wtorek, 8 października 2019

Przepisy Joli Caputy - recenzje Mamy Dropsa


Przepisy Joli można znaleźć na stronie internetowej:
https://przepisyjoli.com/

Jola Caputa, W rodzinnej kuchni, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

„W rodzinnej kuchni” to kolejna przepięknie wydana książka z serii „Przepisy Joli” – kultowej blogerki i bohaterki mediów społecznościowych. Jola Caputa do wspólnego gotowania zaprosiła córkę Sylwię i syna Grzegorza. Dzięki temu obok prostych przepisów na domowe dania znajdujemy bardziej zdecydowane smaki z nutą Orientu u Grzegorza i pomysły Sylwii na słodkości. Książka zatem jest podzielona na trzy części, każdą  rozpoczyna krótka charakterystyka autorów przepisów.

Kuchnia Joli jest „tradycyjna, domowa, mamina pyszna”. Do gotowania Jolę zainspirował ojciec, a ona z kolei przekazała swoim dzieciom zasadę, że przygotowywanie posiłków, czas spędzony w kuchni to przede wszystkim radosne zajecie, przyjemność, sposób wyrażenia siebie i okazanie domownikom miłości. kuchnia jest bowiem sercem domu, okazją do spotkań rodzinnych przy wspólnym stole – rozmów, radości z obecności bliskich i na końcu delektowania, raczenia się pysznym jedzeniem. Jako strażniczka kulinarnych tradycji Jola zawsze dba o to, żeby „kuchnia żyła, pachniała, zapraszała”. Wśród wyczarowanych przez Jolę pysznych potraw znajdujemy przepisy na: zupy, rolady, mięsa, drób, sałatki, przystawki. W swojej kuchni Grzegorz natomiast podtrzymuje tradycje dziadka, czyli przygotowuje mięsa w każdej postaci. Wśród zamieszczonych przepisów królują wiec : stek, burger, schab krewetki, udka, pierś kurczaka, kaczka drinki oraz deser oraz proste dania jak makaron z szałwią. Ponadto ceni sobie szybkie dania, wyraziste smaki i ciekawe połączenia. W tym celu dużo podróżuje, by poznać nowe smaki, oryginalne potrawy i gotować potrawy z ludźmi z różnych stron świata. W Przepisach Joli oprócz wspólnego gotowania zajmuje się robieniem zdjęć. To nie lada wyzwanie. Sylwia natomiast ma wielką słabość do słodkości i prowadzi słodkiego bloga. Zadebiutowała murzynkiem. W swojej części poleca przepisy na serniki, tort, tartę, Brownie, eklerki, ciasteczka przekładane masą z białej czekolady, miodownik z kremem, jabłecznik. Najsurowszym jurorem przepisów jest jej synek. Uwielbia ich wspólne chwile w kuchni tak jak kiedyś jej z mamą.

Każdemu przepisowi w książce towarzyszy cudna fotografia. Widok potraw, ciast sprawia, że się jest głodnym, cieknie ślinka i ma się ochotę udać do kuchni, by coś dla bliskich wyczarować. A przepisy są tak zredagowane, że wprost zachęcają, aby z nich korzystać. Jest także miejsce zarezerwowane na notatki.

Lubię gotować dla najbliższych, na co dzień robię to sama. Nie mogę się doczekać na powrót Męża z pracy, by razem z nim usiąść przy stole , jeść obiad i rozmawiać. Cenię sobie też bardzo wspólne chwile w kuchni z Dziećmi – wspólnie gotujemy, rozmawiamy, wspominamy, żartujemy, zajadamy. Zgadzam się z Jolą Caputa, ze kuchnia istotnie jest sercem domu i doskonałym sposobem na okazywanie sobie miłości.

Jola Caputa, Złote przeboje, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę się podzielić opinią o cudownie wydanej trzeciej już książce „Złote przeboje. Wszystko, co najsmaczniejsze – wybrali czytelnicy” z serii Przepisy Joli, w której Jola Caputa zebrała przepisy cieszące się największą popularnością wśród jej fanów. „To kulinarne hity – najlepsze i sprawdzone receptury, które uwielbiamy ja i moja rodzina, dlatego goszczą na naszym stole od lat” – czytamy we wstępie. Jola zaprasza więc czytelników do kuchni – serca domu i do wspólnego gotowania, a potem usiąść przy stole, biesiadować i cieszyć się sobą. Niech domowa kuchnia stanie się dla nas cudownym światem!

Przepisy są podzielone na: przekąski, obiad, na słodko, sałatki i surówki, słoiki – domowe przetwory i alkohol – domowe nalewki. Autorka udziela także cennych wskazówek – Jola radzi, np. jak uniknąć zakalca? Na końcu znajduje się notes – miejsce na zapiski, uwagi. Sprawdzone przepisy są podane w sposób niezwykle klarowny i  proste w wykonaniu. Pod każdym z nich zamieszczona jest opinia Czytelnika. Przecudnej urody zdjęcia potraw wykonał Grzegorz Caputa, którego fotografowanie jest pasją.

Będę często zaglądać do tych cudownych książek, które zostaną moją kulinarną rodziną. A w niedzielę ugotuję zupę krem z dyni według przepisu Joli dodatkiem papryki żółtej. Dodawałam do tej pory pomidory oraz z przypraw kurkumę i curry.

Polecam z całego serca książki z serii Przepisy Joli i zapraszam do udziału w rodzinnych kulinarnych spotkaniach.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Edipresse za egzemplarze do recenzji. 

czwartek, 3 października 2019

"Światło gwiazd" - Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)


Krystyna Mirek, Światło gwiazd, Wydawnictwo Edipresse 2019.
Seria „Willa pod Kasztanem”
#MamaDropsaCzyta

Droga do szczęścia czasem bywa krucha, ale zawsze warto jej szukać.

Mój pobyt w Willi pod Kasztanem dobiegł końca. Ostatnia część bestsellerowej sagi Krystyny Mirek „Światło gwiazd” już przeczytana, a właściwie pochłonięta. Z żalem rozstaję się z bohaterami, mając nadzieję, że po pewnym czasie pisarka zajrzy do Willi, żeby nam znowu opowiedzieć o życiu jej mieszkańców. Zawsze marzyłam, żeby zamieszkać w pięknym domu ze wspaniałym ogrodem. Jednak to marzenie się nie spełniło, bowiem inne sprawy, wartości stały się ważniejsze. Lektura tej znakomitej sagi potwierdziła słuszność moich, a właściwie naszych wyborów, że „sztuka polega na tym, żeby znaleźć własną willę pod kasztanem. Każdy ją gdzieś ma”. I moja rodzina – Mąż, dorosłe Dzieci - też ją znalazła i o nią dba. A nie było łatwo! Zapraszam więc do lektury recenzji ostatniej już części serii. Czy zawikłane rodzinne relacje udało się wyprostować babci Kalinie – Strażniczce domowego ogniska? Kto zostanie w willi pod kasztanem? Czy i tym razem Kalina sobie poradzi?

Kalina zatrzymała się. Dzień był wyjątkowo piękny. Jeden z nielicznych i słonecznych w ostatnim tygodniu. Lato się skończyło i coraz częściej niebo zasnuwało się chmurami, a na ogród spadały strugi deszczu. Przyłożyła na chwilę jabłko do twarzy. Wspaniale pachniało, choć było szorstkie i dużo mniej atrakcyjne niż te, które – idealnie równe i okrągłe – można teraz kupić na targu.

