświadczonymi dziennikarzami. Nie jest to łatwe zadanie  - nawet dla tak medialnego zwierzęcia jak Oster.

Niestety, nie jestem typem odważnej podróżniczki. Boję się tak po prostu kupić bilet, zarezerwować nocleg i w pojedynkę wyruszyć do innego kraju. Tęsknotę za pewnymi miejscami na świecie rekompensuję sobie literackimi podróżami. Tym razem zostałam zabrana do malowniczej, bajkowej wręcz Wenecji. Agnieszka Krawczyk, niczym prawdziwa przewodniczka, opisuje to wyjątkowe miasto. To tam Kamila spędza weekend, który zapoczątkuje wiele zmian w jej życiu – i prywatnym, i zawodowym. W towarzystwie znajomego z Polski przemierza włoskie uliczki i odkrywa nieznane jej dotąd zakątki – nie tylko Wenecji, ale i własnej duszy, która budzi się do życia i chce zacząć walczyć o siebie. Rudnicka-Clement, miłośniczka literatury, tłumaczka i dziennikarka, wzbudziła we mnie ogromną sympatię. Z Kamilą mamy kilka wspólnych cech – obie kochamy książki i jesteśmy niepoprawnymi romantyczkami.

Jak już wspomniałam, w książce nie brakuje czworonogów. Są psiaki, jest dostojny kot. Cieszy mnie, że jeden ze szczekających pupili Kamy nosi jakże piękne imię Drops. Autorce bardzo dziękuję za tę niespodziankę!

Tylko dobre wiadomości to powieść o miłości, która budzi ze snu; o przyjaźni; o nowych początkach i starych znajomościach. Jest idealna na letnie popołudnia. Mnie umiliła kilkugodzinną podróż do rodziny. Może zakończenie Was nie zaskoczy, ale wyraziści bohaterowie, zwłaszcza Izabela, która ze względu na swój  charakter nie zaskarbiła mojej sympatii, nie pozwolą Wam się nudzić! Ta romantyczna opowieść przypomina, że warto się zakochać i kochać!

Autorce dziękuję za wymienienie nazwy mojego bloga w posłowiu! Agnieszko, rekomendować Twoje powieści to radość i wielka przyjemność J


piątek, 17 sierpnia 2018

"Biegając boso" - Amy Harmon


Amy Harmon, Biegając boso, Wydawnictwo Editio Red 2018.
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Muzyka łączy pokolenia. Muzyka łączy zabłąkane dusze. Muzyka jest synonimem pasji, miłości i namiętności. Muzyka potrafi być językiem ponad podziałami. Ponad granicami, murami i wszelkimi uprzedzeniami. Muzyka ma magiczną moc. Tak też jest w tej książce. Biegając boso to przepiękna powieść o sile muzyki i sile miłości. Muzyce, która drga każdą struną serca i niczym doświadczony dyrygent dyktuje tempo życiu. Muzyce, która komponuje niezwykłą historię dwojga młodych ludzi. Wreszcie miłości, która niczym ta z Listu św. Pawła „nigdy nie ustaje”…

Josie Jensen w młodym wieku traci mamę. Po jej śmierci ze wszystkich młodzieńczych sił stara się zastąpić panią domu dla ojca i dorastających braci. Pewnego dnia w szkolnym autobusie poznaje tajemniczego Samuela, osiemnastoletniego Indianina. Krok po kroku, dzięki językowi muzyki i słynnym powieściom, udaje się jej zdobyć sympatię starszego o pięć lat kolegi. Z pozornie błahych rozmów o muzyce i literaturze rodzi się głęboka przyjaźń. Młodzi wzajemnie uczą się odkrywać piękniejsze strony życia. Bratnie dusze rozdziela koniec szkoły Samuela. Chłopak spełnia swoje marzenie i zostaje żołnierzem piechoty morskiej.

