czwartek, 29 listopada 2018

"Iskra" - Stanisław Krzemiński


Stanisław Krzemiński, Iskra, cykl Drogi do wolności, Wydawnictwo Znak 2018.

Trzy siostry, trzy pokolenia, trzech zaborców. Drogi do wolności to niezwykła seria o wielopokoleniowej rodzinie, której przyszło żyć w trudnych i ważnych dla historii kraju czasach – czasach wojny, ale i przełomu i odrodzenia Polski. Nie oglądam serialu, który od kilku miesięcy emituje TVP. Mimo to z wielką radością skorzystałam z propozycji Wydawnictwa Znak i przygarnęłam trzy tomy cyklu. Zanurzyłam się w świecie I wojny światowej – wojny, w moim odczuciu, nieco zapomnianej. Wojny, o której mówi się tylko w kontekście powstań i 11 listopada. A przecież te cztery lata na zawsze zmieniły Europę i świat. Zmieniły ludzi. Zmieniły sytuację naszego państwa (którego przecież w momencie wybuchu nie było na mapach) na arenie międzynarodowej. Zmieniły Polaków porozrzucanych po zaborczych państwach. Zmieniły wreszcie trzy główne bohaterki powieści – Alinę, Marynię i Halinę.

Trzy siostry – najstarsza Alina i młodsze bliźniaczki na kartach powieści dorastają. Przeżywają pierwsze miłości, szukają tożsamości, planują przyszłość, próbując odnaleźć się w nowej, wojennej rzeczywistości. Kochają i tęsknią. Kochają i tęsknią za drugim człowiekiem. Kochają i tęsknią za ojczyzną, którą, z racji młodego wieku, znają tylko z opowieści rodziny.

Dramat wojny, wielka polityka i kreująca się niepodległość przenikają się z codziennością głównych bohaterek. Z ich wzlotami i upadkami. Chwilami beztroskiej radości i głębokiego smutku. Sukcesy przeplatają się z rozczarowaniami. Czy Kraków lat 1914-1918 będzie dla panien Biernackich łaskawy?

Iskra to nie tylko trzy siostry. To także ich rodzice, między którymi próżno szukać płomiennego uczucia; babka – głowa rodziny, ciotka – aptekarka o rewolucyjnych jak na swoje czasy poglądach; chłopcy, o których rozmyślają dniami i nocami. To w końcu mieszkańcy Krakowa, przejezdni, goście bliżej lub dalej związani z rodziną Biernackich. Na kartach powieści autor przedstawił ówczesną panoramę społeczną miasta, nie pomijając żadnej z grup społecznych. Cieszy mnie, że przybliżył zasady funkcjonowania rynku wydawniczego na początku ubiegłego stulecia.

Choć siostry łączą więzy krwi, a dwie z bohaterek są bliźniaczkami, muszę przyznać, że Stanisław Krzemiński wykreował kompletnie różne postaci. Dziewczyny w moich wyobrażeniach różnią się nawet fizycznie. Wszystkie po trochu są mi bliskie – z Aliną łączy mnie miłość do języka polskiego, marzenia o pisaniu i utykanie na nogę. Lala to wulkan energii, optymistka. Iskierka, promień słońca w ponurym mieszkaniu w krakowskiej kamienicy. Marysia, romantyczka, angażuje się w pomoc żołnierzom, wydaje się najbardziej zorganizowana z rodzeństwa.

Zaciekawiła mnie postać Janiny – siostry pana domu. Na początku wydała mi się zgorzkniałą starą panną – pozbawioną pozytywnych uczuć i emocji, która tylko myśli, jak dopiec bratowej. Porównywałam ją w myślach do lodowca lub skały. Jednak z każdą częścią książki  coraz bardziej zaczynałam ją lubić. Poznając jej historię, poznałam też przyczyny oziębłości, poczucia wyższości obowiązku nad potrzebami serca. Tak została wychowana, okrutnie doświadczył ją los… Odkładając Iskrę na półkę, zaliczyłam ją do grona moich ulubionych bohaterek.

Iskra to przede wszystkim siła kobiet. Siła trzech sióstr, siła babci Emilii, siła Janiny. To kobiety rządzą w domu i domem Biernackich. Ignacy, choć jest właścicielem prężnie działającego przedsiębiorstwa, swoją odwagę i męstwo okazuje dopiero na froncie I wojny światowej. Przed wybuchem walk wydaje się zagubionym mężczyznom, który ukojenie zamiast w ramionach żony, znajduje u boku lokalnych prostytutek i we wspomnieniach z młodości. To właśnie te wspomnienia, rodzinne sekrety i wydarzenia sprzed sprawiają, że dzieje jego rodziny zmieniają się bezpowrotnie, choć mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Do czego doprowadzą niewyrównane rachunki?

Iskrę czyta się szybko i z ogromną przyjemnością. Inspiracją do napisania tej powieści stały się pamiętnik i wspomnienia matki autora, a pewne zdarzenia opisane w książce (nie tylko te związane z wojną i sytuacją polityczną) miały miejsce naprawdę. Czytając kolejne zdania, czuje się emocje, sentyment, bliskość autora z bohaterami. Dzięki opisom i trzecioosobowej narracji i czytelnik może towarzyszyć postaciom na krakowskich ulicach, w kawiarniach, hotelach czy wreszcie na froncie I wojny. Cieszę się, że na półce czekał kolejny tom i mogłam od razu kontynuować lekturę. Ciężko byłoby się rozstać ze światem Krakowa początku XX wieku. Dlatego pozwólcie, że w tym miejscu skończę recenzję, by wrócić do kolejnej części. A Wam polecam Iskrę. Jeśli lubicie sagi, których akcja rozgrywa się w miastach ogarniętych wojenną zawieruchą – to książka dla Was. Myślę, że spodoba się też widzom mojego ukochanego Czasu honoru. W tej książce jest miejsce na szczęście i łzy, radości i dramaty. Po prostu na życie.