W ogrodzie babci Kaliny nawet jesienią jest pięknie. Pachnie jabłkami, różami a w domu pyszną szarlotką z cynamonem, która jest dobra na wszystko. To doskonałe miejsce na refleksje o życiu, o bliskich  i kochanych osobach, których dobro stawiała zawsze ponad swoje. Kalina zawsze była do tego skłonna.  

W tej części powieści pisarka rozbudowała wątek Doroty Mirskiej, wdowy po Mariuszu, matki trojga dorosłych dzieci, która zawsze była gotowa, aby z troski, miłości wyrzec się czegoś, a nawet się poświęcić.  Syn Konstanty był kiedyś zaręczony z Magdą, przyszywaną wnuczką Kaliny. Małżeństwo Doroty nie było szczęśliwe, czuła się niekochana, wręcz wykorzystywana przez męża i dzieci jako zwykła gospodyni domowa, narzędzie do osiągania celu, „jak dobra aplikacja do obliczania podatku”. Kontrahenci męża bardzo lubili przygotowane na domowe spotkania niezwykle smaczne i zdrowe kolacje. Z czasem przestała walczyć o szczęście. Czuła się samotna i nieszczęśliwa. Nikt już nie potrzebował jej kolacji, dzieci nie pomyślały o pracy dla matki w firmie rodzinnej, bowiem kojarzyła się im tylko i wyłącznie z domem. Dorota podporządkowała swoje życie jednemu celowi: wychować dzieci na bardzo dobrych ludzi. Ceniła sobie znajomość a potem przyjaźń z Kaliną. Podczas podróży pociągiem do Warszawy poznała przystojnego naukowca, astrofizyka, który ją zauroczył i pragnął kontynuować znajomość. Fajnie się im rozmawiało. Tomasz, patrzący na świat z kosmicznej perspektywy, okazał się bardzo uczuciowym mężczyzną, za którym Dorota tęskniła. Ale decyzja matki o pozostaniu w Warszawie doprowadziła do kłótni z synem Kajetanem a z czasem i z córką. A kolacja z miłym mężczyzną wywołała ogromne niezadowolenie i awanturę z dziećmi. To był dopiero początek piekła, jakie Kajetan, jakże podobny do ojca,  zgotował matce. Jak potoczą się dalej losy Doroty i Tomasza? Czy rady Kaliny i Tomasza pomogą Dorocie podjąć życiową decyzję ? Jakie problemy Kajetana ujrzą światło dzienne? Czy dzieci wyciągną właściwą lekcję ze swoich błędów życiowych?

A w życiu innych bohaterów powieści  pojawi się też wiele zawirowań. Bartek, ulubiony przyszywany wnuk Kaliny, poluje na miłość. W zdobywaniu serca Ani będzie przekraczać kolejne granice. Babcia była jego najlepszą powiernicą. Uczyła go, że w miłości nacisk szkodzi, ale szkodzi też brak starania. Posłuchał jej i przestał już skakać z kwiatka na kwiatek. I nie mógł już znieść dystansowania przez Anię. Jakże trudna była ta miłość. Wymagała cierpliwości, taktu, czasu. Na szczęście praca w salonie dawała mu dużo satysfakcji, przyniosła sukcesy, przyuczał młodych sprzedawców, zyskując ich przychylność. Z czasem przekonał się, że nie jest obojętny Ani, lubiła rozmawiać z nim, zaczęła mu ufać, dobrze się czuła w jego towarzystwie, uwielbiała niespodzianki, wyprawy, ekscytujące przygody. Ale zawsze coś lub ktoś im przeszkadzał w najważniejszej rozmowie życia. Czy Bartek zdobył się wreszcie na odwagę i oświadczył się Ani?

Bianka i Michał, szczęśliwi małżonkowie, są gośćmi w domu, ponieważ odkąd zamieszkały w nim ich matki, zniknął spokój. Patrycja i Iwona dawały się wszystkim we znaki. Kalina miała dość ich kłótni i obietnic o wyprowadzce. Babcia marzyła, żeby wnuczka przejęła stery w domu. Jak dobrze, że mogła się schronić u Ludwika, uwielbiali spędzać wspólnie czas w ogrodzie. jakże pięknie, subtelnie pisarka opisała ich miłość. Gdy młodzi zaskoczyli ją decyzją o wyprowadzce do Krakowa, Kalina postanowiła poważnie porozmawiać  z synowymi. I osiągnęła swój cel.  W domu zapanował spokój i słychać było tykanie zegara. Od czasu do czasu sielską atmosferę zakłócał płacz kota przygarniętego przez Antka, który zamieszkał na piętrze.

A co u Magdy? Postanowiła już nie ukrywać się ze swoimi uczuciami i dopisać „piękny happy end”, jak w komediach romantycznych, do historii jej i Antka. Od dzieciństwa pokochała willę pod kasztanem, babcię Kalinę i marzyła o zamieszkaniu w niej z Antkiem. Czy pozostało w Antku coś jeszcze z miłości do niej?

Dodam tylko, że zakończenie powieści mocno mnie zaskoczyło. Może kiedyś pojawi się jej kolejna część? Kto wie? Krystyna Mirek tak  poprowadziła fabułę, że byłam razem z bohaterami, przeżywałam ich różnorodne emocje, udzielały mi się ich nastroje, rozterki. Pisarka uświadomiła mi również, że wszyscy popełniamy błędy. Ważne, aby je zauważyć, naprawić i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. w budowaniu relacji rodzinnych ogromną rolę odgrywa szczera rozmowa. Każdy człowiek ma prawo do miłości, bo ona ma moc.

Dziękuję pisarce za kreacje Babci Kaliny, do której w powieści każdy w potrzebie może przyjść, rozgościć się w przytulnej i pełnej ciepła kuchni, przy dobrym cieście i herbacie porozmawiać, wypłakać się, podzielić radością a nawet się pośmiać. Młodzi ludzie, i nie tylko, potrzebują dziś autorytetów. Mnie ta postać koiła tęsknotę za Mamą, z którą zawsze i o wszystkim mogłam porozmawiać. Jej drożdżowiec czy szarlotka z cynamonem też były pyszne.

Powieść jest napisana lekkim piórem, pięknym językiem pełnym emocji, zaprawionym humorem. Akcja toczy się wartko i zwroty akcji dodają jej tempa.

I na koniec powtórzę za Konstantym, że „sztuka polega na tym, żeby znaleźć własną willę pod kasztanem. Każdy ją gdzieś ma”. To świetna jesienna opowieść na coraz dłuższe wieczory. Z całego serca polecam.

Wydawnictwu Edipresse bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Tych, którzy marzą o własnym egzemplarzu, zapraszam do udziału w konkursie. Wystarczy mieć konto na Facebooku – szczegóły znajdziecie TUTAJ.


niedziela, 29 września 2019

"Masz wiadomość" - Agata Przybyłek


Agata Przybyłek, Masz wiadomość, Wydawnictwo Czwarta Strona 2019.
Audiobook - Audioteka
Czyta Marta Żmuda Trzebiatowska

Ta recenzja może być nieco chaotyczna i pełna emocji. Ale czy nie o to chodzi w czytaniu książek? By po przeczytaniu ostatnich stron nie móc zasnąć, a rano obudzić się z myślą: „Jak ona to wymyśliła?!”. By nie rozstawać się z bohaterami po wyłączeniu nagrania? Chyba tak. Myślę, że każdy pisarz oddając swoje nowe „dziecko” w ręce czytelników, po cichu marzy, by bardziej niż słupki sprzedaży, podbić serca i na zawsze zająć jedną z książkowych szufladek w pamięci. Agacie Przybyłek się to udało bez dwóch zdań!