Po kilku latach oficer wraca do niewielkiego amerykańskiego miasteczka Levan. Spotyka Josie, której los nie oszczędzał i wystawiał na kolejne ciężkie próby. Okazuje się, że młodzieńcza relacja ewaluowała. Czy uczucie, które tyle lat dojrzewało w tajemnicy, ma szansę rozkwitnąć? Przed Josie i Samuelem długa droga…

Lektura tej powieści była prawdziwą ucztą. Amy Harmon, która kilka lat temu podbiła serca polskich czytelników Prawem Mojżesza i Pieśnią Dawida, skomponowała wspaniały utwór. Utwór o sile miłości. O potędze przyjaźni. O uczuciach, które trwają mimo lat rozłąki. O pamięci, której nie zakłócają wojna i dzielące kilometry. Wreszcie o dwóch światach, które pozornie nie mają prawa się połączyć. Amerykanka. Indianin. Małe amerykańskie miasteczko, gdzie każdy zna każdego i mówi „na zdrowie”, zanim sąsiad zdąży kichnąć. Plemię Nawaho z tradycjami i legendami. Harmon perfekcyjnie zmieszała te dwa, wydawałoby się odległe, a tak zależne od siebie „gatunki”. Każda strona niczym nuta melodii dotyka serca i wkrada się do duszy. Porusza najgłębiej położone struny. Wzrusza i prowokuje do śmiechu. Książka idealna? Dla mnie zdecydowanie tak!

Choć pochodzę z muzykalnej rodziny, potrafię fałszować nawet „Sto lat”. Nigdy też nie zgłębiałam muzyki – nie dyskutowałam z nauczycielami w szkole, nie należałam do chóru. Dzięki Amy Harmon odrobiłam kilka zaległych lekcji, szczególnie z muzyki klasycznej. Jak odbiorą tę powieść muzycy, melomani? Nie wiem. Ja, laik, jestem zachwycona, z jakim wyczuciem autorka łączyła wątki. Jak prosto, ustami bohaterów, opowiadała o najwybitniejszych muzykach świata i ich nie zawsze łatwej do zrozumienia twórczości. Chwilami czułam, jakbym siedziała obok Samuela i razem z nim przysłuchiwała się opowieściom Josie o świecie nut i wyjątkowych kompozycji. Niemal słyszałam muzykę, o której dyskutowali i której słuchali. Mój zmysł słuchu chyba już dawno nie był tak poruszony przez literaturę.

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”.

Biegając boso to historia nie tylko muzyki i mieszanki kultur. To przede wszystkim opowieść o kompozycji dwóch serc – mieszance dwóch tak różnych i tak podobnych dusz. Josie i Samuela dzieli wiek, kultura, plany, doświadczenia, wiedza… Łączy wielka przyjaźń i miłość, która uskrzydla czytelnika i przezwycięża przeciwności losu. Ta relacja jest niesamowita od pierwszych do ostatniej strony książki. Narratorką historii jest Josie – dzięki temu czytelnik jeszcze pełniej odczuwa i lepiej poznaje ich niełatwą relację oraz doświadczenia dziewczyny.

Jesteście romantyczkami, które lubię niebanalne powieści o miłości? Należycie do grona czytelników, którzy chętnie czerpią z literatury wiedzę o różnych dziedzinach a także odmiennych kulturach? Biegając boso to powieść dla Was! Gorąco polecam!


piątek, 10 sierpnia 2018

"Randka z homo sapiens" - Penny Reid


Penny Reid, Randka z homo sapies, Wydawnictwo Poradnia K 2017.
część pierwsza cyklu „Kółko Singielek Miejskich”
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Janie Morris to jedna z wielu bohaterek literackich i filmowych, która w ciągu jednego dnia dowiaduje się, że nieszczęścia chodzą stadami. Dowiaduje się o zdradzie chłopaka, traci dach nad głową i pracę. Banalne? Może. Jedno jest pewne – Penny Reid, głównie dzięki kreacji głównych postaci zadbała, by ta historia nie została opowiedziana zgodnie ze schematem. Ale po kolei!

Janie należy do Kółka Singielek Miejskich. Oficjalnie robią na drutach. Faktycznie Janie nie jest fanką dziergania, a spotkania z przyjaciółkami stają się pretekstem do rozmów o życiu, pracy i oczywiście facetach.  Jej życie po utracie chłopaka, mieszkania i pracy nie staje się jedną wielką katastrofą głównie dzięki nim. To, że powoli wychodzi na prostą, jest również zasługą nieziemsko przystojnego, szarmanckiego, nieskazitelnego wręcz Pana Ciacho, społeczeństwu znanemu jako Quinn Sullivan. Ochroniarz z dawnej pracy Janie staje się świadkiem kilku upokorzeń bohaterki. Po kolejnym składa jej propozycję nie do odrzucenia… Czy Janie, która po cichu wzdychała do stróża, powinna na nią przystać? Jakie konsekwencje będzie miała decyzja dziewczyny? Dlaczego Pan Ciacho nie odstępuje jej na krok? Czy na pewno jest tym, za kogo się podaje i za kogo uważa go Janie? Odpowiedzi na te pytania da Wam tylko lektura powieści – niespodzianki gwarantowane!