środa, 28 listopada 2018

"Królowa gwiazd" - Agnieszka Walczak-Chojecka (#MamaDropsaCzyta)


Agnieszka Walczak-Chojecka, Królowa gwiazd, Wydawnictwo Edipresse 2018.
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Walczak-Chojecka zdobyła moje czytelnicze serce niezwykłą, emocjonującą „Sagą Bałkańską”, którą Wam gorąco polecam. To niesamowita historia miłości Jasminy i Dragana, których rozdzieliła bratobójcza wojna. Jednak miłość, wiara i nadzieja w ich odnalezienie się zdziałały wręcz cuda. Od tej pory przeczytałam wszystkie książki tej poczytnej Pisarki. A dziś z lekką tremą piszę recenzję najnowszej powieści obyczajowej „Królowej gwiazd”.

Podobno siódma książka jest tą najważniejszą, przełomową w karierze pisarskiej. Stąd też Pisarka w najnowszej powieści zaoferowała czytelnikom przede wszystkim rozrywkę, przygodę , tajemnicę, odsłoniła kulisy życia aktorskiego, i , co stanowi istotny element charakterystyczny jej powieści, barwną podróż na słoneczną Maltę oraz związane z tym emocje, przeżycia, a nawet sensacje. Oprócz rozrywki powieść dostarcza nam okazji do refleksji, zadumy nad ludzką naturą, w której przyjaźń walczy z zawiścią, a miłość ze zdradą.

Bohaterkami powieści są cztery młode, zdolne i pracowite aktorki oraz przyjaciółki: Malwina, Dominika, Klaudia i Miśka, które stoją u progu kariery. Postanawiają zawalczyć o swoją przyszłość, wyruszając w podróż na festiwal filmowy na Malcie, aby zdobyć rolę u znanego, bardzo przystojnego reżysera serbskiego Zorana Mrvicia. One same nazwały się Drużyną Gwiazd, były pewne, że wkrótce zostaną gwiazdami mimo bolesnego zderzenia się z aktorską rzeczywistością. Przecież marzenia się spełniają. Cztery muszkieterki postanowiły więc działać i wspierać się razem, a gdyby udało się tylko jednej, to również udzielą jej wsparcia i przyznają tytuł Królowej Gwiazd. Jak przebiegało zatem wkroczenie dziewczyn w filmową przyszłość? Tego nie zdradzę. Jedno jest pewne – na pewno nie będziecie się nudzić!

Drużyna Gwiazd, cztery przyjaciółki – tak różne pod względem charakterologicznym dziewczyny marzą o jednym wielkim celu: zdobyć jedną rolę u znanego reżysera. A jego urokowi trudno się oprzeć. Pragną podążać za marzeniami. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbę. Jak w tej sytuacji zachowają się rywalizujące ze sobą dziewczyny? Co okaże się silniejsze: przyjaźń czy zawodowe ambicje, osiągnięcie wielkiego celu? Jaką decyzję podjęły ostatecznie dziewczyny z Drużyny Gwiazd? Jak potoczyły się ich dalsze losy?

Pisarka poruszyła tu też problem samotnego macierzyństwa, problem  relacji między matką i córką, która pragnie się wyrwać spod nadopiekuńczych skrzydeł matki. Czy jej się to udało? Wzruszający był wątek dotyczący więzi między Dominiką, dziewczyną o wielu zainteresowaniach i pasjach a niepełnosprawnym bratem jej męża, którym z prawdziwym oddaniem się opiekowała. Radek był świadom problemów w ich małżeństwie i pomógł jej ostatecznie podjąć decyzję o wyjeździe na Maltę. Bardzo ciekawe i pełnowymiarowe postacie. I jeszcze ciekawostka na koniec… Tworząc fabułę powieści, Pisarka zawsze wymyśla coś, co nie istnieje, jest tworem wyłącznie jej imaginacji. Tak było z genem agresji i  jego potencjalnego blokowania, którego odkrycia dokonał na kartach powieści Milan Mrvić, genetyk, brat reżysera. Podczas sprawdzania tej informacji w Internecie okazało się, że badania nad genem przemocy są prowadzone na świecie od lat przez wielu naukowców.

Powieść bardzo mi się podobała, wprost trudno się było od niej oderwać. Zaciekawiły mnie historie związane z zakonami rycerskimi, niezwykła opowieść o malarzu Caravaggio na Malcie. Zachwycił mnie język powieści, oddziałujący na wiele zmysłów i pobudzający wyobraźnię.

Królowa gwiazd to nie tylko fascynująca podróż literacka na Maltę, by chłonąć, podziwiać jej cudowne widoki zapierające dech w piersiach,  piękno licznych zabytków . To także podróż do zakamarków kobiecej duszy. Powieść wciąga czytelnika od pierwszych stron. Cztery piękne, młode i ambitne dziewczyny tak różne pod względem charakterystycznym, świetnie wykreowane przez Autorkę, marzą o karierze aktorskiej i cenią sobie przyjaźń ponad wszystko. Znalazły się w sytuacji, w której ich przyjaźń została wystawiona na próbę. Bo to nie będzie zdrowa rywalizacja, będą walczyć o tę jedną rolę, ponieważ chcą podążać za swoimi marzeniami. Czy przyjaźń ponad wszystko – zasada której hołdowały, przetrwa wszystko? Czy zniszczy ją zawiść, zazdrość, egoizm, zło, zdrada, kłamstwo? A jak zachowa się reżyser, czy zagra w tej zabawie czysto?

Gorąco polecam na długie, chłodne, jesienno-zimowe, kocykowe wieczory.           