Pierwsze spotkanie z Agatą Przybyłek, pierwsza randka z audiobookiem

Pod koniec zeszłego tygodnia zachorowałam – jelitówka – dosłownie – zwaliła mnie z nóg. Pierwszy dzień choroby praktycznie przespałam, dlatego w piątek miałam ochotę wstać z łóżka. Niestety, osłabienie dość szybko kazało mi wracać pod kołdrę. No dobrze, tylko co tu robić? Netflix nie idzie, czytanie nie idzie… Przecież nie mogę leżeć i gapić się w sufit! Z pomocą przyszły Agata Przybyłek i Marta Żmuda Trzebiatowska. Choć czytałam i słyszałam wiele dobrych opinii na temat twórczości pisarki, nie miałam jeszcze okazji poznać któregoś z kilkunastu wydanych tytułów. Uznałam, że to dobry moment, by to zmienić, a że czytać nie miałam siły, postanowiłam posłuchać. Audiobook Masz wiadomość zakupiłam w serwisie Audioteka. Wcisnęłam play i… przepadłam!

Magia Internetu

O portalach randkowych słyszeliśmy wszyscy. Może ten tekst czyta ktoś, kto znalazł miłość w sieci? Ja byłam świadkiem takiej miłości. Związek miał finał przed ołtarzem – byłam druhną – a dziś mały Staś podbija serca całej rodziny. Co ciekawe, sama Agata Przybyłek, autorka książki, swojego męża poznała w Internecie. Myślę – babeczka zna to od kulis, będzie coś dobrego! I było. Tylko ta końcówka… Ale po kolei!

Julia szuka Romea, a znajduje… Rozczarowanego

Julka, studentka anglistyki na Uniwersytecie Gdańskim, ma za sobą trudny związek. Zamiast ślubu, jest rozstanie. Zamiast wybierania sukni, odwoływanie rezerwacji w lokalu. Jej związek z Norbertem – chłopakiem jeszcze ze szkolnych lat – rozpada się. Nie mogąc znieść jego rodziny, ich wtrącania się i jego bierności, decyduje się na ostateczne rozstanie. Nie jest sama – w tej trudnej sytuacji nieustannie wspiera ją przyjaciółka, Alicja. To właśnie ona namawia studentkę na założenie konta na portalu randkowym. Julia, niechętnie, ale w końcu się zgadza. Pewnego razu jadąc pociągiem do rodzinnego domu, znajduje na stronie konto Rozczarowanego. Mężczyzna przykuwa jej uwagę, postanawia się odezwać. Adam, bo tak ma na imię, odpowiada na wiadomość. I tak się zaczyna… Od pierwszych chwil i ona, i on mają wrażenie, że odnaleźli ideał, na który czekali całe życie. Dość szybko umawiają się na pierwsze spotkanie w Trójmieście. Jeśli jesteście ciekawi, jak przebiegła pierwsza randka w realu, czy Adam faktycznie okazał się tym, za kogo się podawał, musicie koniecznie sięgnąć po… audiobook, bo premiera papierowej wersji tej powieści wciąż przed nami.

Córeczko, piszę do Ciebie książkę…

Zastanawiacie się, jaki sposób narracji wybrała Agata Przybyłek w Masz wiadomość? Moi Drodzy – autorka wymyśliła to perfekcyjnie! Rozdziały pisane są w trzeciej osobie liczby pojedynczej – narrator wszechwiedzący przybliża nam świat zarówno Julii, jak i Adama. Wiemy, co się dzieje w ich głowach i sercach. Inaczej jest z prologiem i epilogiem. Tam mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Z prologu wynika, że narratorka przedstawia tę historię dla swojej córki. Myślę sobie – skoro Agata Przybyłek faktycznie poznała swoją drugą połówkę w sieci, może to jej historia? Może pisze to, by w przyszłości dać do przeczytania córce? Myślałam tak dość długo. Do epilogu. Bo epilog mnie po prostu rozwalił! Serio, ja nie wierzyłam w to, co słyszę. Leżałam na łóżku, oczy przymknięte, bo to już godz. 23, a tu nagle oczy jak 5 złotych! Co tam się nie wydarzyło… I było po spaniu! Piszę (oczywiście w nocy, przecież to nie mogło zaczekać do rana) do Mamy Dropsa, że mam mózg na suficie i że dla tej końcówki ona m u s i tego posłuchać, choć bohaterowie mają po dwadzieścia parę lat i to nie do końca może być jej klimat. Nie mogłam zasnąć, a od rana znowu myślałam o Julii i Adamie. Agato Przybyłek – dziękuję Pani za to zaskoczenie i za te emocje. Po prostu dziękuję!!!

Jedna historia, dwie autorki

Myślę, że wpływ na to, że jestem tak zachwycona tą historią, że tak ją pochłaniałam i wciąż przeżywam (choć skończyłam słuchać wczoraj wieczorem), ma nie tylko pióro Agaty Przybyłek, ale i głos Marty Żmudy Trzebiatowskiej. Miałam okazję podziwiać ją na deskach Teatru Kwadrat w spektaklu Ślub doskonały (jeśli będzie googlować ten tytuł, to od razu uprzedzam, że teraz sztuka wystawiana jest w nowej obsadzie! Potwierdzone info – za sześć dni znowu będę na widowni :D). Pamiętam, że podobała mi się w tej roli, jednak szczerze mówiąc, dziś nie jestem w stanie napisać, kogo wtedy zagrała… Ale ja nigdy nie zapomnę, kto czytał Masz wiadomość. To, jak głosem oddała klimat tej powieści, jest… niesamowite. Niby jestem polonistką, ale naprawdę brakuje mi słów. Ciepło, tęsknota, miłość, nadzieja – to wszystko, co bije od głównej bohaterki, bije także od głosu Marty. Tej historii chciało się słuchać i słuchać, i słuchać… Pani Marto, kłaniam się w pas! Mając do dyspozycji tylko głos, TYLKO głos, zabrała mnie Pani do innego świata, pozwalała odpływać i… sprawiła, że pokochałam audiobooki. Do usłyszenia! J

Podsumowując – posłuchajcie Masz wiadomość!

Serio – to najlepsze podsumowanie! Pamiętacie Planetę Singli? Tam historia nie zakończyła się według schematu „pani poznała pana w Internecie i żyli długo i szczęśliwie”. Jakie zakończenie dla swoich bohaterów wymyśliła Agata Przybyłek? Posłuchajcie sami! Naprawdę polecam audiobook. Choć nigdy nie przypuszczałam, w moim przypadku ta „wersja” książki bardzo się sprawdziła. Słuchałam przed spaniem, w korkach czy podczas mycia zlewu. Marta Żmuda Trzebiatowska tak czaruje tym głosem, że niby tu się skupiasz, żeby zacieków nie było, ale i tak doskonale słyszysz, co się dzieje w Gdańsku. Spróbujcie! Najwyżej stwierdzicie, że czekacie do premiery papierowej wersji. Ale warto, naprawdę warto! Bo Agata Przybyłek ma do przekazania ważne wiadomości o życiu i miłości!

Poniżej zostawiam Wam fragment – miłego słuchania!



poniedziałek, 23 września 2019

"Żyje się tylko raz" - Grzegorz Polakiewicz


Rzeszów, 6.07.2019 r.

Drogi Grzesiu!