Randka z homo sapiens to bardzo przyjemna i godna polecenia książka. Pełna humoru, smacznego dowcipu, ciętych ripost i szalonych tematów do rozmów. Tak, tak, moi Drodzy – gdy panna Morris jest zakłopotana lub zawstydzona, zaczyna zasypywać rozmówcę nadmiarem nieistotnych faktów. Dość dziwnych, zaskakujących i dla wielu szokujących. To jednak duży atut tej historii. Nieco zagubiona, naiwna i nie do końca przystosowana do życia we współczesnym świecie Janie od razu zaskarbiła moją sympatię. Jak umie, walczy o własne szczęście, nieudolnie maskując uczucia i emocje. Tworzy schematy, szufladki, przypisuje łatki. Przez traumatyczne wręcz doświadczenia z dzieciństwa boi się odrzucenia. Boi się dać szansę prawdziwej miłości, która niespostrzeżenie puka do jej drzwi.

Książkę czyta się szybko i bardzo przyjemnie. To idealna lektura na letnie wieczory czy wakacyjne podróże. Trudne sprawy – dotyczące porzucenia, skomplikowanych relacji rodzinnych i tęsknoty za szczęściem, zostały ubrane w lekką i swobodną formę. Narratorką powieści jest główna bohaterka. Ten zabieg pozwala czytelnikowi na lepsze, bardziej wnikliwe poznanie Janie oraz jej nie zawsze oczywistych motywów postępowania.

Ta historia nie tylko bawi, ale i momentami wzrusza. Warto dodać, że Morris ma, mimo wielu trudnych doświadczeń, niezwykle barwną osobowość, dzięki czemu każdy rozdział powieści przynosił wiele niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji.

Szukacie książki pełnej emocji, śmiechu i z niebanalną bohaterką? Dobrze trafiliście – Randka z homo sapiens spełni oczekiwania niejednej wielbicielki komedii romantycznych. Cieszę się, że w mojej biblioteczce jest już drugi tom. Na pewno sięgnę po niego w najbliższym czasie!

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"Ogród z marzeń" - Carmen Santos (#MamaDropsaCzyta)


Carmen Santos, Ogród z marzeń, Wydawnictwo Kobiece 2018.
#MamaDropsaCzyta

I znowu urzekła mnie okładka książki , i opis, że jest to pasjonująca opowieść o miłości, zdradzie i sekretach rodzinnych, którą można delektować się niczym wykwintnym winem. Doskonała lektura na  wakacyjne wieczory, którą pochłonęłam.

Akcja powieści toczy się w latach dwudziestych XX w. w hiszpańskiej Carinenie i w światowym, pełnym elegancji Paryżu. Głównym bohaterem jest prawnik Rodolfo Montero, którego ojciec Don Fausto wysłał na kilka miesięcy do Paryża, aby, pracując z pewnym handlarzem win, nauczył się, jak Francuzi prowadzą swoje interesy, jak je rozszerzyć, bowiem w Hiszpanii sprawy handlu winem stały źle. Ojciec chciał go uczynić swoim następcą.

Jeżeli miałeś szczęście mieszkać w Paryżu za młodu, Paryż będzie szedł za tobą, dokądkolwiek się udasz przez całą resztę życia, bo Paryż to ruchome święto, które będzie nam zawsze towarzyszyć.