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

niedziela, 25 listopada 2018

"Pejzaż z Aniołem" - Magdalena Kordel (#MamaDropsaCzyta)


Magdalena Kordel, Pejzaż z Aniołem (seria Malownicze), Wydawnictwo Znak 2018.
#MamaDropsaCzyta

Magdalena Kordel - jedna z najpoczytniejszych polskich autorek – napisała nową powieść Pejzaż z Aniołem, która zapewniła Czytelnikom długo wyczekiwany powrót do serii „Malownicze”. To wzruszająca historia o tym, że warto szukać szczęścia i nigdy nie tracić wiary w lepsze jutro. O tym, że czasem przyda się szczypta magii. Może każdy z nas ją tam odnajdzie? Pisarka wprowadziła do swojej powieści nowych bohaterów i ich przyjaciół. Poznajemy Adriannę, dekoratorkę i architektkę wnętrz, która po śmierci ukochanego taty nienawidziła grudnia, śniegu, świąt, ponieważ czuła się podle, gdy znowu powracały bolesne, koszmarne wspomnienia , jak rok w rok w tym miesiącu stawała się małą, niechcianą, opuszczoną dziewczynką, zagubioną wśród choinkowych ozdób, siwobrodych Mikołajów i irytująco uśmiechniętych ludzi. Dziewczynka prawie zawsze spędzała samotnie święta w dużym domu pozostawiona przez matkę, która wybierała towarzystwo kochanków. Przez lata wyhodowała w córce małą dziewczynkę i wiedziała, którą strunę trącić i gdzie uderzyć, żeby osiągnąć zamierzony cel. I  na te święta sytuacja miała się powtórzyć. Matka znowu ją boleśnie zawiodła. I znowu pojawiała się w niej mała Ada, ubrana w śliczny, czerwony płaszczyk podbity białym futerkiem i czerwoną czapkę z białym pomponem, czekająca na cud, który nigdy nie miał się spełnić. Adrianna zawsze mogła liczyć na wsparcie Marleny, najlepszej na świecie przyjaciółki ze studiów, której dom był jej domem, a  jej rodzice traktowali Adę jak córkę. Adrianna stworzyła sobie dość osobliwą definicję przyjaźni, która, jej zdaniem, polegała na tym, by swoim przyjaciołom nie przysparzać kłopotów. Postanowiła zmienić tę sytuację, kupiła wino, wychodząc z domu do parku. Gdy zamykała drzwi, nie miała zielonego pojęcia, że właśnie za moment wydarzy się coś, co diametralnie odmieni jej życie. Czasami doprawdy niewiele do tego trzeba. Ot, wino, korkociąg, koc i odrobina determinacji. No i szczypta szczęścia. Niby mało, a jednocześnie, dla niektórych, tak wiele. W otulonym białą pierzynką, bajkowym parku obok w towarzystwie wielkiego bałwana znowu oddała się złym, pełnych bólu wspomnieniom z dzieciństwa, z których wyrwał starszy ją starszy pan, zachęcając ją do tego, żeby przechytrzyć święta, zlekceważyć je i wyjechać w góry, które są tak piękne zimą. Przypadkiem spotkany człowiek błyskawicznie pomógł dziewczynie rozwiązać życiowy problem a Marlena postanowiła jej to umożliwić, wynajmując pokój u Madeleine, wspólnej koleżanki ze studiów. Oferta spodobała się Adzie. Wyjeżdżając, miała nadzieję, że ucieknie przed Bożym Narodzeniem i , co najważniejsze, pozbędzie się raz na zawsze małej Ady, która zawsze w grudniu wracała z żalem, tęsknotą i ogromem nieszczęścia.

Akcja powieści przenosi się do Malowniczego, spotykamy dobrych znajomych  - ukochaną panią Leontynę - anioła, jej dwa anioły gipsowe z wystawy, zadziornego i smutnego. Do miasteczka zawitał pierwszy śnieg, który był czarodziejem, ponieważ zwiastował niepowtarzalna zimową magię: saneczkowych szaleństw, oczekiwania na Świętego Mikołaja, zapachu cynamonu i goździków. (…) Płatki wirowały i niesione wiatrem co chwila zmieniały kierunek. A to wróżyło, że tej zimy mieszkańcy nie będą narzekać na nudę.  Już pierwsze spotkanie z panem Mieciem i Magdą sprawiło, że została wciągnięta w życie miasteczka, co pozwoliło  jej uwolnić się od bolesnych wspomnień. W księgarni bowiem spadła Leontynie jak z nieba, przydała się jej pomoc w przeorganizowaniu i uporządkowaniu zagraconej po ostatniej dostawie kolejnych staroci. Przecież z założenia miała siedzieć w zimowej samotni i próbować dogadywać się sama z sobą. Popijając wino. Nie rozmawiając z nikim. Zapominając o nadchodzących świętach i wszędobylskim grudniu, który pachniał piernikami, cynamonem i zielonym lasem. czyli wszystkim, co po śmierci taty stało się dla niej nieosiągalne. A miasteczko znowu, jak co roku,  przygotowywało się do konkursu na najładniejszy rynek w okolicy i już pierwszego dnia ociekało świątecznością. Nie mogła jednak odmówić Leontynie, ponieważ przypominała jej panią Dusię, jej opiekunkę – ta sama kruchość połączona z żelaznym charakterem i wiele ciepła. W oczach Ady przyjaciółka zauważyła tyle smutku, zatem potrzebowała choć odrobiny magii płynącej od życzliwych i troskliwych ludzi. W domu Magdy i jej rodziny  poczuła się tak, jakby ktoś dobry i miły mocno ją przytulił. Znalazła się wreszcie w domu. Bo przecież Malownicze to oaza spokoju, bezpieczeństwa, miłości, dobra, ciepła, nadziei – tu działa magia przez cały rok. To doskonale miejsce, w którym bohaterka mogła rzucić dotychczasowe życie w cholerę i powiedzieć temu, co nas boli , „nie”. Wcale mnie to nie zaskoczyło, że Adrianna już na samym początku znalazła się w najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Czuła się tak, jakby góry otoczyły opiekuńczo złożonymi dłońmi całą dolinę, wszystkich jej mieszkańców, ten budynek i w szczególności ją samą. w tej samej chwili zza chmur na krótko przebiło się słońce. Góry zalśniły srebrzyście diamencikami zmrożonego śniegu. Podmuch wiatru porwał w swe objęcia śniegowy pył, ozłocił go słonecznym światłem i sypnął na oniemiałą z zachwytu dziewczynę. Poczytała to sobie za dobry znak. Czy Adrianna przyjmie oferowaną przez przyjaciół pomoc? Czy nadejdzie taki grudniowy dzień, w którym padający śnieg wzbudzi w niej radość? Czy oswoi się wreszcie z Bożym Narodzeniem, które czuć było z każdą chwilą? Czy w końcu uboga w miłość dziewczyna poczuje, jak pachnie miłość? Czy spełni się życzenie starszego pana z parku, by znalazła ktosia do wspólnego lepienia bałwana? A czy Adrianna pogodzi się z małą Adą?
W powieści pojawili się też nowi bohaterowie – dwaj przyjaciele, Stefan i Mateusz. Oni również zawitali do Malowniczego na Święta. Zatrzymali się u Leontyny. Pisarka stworzyła niezwykle wzruszający wątek z tymi postaciami. Dzięki nim narodził się nowy malownicki zwyczaj. Szczegóły odnajdziecie w powieści. Zachęcam do sięgnięcia po książkę jeszcze w okresie około świątecznym, żeby przygotowując się do świąt, nie zatracić tego, co najważniejsze. Żeby i w naszych domach podobnie jak w Malowniczem wieczór wigilijny jak co roku miał sprawić, że niemożliwe stało się osiągalne, miał w niejednym ludzkim sercu rozniecić iskrę, rozpalić wiarę w drugiego człowieka i sprawić, by wiara, nadzieja i miłość zamieszkały w każdym domu (…) gdy wśród ludzi przemykały anioły, gdy puste krzesła zapełniały się dobrymi myślami tych, którzy odeszli, mogło zdarzyć się wszystko.