         Choć nie znamy się osobiście (mam nadzieję, że kiedyś ulegnie to zmianie), tak właśnie chcę się do Ciebie zwrócić – Drogi Grzesiu. Szanowny Grzegorzu? Tak, tak też bym mogła, bo darzę Cię ogromnym szacunkiem. Ale w Tobie jest tyle Dobra i Miłości (specjalnie piszę te wartości wielkimi literami, bo te Dobro i Miłość pochodzą od Niego – Najwyższego), że nie sposób nie nazwać Cię Grzesiem.

         Pewnie zastanawiasz się, dlaczego piszę do Ciebie list. Już wyjaśniam. Jeśli otrzymuję od wydawnictwa egzemplarz do recenzji, zobowiązuję się do napisania o danym tytule kilka słów na blogu lub pod zdjęciem na Instagramie. Ale jak mogłabym chcieć recenzować czyjeś życie? Tak nie wolno, tak się nie robi! Dlatego forma listu – chcę podzielić się z Tobą, autorem książki Żyje się tylko raz, refleksjami po lekturze. Może list ten opublikowany na blogu (wysłany blogspotowym gołębiem ;)), zachęci innych do lektury. Mam nadzieję, że tak!

„Gdy myślę: Grzesiek Polakiewicz, to widzę: uśmiech, bezpretensjonalność, człowieczeństwo, moc, słabość, poczucie humoru, szczerość i prawdę. A także siłę, odwagę i dzielność. Grzegorz jest typem, jakiego nie spotyka się zbyt często”.

         Słowa Natalii Niemen to najlepsza „recenzja” tej książki. Bo o tym jest Żyje się tylko raz. O niezwykłym życiu niezwykłego człowieka. O niezwykłej drodze, jaką pokonuje każdego dnia. O sercu i ramionach, które uczą się przytulać każdego. O sercu i ramionach, które niosą krzyż cierpienia na drodze życia. To historia człowieka, który tylko pozornie jest niepozorny. Ta książka jest o każdym z nas. Każdy ma z nas ma wspomnienia, które wolałby usunąć z głowy i serca; trudności, lęki. Każdy z nas pragnie miłości, przyjaźni, bezinteresowności – po prostu ciepła drugiego człowieka. Bez względu na wszystko. Ty, Grzesiu, to otrzymujesz. I oddajesz w jeszcze większym stopniu. Jesteś. Ty po prostu jesteś. Dla drugiego człowieka. Grzesiu, jesteś dla mnie jak anioł zesłany przez Boga, który zamiast skrzydeł ma dwie kule. Tymi kulami, uśmiechem, sercem rozganiasz ludzkie lęki, smutki. Taki stróż tych, których znamy z ekranu telewizorów, pierwszych stron gazet i tych kompletnie anonimowych. Słuchasz i przytulasz nawet nieznajomych. Wariat? Nie, po prostu człowiek! Myśmy w dzisiejszych czasach zapomnieli, kim jest człowiek. To istota stworzona z miłości do miłości. Tylko tyle i aż tyle. A Ty, Grzesiu, o tym pamiętasz i żyjesz tą „definicją” każdego dnia.

         To książka o drodze i o spotkaniach. Grzesiu, Ty mimo swojej niepełnosprawności (jako osoba niepełnosprawna nie powinnam tego podkreślać, ale może to przekona niezdecydowanych do sięgnięcia po ten tytuł, mimo wszystko kulawi mają „marketingową siłę” ;)), dwa razy pokonałeś szlak świętego Jakuba. Spotkałeś na tej drodze wielu ludzi, którzy, dosłownie, podawali Ci pomocną dłoń i tych, którym Ty mogłeś pomóc – czynem, słowem i modlitwą. Ludzi, których obdarzasz uwagą, dobrocią i miłością, spotykasz na warszawskich, krakowskich, rzymskich, itd. ulicach.

         Modlitwa działa cuda. Ty to wiesz, Grzesiu. Czujesz modlitwę innych i modlisz się za innych. Pielgrzymujesz – nie w swoich, a w czyichś intencjach. Ty jesteś na drugim planie, najważniejszy jest dla Ciebie drugi człowiek i On – Bóg, jest w centrum wszystkich Twoich relacji. Czytając o spotkaniach czy konkretnych wydarzeniach, które opisywałeś, czułam, po prostu wiedziałam, że to działał On. Grzesiu, Ty naprawdę jesteś cudem.

         Kończąc, mam nadzieję, że będzie dane nam się kiedyś spotkać. Jeśli nie tu, na ziemi, to tam na Górze. Darzymy sympatią kilkoro tych samych ludzi ze świata filmu i teatru – może kiedyś wpadniemy na siebie po jakimś spektaklu? Nie ma przypadkowych spotkań – wiem to, nie tylko po lekturze Twojej książki.

Niech Twoja książka, świadectwo Twojego życia, trafi do wszystkich, którzy jej potrzebują. Mam nadzieję, że jak ja, po lekturze poczują się silniejsi. I pełni dobra i miłości. Bo Ty nią obdzielasz nawet przez kartki. I może dzięki Tobie – dzięki pozornie tylko literackiemu spotkaniu – uwierzą w Niego? Oby! Bo On jest i jesteś tego dowodem!


Do zobaczenia! Do napisania! Do modlitwy!
Paulina – Drops Książkowy



wtorek, 17 września 2019

"Był sobie pies 2" - W. Bruce Cameron

W. Bruce Cameron, Był sobie pies 2, Wydawnictwo Kobiece 2019.

Nadchodząca premiera (18 września) merda ogonem i wesoło szczeka! 😉 Jeśli macie psa, nie sięgajcie po tę książkę bez niego u boku. Ja to zrobiłam i zamiast grzecznie czytać, płakałam i tęskniłam. Porzuciłam więc lekturę przed urlopem. Po powrocie znad Bałtyku ostatnie kilkadziesiąt stron doczytywałam z moim kundelkiem, Dropsikiem, u boku.

To nie jest zwykła powieść. Bo narrator jest niezwykły. Świat przedstawiany jest z perspektywy psa. Dowiadujemy się więc, jak swoich właścicieli, życie w domu, na podwórku, w schronisku odbiera zwierzak.

Głównym bohaterem, czyli wspomnianym narratorem, jest znany czytelnikom Był sobie pies jako Bailey, Toby, Ellie, Koleżka… W drugiej części powraca w nowym psim wcieleniu, aby wypełnić kolejną misję. Misję związaną z jego pierwszym właścicielem…

Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię i jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele żyć i sporo się nauczył o ludziach. Bailey powraca w nowym wcieleniu na czterech łapach i spotyka dorastającą Clarity. Wie, że jego misja jeszcze nie została wypełniona – musi pilnować i strzec dziewczynki. Musi być dzielnym psem! Tym razem zrobi wszystko, aby pomóc ukochanej pani odnaleźć prawdziwą miłość i zrealizować jej marzenia. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny psi przyjaciel. Przyjaciel wierny, bezgranicznie kochający właścicielkę. Czuwający do ostatnich chwil – swoich i jej…

Czy przed lekturą Był sobie pies 2 należy poznać poprzednią część? Moim zdaniem tak. Wtedy łatwiej zrozumieć niezwykłą więź, która łączy pupila z „jego dziewczynką”. 

Jak wspomniałam na początku, podczas lektury wielokrotnie się wzruszyłam. Od ponad jedenastu lat tworzę z moim kundelkiem tę wyjątkową relację. Myślę, że osobie, która nigdy nie miała psa, ciężko to zrozumieć… Najlepsza książka i najlepszy film nie oddadzą tej więzi, miłości, oddania, lojalności i wierności. Za każdym razem, gdy wracam z Rzeszowa do domu rodzinnego, Dropsik wita mnie z takim samym entuzjazmem. Był sobie pies – książka W. Brucea Camerona pomogła mi w poznaniu świata mojego szczekającego przyjaciela.