Słowa E. Hemingway’a się spełniły. Od pierwszych chwil pobytu w Paryżu Rodolfo przepełniała radość. Był panem swojego życia i czasu. Wczuł się od razu w rytm tego cudownego miasta. W ulubionej kawiarni poznał też bogatego Marcela de Montaignac, z którym połączyła go przyjaźń. Bardzo szybko uległ czarowi Marcela i jego wyrafinowanego świata. Przyjaciel wprowadził go na paryskie salony, na różne wytworne przyjęcia, poznał z ważnymi ludźmi, którzy mogli mu pomóc otworzyć wiele drzwi, przedstawił mu swoją piękną siostrę Solange - złotowłosą czarodziejkę. Solange urzekła go, tańcząc charlestona w złocistej sukni. Wyglądała jak cudowne zjawisko. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Marcel dostarczał mu wielu rozrywek, obejrzeli m.in. występy sławnych gwiazd w kabarecie Moulin Rouge, odwiedzili wiele klubów nocnych. Rodolfo chłonął Paryż mimo ogromnego zmęczenia, bowiem rozpustne życie stało się wyczerpujące, a musiał chodzić do pracy, żeby się nie narazić ojcu. Po spotkaniu z rodzicami Marcela jego znajomość ze złotowłosą siostrą rozkwitła na dobre. Zakochani spotykali się potajemnie w nowym mieszkaniu Rodolfo. Solange wręcz żądała, aby ich spotkania ukrywać przed Marcelem, a Rodolfo zabrakło odwagi, by wyznać przyjacielowi prawdę. Ale prawda w końcu wyszła na jaw! Rodolfo wyznał odważnie, że zakochał się w Solange i nie potrzebuje pieniędzy jej ojca. Marcel nie zamierzał rozdzielać zakochanych, bowiem jako optymista miał nadzieję, że miłość Solange sama się wypali, zanim przyjaciel będzie musiał wracać do Hiszpanii. Nastąpiło to wcześniej, niż się spodziewano. Bowiem do Rodolfo dotarła tragiczna wiadomość o śmierci ojca w winnicy, w niewyjaśnionych okolicznościach. Brat wzywał go do powrotu do domu. Ojciec był jak dąb, który latem daje cień i chroni przed deszczem. teraz zostali sami bez tego dębu nad głowami… Niestety, nie zdążył na pogrzeb ojca, ale udało mu się wrócić do domu z piękną żoną Solange u boku. Marcel mu wybaczył, bo nigdy nikogo nie kochał tak jak tego pięknego, dumnego Hiszpana. A w hiszpańskiej wiosce Rudolfo rzucił się w wir pracy, zapoznawał się ze sprawami Don Fausto, jakieś niejasne sytuacje, transakcje, urojone akcje, braki w dokumentacji. Interesy rodzinne nie wyglądały dobrze. Był także pewien, że będzie musiał sam jeden zmierzyć się z problemami ratowania domu Montero. Napawało go to panicznym wręcz strachem, smutkiem. Czuł się wśród winnic jak w zielonym więzieniu. Gdy znienawidzony i pazerny sąsiad Andrade zaproponował mu  sprzedaż  wytworni win i winnic, postanowił o nie jednak mimo wszystko zawalczyć. Miał jedynie oparcie w przyjacielu ojca Remy, który go instruował i ostrzegał w wielu sprawach. Myślał tylko o jednym, aby winobranie się udało, dopisali klienci z Francji, sprzedaż alkoholu z gorzelni i wynajem mieszkań w Saragossie. To były filary egzystencji rodziny Montero. Potrzebował pomocy brata Dionisio, ale o tym mógł tylko pomarzyć. Traumatyczne przeżycia na wojnie w Maroku sprawiły, że stał się alkoholikiem, wrakiem człowieka a jedynym jego pocieszycielem był pies znajda. A Solange? Jak zniosła powrót ze światowego Paryża do hiszpańskiej posiadłości męża, który zaabsorbowany pracą miał dla niej coraz mniej czasu? Początkowo nie mogła się przyzwyczaić do nowego domu, porażało ją zimno, zapuszczony dom, brak wygód, luksusów, do jakich była przyzwyczajona, zbyt wytworna, aby się  odnaleźć w tym zimnym, mało przytulnym i staroświeckim dworze. Bardzo ubolewała, że to ciemne i zimne domiszcze odebrało jej dawnego męża – toczył go jakiś robak smutku, słabość. Nowe życie straszliwie ją nudziło. Jedyną rozrywką były rozmowy i spacery z Dionisio, jazda konna po okolicy. A szwagier okazał się wykształconym i kulturalnym mężczyzną. Postanowiła mu więc pomóc i wyrwać go ze szponów nałogu. Z czasem się jej to zaczęło udawać. Jedyną odskocznią był wyjazd do szwagierki do Saragossy. Aby skrócić długie godziny nudy, Solange postanowiła zająć się edukacją gromadki bawiących się dzieci we dworze. Mogła też  słuchać i tańczyć przy płytach J. Baker, wspominając radosne chwile z Paryża. Nie podobało się to jednak mężowi, skoro byli skazani na życie tutaj, gdzie nie do końca czuli się wolni.  Solange pozostało więc tęsknić i wspominać bujne życie, jakie wiodła w Paryżu. Mimo wszystko chciała być dobrą żoną tak, jak Rodolfo dobrą głową rodziny. Marzeniem Solange było posadzić ogród, który rozweseliłby samotnię wokół dworu. Obiecał jej to Dionisio, przecież miał dyplom inżyniera ogrodnika. Pierwszy raz robił coś pożytecznego od powrotu z Maroka i nie myślał o piciu. Opowiedział o dręczących go wspomnieniach i piekle w Maroku. Solange była dla niego aniołem. Praca nad ogrodem marzeń sprawiła, że Dionisio nie pił półtora miesiąca, odzyskał jasność umysłu i …zakochał się po uszy w pięknej Francuzce, więdnącej w tym domu jak kwiat przesadzony na jałową ziemię. Dzięki niej uwierzył w przyszłość. To Solange przywróciła mu chęć do życia. I już nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej. Zresztą Solange odwzajemniała miłość szwagra. Bardzo mnie zaskoczyło zakończenie powieści. Jak dalej potoczą się losy małżeństwa ? Co odkryje Rodolfo? Dlaczego szczęście Solange zmieniło się jednej nocy w ocean wstydu? Jakie sensacyjne wieści usłyszał Rodolfo od Pedra? Jaką rolę odegrała Mariana? Czy wyjaśniła się sprawa śmierci Don Fausto?  Czy w końcu Rodolfo rozwiąże swoje problemy finansowe a jego zranione serce zazna w życiu szczęścia ? A co stanie się z Ogrodem z marzeń? Aby znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania, sięgnijcie po książkę.