Pejzaż z Aniołem to piękna, pełna emocji, cudowna, magiczna powieść świąteczna poruszająca bardzo ważne tematy, problemy; o toksycznej wręcz relacji matki z córką, o dziecięcej i nie tylko samotności, strachu, lękach, demonach przeszłości zatruwających życie, z którymi samemu tak trudno się uporać. To powieść, która nam uświadamia, że mamy prawo do marzeń, do miłości, do szczęścia. Tylko musimy w to uwierzyć. W wieczór wigilijny zawsze przychodzi do nas miłość, która może mieć wiele twarzy i trzeba o tym pamiętać, nie zamykając drzwi. Cuda się zdarzają! A najważniejszy to cud bycia razem! Urzekł mnie język powieści, wręcz poetycki chwilami, którym Pisarka tak sugestywnie namalowała słowami i oddała ducha Świąt Bożego Narodzenia, oddziałując na nasze wszelakie zmysły. Powieść się pochłania, a jednocześnie celebruje, bo tak trudno się z nią rozstać. Daj się więc otulić ciepłu i magii Świąt. Uwierz, że nigdy nie jest za późno na cuda.

wtorek, 20 listopada 2018

"Tajemnica pod jemiołą" - Richard Paul Evans


Richard Paul Evans, Tajemnica pod jemiołą, Wydawnictwo Znak 2018.

Richard Paul Evans. To prawdziwy literacki lekarz dusz. Jak go nie kochać? Jak nie kochać jego ciepłych mimo mrozu i skrzypiącego śniegu powieści? Historii, które wzruszają i bawią, skłaniają do refleksji? Które poruszają każdą struną serca? Choć Tajemnica pod jemiołą to dopiero moje drugie spotkanie z twórczością tego bestsellerowego pisarza, przepadłam i pewnie przepadnę jeszcze nieraz.

By dokończyć rozpoczętą do śniadania książkę, zarwałam noc. To nie ma znaczenia. Bo w zamian dostałam ciepło, miłość i nadzieję. Świąteczny klimat i prawdziwych ludzi, a niewykreowanych sztucznie bohaterów bez wad i problemów. Taki świat przedstawiony bardzo lubię, zwłaszcza gdy w perspektywie są święta. Gdy za oknem zimno i wietrznie, a do pełni szczęścia, czyli kocyka i kubka ulubionej herbaty, brakuje tylko mojego psa.

Alex czuje się samotny. Po niespodziewanym odejściu żony i rozwodzie próbuje posklejać swój świat. Nie wychodzi mu to zbyt dobrze. Przyjaciele, martwiąc się o niego, doradzają mu założenie konta na portalu randkowym. Bez entuzjazmu Alex korzysta z porady kumpli. Poszukując miłości w sieci, trafia na blog tajemniczej kobiety. Autorka codziennie wysyła wzruszające listy do wszechświata. Wydaje się, że spotkał bratnią duszę – samotną LBH, której każde słowo zawarte w poście wydaje się jego słowem. Kobieta, podobnie jak Alex, cierpi. Czuje się opuszczona. Marzy o miłości, o świadomości, że jest dla kogoś ważna. Jej wpisy stają się codzienną lekturą obowiązkową Alexa. Gdy blogerka zapowiada, że z końcem roku zamknie stronę, bohater decyduje się ją poznać. Mając tylko dane dotyczące lokalizacji i nick, wyrusza w podróż. Czuje, że z tą kobietą łączy go coś wyjątkowego. Ma nadzieję, że zdąży, zanim LBH zniknie z sieci i jego życia.