Trafne komentarze okraszone humorem, niekiedy ironią i przede wszystkim psią wiernością – to bez wątpienia zalety narracji w powieści. Historię wręcz się pochłania, raz po raz uśmiechając się lub obcierając łzy wzruszenia lub smutku. Chusteczki higieniczne muszą więc być pod ręką. Opowieść o pieskim życiu na pewno podbije Wasze serca!

Za egzemplarz i możliwość przedpremierowej lektury dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

Już wkrótce premiera filmu o tym samym tytule! Kinomaniakom i miłośnikom ekranizacji zostawiam trailer J





wtorek, 10 września 2019

"Galopem po szczęście" - Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska (#MamaDropsaCzyta)


Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska, Galopem po szczęście, Wydawnictwo W.A.B 2019.
#MamaDropsaCzyta
premiera powieści: 18 września 2019

Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia w ubiegłym roku zaczęłam od lektury niezwykle klimatycznej, poruszającej Bożonarodzeniowej opowieści z przesłaniem – „Okruchy dobra” autorstwa „zabójczego duetu obyczajowego” Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej – dwóch przyjaciółek, dziennikarki i pisarki. Książka mnie urzekła. Przygoda z „Ogrodem Zuzanny’ jeszcze wciąż przede mną. Na półce czeka już cierpliwie pierwszy tom. Jak to się stało, że sięgnęłam po Galopem po szczęście? Zafascynowała mnie zapowiedź i okładka. W życiu mojej Córki z niepełnosprawnością konie, hipoterapia odegrały ogromną rolę we wczesnym dzieciństwie. Stąd moja miłość do koni, szacunek i wdzięczność.

 „Kiedy życie stawia cię na zakręcie, a ty wcale nie chcesz się przekonać, co znajduje się za nim…”.

Fabuła powieści rozpoczyna się w momencie, gdy Basia, po dwudziestu latach z Warszawy do rodzinnego Jędrzejowa Podlaskiego (z którego uciekła zaraz po maturze), powraca rozklekotanym gratem z kilkunastoletnią córką Karoliną, czterema walizkami i kontenerem z syberyjskim kocurem Bazylem. Znalazła się w beznadziejnej sytuacji, czuła się postawiona pod ścianą, wściekła, rozczarowana, sfrustrowana. Uciekając teraz z Warszawy, miała poczucie winy, że skazuje córkę na tułaczkę, pozbawia ją życia w luksusowych warunkach, nie mogąc zostawić z byłym mężem. Nie ma bowiem mieszkania, pracy, pieniędzy, ale z jakiegoś powodu musi wrócić do domu rodziców. Po tym jak rozczarowała ojca, nie lubiła tu wracać. A teraz musiała i to z podkulonym ogonem. Jednak ojciec Marek Grzelak, dyrektor państwowej stadniny koni, dał córce marnotrawnej drugą szansę, proponując stanowisko asystentki u siebie. Basia musiała więc wszystko zacząć od zera, a przede wszystkim poznać na nowo swoich rodziców, młodszą siostrę Ankę, zagubioną tu i rozżaloną Karolinę i Jędrzejów, zderzyć się z małomiasteczkową mentalnością, panującymi stereotypami. Między Basią a Anką nie było nigdy w ich relacji siostrzanej sztamy, zawsze dominowała zawiść, zazdrość, narastająca latami niechęć. Czy bohaterce się to udało?

Ponadto Basia weszła ponownie w świat koni, które kochała i znała się kiedyś na nich, uprawiała bowiem jeździectwo, odnosiła sukcesy na zawodach. Zatem bohaterami książki są również konie: urodziwy kary Nikiel, Ametyst, Bolero, przylepa Brego, romantyczna Malina, Gucio, poznajemy poruszającą historię Amsterdama, świetnego i utalentowanego konia, wałacha Basi.

Na kartach powieści pojawił się też przystojny zaklinacz koni Piotr Kieniewicz, specjalista jeździectwa naturalnego opartego na podążaniu za końską psychiką, szacunku dla zwierząt. Od matki poznała jego straszną historię. Szeptano też, że jego rodzina była wplątana w jakąś aferę podczas drugiej wojny światowej. Ludzie bali się o tym głośno mówić. Ojciec Basi pomógł Piotrowi, dając pracę. Ale Piotr też szybko wyczuł, obserwując reakcję koni, że w Basi jest coś dziwnego – jakieś pęknięcie, ból, lęk, wstyd. Jednak skwitowała to, że jako kobieta ma prawo do swoich sekretów. Tajemnica Baśki intrygowała mnie do samego końca powieści. Czy tych dwoje pokiereszowanych przez los będzie się miało ku sobie? Odpowiedź na to i inne pytania da Wam oczywiście lektura książki.

A wydawałoby się, że w małym mieście na Podlasiu nic się nie dzieje, żyje się jak u Pana Boga za piecem. Oj dzieje się tu, dzieje! W świecie przedstawionym w powieści występuje cała plejada bardzo ciekawych i świetnie wykreowanych postaci. Oprócz rodziny Grzelaków i wspomnianego już Piotra na uwagę zasługują dwie skłócone siostry i ich niesamowita historia: szeptucha Pelagia i ekscentryczna dziedziczka Elwira Tuszyńska. Ciekawie poprowadzony jest wątek młodego małżeństwa Jurka i Malwiny oraz ich malutkiego synka, który staje się oczkiem w głowie Pelagii. Ona marzyła o małym gabinecie weterynaryjnym, on zaś planował założyć ekologiczną plantację ziół przyprawowych i roślin leczniczych. Czy ich marzenia się spełniły?

Niezwykle barwną i oryginalną postacią jest siostra Małgorzata – zakonnica z liliowego mercedesa, była sportsmenka znająca się na koniach, bo jeździła konno, biegała na czas i rzucała młotem. na uwagę zasługują też postacie duchownych: ks. proboszcz Arkadiusz Pączek, walczący z pogańskimi zabobonami i ze swoją słabością oraz pop Mikołaj i jego piękna żona Helena Greczynka. Do kontaktów między nimi świetnie nadawała się wygadana i ostra Małgorzata. W powieści roi się aż od komicznych sytuacji z ich udziałem.

Obok wartkiej akcji i jej nagłych zwrotów urzekające są cudnie malowane słowami i oddziałujące na nasze zmysły opisy przyrody, koni i ich zachowań, poznajemy zwyczaje świąteczne mieszkańców, uczestniczymy też w festynach. Rozkoszujemy się potrawami podlaskimi, tatarskimi – kartaczami, baraniną, babką ziemniaczaną. Poznajemy też problemy bohaterów, ich zmagania ze słabościami, uzależnieniami jak alkoholizm czy brak umiaru w jedzeniu. Nieszkodliwym wariatem jest Konstanty Kaczkowski walczący z „diabelstwem w czystej postaci”, czyli z posągiem Świętowita. A wszystko to jest napisane lekkim stylem, pięknym językiem, zaprawionym humorem, czasem sarkazmem, ironią, dosadnym słownictwem, ale i paletą emocji, aby doskonale oddać klimat Podlasia. Wydawało mi się, że i ja tam byłam gdzieś obok bohaterów, cieszyłam się ich radościami, przeżywałam problemy, troski, a nawet nieszczęścia jak pożar domu. Tak bardzo pragnęłam, żeby Baśka i Piotr , Anka i Kamil wspólnie odnaleźli siebie i szczęście oraz żeby się wyjaśniły wszystkie niesnaski w rodzinach, umocniły, zacieśniły więzi. Zakończenie powieści jest otwarte. Ponieważ lubię szczęśliwe zakończenia, domyślam się, że bohaterowie uciekli galopem właśnie po tytułowe szczęście. Czy uda się im je odnaleźć?