Od początku do końca byłam urzeczona powieścią, jej bogatym i fascynującym tłem kulturalnym, obyczajowym, społecznym i politycznym . Z ogromną ciekawością odwiedzałam z bohaterami  niezwykle plastycznie opisane miejsca w stolicy Francji. Uległam, jak Rodolfo, atmosferze i urokowi tychże miejsc. Następnie w hiszpańskiej, wiejskiej posiadłości rodu Montero, mimo że akcja toczy się niespiesznie, również chłonęłam tak plastycznie opisane miejsca, emocje bohaterów, zaskakujące sytuacje, przeżycia związane z odkrywaniem tajemnic rodu, przeszłością traumatyczną Dionisio. Pisarka świetnie wykreowała postaci bohaterów. Uwielbiam powieści rozgrywające się w egzotycznych wręcz dla mnie miejscach, dzięki którym mogę podróżować, ile się da. Powieść jest napisana pięknym językiem pełnym środków stylistycznych, oddziałujących na wiele zmysłów. Ta romantyczna saga rozgrzała mnie jak wykwintne wino z hiszpańskich winnic.   

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

czwartek, 2 sierpnia 2018

"Ciasteczko z wróżbą" - Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska


Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska, Ciasteczko z wróżbą, Wydawnictwo Edipresse 2018.
#MamaDropsaCzyta

To moje pierwsze spotkanie z duetem Agnieszka Jeż i Paulina Płatkowska – pisarki, wydawczynie, redaktorki, felietonistki największego w Polsce portalu dla kobiet Polki.pl, na który lubię zaglądać; mamy, matki, ogrodniczki i przyjaciółki. Informacje te nie pasowały mi do zdjęcia na okładce i tytułu książki. Postanowiłam się o tym przekonać, sięgając po powieść. I nie myliłam się…