Czasami jednak koleje losu zmuszają nas do porzucenia tego, co znane i bezpieczne. Czujemy się wtedy jak na skraju przepaści. Boimy się, odwlekamy więc skok w nieznane, bo przecież nikt nie chce rzucić się w czeluść na oślep. Nikt. Dopiero gdy cierpienie staje się nie do zniesienia, zamykamy oczy i skaczemy. [strona 9.]

Zazdroszczę Alexowi tej odwagi. Gotowości do ryzyka. Postanowił poznać LBH. Miał bardzo mało danych. A jednak to zrobił. Wyruszył w podróż po szczęście. Szaleństwo? Czy walkę o szczęście, walkę o miłość można nazwać szaleństwem? Wsiadając do samolotu, Alex nic nie traci. Wie, że może tylko zyskać.

Zwykle czytam powieści, w których narratorem pierwszoosobowym jest kobieta. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te, w której o świecie przedstawionym opowiada mężczyzna. Cieszę się, że Tajemnica pod jemiołą dołącza do tej listy - historia opowiedziana jest bowiem z perspektywy Alexa. Niemal w każdym akapicie znajdziemy zdanie godne zapamiętania. Cytat, który być może doskonale odzwierciedla stan naszego ducha. Może w Twoim przypadku będzie to właśnie samotność? W dzisiejszych czasach, mam wrażenie, to temat tabu. Żyjemy w pędzącym świecie, jesteśmy zdeklarowanymi singlami i cenimy wieczory z Netflixem i lampką wina. A definicji samotności jest przecież tak wiele… Samotnym nie musi być koniecznie człowiek, który idzie przez życie w pojedynkę. A samotność w związkach? Evans opisał różne twarze tego pojęcia, co czyni książkę jeszcze bardziej wartościową.  

Czy tajemnica zostanie odkryta? Czy pod symboliczną jemiołą pan pocałuje panią? Przekonajcie się sami, sięgając po tę cudną historię. Dajcie się uwieść mistrzowi gatunku, porwać się do śnieżnej, mroźnej i świątecznej Ameryki. Razem z bohaterami zawalczcie o szczęście.

czwartek, 15 listopada 2018

"Gwiazdeczka" - Maja Jaszewska


Maja Jaszewska, Gwiazdeczka, Wydawnictwo Editio 2018.

Wczoraj dotarła do mnie paczuszka z egzemplarzem powieści Gwiazdeczka. Rozpakowałam pudełko, zrobiłam herbatę, zaczęłam czytać i… skończyłam! Już dawno nie udało mi się przeczytać książki za jednym podejściem. Czym urzekła mnie ta historia?

Józia, jej główna bohaterka, przyjeżdża do Warszawy z małej urokliwej miejscowości na Podlasiu. Jest tak zwanym „warszawskim słoikiem” i jak słoik bywa zakręcona. Dostaję pracę jako korektorka i redaktorka w jednym z luksusowych magazynów dla kobiet. Nie pasuje do tej redakcji – ani charakterem i hierarchią wartości, ani wyglądem. Dla dobra życie towarzyskiego i ze względu na zainteresowanie popularnego i oszałamiająco przystojnego coacha decyduje się zmienić swoje życie. Rozpoczyna drakońską dietę i próbuje zaprzyjaźnić się ze sportem. Dokonuje rewolucji w szafie i… w sercu. Z Kopciuszka zmienia się w gwiazdę stolicy i redakcji. Pytanie tylko na jak długo? Czy jej pięć minut potrwa nieco dłużej, czy w porę zorientuje się, że „wielka sława to żart”, zanim zapomni o swoim prawdziwym ja? Odpowiedzi na te pytania poznacie, sięgając po książkę.

Może i motyw stary jak świat. Może i nieco przerobiona historia znana widzom „BrzydUli”. Może i schemat, którego finał można przewidzieć od pierwszych stron… Ale wiecie co? Potrzebowałam takiej książki. Potrzebowałam takiej przepełnionej ciepłem i humorem powieści. Takiego plastra na serce na chłodny jesienny wieczór. Lubię powieści romantyczne i się tego nie wstydzę, a Gwiazdeczka, jak dla mnie, spełnia wszystkie wymogi tego gatunku. Jest niebanalna bohaterka. Nieco zakompleksiona, ale z ogromnym dystansem do siebie i świata. Obdarzona poczuciem humoru i wewnętrznym ciepłem. Józię po prostu chce się poznać i przytulić. Wypić z nią herbatę, a może nawet i coś mocniejszego. Są troskliwi rodzice, babcia-autorytet, wierna przyjaciółka, uczynni znajomi… Są łzy ze śmiechu, są łzy wzruszenia. Jest miejsce na ironię i satyrę współczesnej rzeczywistości – pogoni za czymś lepszym, nowszym, chudszym, modniejszym… Jest też wątek świąteczny – redakcja, w której pracuje Józia, intensywnie przygotowuje gwiazdkowy numer, a grudniowe wypady i spotkania odmienią niejedno życie. Mnie w takie listopadowe wieczory nic więcej (literacko) do szczęścia nie potrzeba!

Ciekawym dodatkiem dla Czytelników są przepisy od bohaterów powieści – znajdziecie wskazówki jak przyrządzić dania babci, mamy Józi czy specjały głównej postaci. Pyszne akcenty czekają na ostatnich stronach!

Ja pokochałam Józię od pierwszego zdania. Taka kochana Gwiazdeczka z niej. Mamy kilka wspólnych cech – marzycielka i romantyczka zawsze wyczuje bratnią duszę ;) Myślę, że i Wy ją polubicie. Jeśli zdecydujecie się poznać pannę Józefinę i kawalera Sobiepańskiego, koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami po lekturze.  



wtorek, 13 listopada 2018

"Druga miłość" - Marzena Rogalska


Marzena Rogalska, Druga miłość, Wydawnictwo Znak 2018.