Gorąco polecam Czytelnikom najnowszą, niezwykłą powieść „Galopem po szczęście”, dzięki której możemy sobie uświadomić, co tak naprawdę jest najważniejsze w naszym życiu. Jak poradzić sobie z poważnymi problemami? Jak postawić na nowo naderwane czy opuszczone skrzydła, czyli odnaleźć siebie, drogę do marzeń, pragnień, pasji. Warto w życiu przebaczyć, uświadomić sobie błędy, naprawić je i dać drugiemu człowiekowi drugą a nawet i trzecią szansę. Każdy ma do niej prawo. Warto rozmawiać i wzajemnie sobie pomagać. Zacząć od małych prostych kroków, gestów, zasiać wiarę, ufność i nadzieję oraz koniecznie zweryfikować sobie definicję szczęścia. Nigdy nie jest za późno na zmiany.

Zieleń drzew dawno straciła świeżość, była wymęczona upałami, przykurzona. Niedługo jesień. Skończy się zwariowane, piękne życie, będzie padał deszcz, śnieg, zapanują mrozy. Chciała wszystko ułożyć przed jesienią.Baśka przestała myśleć. Była teraz tylko ciałem układającym się do jego rytmu. Tak jakby po raz pierwszy ona i Brego stanowili jedność. przepełniał ją spokój i podziw dla świata. Jaki piękny ten las, jaka piękna była ta mijana łąka, jacy piękni koń, Piotr i ona. Jej życie. Trwało to tylko chwilę. „W życiu piękne są tylko chwile” – przypomniała się Baśce piosenka zespołu Dżem.

Wydawnictwu W.A.B. dziękuję serdecznie za egzemplarz przedpremierowy do recenzji.
A „zabójczemu duetowi obyczajowemu” Justynie Bednarek & Jagnie Kaczanowskiej dziękuję z całego serca za porywający za serce galop przez las w poszukiwaniu szczęścia.
                     

niedziela, 18 sierpnia 2019

"Trup w sanatorium" - Marta Matyszczak


Marta Matyszczak, Trup w sanatorium, Wydawnictwo Dolnośląskie 2019.
Seria „Kryminał pod psem” – tom 6.

Pierwsze wspólne wakacje. Tylko Ona, On i pies. Morze. Zachody słońca. Kąpiele w Bałtyku. Spacery po plaży. Nie może być nieromantycznie. A jednak może. Wystarczy trup. Trup  w sanatorium. 

Fanom komedii kryminalnych nie muszę przedstawiać Gucia. To kundelek przygarnięty ze schroniska przez prywatnego detektywa, Szymona Solańskiego. Były policjant, chwilami trochę ciapowaty, szczupły jak patyk i niezbyt domyślny w kwestiach uczuciowych, stworzył psiakowi po przejściach prawdziwy dom. Teraz do ich męskiego gniazda dołączyła Róża - dziennikarka i przyjaciółka rodziny.

To miały być ich pierwsze wspólne wakacje. W Świnoujściu. Już podróż pociągiem mogła zwiastować, że nie wszystko pójdzie po ich myśli... Na miejscu czeka tytułowy trup w sanatorium. Sława Szymona, śląskiego śledczego, głośna jest także na wybrzeżu, dlatego dyrektor ośrodka prosi go o pomoc w prowadzeniu dochodzenia. Razem z "ulubionym" policjantem (Barańskim, a jakże!) szukają mordercy kobiety. By go odnaleźć, muszą cofnąć się w czasie - do lat 70. i festiwalu, którym bardzo intensywnie w okresie PRL-u interesowały się ówczesne władze, o czym świadczą akta i notatki służb bezpieczeństwa...

"Kryminał pod psem" to seria, która gwarantuje zarówno łzy śmiechu, jak i dreszcz niepokoju. Gucio i Szymon, z nieodłączną Różą, rozwiązują śledztwo. Sprawdzają kolejne tropy, poszlaki... Czytelnik szuka mordercy razem z nimi, do końca pozostając w napięciu.

Za sukcesem tego cyklu bez wątpienia stoi niezwykły duet śledczych (człowiek i "gadający" pies) oraz narracja. Historię opowiada i narrator wszechwiedzący (trzecioosobowy), i Gucio. Świat widziany oczami psa - należy podkreślić psa niezwykle przystojnego, inteligentnego, naprawdę dobrego śledczego - to jeden z atutów powieści. Gucio niezwykle celnie komentuje zachowanie ludzi, w tym swoich właścicieli. Nie stroni od ironii czy krytyki w swoich ocenach. Całym sercem, czterema łapami i ogonem angażuje się w śledztwo i, dosłownie, tropi mordercę. I tym razem jego udział w sprawie jest nieoceniony. Czasem mam wrażenie, że Szymon mógłby bez niego zamykać interes ;).

Marta Matyszczak powoli wyrasta na królową niełatwego gatunku, jakim jest komedia kryminalna. Z tomu na tom śledztwa prowadzone przez bohaterów są coraz bardziej zawiłe. Tym razem Autorka zabiera i postaci, i czytelników do czasów PRL-u. Wplata wątek nadmorskiego festiwalu cieszącego się ogromną popularnością nie tylko wśród mieszkańców wybrzeża. Warto podkreślić, że ten festiwal odbywał się w rzeczywistości! Fragmenty poświęcone wydarzeniom sprzed lat pisane są w pierwszej osobie z perspektywy jednej z uczestniczek imprezy oraz... dokumentów służb. Nie ma jednak mowy o pomieszaniu czasów akcji - pomagają w tym nagłówki z datami.

"Trup w sanatorium" to nie tylko denatka i związane z nią tajemnice z przeszłości, zaskakujące powiązania między bohaterami czy niewyjaśnione konflikty. To także prowadzony z niezwykłą subtelnością wątek miłosny. Róża i Szymon, choć znają się od lat, jako para stawiają pierwsze kroki. Trochę nieporadnie, nieco chaotycznie, ale razem starają się iść do przodu. Niestety, ich romantyczny wyjazd nie wygląda tak, jak oczekiwali. A na pewno nie tak, jak oczekiwała dominująca w tym duecie Róża. Czy ich związek przetrwa tę próbę?

Jeśli jeszcze nie znacie Gucia i Solańskiego, koniecznie nadróbcie zaległości. Choć każda z części serii to osobne śledztwo, by zrozumieć wątki prywatne, warto czytać je po kolei. Gucio wszystko Wam opowie. Wyszczeka znaczy ;).

środa, 14 sierpnia 2019

"Wino z Malwiną" - Magdalena Kordel


Magdalena Kordel, Wino z Malwiną, Wydawnictwo Znak 2019.
Seria „Uroczysko”
Uwaga - tegoroczne wydanie jest wznowieniem z inną okładką – nie premierą nowej powieści Autorki!

Mówi się, że żeby rozpoznać w kimś przyjaciela, trzeba z nim zjeść beczkę soli. A nawarzone piwo należy wypić. A co, jeśli drugiego człowieka można poznać przy winie? Nawarzonym winie? Takie i inne niecodzienne sytuacje czekają na Majkę, bohaterkę bestsellerowej serii Magdaleny Kordel pt. „Uroczysko”.