Bohaterką powieści jest Renata Rębacz z Wałbrzycha. To bardzo dobra córka, której głównym celem było spełniać wypowiedziane i niewypowiedziane prośby rodziców, jakkolwiek jej do niczego nie przymuszali, powtarzając jedynie, że zawsze w nią wierzą. Renata bardzo dobrze się uczyła. Skończyła dodatkowo szkołę muzyczną I stopnia, ojciec był muzykiem Filharmonii Sudeckiej. Poprosiła rodziców, aby grę na skrzypcach zastąpić prywatnymi lekcjami języka niemieckiego, co zaowocowało statusem laureatki języka niemieckiego. niezawodna jedynaczka. Liceum ukończyła z wyróżnieniem i całkiem przyzwoicie zdała maturę. Mierzyła wysoko – ale były to wyzwania na miarę jej możliwości. Poznajemy ją w chwili, gdy zawalił się jej świat, bo nagle zmarł jej tata. Wiedziała, że nie może pogrążyć się w żałobie, bo mama musi znaleźć w niej oparcie. Skończyła  18 lat, dostała się na wymarzone studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim i właśnie dowiedziała się, że …jest w ciąży. Kto był ojcem dziecka? Ażeby zarobić na studia, postanowiła zaopiekować się starszym panem w Gorlitz. Zyskałaby na dalszym szlifowaniu języka. I tam zakochała się z wzajemnością w Gerardzie-bogatym synu starszego pana. Niemiec urzeczony pięknymi cechami Renaty, przymiotami jej ducha …oświadczył się jej. Pragnął bowiem spędzić jesień swojego życia w jej towarzystwie. A narzeczony zbliżał się do pięćdziesiątych urodzin! I właśnie w tym dniu poczęło się ich dziecko, a Gerard… umarł.

W dniu 18. urodzin Renaty, jej skoku w dorosłość, matka postanowiła, że z tej okazji będzie piekła ciasteczko z wróżbą według starej chińskiej receptury, które zawierać będzie przepowiednię na cały następny rok. Renata z czasem nauczy się odczytywać wróżby, bowiem specjalne ciasteczko będzie dostawać raz w roku. Odtąd powieść składa się z rozdziałów opatrzonych datą urodzin bohaterki i łączącą je wróżbą – czyli 21 czerwca i obejmuje lata 1992-2012, a epilog 2018r. I te przepowiednie, wróżby, mądre rady, drogowskazy poprowadzą Renatę i jej córeczkę przez życie. A jakie ono będzie? Los nie zawsze okaże się dla bohaterki łaskawy i łatwy. Dni radosne będą się przeplatać ze smutnymi, dramatycznymi. Ale Renata zawsze przy sobie będzie mieć mamę, która pomoże, udzieli wsparcia, na początku stworzy z nią nowy dom. Z czasem w życiu bohaterki pojawią się mężczyźni, dzieci, przyjaciółka, która udzieli jej cennych lekcji życiowych, Renata przejdzie metamorfozę, jedna zmiana w życiu pociągnie za sobą inne. Tak bardzo pragnęła zaprzyjaźnić się z życiem. Czy się jej to udało? Czy jej szczęście musi być jak motyl? Czy ktoś cudownie poprawi jakość i smak życia bohaterki? Czy Renata przejmie pałeczkę po swojej mamie i będzie udzielać rad  dorosłej córce? Jak odmieniła swoje życie Roma, matka Reni ? Na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź, sięgając po książkę.

Pisarki stworzyły bardzo ciekawe portrety psychologiczne  bohaterów powieści. Chwilami wkurzałam się, że przedstawiony został tylko kolejny dzień urodzin z życia bohaterki, czułam niedosyt fabuły.

To świetna powieść obyczajowa na letnie wieczory. Czytając, można śmiać się i płakać, snuć refleksje nad swoim życiem. Ja wyciągnęłam z niej taką lekcję: trzeba walczyć o siebie i o swoje szczęście, realizować marzenia i wierzyć w siebie. Wystarczy tylko raz się przełamać, odważyć, wziąć ster życia w swoje ręce i powiedzieć:

Ahoj, przygodo.Początkowo  Renata żeglowała dość ostrożnie, bo się obawiała mielizn, niepomyślnych wiatrów, zerwanych masztów i innych nieprzyjemnych przygód, które się jej kojarzyły z żeglarstwem. „Żeby nie było rafy”, tłumaczyła Romie. „Znaczy Ryfy”, zgadzała się matka i delikatnie popychała córkę naprzód – także własnym przykładem szczęśliwej i spełnionej sześćdziesięciolatki na nowej drodze życia.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie dzięki świetnemu językowi z dużą dawką humoru. Gorąco polecam!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!