Ostatnie tygodnie nie należały do łatwych – odpowiedzialny projekt w pracy sprawiał, że po powrocie z biura marzyłam tylko o łóżku lub o serialu, a nie o chwilach z książką. Czytałam bardziej na siłę, bardziej pod terminy narzucone przez wydawnictwa niż z przyjemności, a na piętrzący się stosik patrzyłam z niechęcią. Projekt dobiegł końca, energia i czas wolny powróciły. Wróciła też radość z czytania – w dużej mierze dzięki najnowszej powieści Marzeny Rogalskiej. Druga miłość na nowo rozkochała mnie w książkach i w swoich niezwykłych bohaterach.

Druga miłość to trzecia część niezwykłej serii stworzonej przez niezwykłą dziennikarkę. Trzecia i moja ulubiona. Przeczytałam ją najszybciej ze wszystkich i z największą przyjemnością oraz ciekawością!

Główną bohaterką powieści niezmiennie jest Agata – łowczyni talentów, właścicielka światowej sławy firmy. Ma u swojego boku oddaną paczkę przyjaciół. Czytając o ich perypetiach, czułam, jakbym po kilku miesiącach rozłąki, spotkała się z bliskimi mi ludźmi. Muszę przyznać, że bardziej od Agaty, chwilami niezdecydowanej, momentami wyniosłej i kochającej kontrolę Zosi Samosi, do gustu przypadli mi właśnie członkowie jej teamu – Krzysiek, który mimo wad wydaje się ideałem faceta, jego czuła i oddana rodzinie oraz pasji partnerka; Gośka – aktorka i baba z charakterem, która potrafi i zakląć, i krzyknąć; tajemniczy Rafał – dobry duszek (również finansowy) ekipy… Niezwykły team tworzą niezwykli i kompletnie różni charakterologicznie, fizycznie i przede wszystkim pod względem życiowych doświadczeń ludzie. Ta mozaika osobowości sprawia, że wzajemnie się uzupełniają – niczym puzzle, brakujące elementy układanki. Każdy wnosi do paczki coś od siebie, coś wyjątkowego – talent, cechę, wiedzę… Historia przedstawiona przez Marzenę Rogalską może więc być dowodem na to, że istnieje prawdziwa przyjaźń – niepytająca o korzyści, wiek, wykształcenie czy zawartość portfela. Przyjaźń, w której najważniejsze jest wnętrze drugiego człowieka, a nie to, co posiada. Przyjaźń, w której rzuca się wszystko, by pomóc. Nie dlatego że wypada. Dlatego że tej pomocy z całego serca pragnie się udzielić.

Jeśli nie znacie wcześniejszych części serii (Wyprzedaż snów i Gra w kolory), zanim sięgnięcie po Drugą miłość, powinniście poznać losy bohaterów. W tej powieści Agata (a w raz z nią czytelnicy) powracają do wydarzeń, które rozgrywały się w Londynie. Bohaterka wciąż wspomina dwa spotkania – jedno przypadkowe, które przewróciło jej życie do góry nogami, i drugie, które ostatecznie nie doszło do skutku. Chwile spędzone w towarzystwie byłego chłopaka, Marka, wracają do niej niczym bumerang. Zastanawia ją również tożsamość tajemniczego pisarza, którego twórczość pomogła uporać jej się z żałobą i poczuciem pustki, jakie wywołała śmierć Kostka. Czy autor jeszcze się odezwie? Czy da jej drugą szansę na spotkanie? Czy z pomocą przyjaciół uda jej się ustalić jego dane? Nie zdradzę, by nie odebrać Wam przyjemności z lektury. Jedno jest pewne – napięcie towarzyszy czytelnikowi do ostatniej strony.

I tym razem akcja powieści rozgrywa się nie tylko w ukochanym mieście autorki, Krakowie. Paczka przyjaciół (w towarzystwie dzieci i psa) wita nowy rok w górach. Cudne to były fragmenty! Bajeczne wręcz krajobrazy, leniwe chwile w gronie najbliższych, długie rozmowy, łzy i śmiechy. Rozdziały dotyczące sylwestra czytałam z ogromną przyjemnością!  Kraków, góry, Europa - Agata poznaje bliżej niedarzoną wcześniej sympatią Francję. Krzysiek nadal pracuje dla stołecznego milionera, a Joasia i Gajka spełniają marzenia w Azji. Wysyłając bohaterów w dalsze i bliższe podróże, Marzena Rogalska przypomina o oczywistej, choć czasem zapomnianej w dzisiejszym zabieganym świecie prawdzie – że szczęście nie zawsze jest na wyciągnięcie ręki, nie zawsze czeka za rogiem – czasem wymaga wysiłku i przebycia tysięcy kilometrów, by wreszcie dać się odkryć.

Tytułowa druga miłość przychodzi znienacka. Nieproszona, puka do drzwi serca i budzi uśpione emocje. Dopada i tych młodszych bohaterów, i tych starszych, którzy nie dawali sobie do niej prawa albo w strachu przed jej następstwami, wybudowali wewnętrzny schron. Powoli, krok po kroku miesza w życiu postaci, wystawiając ich na różne próby. Kto odważy się jej dać szansę? Kto uklęknie z pierścionkiem w dłoni? Kto zdecyduje się na kilka tygodni wyłączyć telefon? Kto na nowo obudzi się do życia? Marzena Rogalska przygotowała dla swoich postaci niejedną niespodziankę. Zaskoczeni i wzruszeni są też oczywiście Czytelnicy.

Książka urzeka nie tylko kreacją bohaterów, ich zaskakującymi losami, ale również naturalnym językiem. Autorka dostosowuje go do sytuacji i konkretnej postaci. Jedni potrafią wrzasnąć i użyć przekleństw. Inni cytują poezję i ubarwiają życiowe rady porównaniami czy metaforami. Mieszanka okraszona jest garścią humoru i szczyptą ironii, co cenię w powieściach obyczajowych.