Wino z Malwiną to trzecia część popularnego cyklu powieści. Choć to kolejny tom, dla mnie było to pierwsze spotkanie z mieszkańcami Uroczyska. Rozpoczynając lekturę, nie znałam poprzednich książek – nie znałam bohaterów, ich przeszłości, historii. A mimo to, mam wrażenie, doskonale odnalazłam się w opisywanej przez Magdalenę Kordel rzeczywistości. Maja i pozostali mieszkańcy pensjonatu przyjęli mnie ciepło i zaprosili do rodziny. Dali serdeczność, śmiech i ciepłem napełnili moje serce. Takiej powieści po ostatnio dość ciężkich dniach w pracy zdecydowanie potrzebowałam! Przy lekturze naprawdę odpoczywałam, wchodziłam do innego świata i kompletnie się w nim zatracałam. To lekka książka, choć porusza poważne tematy. Autorka jednak posługuje się tak delikatnym piórem, że nie sposób się nie uśmiechnąć (a nawet wybuchnąć śmiechem) w poczekalni w przychodni, zwracając na siebie uwagę pozostałych pacjentów. O czym właściwie jest ta historia? Pozwólcie, że teraz pokrótce przedstawię Wam fabułę i bohaterów.

U podnóża Sudetów, w Malowniczem, jest pensjonat Uroczysko. Pensjonat pełen ciepła i dobrych, serdecznych dla siebie i gości ludzi. Majka, jego właścicielka, na dobre się tam zadomowiła. Ma u swojego boku oddanych jej bliskich – rodziców, dorastającą córkę Manię, przyjaciółkę Jagodę, jej partnera, a także mieszkańców uroczego miasteczka. Miejscowi wreszcie traktują ja jak swoją! Musi się zmierzyć z nowymi problemami – utrata pracy w szkole, kłopoty sercowe i niespodziewany gość zza zachodniej granicy. Tytułowa Malwina przyjeżdża odzyskać należącą przed laty do jej rodziny posiadłość. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ziemia sąsiaduje z pensjonatem, a plany Niemki pozostają nieznane…. Czy Maja i pozostali mieszkańcy Uroczyska powinni się obawiać przyjezdnej? W jaki sposób Maję i Malwinę połączy wino? Odpowiedzi na te pytania da Wam oczywiście lektura.

Jak już wspomniałam, Wino z Malwiną to moje pierwsze spotkanie z tą serią. Choć pewne kwestie, z racji nieznajomości wcześniejszych tomów, pozostają dla mnie zagadką (np. przyczyna rozstania Majki z mężem, jej początki w Sudetach, otwarcie pensjonatu, relacja Jagody z Miodkiem), to mam wrażenie, że to, co najważniejsze, zrozumiałam. Magdalena Kordel pragnie na kartach tej powieści przypomnieć czytelnikom, jak ważne jest serce. Jak istotne jest, by iść za jego głosem, choć rozum może często i głośno krzyczy. Jak ważna jest ludzka dobroć i serdeczność – także, a może przede wszystkim dla nieznajomych. Wreszcie jak ważne jest w życiu to, by zawsze móc na kogoś liczyć. Tak jak mieszkańcy Malowniczego, mogą liczyć na siebie nawzajem.

Książkę czyta się bardzo szybko. To w dużej mierze zasługa pierwszoosobowej narracji (historia opowiadana jest z perspektywy Majki), ale nie tylko. Magdalena Kordel lekko i z humorem pisze nie tylko o kwestiach błahych, ale i tych poważniejszych. Śmiech to nieodłączny towarzysz tej lektury. Jest zabawnie, lekko, ale są też momenty, w których oczy wilgotnieją ze wzruszenia, a ucisk w sercu trudno zignorować. Bo Autorka pisze o życiu – o blaskach i cieniach zwykłych ludzi. Matek, żon, kochanek, policjantów, proboszczów, nauczycieli… Któż z nas nie zmierzył się z rozterkami miłosnymi, awarią dachu, rzadko spotykaną pasją u dziecka czy nie próbował uratować od śmierci małe szczeniaczki? To wszystko spotkało Maję, główną bohaterkę powieści. Do takich wydarzeń jak w Malowniczym, dochodzi i w naszych społecznościach. Dzięki temu postaci i ich historie są czytelnikom wyjątkowo bliskie.

Niezależnie od tego, czy znacie poprzednie tomy, polecam Wam gorąco Wino z Malwiną. To porządna dawka dobrego humoru, lekkiego pióra i wciągającej historii. Idealna na słoneczny dzień i deszczowe popołudnie. Koniecznie z lampką wina pod ręką!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Marzycielka" - Katarzyna Michalak (recenzja przedpremierowa Mamy Dropsa!)


Katarzyna Michalak, Marzycielka, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam niezwykle serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji ostatniego już tomu Trylogii Autorskiej Katarzyny Michalak „Marzycielka”. To cudna, pełna emocji opowieść o kobiecej samotności,  tęsknocie za miłością i marzeniach, które najpierw wydają się być  nierealne. Ale czyż nierealne są marzenia o własnym domu z ogrodem, o pracy, która stanie się pasją, o zdrowiu, o tym, żeby nie być głodną, mieć kogoś, kto będzie lekiem na samotność?  Czy tak poranione serce kobiety tęskniącej za miłością potrafi zaufać przyjaźni, wybaczyć i znowu pokochać? Czy wreszcie Ewa znajdzie w sobie siłę, by odbudować z gruzów swój świat? Czy po jednej z najczarniejszych nocy w swoim życiu Ewa dostrzeże piękno gwiazd? Czy  uda się jej sięgnąć po gwiazdkę z nieba i ją zdjąć?