Druga miłość to wzruszająca, zabawna, ciepła i pełna nadziei historia o prawdziwej przyjaźni i prawdziwej miłości. O magii słowa „przepraszam” i blasku, jaki niesie ze sobą prawda. O marzeniach, które warto spełniać mimo przeciwności losu. O szansach, jakie daje los i drugi człowiek. Idealna na długie jesienne wieczory – gorąco polecam!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

wtorek, 6 listopada 2018

"Dobre uczynki" - Agnieszka Krawczyk (#MamaDropsaCzyta)


Agnieszka Krawczyk, Dobre uczynki, Wydawnictwo Filia 2018.
seria „Uśmiech losu”
#MamaDropsaCzyta

Niecierpliwie czekałam na 2. tom serii „Uśmiech losu” Agnieszki Krawczyk pt. Dobre uczynki. Ciekawiło mnie bowiem, jak mieszkańcy kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą poradzą sobie z nowym wyzwaniem, jak potoczą się ich losy. Gdy książka dotarła do mnie, przeczytałam ją z przyjemnością.

Akcja powieści osadzona jest w realiach dzielnicy dzieciństwa Pisarki – na krakowskich Dębnikach, czarodziejskiej krainie dzieciństwa, pełnej nostalgicznych wspomnień i urzekającego piękna. Znany mi jest doskonale z czasów młodości Rynek Dębnicki, skąd autobusem jeździłam w odwiedziny do wujostwa w Tyńcu. Co zatem słychać u mieszkańców kamienicy? Helena boryka się z problemami zdrowotnymi – nowotwór. Zdecydowała się na operację, której podjęła się jej przyjaciółka dr Balbina Lewińska. Żeby oderwać myśli od choroby, Helena postanowiła zająć się historyczną łamigłówką, czyli sprawą kamienicy oraz stworzyć plan na realizację swojej pasji. Pomoc zaoferował jej Mikołaj, kolega szkolny. Dlaczego właśnie jemu tak bardzo zależało na pomocy Helenie? Z jakimi problemami borykał się Mikołaj? Skoro choroba ponownie zbliżyła ją po latach do przyjaciółki Inki, pragnie wyjaśnić wszelkie niejasności, które je przed laty rozdzieliły. Czy jej się to uda? Miranda przypadkiem znalazła  nieotwarte listy do mamy. Co to były za listy i od kogo? Dlaczego rodzice je schowali przed Ofelią? Podczas porządków Miranda znalazła pod dywanem kartkę z Francji  i postanowiła napisać list do adresata. czy otrzymała odpowiedź? Ofelia, czyli Fela, starsza siostra Leny i matka Mirandy cierpiała na ciągłe bóle głowy, trudno ją było namówić na wizytę u lekarza, piła jakieś ziółka od zakonników. Matka mówiła o niej, że jest pechowa, „jakby jakieś fatum nad nią ciążyło”. Ofelia czuła się osamotniona wśród rodziny, bo nikt jej tak naprawdę nie rozumiał. Czy Helenie i Mirandzie udało się rozwiązać tajemnicę korespondencji z przeszłości? Zuza zadomowiła się w uroczym mieszkanku na poddaszu, pracowała, była lubiana przez mieszkańców, dzieci chodziły do żłobka. Pojawiła się u niej matka Łucja z propozycją pomocy i przeprowadzki do wspólnego mieszkania w Gdańsku lub w Warszawie. Na próżno jednak, cudowny plan Łucji spalił na panewce. Zuza widziała swoje miejsce wśród przyjaciół na Dębnikach. No i przed mieszkańcami dobry uczynek. Tajemniczy właściciel domu zaproponował mieszkańcom udział w zaskakującym wyzwaniu – spełnić w ciągu dwóch lat dobry uczynek, szlachetny czyn, który zmieni całe ich życie na lepsze, a w zamian za to każdy otrzyma na własność zajmowane mieszkanie bez żadnych kosztów.  Początkowo idea dobrych uczynków śmieszyła Łucję, ale z czasem zrozumiała, że od jednego dobrego uczynku narodzi się drugi, a od niego inny i w ten sposób powstanie sztafeta, która przebiegnie przez świat. Może to zapełni próżnię i da ludziom radość? Sklei się pęknięte naczynie, którego naprawy zaniedbało się we właściwym czasie. Bo nigdy nie jest za późno, aby zrobić coś szlachetnego? Łucja postanowiła w końcu kupić w Krakowie mieszkanie eleganckie i w dobrym stylu, z ogródkiem, z cudownym widokiem na Wisłę. Mieszkańcy często spotykali się w ogrodzie podczas prac porządkowych i pielęgnacyjnych. Było to okazją do wymiany zdań na temat dobrych uczynków. Te rozmowy czasem zamieniały się w kłótnie, które nasiliły się, gdy w zrujnowanej willi po sąsiedzku, po kapitalnym remoncie, miał powstać szpital dla psychicznie chorych. W rezultacie ten budynek otrzymała fundacja „Więcej Dobra” na działalność terapeutyczną dla dzieci niedowidzących, z zaburzeniami psychofizycznymi i umysłowymi . Pani prezes fundacji planowała założyć też ogród sensoryczny dla swoich podopiecznych. Wzbudziło to niepokój sąsiadów, ale z czasem zaangażowali się do pomocy, przecież mieli doświadczenie w urządzeniu swojego ogrodu. Porozumienie buduje się z trudem; mało rzeczy w życiu przychodzi łatwo. Potem jednak okazuje się, że wystarczy chcieć, a rozwiązania pojawiają się same. Prezes fundacji, niezwykle sympatyczna kobieta, zapoznała mieszkańców z ideą ogrodów społecznych. Liczyła na ogromną pomoc sąsiadów. A rada miasta postanowiła udzielić wsparcia finansowego. Do akcji włączył się też Wojtek, student, znajdując w ten sposób temat do pracy magisterskiej. Pomysł sprzyjał integracji mieszkańców sąsiednich kamienic. A jak mieszkańcy kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą sobie z tym poradzili? Czy terapia ogrodem okazała się doskonałym lekiem na problemy nie tylko pacjentów, ale i mieszkańców? Zachęcam do sięgnięcia po książkę. Tu znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania.
  
Pasją Agnieszki Krawczyk jest historia Krakowa. W powieści Pisarka wprowadziła wątek wojenny. Podczas próby rozwikłania tajemniczego donatora w dzienniku dawnego proboszcza ks. Majskiego pojawiło się nazwisko A. Kostki – konspiratora pomagającego Żydom w getcie, zginął pod koniec grudnia 1942r. Miranda znalazła więcej faktów w Muzeum Historycznym. Informacje dotyczyły akcji wysiedleńczych w getcie, likwidacji getta, o Aptece pod Orłem i jej właścicielu, niesamowicie odważnym Tadeuszu Pankiewiczu, który miał ogromne zasługi w pomaganiu Żydom. Napisał o tym wstrząsającą książkę, unikalną relację. Tak tragiczne rzeczy tam się działy, po prostu bestialstwo, aż trudno uwierzyć, że w takich warunkach dało się w ogóle żyć. A z drugiej strony w każdym z klientów apteki dostrzegał dobre strony, szlachetność, prawy charakter. miranda natrafiła także na ciekawy trop – archiwum getta warszawskiego doktora Emanuela Ringelbluma, nauczyciela i wielkiego społecznika. Odnaleziono je po wojnie i nazwano „sumieniem narodu żydowskiego”. Niezwykle poruszającą, tragiczną  historię rodziny Mincerów, o miłości Antoniego i Miriam bohaterki usłyszały od pani Niny, siostry A. Kostki. (…)jak to mądrze pisał pan Edelman – w getcie była miłość, było życie, oprócz śmierci i strachu. Ludzie brali śluby, rodziły się dzieci. Ci, którzy zastrzegali się, że nigdy się z nikim nie zwiążą, szukali partnerów. Już tak jest, ze ten pęd życia, optymizm, nadzieja zawsze się gdzieś tli. Opowieść starszej pani skłoniła dziewczyny do refleksji : Wojna odbiera ludziom życie, ale i przyszłość, marzenia i szczęście. Spokojny byt, beztroską młodość, sielskie dzieciństwo. To niesprawiedliwe, że niektórym przychodzi żyć w takich czasach i nie zaznać pocieszenia. Wywołała też szereg pytań: Czy ulice i domy zapamiętują ból swych mieszkańców? czy są tu jeszcze drzewa pamiętające te wydarzenia? Rzeka płynie obojętnie, trwa i jest pozbawiona pamięci. Niebo przygląda się w taki sam sposób szczęściu i niedoli ludzkiej. Pisarka maluje słowami cudowne opisy urokliwych miejsc Krakowa, które oddają emocje bohaterów. W powieści należy też dostrzec wątek nauczycielki Anny Mrowińskiej . Co ją poróżniło z Sylwią, mamą Heleny? Czy to kolejna tajemnica rodzinna? Bardzo mnie zaciekawiła i wzruszyła historia Sary, Zosi Mincer opowiedziana przez pana Blajerskiego. Czego tak bardzo się obawiał pan Henryk? A najbardziej zaskakujące było dla mnie zakończenie powieści. Nie spodziewałam się pojawienia pewnego gościa i rozwiązania tej „strasznej tajemnicy”. Niecierpliwie będę czekać na trzeci tom Serii  „Uśmiech losu”.

Dobre uczynki to cudowna powieść wręcz idealna na jesienną, kocykową porę. Poznajemy dalsze losy plejady bohaterów świetnie wykreowanych przez Pisarkę, feerię towarzyszących w ich życiu emocji. Czytając powieść, śmiejemy się, wkurzamy, wzruszamy, zmuszamy do refleksji . Identyfikujemy się z bohaterami i razem z nimi szukamy pomysłu na dobry uczynek, który mógłby nas przemienić i uświadomić, że dobro zawsze powraca.  To opowieść o tym, co w życiu się tak naprawdę liczy. Najważniejsza jest rodzina, w rodzinie bowiem tkwi siła i moc, ważna też jest miłość (astronomia i Iskra), szczerość, przyjaźń, wzajemna pomoc sąsiedzka. Jak dobrze mieć sąsiada – to nie tylko słowa piosenki. Natomiast życie w kłamstwie, wieczne kręcenie, udawanie i obłuda nie mają sensu, komplikując bowiem życie, mogą doprowadzić do desperacji, choroby. Nie można żyć w poczuciu winy.  Ludzie nie powinni stwarzać sobie piekła tu na ziemi, bo życie tak krótko trwa. A na koniec trochę prywaty. Bardzo dziękuję Agnieszce Krawczyk za wprowadzenie do książki szczególnych bohaterów – osób z niepełnosprawnością . Ogród społeczny, ogród zmysłów i doświadczeń, terapia ogrodem to dla nich lekarstwo na różne dolegliwości, oaza odpoczynku i miłych doznań. Ale moim zdaniem jako matki to drugi człowiek, jego bezinteresowna miłość, troska, opieka, odpowiedzialność, okazane serce   - są najważniejsze. Od osób z niepełnosprawnością możemy się też wiele nauczyć i zaczerpnąć . To one mogą w nas dokonać istotnej przemiany, przeszeregowania wartości, uwrażliwienia.

Bardzo dziękuję za umieszczenie naszych nazwisk w podziękowaniach, dla młodej blogerki to dość istotne, bo motywujące, a ja tylko wspieram Córkę, mamy podobne upodobania czytelnicze i kochamy czytać książki.