Osamotniona, cierpiąca i sponiewierana Weronika znalazła się na dnie i targnęła się na swoje życie. „Tej nocy Weronika odejdzie na zawsze. Jej miejsce zajmie Ewa Kotowska. Pisarka” – tak dramatycznie zakończył się drugi tom trylogii „Zagubiona”. Bohaterka przeżyła, uratował ją dr Kochanowski, pojawił się też znowu na chwilę Wiktor. Obaj poznali wstrząsającą historię Ewy jako żony psychopaty: o nocy poślubnej, gwałtach, zdradach, biciu, utracie córeczki, uwięzieniu przez oprawcę Jeremiego i wreszcie o wyrzuceniu z domu i odrzuceniu nawet przez rodziców. Ani ona, ani doktor nie wiedzieli i nie mogli wiedzieć, dlaczego Wiktor nie wyrwał ukochanej z rąk oprawcy. Dla jej dobra trafiła do szpitala psychiatrycznego. Ale o tym jeszcze nie wiedziała. Zamknęła się bowiem we własnym cierpieniu, stała się więźniem własnej, chorej duszy. Znowu pojawił się Wiktor i zostawił ją pozbawioną nadziei i złudzeń. I wtedy ordynator wpadł na genialny pomysł, ażeby Ewa zaczęła pisać na laptopie o tym, co jej w duszy gra. W ten sposób kobieta pisząc książkę, uratowała swoje życie, bo nie utraciła nadziei. Dzięki książkom nauczyła się od nowa żyć. Kochała i była kochaną, bo na kartach jej powieści żył Wiktor – Jakub, czarnooki drań. Terapia pisaniem przyniosła efekty, Ewa poznała na sali Julię i Agatę, które stały się jej przyjaciółkami i razem zamieszkały po opuszczeniu szpitala. Wiktor też się zjawił z nowiutkim laptopem, który przydał mu się do opieki nad ukochaną, o czym nie miała pojęcia. „Los się nagle ulitował i sypnął na Ewę deszczem gwiazd”. Ewa dzięki przyjaciółkom i lekom wyzdrowiała i pragnęła powrócić do zawodu weterynarza. I Bóg obdarował ją gwiazdką z nieba – pracą w zoo. Znowu zabłysnął promyk nadziei, który szybko rozproszył mrok. Świat się dla niej jednak szybko skończył – oprawca się zemścił, zastawił pułapkę i się zatrzasnęła. Ileż różnorodnych emocji przeżywała bohaterka: bezsilność, wegetacja, rezygnacja z siebie, rozpacz, tęsknota, depresja – rak duszy, podstępny zabójca. Pojawiał się Wiktor, który obdarowywał Ewę miłością i nadzieją. Uratowały ją także napisane powieści - „Ferrin” ustrzegła przed obłędem, a „Poczekajka” przywróciła chęć do życia, radość, ciekawość świata. Ale znowu wylądowała na dnie, na jakiś czas ojciec odmienił jej los. Marzenie o pracy się spełniło, z czasem praca zaczęła jej szukać. Marzenie o bezpiecznej przystani życiowej było w zasięgu ręki, ale droga do niej okazała się bardziej wyboista, niż Ewa mogła sobie wyobrazić. „Mówi się, że gdy pragniesz czegoś całym sercem, tak mocno, że aż boli, cały wszechświat pochyla się nad tobą, by spełnić twoje Wielkie Marzenie”. Póki co wszechświat był głuchy na „chcę” Ewy. I znowu przez ludzką podłość bohaterka pogrążyła się w rozpaczy, z której ją nagle ktoś wyrwał, podał pomocną dłoń. Znajomość przerodziła się w głęboką przyjaźń,  nacechowaną bezwzględną uczciwością i umocniona wspólną pasją – książkami.

„Nie liczą się zranione uczucia, liczy się tylko dobro książki”. Szczęśliwa Ewa Kotowska była pisarką, znalazła swoją przystań życiową, która dała jej zdrowie, spokój, nadzieję i poczucie bezpieczeństwa. Jednak smutna przeszłość nauczyła ją nieufności, dlatego też wolała samotność mimo tęsknoty za miłością. A Wiktora nie widziała już od czterech lat. Powieści trafiły na listy bestsellerów – „(…)  ukochane książki, wypieszczone, pisane sercem, wypełnione emocjami, nieraz trudnymi, które wyrywała ze swej poharatanej duszy, odnoszą takie sukcesy. Dzieliła się swoim szczęściem z całym światem”. Jej sukces wywołał zawiść pisarek, wylała się fala hejtu nie tylko na Ewę, ale i na czytelniczki sięgające tak chętnie po jej książki. Krytycy urządzili podłą nagonkę. Zrozpaczona zatraciła się w pisaniu.  I znowu pojawił się Wiktor na cztery długie tygodnie, i znowu mogli się zachłystywać miłością, codziennością, słuchać nawzajem swoich zwierzeń. On również opowiedział jej swoją bolesną i mroczną historię, w której pojawił się ich wspólny wróg. On też pewnego dnia przyniósł Ewie straszną wiadomość. Kolejny ktoś zabrał Ewie coś bezcennego – poczucie bezpieczeństwa. A wtedy była także odpowiedzialna za pewnego „Ktosia”, dla którego pragnęła jeszcze bardziej żyć. Jakie wówczas odważne życiowe decyzje podjęła Ewa, płacąc bardzo wysoką cenę za wszystko? Gorąco polecam przeczytać książkę tak pełną emocji. Emocje bohaterki udzielały się i mnie podczas czytania. Miałam wrażenie, że jestem gdzieś obok bohaterki, uczestniczę z boku w wydarzeniach, ale strach nie pozwala mi podejść i wyciągnąć pomocnej ręki w jej kierunku. Jak dobrze, że dzięki kompozycji powieści obok strachu pojawiała się także i nadzieja, że skoro ta część nosi tytuł „Marzycielka”, bo Ewa nie zrezygnowała , nie porzuciła nigdy marzeń, to historia bohaterki będzie miała szczęśliwe zakończenie. Obiecała to czytelniczkom Katarzyna Michalak.

Losy Ewy poznajemy z fragmentów jej zapisków, opowiada je z perspektywy czasu doktorowi Piotrowi i wydawcy książek, swojemu wieloletniemu przyjacielowi oraz Wiktorowi czy też przyjaciółkom.

Bohaterem ważnym w powieści jest Wiktor Helert , ukochany mężczyzna, przyjaciel z dzieciństwa, którego dramatyczne przeżycia są owiane tajemnicą i na kartach książki stopniowo odkrywane. Ileż niespodzianek zgotował okrutny los dla Ewy i Wiktora?! Ale zakończenie jest wręcz zdumiewające. To miłość o wielkiej sile doprowadziła do takiego finału.

Akcja powieści trwa kila lat, więc zaczyna ją prolog. XXIX rozdziałów podzielonych jest gwiazdkami na części – zatytułowanych imionami bohaterów lub nazwami wydarzeń. Całość wieńczy epilog. Zastosowanie takiej kompozycji porządkuje wydarzenia dziejące się na przestrzeni kilku lat a zwroty akcji wywołują w czytelniku feerię emocji i uczuć. Kasia Michalak, mistrzyni emocji, napisała powieść pięknym, pełnym różnorodnych emocji i uczuć językiem, zaprawionym momentami dosadnym słownictwem, kolokwializmami. Zastosowała indywidualizację języka, dzięki temu zabiegowi postacie zyskały na autentyczności.

Zgadzam się w pełni z opiniami Czytelniczek zamieszczonymi na skrzydełkach cudnej okładki, że „Marzycielka” to godna następczyni „Pisarki” i „Zagubionej”. To najpiękniejsza, najbardziej emocjonująca opowieść o samotności, tęsknocie, miłości, nadziei, przyjaźni i marzeniach. Dno, koniec świata, apokalipsa – a miłość o potężnej sile może dokonać cudów w życiu poharatanych tak bardzo przez los bohaterów. Na kartach powieści oprócz pary głównych postaci poznajemy też plejadę bohaterów drugoplanowych, bardzo dobrze wykreowanych, bardzo prawdziwych. Czy Ewa Kotowska to Katarzyna Michalak? Dla mnie to nie jest istotne, mimo że książki Ewy Kotowskiej noszą tytuły  pierwszych książek Kasi, po które chcę znowu sięgnąć. Może to celowy „zabieg”, dzięki któremu poznałam blaski i cienie bycia pisarką. Ale wiem jedno, że każda z nas jako matka przeżywa całą gamę emocji, by zapewnić sobie, bliskim poczucie bezpieczeństwa, zaspokoić potrzeby, zapewnić spokojne życie. każda z nas otarła się o strach, lęk, bezradność a marzenia sprawiały, że pojawiał się promyk nadziei i wiary, że będzie dobrze, będzie lepiej. Przecież każda z nas ma prawo do szczęścia. O tym jest ta opowieść, którą pochłonęłam, bo bardzo mi się podobała. Po prostu bardzo lubię czytać książki Katarzyny Michalak!

Zapraszam więc do lektury Trylogii Autorskiej, (nie)autobiograficznej Kasi Michalak – najpiękniejszej w dorobku pisarskim.
Wydawnictwu Mazowieckiemu dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji