niedziela, 18 sierpnia 2019

"Trup w sanatorium" - Marta Matyszczak


Marta Matyszczak, Trup w sanatorium, Wydawnictwo Dolnośląskie 2019.
Seria „Kryminał pod psem” – tom 6.

Pierwsze wspólne wakacje. Tylko Ona, On i pies. Morze. Zachody słońca. Kąpiele w Bałtyku. Spacery po plaży. Nie może być nieromantycznie. A jednak może. Wystarczy trup. Trup  w sanatorium. 

Fanom komedii kryminalnych nie muszę przedstawiać Gucia. To kundelek przygarnięty ze schroniska przez prywatnego detektywa, Szymona Solańskiego. Były policjant, chwilami trochę ciapowaty, szczupły jak patyk i niezbyt domyślny w kwestiach uczuciowych, stworzył psiakowi po przejściach prawdziwy dom. Teraz do ich męskiego gniazda dołączyła Róża - dziennikarka i przyjaciółka rodziny.

To miały być ich pierwsze wspólne wakacje. W Świnoujściu. Już podróż pociągiem mogła zwiastować, że nie wszystko pójdzie po ich myśli... Na miejscu czeka tytułowy trup w sanatorium. Sława Szymona, śląskiego śledczego, głośna jest także na wybrzeżu, dlatego dyrektor ośrodka prosi go o pomoc w prowadzeniu dochodzenia. Razem z "ulubionym" policjantem (Barańskim, a jakże!) szukają mordercy kobiety. By go odnaleźć, muszą cofnąć się w czasie - do lat 70. i festiwalu, którym bardzo intensywnie w okresie PRL-u interesowały się ówczesne władze, o czym świadczą akta i notatki służb bezpieczeństwa...

"Kryminał pod psem" to seria, która gwarantuje zarówno łzy śmiechu, jak i dreszcz niepokoju. Gucio i Szymon, z nieodłączną Różą, rozwiązują śledztwo. Sprawdzają kolejne tropy, poszlaki... Czytelnik szuka mordercy razem z nimi, do końca pozostając w napięciu.

Za sukcesem tego cyklu bez wątpienia stoi niezwykły duet śledczych (człowiek i "gadający" pies) oraz narracja. Historię opowiada i narrator wszechwiedzący (trzecioosobowy), i Gucio. Świat widziany oczami psa - należy podkreślić psa niezwykle przystojnego, inteligentnego, naprawdę dobrego śledczego - to jeden z atutów powieści. Gucio niezwykle celnie komentuje zachowanie ludzi, w tym swoich właścicieli. Nie stroni od ironii czy krytyki w swoich ocenach. Całym sercem, czterema łapami i ogonem angażuje się w śledztwo i, dosłownie, tropi mordercę. I tym razem jego udział w sprawie jest nieoceniony. Czasem mam wrażenie, że Szymon mógłby bez niego zamykać interes ;).

Marta Matyszczak powoli wyrasta na królową niełatwego gatunku, jakim jest komedia kryminalna. Z tomu na tom śledztwa prowadzone przez bohaterów są coraz bardziej zawiłe. Tym razem Autorka zabiera i postaci, i czytelników do czasów PRL-u. Wplata wątek nadmorskiego festiwalu cieszącego się ogromną popularnością nie tylko wśród mieszkańców wybrzeża. Warto podkreślić, że ten festiwal odbywał się w rzeczywistości! Fragmenty poświęcone wydarzeniom sprzed lat pisane są w pierwszej osobie z perspektywy jednej z uczestniczek imprezy oraz... dokumentów służb. Nie ma jednak mowy o pomieszaniu czasów akcji - pomagają w tym nagłówki z datami.

"Trup w sanatorium" to nie tylko denatka i związane z nią tajemnice z przeszłości, zaskakujące powiązania między bohaterami czy niewyjaśnione konflikty. To także prowadzony z niezwykłą subtelnością wątek miłosny. Róża i Szymon, choć znają się od lat, jako para stawiają pierwsze kroki. Trochę nieporadnie, nieco chaotycznie, ale razem starają się iść do przodu. Niestety, ich romantyczny wyjazd nie wygląda tak, jak oczekiwali. A na pewno nie tak, jak oczekiwała dominująca w tym duecie Róża. Czy ich związek przetrwa tę próbę?

Jeśli jeszcze nie znacie Gucia i Solańskiego, koniecznie nadróbcie zaległości. Choć każda z części serii to osobne śledztwo, by zrozumieć wątki prywatne, warto czytać je po kolei. Gucio wszystko Wam opowie. Wyszczeka znaczy ;).

środa, 14 sierpnia 2019

"Wino z Malwiną" - Magdalena Kordel


Magdalena Kordel, Wino z Malwiną, Wydawnictwo Znak 2019.
Seria „Uroczysko”
Uwaga - tegoroczne wydanie jest wznowieniem z inną okładką – nie premierą nowej powieści Autorki!

Mówi się, że żeby rozpoznać w kimś przyjaciela, trzeba z nim zjeść beczkę soli. A nawarzone piwo należy wypić. A co, jeśli drugiego człowieka można poznać przy winie? Nawarzonym winie? Takie i inne niecodzienne sytuacje czekają na Majkę, bohaterkę bestsellerowej serii Magdaleny Kordel pt. „Uroczysko”.

Wino z Malwiną to trzecia część popularnego cyklu powieści. Choć to kolejny tom, dla mnie było to pierwsze spotkanie z mieszkańcami Uroczyska. Rozpoczynając lekturę, nie znałam poprzednich książek – nie znałam bohaterów, ich przeszłości, historii. A mimo to, mam wrażenie, doskonale odnalazłam się w opisywanej przez Magdalenę Kordel rzeczywistości. Maja i pozostali mieszkańcy pensjonatu przyjęli mnie ciepło i zaprosili do rodziny. Dali serdeczność, śmiech i ciepłem napełnili moje serce. Takiej powieści po ostatnio dość ciężkich dniach w pracy zdecydowanie potrzebowałam! Przy lekturze naprawdę odpoczywałam, wchodziłam do innego świata i kompletnie się w nim zatracałam. To lekka książka, choć porusza poważne tematy. Autorka jednak posługuje się tak delikatnym piórem, że nie sposób się nie uśmiechnąć (a nawet wybuchnąć śmiechem) w poczekalni w przychodni, zwracając na siebie uwagę pozostałych pacjentów. O czym właściwie jest ta historia? Pozwólcie, że teraz pokrótce przedstawię Wam fabułę i bohaterów.

U podnóża Sudetów, w Malowniczem, jest pensjonat Uroczysko. Pensjonat pełen ciepła i dobrych, serdecznych dla siebie i gości ludzi. Majka, jego właścicielka, na dobre się tam zadomowiła. Ma u swojego boku oddanych jej bliskich – rodziców, dorastającą córkę Manię, przyjaciółkę Jagodę, jej partnera, a także mieszkańców uroczego miasteczka. Miejscowi wreszcie traktują ja jak swoją! Musi się zmierzyć z nowymi problemami – utrata pracy w szkole, kłopoty sercowe i niespodziewany gość zza zachodniej granicy. Tytułowa Malwina przyjeżdża odzyskać należącą przed laty do jej rodziny posiadłość. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ziemia sąsiaduje z pensjonatem, a plany Niemki pozostają nieznane…. Czy Maja i pozostali mieszkańcy Uroczyska powinni się obawiać przyjezdnej? W jaki sposób Maję i Malwinę połączy wino? Odpowiedzi na te pytania da Wam oczywiście lektura.

Jak już wspomniałam, Wino z Malwiną to moje pierwsze spotkanie z tą serią. Choć pewne kwestie, z racji nieznajomości wcześniejszych tomów, pozostają dla mnie zagadką (np. przyczyna rozstania Majki z mężem, jej początki w Sudetach, otwarcie pensjonatu, relacja Jagody z Miodkiem), to mam wrażenie, że to, co najważniejsze, zrozumiałam. Magdalena Kordel pragnie na kartach tej powieści przypomnieć czytelnikom, jak ważne jest serce. Jak istotne jest, by iść za jego głosem, choć rozum może często i głośno krzyczy. Jak ważna jest ludzka dobroć i serdeczność – także, a może przede wszystkim dla nieznajomych. Wreszcie jak ważne jest w życiu to, by zawsze móc na kogoś liczyć. Tak jak mieszkańcy Malowniczego, mogą liczyć na siebie nawzajem.

Książkę czyta się bardzo szybko. To w dużej mierze zasługa pierwszoosobowej narracji (historia opowiadana jest z perspektywy Majki), ale nie tylko. Magdalena Kordel lekko i z humorem pisze nie tylko o kwestiach błahych, ale i tych poważniejszych. Śmiech to nieodłączny towarzysz tej lektury. Jest zabawnie, lekko, ale są też momenty, w których oczy wilgotnieją ze wzruszenia, a ucisk w sercu trudno zignorować. Bo Autorka pisze o życiu – o blaskach i cieniach zwykłych ludzi. Matek, żon, kochanek, policjantów, proboszczów, nauczycieli… Któż z nas nie zmierzył się z rozterkami miłosnymi, awarią dachu, rzadko spotykaną pasją u dziecka czy nie próbował uratować od śmierci małe szczeniaczki? To wszystko spotkało Maję, główną bohaterkę powieści. Do takich wydarzeń jak w Malowniczym, dochodzi i w naszych społecznościach. Dzięki temu postaci i ich historie są czytelnikom wyjątkowo bliskie.

Niezależnie od tego, czy znacie poprzednie tomy, polecam Wam gorąco Wino z Malwiną. To porządna dawka dobrego humoru, lekkiego pióra i wciągającej historii. Idealna na słoneczny dzień i deszczowe popołudnie. Koniecznie z lampką wina pod ręką!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Marzycielka" - Katarzyna Michalak (recenzja przedpremierowa Mamy Dropsa!)


Katarzyna Michalak, Marzycielka, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam niezwykle serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji ostatniego już tomu Trylogii Autorskiej Katarzyny Michalak „Marzycielka”. To cudna, pełna emocji opowieść o kobiecej samotności,  tęsknocie za miłością i marzeniach, które najpierw wydają się być  nierealne. Ale czyż nierealne są marzenia o własnym domu z ogrodem, o pracy, która stanie się pasją, o zdrowiu, o tym, żeby nie być głodną, mieć kogoś, kto będzie lekiem na samotność?  Czy tak poranione serce kobiety tęskniącej za miłością potrafi zaufać przyjaźni, wybaczyć i znowu pokochać? Czy wreszcie Ewa znajdzie w sobie siłę, by odbudować z gruzów swój świat? Czy po jednej z najczarniejszych nocy w swoim życiu Ewa dostrzeże piękno gwiazd? Czy  uda się jej sięgnąć po gwiazdkę z nieba i ją zdjąć?

Osamotniona, cierpiąca i sponiewierana Weronika znalazła się na dnie i targnęła się na swoje życie. „Tej nocy Weronika odejdzie na zawsze. Jej miejsce zajmie Ewa Kotowska. Pisarka” – tak dramatycznie zakończył się drugi tom trylogii „Zagubiona”. Bohaterka przeżyła, uratował ją dr Kochanowski, pojawił się też znowu na chwilę Wiktor. Obaj poznali wstrząsającą historię Ewy jako żony psychopaty: o nocy poślubnej, gwałtach, zdradach, biciu, utracie córeczki, uwięzieniu przez oprawcę Jeremiego i wreszcie o wyrzuceniu z domu i odrzuceniu nawet przez rodziców. Ani ona, ani doktor nie wiedzieli i nie mogli wiedzieć, dlaczego Wiktor nie wyrwał ukochanej z rąk oprawcy. Dla jej dobra trafiła do szpitala psychiatrycznego. Ale o tym jeszcze nie wiedziała. Zamknęła się bowiem we własnym cierpieniu, stała się więźniem własnej, chorej duszy. Znowu pojawił się Wiktor i zostawił ją pozbawioną nadziei i złudzeń. I wtedy ordynator wpadł na genialny pomysł, ażeby Ewa zaczęła pisać na laptopie o tym, co jej w duszy gra. W ten sposób kobieta pisząc książkę, uratowała swoje życie, bo nie utraciła nadziei. Dzięki książkom nauczyła się od nowa żyć. Kochała i była kochaną, bo na kartach jej powieści żył Wiktor – Jakub, czarnooki drań. Terapia pisaniem przyniosła efekty, Ewa poznała na sali Julię i Agatę, które stały się jej przyjaciółkami i razem zamieszkały po opuszczeniu szpitala. Wiktor też się zjawił z nowiutkim laptopem, który przydał mu się do opieki nad ukochaną, o czym nie miała pojęcia. „Los się nagle ulitował i sypnął na Ewę deszczem gwiazd”. Ewa dzięki przyjaciółkom i lekom wyzdrowiała i pragnęła powrócić do zawodu weterynarza. I Bóg obdarował ją gwiazdką z nieba – pracą w zoo. Znowu zabłysnął promyk nadziei, który szybko rozproszył mrok. Świat się dla niej jednak szybko skończył – oprawca się zemścił, zastawił pułapkę i się zatrzasnęła. Ileż różnorodnych emocji przeżywała bohaterka: bezsilność, wegetacja, rezygnacja z siebie, rozpacz, tęsknota, depresja – rak duszy, podstępny zabójca. Pojawiał się Wiktor, który obdarowywał Ewę miłością i nadzieją. Uratowały ją także napisane powieści - „Ferrin” ustrzegła przed obłędem, a „Poczekajka” przywróciła chęć do życia, radość, ciekawość świata. Ale znowu wylądowała na dnie, na jakiś czas ojciec odmienił jej los. Marzenie o pracy się spełniło, z czasem praca zaczęła jej szukać. Marzenie o bezpiecznej przystani życiowej było w zasięgu ręki, ale droga do niej okazała się bardziej wyboista, niż Ewa mogła sobie wyobrazić. „Mówi się, że gdy pragniesz czegoś całym sercem, tak mocno, że aż boli, cały wszechświat pochyla się nad tobą, by spełnić twoje Wielkie Marzenie”. Póki co wszechświat był głuchy na „chcę” Ewy. I znowu przez ludzką podłość bohaterka pogrążyła się w rozpaczy, z której ją nagle ktoś wyrwał, podał pomocną dłoń. Znajomość przerodziła się w głęboką przyjaźń,  nacechowaną bezwzględną uczciwością i umocniona wspólną pasją – książkami.

„Nie liczą się zranione uczucia, liczy się tylko dobro książki”. Szczęśliwa Ewa Kotowska była pisarką, znalazła swoją przystań życiową, która dała jej zdrowie, spokój, nadzieję i poczucie bezpieczeństwa. Jednak smutna przeszłość nauczyła ją nieufności, dlatego też wolała samotność mimo tęsknoty za miłością. A Wiktora nie widziała już od czterech lat. Powieści trafiły na listy bestsellerów – „(…)  ukochane książki, wypieszczone, pisane sercem, wypełnione emocjami, nieraz trudnymi, które wyrywała ze swej poharatanej duszy, odnoszą takie sukcesy. Dzieliła się swoim szczęściem z całym światem”. Jej sukces wywołał zawiść pisarek, wylała się fala hejtu nie tylko na Ewę, ale i na czytelniczki sięgające tak chętnie po jej książki. Krytycy urządzili podłą nagonkę. Zrozpaczona zatraciła się w pisaniu.  I znowu pojawił się Wiktor na cztery długie tygodnie, i znowu mogli się zachłystywać miłością, codziennością, słuchać nawzajem swoich zwierzeń. On również opowiedział jej swoją bolesną i mroczną historię, w której pojawił się ich wspólny wróg. On też pewnego dnia przyniósł Ewie straszną wiadomość. Kolejny ktoś zabrał Ewie coś bezcennego – poczucie bezpieczeństwa. A wtedy była także odpowiedzialna za pewnego „Ktosia”, dla którego pragnęła jeszcze bardziej żyć. Jakie wówczas odważne życiowe decyzje podjęła Ewa, płacąc bardzo wysoką cenę za wszystko? Gorąco polecam przeczytać książkę tak pełną emocji. Emocje bohaterki udzielały się i mnie podczas czytania. Miałam wrażenie, że jestem gdzieś obok bohaterki, uczestniczę z boku w wydarzeniach, ale strach nie pozwala mi podejść i wyciągnąć pomocnej ręki w jej kierunku. Jak dobrze, że dzięki kompozycji powieści obok strachu pojawiała się także i nadzieja, że skoro ta część nosi tytuł „Marzycielka”, bo Ewa nie zrezygnowała , nie porzuciła nigdy marzeń, to historia bohaterki będzie miała szczęśliwe zakończenie. Obiecała to czytelniczkom Katarzyna Michalak.

Losy Ewy poznajemy z fragmentów jej zapisków, opowiada je z perspektywy czasu doktorowi Piotrowi i wydawcy książek, swojemu wieloletniemu przyjacielowi oraz Wiktorowi czy też przyjaciółkom.

Bohaterem ważnym w powieści jest Wiktor Helert , ukochany mężczyzna, przyjaciel z dzieciństwa, którego dramatyczne przeżycia są owiane tajemnicą i na kartach książki stopniowo odkrywane. Ileż niespodzianek zgotował okrutny los dla Ewy i Wiktora?! Ale zakończenie jest wręcz zdumiewające. To miłość o wielkiej sile doprowadziła do takiego finału.

Akcja powieści trwa kila lat, więc zaczyna ją prolog. XXIX rozdziałów podzielonych jest gwiazdkami na części – zatytułowanych imionami bohaterów lub nazwami wydarzeń. Całość wieńczy epilog. Zastosowanie takiej kompozycji porządkuje wydarzenia dziejące się na przestrzeni kilku lat a zwroty akcji wywołują w czytelniku feerię emocji i uczuć. Kasia Michalak, mistrzyni emocji, napisała powieść pięknym, pełnym różnorodnych emocji i uczuć językiem, zaprawionym momentami dosadnym słownictwem, kolokwializmami. Zastosowała indywidualizację języka, dzięki temu zabiegowi postacie zyskały na autentyczności.

Zgadzam się w pełni z opiniami Czytelniczek zamieszczonymi na skrzydełkach cudnej okładki, że „Marzycielka” to godna następczyni „Pisarki” i „Zagubionej”. To najpiękniejsza, najbardziej emocjonująca opowieść o samotności, tęsknocie, miłości, nadziei, przyjaźni i marzeniach. Dno, koniec świata, apokalipsa – a miłość o potężnej sile może dokonać cudów w życiu poharatanych tak bardzo przez los bohaterów. Na kartach powieści oprócz pary głównych postaci poznajemy też plejadę bohaterów drugoplanowych, bardzo dobrze wykreowanych, bardzo prawdziwych. Czy Ewa Kotowska to Katarzyna Michalak? Dla mnie to nie jest istotne, mimo że książki Ewy Kotowskiej noszą tytuły  pierwszych książek Kasi, po które chcę znowu sięgnąć. Może to celowy „zabieg”, dzięki któremu poznałam blaski i cienie bycia pisarką. Ale wiem jedno, że każda z nas jako matka przeżywa całą gamę emocji, by zapewnić sobie, bliskim poczucie bezpieczeństwa, zaspokoić potrzeby, zapewnić spokojne życie. każda z nas otarła się o strach, lęk, bezradność a marzenia sprawiały, że pojawiał się promyk nadziei i wiary, że będzie dobrze, będzie lepiej. Przecież każda z nas ma prawo do szczęścia. O tym jest ta opowieść, którą pochłonęłam, bo bardzo mi się podobała. Po prostu bardzo lubię czytać książki Katarzyny Michalak!

Zapraszam więc do lektury Trylogii Autorskiej, (nie)autobiograficznej Kasi Michalak – najpiękniejszej w dorobku pisarskim.
Wydawnictwu Mazowieckiemu dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

"Jutro zaczyna się dziś" - Roma J. Fiszer (#MamaDropsaCzyta)


Roma Fiszer, Jutro zaczyna się dziś, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

17 lipca miała miejsce premiera siódmej powieści Romy J. Fiszer „Jutro zaczyna się dziś”. „(…)prawdziwą bohaterką, a właściwie spiritus movens książki, jest prześliczna Silvia Perez Cruz i jej cudowna piosenka „Maniana”. Daję wam, oprócz książki, tę piosenkę w prezencie” - powiedziała Pisarka w zapowiedziach książki. Ten utwór wybrała również Paulina, najmłodsza bohaterka powieści. Zatem przy dźwiękach  niezwykłej piosenki, która towarzyszyła Pisarce podczas powstawania powieści, podzielę się moją opinią o książce.

„Słowa i czyny ranią, lecz zawsze można zawrócić ku prawdziwej miłości…”. Bohaterem powieści jest rodzina, która przeżywa kryzys. Ksawery, mąż i ojciec, w pewnym momencie swojego życia przestaje widzieć cokolwiek dookoła siebie poza pracą. Nie dostrzega cierpienia swojej żony , która jest rozgoryczona zlekceważeniem jej marzeń i tęsknot. A przecież miało być tak pięknie! Połączyła ich wspólna pasja muzyczna. Ksawery założył na studiach kapelę, do której po roku dołączyła „młodziutka wokalistka o niespotykanie głębokiej, nieco zachrypniętej barwie głosu – była to piękna szatynka Sonia, o twarzy cherubina. wówczas jeszcze licealistka”. To ona wymyśliła nazwę zespołu Wanilia, bo uwielbiała ten zapach. Ksawery dla niej komponował piosenki, zespół zdobywał popularność. W połowie studiów dołączył do kapeli Roman, który zajął się także i promocją zespołu, co przysporzyło koncertów, wyjazdów i rzecz jasna pieniędzy. Największym sukcesem była pierwsza nagroda na festiwalu w Opolu za nastrojową piosenkę „Wanilia” – tekst napisała Sonia a muzykę Ksawery. Byli szczęśliwi, zakochani, Aż tu nagle… ciąża i koniec kariery muzycznej. Po ślubie Ksawery zmienił branżę i zajął się rozwojem nowej firmy, która produkowała torby foliowe. Sonia  zajmowała się dzieckiem i domem, marząc i tęskniąc do śpiewania. Po latach nadarzyła się ku temu okazja, ponieważ Roman namówił Sonię na półroczny kontrakt w klubie na Wyspach Kanaryjskich, gdzie miałaby możliwość poćwiczyć głos i od nowa oswoić się z występami na scenie. Okazało się, że Sonia w tajemnicy przed mężem do tego wyjazdu się przygotowywała. Mimo złości i protestów męża Sonia wyjechała. I nagle Ksawery musiał się sprawdzić w roli ojca – zaopiekować się córką Pauliną. Nie mógł liczyć na pomoc rodziców, bowiem przed nimi podróż życia po świecie, wyjazd starannie od lat zaplanowany i niczego nie dało się już zmienić. Ksawery miał się także zająć działką rodziców nad Jeziorem Mausz – malowniczym miejscem letniskowym. Po raz pierwszy złapał się na tym, że prace nad uruchomieniem działki sprawiły mu ogromną frajdę.  Uświadomił sobie także, że w pogoni za biznesem wiele spraw życiowych zaniedbał – spotkania z rodzicami, przyjazd na działkę, pomoc rodzicom w gospodarowaniu,  spędzanie czasu z żoną i córką, która była już nastolatką. Ucieszyłam się, że akcja powieści przeniosła się nad Jezioro Mausz – ukochane przez Pisarkę, która przez całe lato może się cieszyć cudnymi widokami, przyrodą, ładować akumulatory i wspaniale odpoczywać. Akcja powieści dzieje się tu nieśpiesznie, niekiedy leniwie, dużo pięknych opisów okolicy malowanych słowami, które uruchamiają wyobraźnię. Wydawało mi się, że i ja jestem tam z Ksawerym i Paulą, spotykam i poznaję ich dawnych znajomych, chodzę na wycieczki, pływam łódką po jeziorze i gospodaruję na działce zgodnie z planami mamy zapisanymi w zeszycie przez syna. Wzruszające są relacje ojca z córką, ich budowanie od nowa, poznawanie się, rozmowy. Z każdym dniem stają się sobie coraz bardziej bliscy. Akcja powieści przenosi się także na Wyspy Kanaryjskie, Sonia zdobywa tam sławę, knuje pewne plany pod namową Romana. Po zakończeniu roku szkolnego dołącza do matki Paulina. Ale wakacje córki są bardzo krótkie, zdążyła jedynie nacieszyć oczy cudownymi widokami, które skradły jej serce i … poprosiła ojca z płaczem w głosie , żeby jej umożliwił powrót do domu. I tak się stało! Dlaczego Paulina podjęła decyzję o rychłym powrocie do ojca? Oboje odkrywali Mausz i okolice na nowo, córka wprost chłonęła cudne okoliczności przyrody, które tak plastycznie opisuje słowami pisarka. Prace na letnisku umilały im wycieczki po okolicy i podziwianie „nadzwyczajnych piękności”,  próby śpiewu i nauka gry na gitarze oraz spotkania z odpoczywającymi lub mieszkającymi ludźmi, których Ksawery dawno nie widział. Córka okazała się bardziej dorosła od ojca. Uczył się jej i żałował straconych lat. Oboje przechodzili ogromną przemianę. Przypadkowo ojciec odkrył ogromny talent Pauliny do śpiewu, o czym nie miał do tej pory pojęcia. Najbardziej wzruszył mnie jeden z wieczorów, na którym Paulina zaśpiewała po hiszpańsku dla przyjaciół przy ognisku piosenkę Manana Silvii Perez Cruz, którą odkryła i była jej zagorzałą fanką. Młoda artystka zrobiła to genialnie, słuchacze byli oczarowani jej występem. Ojciec uświadomił sobie, jak wielki talent muzyczny, zdolności interpretacyjne, doskonały zmysł aranżatorski odkryła przed nim córka. Ich piękne dni zakłócały wieści od Soni. Aż wreszcie przeżyty „kaszubski Armagedon” dał mu nadzieję, że lepsze jutro może się zacząć jeszcze dziś. „Bolesny cierń można wyciągnąć także z serca”. Jakie ważne decyzje życiowe podjął Ksawery? Z jaką reakcją Pauli i Soni się one spotkały? Kto dzięki nim wyciągnął prawdziwą nauczkę i lekcję życia?

Dzięki lekturze wcześniejszych powieści Romy J. Fiszer zakochałam się w Szwajcarii Kaszubskiej, cudownych widokach, które tak pięknie maluje słowami pisarka. Bez trudu można je sobie wyobrazić i odbierać różnymi zmysłami. W tej powieści zauroczyłam się wycieczkami łodzią po Dużym Mauszu w kierunku Małego Mausza, opłynięcie Wyspy Miłości, kąpiel w Zatoce Uklejek; zwiedzanie zamku w Bytowie, obu mirachowskich parków Miniatur i Gigantów, wycieczki na Wdzydze Kiszewskie, skansen Józefa Chmielowskiego, muzeum „Chata Kaszubska” w Brusach–Jagliach, wycieczka do Węsior, Kościerzyny i Kartuz. Owe  „nadzwyczajne piękności”, jak nazwała Paulina,  odegrały, oprócz muzyki, terapeutyczną rolę w życiu ojca i córki. Poruszający w powieści jest opis burzy, nawałnicy, kataklizmu, jakiego na Kaszubach nigdy nie było. Straty, jakie poniosły lasy podczas Armagedonu, były takie, że miną co najmniej dwa pokolenia, ażeby się mogły jakoś odrodzić! W powieści na uwagę zasługują świetnie skonstruowani bohaterowie, pozytywni i negatywni, i fabuła - dużo się dzieje w życiu bohaterów, stąd przeżywają tak wiele różnorodnych emocji, które się udzielają i czytelnikowi. Z tych doświadczeń wyciągnęli lekcję, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. A ważne są: dom w sensie dosłownym i w przenośni, rodzina, relacje międzyludzkie, proste gesty przyjaźni, wdzięczności, pomoc, wybaczenie, pasje, zainteresowania, marzenia, czas na relaks, obcowanie z naturą. A pogubionym małżonkom może bardzo dużo pomóc rozmowa, spokojna rozmowa. Nie można też lekceważyć marzeń, zainteresowań. Dzięki pracy nad ich rozwojem , spełnieniem człowiek naprawdę może być szczęśliwy i dawać szczęście innym. Wartka akcja powieści, mimo cudownych opisów, rozgrywa się w Gdyni, nad Jeziorem Mausz i okolicach,  na Gran Canarii, w Londynie, gdzie dwa dni spędzili na wycieczce Ksawery z Pauliną. Zapraszam do lektury iście wakacyjnej książki, dzięki której poznamy historię pewnej rodziny, zwiedzimy wiele cudownych miejsc i uświadomimy sobie, co tak naprawdę ważne jest w naszym życiu.

Wydawnictwu Edipresse Książki dziękuję za egzemplarz do recenzji!


poniedziałek, 29 lipca 2019

"Powstańcy. Ostatni świadkowie walczącej Warszawy" & "Dziewczyny z Powstania"


1 sierpnia będziemy obchodzić 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Choć nikt z moich przodków nie brał udziału w walkach w stolicy, to wydarzenie jest mi szczególnie bliskie. Od kilku miesięcy, z racji studiów doktoranckich, mam ogromny zaszczyt spotykać się z Powstańcami Warszawskimi. Pięcioro uczestników Powstania udzieliło mi wywiadów na temat tamtych sierpniowych i wrześniowych dni. To były bezcenne chwile, lekcje historii udzielane przez tych, którzy tę historię tworzyli. Powstańców jest coraz mniej. Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma szansę słuchać i czytać ich opowieści. Zbliżająca się rocznica, to dobry moment, by sięgnąć po dwie książki Wydawnictwa Znak – premierę sprzed kilku tygodni i tę wydaną kilka lat temu.


Magda Łucyan, Powstańcy. Ostatni świadkowie walczącej Warszawy, Wydawnictwo Znak 2019.

Już sam tytuł lipcowej premiery jest wymowny. Ostatni świadkowie… Autorka podkreśla w ten sposób to, co zasygnalizowałam we wstępie – Powstańców Warszawskich jest coraz mniej, a mają do opowiedzenia coś ważnego. Bardzo ważnego...

Ich oczy mówią wszystko. Z jednej strony widać w nich wiek, mądrość i doświadczenie. W końcu są to oczy staruszków, którzy widzieli rzeczy w dzisiejszych czasach – na całe szczęście – trudne do wyobrażenia. Z drugiej jednak widać w nich iskrę młodości, tę samą, którą mieli siedemdziesiąt pięć lat temu, gdy żegnali swoich rodziców i wybiegali na ulicę pełni wiary w to, że wywalczą wolność. […] W ich oczach widać także pamięć o kolegach, towarzyszach broni, którzy na zawsze zostali w gruzach powstańczej Warszawy [Łucyan 2019: 9].

Magda Łucyan, dziennikarka TVN24, przeprowadziła rozmowy z dziewięciorgiem Bohaterów. Pytała o wszystko – o powód, dla którego stanęli do walki, o reakcję bliskich, o tragedie i śmierć, z którą spotykali się na każdym kroku w powstańczej stolicy. Pytała też o dobre chwile i o wspomnienia, które po latach wywołują uśmiech na twarzy. I najważniejsze – pytała o przesłanie. O to, co chcieliby przekazać kolejnym pokoleniom. Pokoleniom, o wolność których walczyli przez 63 dni.

Ta książka to świat wspomnień. To cytaty z wywiadów emitowanych w TVN24 w zeszłym roku i relacje Autorki z wywiadów. Dziennikarka opisuje także opowiedziane przez Powstańców historie własnymi słowami. Do tego wszystkiego zdjęcia – zarówno te zrobione podczas wywiadów, jak i te wykonane w czasie okupacji i po wojnie. Zdjęcia bohaterów. Zdjęcia świadków walczącej Warszawy.

Niech zachętą do sięgnięcia po ten zbiór prawdziwych historii będą słowa Autorki ze wstępu:

Celem tej książki nie jest rozwiązanie sporu o słuszność tamtych decyzji. Nie jest to nawet próba zajęcia w tym sporze stanowiska. To oddanie głosu tym, którzy przeżyli, oraz szacunku wszystkim biorącym udział w Powstaniu [Łucyan 2019: 10].


Anna Herbich, Dziewczyny z powstania, Wydawnictwo Znak 2014.

Ta książka została wydana pięć lat temu – z okazji 70. Rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Anna Herbich oddała głos 11 kobietom – żonom, matkom walczących o stolicę oraz uczestniczkom Powstania – sanitariuszkom i łącznikom.

1 sierpnia 1944 roku w Warszawie znajdowało się pół miliona kobiet. W trakcie sześćdziesięciu trzech dni heroicznej bitwy walczyły, bały się, śmiały, kochały, opłakiwały bliskich. Chroniły swoje dzieci, ukrywały się w piwnicach, biły na barykadach. Przeżywały momenty triumfu i zaznawały goryczy klęski. Wiele z nich zginęło, wiele zostało rannych, niemal wszystkie straciły dorobek całego życia i przeżyły gehennę wypędzenia. Powstanie Warszawskiego było również ich doświadczeniem [Herbich 2014: 7].

Dziewczyny z Powstania ukazują zryw mieszkańców stolicy z innej, bo kobiecej perspektywy. Bohaterki opisują, jak zmieniło się ich życie w ciągu sześćdziesięciu trzech dni walk. Opowieści o walkach, śmierci przeplatają się z tymi o modzie, randkach, miłości, powstańczych ślubach. Wspomnienia są przejmujące, intymne, pełne wzruszeń. Ich dopełnienie stanowią zdjęcia z prywatnego archiwum kobiet. Fotografie przedstawiają zarówno chwile rodzinnego szczęścia, jak i ruiny zniszczonego miasta.  


W związku z rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego zachęcam Was nie tylko do lektury wspomnień. Jestem wolontariuszką akcji BohaterOn i nie mogę nie namawiać Czytelników do wysyłania symbolicznych pocztówek. Powstańcy Warszawscy bardzo, bardzo cieszą się z tych kartek. Nawet kilka skreślonych słów wywołuje na ich twarzach radość i wzruszenie. Z chęcią odpowiadają na listy – telefonicznie lub korespondencyjnie. Dla nas to tylko kilka minut. Dla nich ważny gest. Pokażmy, że pamiętamy! Włączmy historię!


"Milion nowych chwil" - Katherine Center


Katherine Center, Milion nowych chwil, Wydawnictwo Muza 2019.

Jakiś czas temu w social mediach powiązanych z blogiem, prezentowałam krótką opinię na temat powieści Milion nowych chwil. Postanowiłam i tutaj wrzucić parę słów o książce, bo naprawdę je warta przeczytania!

Jest wiele rodzajów szczęśliwych zakończeń. Każdy bowiem ma własną definicję szczęścia i powody do wdzięczności. Tak w dwóch zdaniach podsumowałabym tę historię. Szczegóły? Poniżej!

Maggie wskutek wypadku traci władzę w nogach. Samolot rozpada się na kawałki, a wraz z nim jej dotychczasowe życie. Zamiast świętowania zaręczyn, jest szpital. Zamiast ślubu, rozstanie. Zamiast wymarzonej pracy, żmudna rehabilitacja. Dziewczyna musi na nowo poukładać swoje życie. Drugie życie. Zaczyna od początku. Skleja kawałki mozaiki zwanej codziennością. Walczy o zdrowie fizyczne i psychiczne. Prawda, że nic już nie będzie takie jak przed wypadkiem, z każdym dniem coraz mocniej do niej dociera.

Maggie nie jest sama. Ma u boku kochających rodziców – nieco apodyktyczną matkę i ojca, dla którego najważniejsze dobro ukochanych kobiet. Z siostrą, w niewyjaśnionych okolicznościach, straciła przed laty kontakt. Czy tragiczny wypadek sprawi, że spróbują naprawić relacje? Jak zakończy się walka Maggie – o sprawność, o równowagę psychiczną i poczucie bezpieczeństwa? Odpowiedź na to pytanie da Wam oczywiście lektura powieści.

Milion nowych chwil to powieść, którą się pochłania. Choć pisana lekkim językiem - to zapewne zasługa pierwszosobowej narracji, porusza trudne tematy. Niepełnosprawność, walka o zdrowie, skomplikowane relacje rodzinne i damsko-męskie...

Jak wspomniałam, powieść pochłonęłam na dwa podejścia. To historia o mocy, odwadze, determinacji. O wielkim trudzie i wielkiej miłości. Bawi, wzrusza. Daje nadzieję. Jest piękna, po prostu piękna. Nie idealna. Życiowa. Bo życie właśnie takie jest. Składa się z miliona chwil, które złączone dają mozaikę. Czy piękną? To w dużej mierze zależy od nas. Gorąco polecam!

środa, 24 lipca 2019

"(Nie)piękność" - Natasza Socha (#MamaDropsaCzyta)


Natasza Socha, (Nie)piękność, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

„Temat piękna i urody jest wpisany w naszą rzeczywistość. To, jak nas postrzegają inni, zależy w dużym stopniu od tego, jak wyglądamy” –powiedziała w jednym z wywiadów o swojej ostatniej powieści Natasza Socha, jedna z moich ulubionych Autorek. (Nie)piękność. Ile jest warta Twoja uroda? Nataszy Sochy to kontynuacja powieści (Nie)miłość.

Przed jej napisaniem Natasza Socha przeczytała różne źródła, opracowania i badania n.t. piękna i urody oraz ich wpływu na ludzkie życie. Wiadomo, że uroda jest pojęciem względnym, ale przez psychologów i socjologów zostały stworzone pewne standardy piękna, dzięki którym ludzie nas pozytywnie odbierają. I tak na pierwszym miejscu znalazła się ogólna symetria twarzy i ciała, regularne rysy – twarze typowe najbardziej atrakcyjne, zadbana i czysta skóra, zdrowe, ładne zęby, płaski brzuch. Każdy z nas także w sobie nosi stereotypy piękna. Podtytuł powieści sugeruje, że z powodu naszego wyglądu możemy być dyskryminowani przez innych, a z drugiej strony osobom urodziwym łatwiej jest przejść przez sito rozmowy kwalifikacyjnej, by zdobyć dobrą pracę, abstrahując od kwalifikacji. Ładny wygląd to połowa sukcesu, zapewnia  awans, wsparcie a nawet chroni przed zwolnieniem  Smutne to, ale prawdziwe. Z drugiej strony osoby piękne tez mają niełatwo, ponieważ ich każdy krok jest oceniany, taksowany - jak w przypadku modelek na wybiegu. W czasach urodowej presji można  nieustannie poprawiać swój wygląd, ale też można popaść w obsesję.

W powieści (Nie)piękność Natasza Socha właśnie poruszyła problemy, z którymi borykają się osoby mniej atrakcyjne piękności. Poznajemy tu historię kobiety brzydkiej, mającej ogromne problemy z samooceną. Wszystko w niej było paskudne i nieatrakcyjne - niespójna uroda przyczyniła się do zniknięcia luster w domu, ubolewającej nad tym, że rodzice dali jej tak piękne imię, które absolutnie nie pasowało do reszty. Życie Nasturcji Malczak „składało się z przemykania i siedzenia w domu. Pracę miała nietypowa, ale za to w miarę dobrze płatną. Była ghostwriterem wszystkiego, co takiego ghosta wymagało”. Lubiła pisać i chować się za ekranem komputera. Pracowała zdalnie, ale wydawnictwo z powodu dużej ilości zleceń domagało się, by przynajmniej dwa razy w tygodniu pojawiała się w firmie. Nie lubiła tego, ponieważ wydawało się jej, że wszyscy patrzą na nią z litością lub ze współczuciem. Większość pracowników uważała, że wygląd jest bardzo ważny. Podobno piękno rodzi się w głowie. Bzdura. Wszyscy wiedzą, ze najważniejsze jest odbicie w lustrze. Jeśli ono patrzy na ciebie z uznaniem i kiwa z zadowoleniem głową, masz szansę na szczęśliwe życie. Gorzej, kiedy się wzdryga.

Nasturcja miała swoje osobliwe dość hobby: lubiła podglądać sąsiadkę mieszkającą w klatce obok – przepiękną blondynkę, w której wszystko było doskonałe łącznie z talentem do poruszania się z wdziękiem i gracją. Nasturcja była nią zachwycona. „Najchętniej żyłaby tak jak ona, ale kiedy ktoś jest brzydki, nieatrakcyjny i nijaki – nie powinien nawet próbować tańczyć, zakładać kobiecych sukienek i malować ust choćby błyszczykiem”. Chowała się więc za obszernymi, powyciąganymi swetrami w kolorze czarnym, szarym, beżowym, ciepłym brązie, zielonym. Dzięki tym barwom mogła wtopić się w tłum i nie przykuwać czyjejś uwagi.  „Bezpieczeństwo i sztuka kamuflażu. Kameleon miasta”.

Człowiek brzydki całe życie próbuje udowodnić światu swoją wartość. Wchodzi na wyższe góry, przepływa dłuższe rzeki, skacze na głębsze wody. A tak na koniec jest oceniany przez pryzmat błękitu swoich oczu i długości nóg. Naprawdę warto tak pieprzyć o wewnętrznym pięknie?

Nasturcja cały dzień miała wypełniony pracą z krótkimi przerwami na byle jaki posiłek. Wzmacniała się flirtem przez Internet aż z 17 mężczyznami. Pod awatarem kobiety pięknej acz niedostępnej, obiektu marzeń wielu mężczyzn lubiła odpływać w „świat uwielbienia, podziwu i niekończącej się adoracji. Zanurzała się w komplementach, nurkowała w zachwytach i chłonęła słowa ekscytacji. nic dziwnego. była w końcu kobieta idealną. Nie marudziła, nie narzekała, potrafiła pięknie pisać, doskonale flirtować i nigdy nie była zazdrosna”. Droga samotnego - jako opcja, ona walczy ze stereotypami - życia Nasturcji przecina się pewnego dnia z drogą drugiej bohaterki - czterdziestopięcioletniej Pauliny, która wydaje się być ideałem piękna. Nikt nie wie, ile ją to kosztuje i jak bardzo w głębi duszy czuje się samotna po odejściu kolejnego mężczyzny z jej życia. Jak obsesja matki wpłynęła na jej życie? Co wyniknie ze spotkania brzydoty z urodą? Do czego doprowadzą bohaterki  spotkania, rozmowy czy wreszcie dyskusje o urodzie, pięknie lub brzydocie? Czy w ich życiu pojawią się wreszcie jacyś mężczyźni? 

„Żeby piękno można było ocenić, potrzebna jest też brzydota. Więc nie można jej eliminować, bo wtedy nikt nie miałby punktu odniesienia”. Czy brzydka Nasturcja dzięki ślicznej Paulinie odnajdzie drogę do siebie? Czy projekt Piękno w pracy okaże się li tylko chichotem losu dla bohaterów?

Jak wspomniałam, powieść czyta się szybko mimo opisów. Mnie one nie nużyły, bo czemuś służyły. Fabuła i kreacja bohaterów mnie kompletnie zaskoczyła. Sposób, w jaki autorka poruszyła główny problem utworu. Co może wyniknąć ze spotkania piękna z brzydotą? Uroda wlewała się w brzydotę, brzydota przenikała piękno i na moment zapanowała harmonia, nawet jeśli tylko w tym mieszkaniu i tylko na parę chwil. Celowo nie wspominałam o bohaterach męskich podobnie zestawionych jak kobiety. Praca nad projektem przyniosła wręcz zaskakujące efekty, a przemiana bohaterki, a właściwie bohaterek i ich poszukiwania właściwej definicji urody, piękna pomogły obnażyć nasze stereotypy myślowe. i nie chodzi tu o przemianę kopciuszka, absolutnie. Rozprawić się z tematem powieści pomógł Pisarce specyficzny styl, język, zabarwiony emocjonalnie, czasem dosadnie, kpiną ironią czy sarkazmem. Powieść podzielona jest na rozdziały, z których każdy jest poprzedzony dysertacją o kanonach piękna czy przytoczeniem fragmentów źródeł, do których sięgnęła Autorka , przygotowując się do pisania powieści. A co łączy treść obu powieści (Nie)miłość i (Nie)piękność? Cecylia i Nasturcja uczestniczyły w tym samym wypadku samochodowym, z którego Nasturcja wyszła  tylko ze złamaną ręką.  

Lektura kolejnej powieści Nataszy Sochy za mną. Często do niej wracałam z uwagi na moje problemy z samooceną, kompleksy, niechęć, niewłaściwa reakcja na przyjmowanie komplementów. I wiem, że ucieczka do świata książek, wirtualne przyjaźnie, znajomości nie pomogą w rozwiązaniu problemów, nie można się schować za pięknym awatarem, bo życie nas zdemaskuje. Do tego potrzebny jest drugi człowiek, rozmowy z nim. Nie musi być tak sam jak ja, ale by patrzył na świat podobnie, żeby mi pomógł zmienić spojrzenie na wszystko dookoła, pomógł wykorzenić lęki z serca a wlać spokój, wewnętrzne piękno, które jest gwarancją szczęścia. Bliscy mi to zapewniają, mam wsparcie, ale bywa, że te 8 godz. samotności w domu doskwiera. Uwierzyć w siebie, polubić siebie, wreszcie zaprzyjaźnić się ze sobą nie zawsze jest łatwo. Ale zawsze warto, o czym znowu przekonały mnie bohaterki książki: brzydka Nasturcja, ale piękna wewnętrznie i śliczna Paulina, brzydka wewnętrznie, z problemami, kompleksami.


Polecam oba tytuły!
Wydawnictwu  dziękuję serdecznie za egzemplarz do recenzji!

"Antolka" - Magdalena Kordel


 Magdalena Kordel, Antolka, Wydawnictwo Znak 2019.

Niewidzialni ludzie – taki termin usłyszałam wczoraj od znajomej. To jej prywatna definicja osób – najczęściej dzieci i młodzieży, które robiąc coś dobrego, zgodnego z życzeniem drugiego człowieka, są niewidzialni. Społeczeństwo lub, zawężając, po prostu bliscy, zauważają ich dopiero, kiedy dzieje się coś złego. Kiedy, najczęściej złym postępowaniem albo niezgodnym z przyjętymi regułami, zaczynają manifestować swój bunt i, patetycznie, lecz prawdziwie mówiąc, wołają o uwagę oraz zrozumienie. Słuchając koleżanki, pomyślałam o… Antolce, bohaterce najnowszej powieści Magdaleny Kordel. Dziewczynie, która była niewidzialna dla despotycznej i nieczułej matki. Licealistce, która zapragnęła wyrwać się z domu zasad, ambicji i przestać odkładać marzenia na jutro.

Antolka to powieść o czekaniu na jutro, na lepszy moment, dogodniejszą chwilę, spełnienie marzeń… Na pozwolenie, na znak, na wewnętrzny spokój. Antolka stoi przed wyborem kierunku studiów. Inaczej – matka daje jej kilka propozycji do wyboru. Widać, że między kobietami nie ma typowej dla matki-córki więzi. Dagmara, zajęta karierą medyczną, traktuje jedynaczkę jako dodatek. Dodatek, który musi spełniać wymagania. Uczucia, marzenia Antolki? One nie istnieją. Dziewczyna ma dość. Intryga, w którą wciąga kumpla, przelewa czarę goryczy. Zostawia matkę, jej pomysły oraz oczekiwania dotyczące przyszłości i wyrusza na Mazury. W malowniczej części naszego kraju ma się spotkać z przyjaciółką, Olą. Jednak po drodze wstępuje do mazurskiej knajpy, gdzie kilka piw i karaoke zmieniają wszystko… Plany i marzenia.

Janek boi się wyjechać. Boi się stracić z oczu tych, których kocha. Boi się stracić kontrolę nad, pozornie, uporządkowanym życiem rodzinnym i rodzinnym interesem. Po wielu rozmowach w końcu wyjeżdża na Mazury. W towarzystwie kumpla, na jeziorze, ma zamiar odpocząć i złapać utracony przez trudne doświadczenia oddech. Wstępuje do knajpy, gdzie chęć niesienia pomocy zmienia wszystko… Plany i marzenia.

Dobrze, dajmy sobie ostatnią szansę – zagryzł z namysłem wargę. Jeżeli zaśpiewa szantę, to odwracam się plecami, kończę piwo i wychodzę […]. Los zdecydował za niego. Nie zaśpiewała szanty.

Dwoje rozbitków życiowych na jednej żaglówce. Dziewczyna z głową pełną marzeń, chłopak z ogromną odpowiedzialnością na barkach. Czy kilka dni spędzonych wspólnie na Mazurach zaowocuje dłuższą znajomością? Czy Antolka odnajdzie własną drogę? Czy Janek odważy się żyć na 100%? Odpowiedzi na te pytania da Wam lektura powieści. 

Bardzo polubiłam Antolkę. Magdalena Kordel wykreowała postać z krwi i kości – emocjonalną, z zaletami i wadami. Antolka to choleryczka, która postanawia zawalczyć o siebie i swoje marzenia. Dosłownie wyrusza na podbój świata – najpierw na Mazury, potem w góry. Poszukuje własnej tożsamości, którą przez lata tłamsiły pragnienia i ambicje matki. Uczucia i emocje młodej bohaterki udzielały mi się podczas lektury – złość, niepokój czy radość i współczucie. Razem z nią płakałam nad wiernym psiakiem i wkurzałam się na brak zrozumienia matki.

Losy Antolki i Janka naprawdę wciągają, a lekki styl sprzyja szybkiemu czytaniu. Naturalne dialogi, nie za długie opisy – pochylając się nad książką, miałam wrażenie, że przysłuchuję się tym rozmowom, jestem świadkiem rozgrywających się właśnie wydarzeń. Magdalena Kordel dba o to, by czytelnicy mogli dotknąć świata, zanurzyć się w kreowanej przez niej rzeczywistości. Język, styl – a konkretnie ich naturalność – na pewno w tym pomagają.

I Antolka, i Janek, ze względu na otoczenie, przeszłość wciąż czekali i odkładali życie. Wspólny czas spędzony na Mazurach, wymiana doświadczeń, poważne rozmowy – kilka dni sprawia, że otwierają się na siebie, na świat i na przyszłość. Nie czekaj do jutra, by zacząć od nowa. To przesłanie nie tylko dla bohaterów, ale i dla czytelników. Tak często boimy się ruszyć z kanapy, odważyć się wychylić nosek z bezpiecznej kryjówki. Ulegamy namowom bliskich, potulnie spełniamy życzenia, zapominając o własnych pragnieniach. Może warto to zmienić? Wyjść naprzeciw marzeniom? Dlaczego mają czekać do jutra…? Może postawa Antolki pomoże Wam podjąć długo odkładane decyzje? Nie czekajcie do jutra - zaplanujcie lekturę już dziś!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Jeśli moja opinia zachęciła Cię do lektury, zapraszam do udziału w konkursie – egzemplarz Antolki może być Twój. Szczegóły na Facebooku – Recenzje Dropsa Książkowego.



poniedziałek, 22 lipca 2019

"Na strunach światła" - Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)


Krystyna Mirek, Na strunach światła, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

Krystyna Mirek, mistrzyni lekkiego pióra, w powieści Na strunach światła zaprosiła czytelników tym razem wiosną do Willi pod kasztanem na obrzeżach Krakowa – pachnącego drożdżowym ciastem królestwa babci Kaliny. „Piękna willa pod kasztanem w ostatnich miesiącach ożyła i rozkwitała jak ogród, który ją otaczał”. Aromat ciasta zwabiał bowiem do domu miłość. Co słychać u bohaterów?

Babci, w domu pełnym gwaru młodych ludzi, jakby ubyło lat a przybyło energii i wigoru. Miała się dla kogo krzątać, gotować i ze wszystkim świetnie dawała sobie radę. Wizytówką posesji był piękny i zadbany ogród, w pielęgnacji którego chętnie pomagali chłopcy. W willi zadomowił się już Antek, szczęśliwy z posiadania przyrodniej siostry Bianki, oddał młodym małżonkom piętro. Byli na etapie meblowania nowego mieszkania. Antek, cierpiący na samotność w dzieciństwie i po przejściach miłosnych w młodości, cieszył się szczęściem siostry. „Bianka była jedynym jasnym punktem, struną światła w otaczającym go mroku. Ona i babcia”. Bianka – „kobieta. Absolutnie fascynująca i równie zagadkowa […]”- ta delikatna dziewczyna o łagodnych oczach i miłym uśmiechu błyskawicznie pokazała Michałowi, czym jest prawdziwe szczęście. Michał , sąsiad babci Kaliny, był typem samotnika, opiekował się młodszym rodzeństwem, jego dzień wypełniały obowiązki domowe i praca komputerowca. Nie wierzył absolutnie w miłość, towarzyszący mu strach odebrał mu pełnię szczęścia. Mimo wysiłków nie potrafił go pokonać. Udało się to ślicznej Biance. Czy małżonkowie będą szczęśliwi w nowym mieszkaniu pod dachem babci Kaliny?

Moją szczególną sympatię wzbudziła w powieści nieśmiała Magda, żyjąca na życiowym zakręcie, ciesząca się szczęściem brata i jego ślicznej żony. Bała się wyprowadzki, potrzebowała bowiem w swoim dorosłym życiu zaopiekowania. Była przecież ukochaną siostrzyczką Michała do chwili pojawienia się Bianki. Była również kobietą po przejściach miłosnych i nic nie zapowiadało miłych zwrotów akcji w jej samotnym życiu. Potrzebowała przyjaciela, żeby przegonić smutek i strach ze swojego życia. Czy udało się jej spełnić to marzenie? Ciekawie skonstruowaną postacią w powieści jest Bartek, młodszy brat Magdy i Michała. Pragnął stabilizacji, ale nie mógł usiedzieć na miejscu. Miał piękne marzenia: pogodzić pracę, obowiązki domowe i wskrzesić do życia zaniedbany od lat ogród, który miał mu zapewnić tak potrzebny spokój i symbolizować piękne życie. Lubił trudne wyzwania i podchodził do nich ambicjonalnie. Bartek zakochał się nieszczęśliwie , lecz to była zakazana miłość i nie mógł się z nią zdradzić. Dlatego rzucił się w wir pracy. Oczywiście nie był z tym wszystkim sam, w pracach ogrodowych wspierała go silna grupa przyjaciół, bliskich. A najbardziej babcia Kalina, której złote myśli miały charakter wręcz uzdrawiający. Chorujesz. Można to tak porównać, bo czasem miłość bardzo przypomina lotny wirus. Bywa prawdziwie niebezpieczna. Ale ty dzielnie walczysz i czas przyniesie ci uzdrowienie. Tylko na to pozwól. To babcia, podchodząca do wszystkiego spokojnie,  dostrzegła w tym skrzywdzonym przez życie chłopcu ogromny potencjał. Nie spodziewała się po nim ani nieetycznych czynów, ani niewierności. I też uwierzyła jak on, że piękno ogrodu przyciągnie do niego inne piękno. Bartek musiał odnaleźć swoją własną drogę. Czy ziściły się marzenia  bohatera? Czy ogród spełnił swoją symboliczną funkcję? Jakie nie lada wyzwanie przygotowało mu życie? W pełnej ciepła i pachnącej ciastem drożdżowym kuchni babci Kaliny pojawił się po latach niespodziewany gość, nazywana Królową Śniegu, matka Antka. „Wizyta Iwony była jak powiew przymrozku w wiosenny dzień”. „Niczym kobra polująca na swój łup hipnotyzowała wzrokiem wyłącznie Kalinę”. I od razu bez żadnych skrupułów, w obecności syna, weszła na ścieżkę wojenną z Kaliną, domagając się jako wdowa praw do majątku. Antek, który już zapuścił na dobre korzenie w willi pod kasztanem, pokochał swoją siostrę i polubił jej matkę, uświadomił sobie, że przed nim bardzo trudne zadanie – rozmowa z matką. „To kobieta, która najczęściej myśli o sobie. Pielęgnuje swoje żale i krzywdy, nie umie wybaczać i nigdy nie ma sobie nic do zarzucenia. Zawsze tylko innym. Potrafi też być mściwa”. W domu pojawiła się Bianka, miała tu zamieszkać ze swoim mężem, a Iwona nie mogła tego zaakceptować: córka kochanki męża w wili pod kasztanem! Poczuła się też zdradzona jako matka – syn zamieszkał u babci. Wizyta Iwony u Patrycji, kochanki, również bojowo nastawiła matkę Bianki do stoczenia kolejnej bitwy w trwającej od lat wojnie kobiet. Tylko dlaczego za ten konflikt miały zapłacić najwyższą cenę dorosłe dzieci? Bianka i Antek stali się kartą przetargową w walce dwóch skłóconych kobiet! Ta sytuacja przysparzała babci Kalinie zmartwień, żalu i cierpień. Ale jednak znalazł się ktoś, kto przejrzał Iwonę na wylot i udzielił jej życiowej lekcji. Czy wyciągnęła z niej właściwe wnioski? Do willi pod kasztanem przyjechała w odwiedziny do Bianki matka. I podjęła decyzję o zamieszkaniu, by móc zaopiekować się córką. Co ją zmusiło do pozostania w willi? Dlaczego Patrycja wprawiła w zdumienie Kalinę? Mimo modlitw Kaliny, by dom znów tętnił życiem, obfitość gości w domu była nieco przerażająca. Bohaterka nie spodziewała się, czym życie ją znowu zaskoczy i jakie przygotuje dla niej wyzwanie. Ale czego się nie robi dla domowego miru! Ponadto Kalina przeczuwała, że czeka ją coś wyjątkowego, a raczej ktoś wyjątkowy, dla kogo i ona stanie się struną światła wśród ciemności. Kto okazał się bratnią duszą dla Kaliny? Czy w willi pod kasztanem znowu zamieszkają: szczęście, spokój, życzliwość i miłość? Jak bohaterowie poradzą sobie z nowymi wyzwaniami? I jak wreszcie potoczą się dalej ich losy? Zapraszam serdecznie do sięgnięcia po książkę. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii. Mam nadzieję, że może w życiu Magdy i Antka też pojawi się ktoś, kto diametralnie odmieni ich życie.

Jak każdą książkę Pisarki i tę pochłonęłam. W 3. części serii „Willa pod Kasztanem” emocje bohaterów są najważniejsze. Właśnie o nich  Pisarka tak ciekawie opowiedziała w jednym z wywiadów na Niestatystyczny.pl: „Emocje to wielka potęga, zwłaszcza miłość”(…) Piszę o miłości, bo to wielka siła, a także fundament, na którym można zbudować każde marzenie”. Na strunach światła to powieść o miłości, szczęściu, przyjaźni, tęsknocie za marzeniami. Każdy człowiek, bez względu na wiek, ma przecież do nich prawo. Stąd w powieści pojawiła się cała plejada bohaterów w młodym, średnim i starszym wieku. A wśród nich na plan pierwszy wysunęła się Babcia Kalina – autorytet i skarb w rodzinie, dobra dusza, kobieta z niezwykle cenną misją. Każdy może wejść do jej cieplej kuchni, dostać kawałek drożdżowego placka i kubek pysznej herbaty, by sprzyjającej atmosferze wypłakać się, wyżalić, wygadać , poprosić o pomoc, o radę. Ona cierpliwie wysłucha i udzieli cennych wskazówek. Pomoże przywrócić ład i porządek w życiu w sercach bliskich ludzi. A kiedy wydaje się, że trochę ją to wszystko zaczyna przerastać, znajdzie i dla siebie bratnią duszę, która ją doenergetyzuje i także udzieli wsparcia. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym językiem są opisane przeżycia wewnętrzne bohaterów. Ich emocje i mnie się udzielały podczas lektury. Atutem tej książki bez wątpienia są: wciągająca fabuła, zwroty akcji, ciekawie skonstruowani bohaterowie, którzy budzą wiele emocji. Wydawało mi się, że jestem wśród nich i razem z babcią pijemy herbatę w zaciszu jej pięknego ogrodu. Polecam książkę na wakacyjny czas. Pamiętaj Czytelniczko: „Stąpaj ostrożnie, wszędzie są emocje!” – przeczytała gdzieś Kalina.

Wydawnictwu bardzo dziękuje za egzemplarz do recenzji.

środa, 17 lipca 2019

"Sekrety Julii" - Anna Płowiec


Anna Płowiec, Sekrety Julii, Wydawnictwo Znak 2019.

Z niecierpliwością czekałam na tę premierę! W cieniu magnolii – debiutancka powieść Anny Płowiec, ogromnie przypadła mi do gustu. Dbałość o język, nieoczywista fabuła, bohaterowie z tajemnicą skrywaną w cieniu rozłożystego drzewa… Z Sekretami Julii jest podobnie. Silne, a zarazem kruche, postaci kobiece, przeszłość pukająca do drzwi, przyjaźń i miłość, która, niemal dosłownie, przenosi góry i kwitnące bzy. To była prawdziwie literacka uczta!

Kto czytał W cieniu magnolii, bez trudu pozna bohaterki i tej historii. W Sekretach Julii poznajemy losy postaci tuż po tragicznym wypadku Wiktora, kilkanaście lat przed właściwą akcją debiutanckiej powieści autorki. Alicja i Danka – przyjaciółki od zawsze, wspierają się w trudnych chwilach. Ala w krótkim odstępie czasowym traci męża i mamę. Z trudem funkcjonuje. Jej jedyną motywacją do życia jest 10-letnia córeczka Kasia, która, podobnie jak mama, na skutek wydarzeń traci radość i beztroskość. Wydaje się, że nic nie jest w stanie ukoić ich bólu. Zmotywowana przez Danusię, a właściwie bardziej przez złożoną nieopatrznie obietnicę, Alicja rozpoczyna porządkowanie rzeczy po matce i remont. Nigdy nieotwierane szuflady i szafy skrywają niejeden sekret Julii – matki Alicji. Listy, zdjęcia… Ala poznaje historię, o której nie miała pojęcia. Nie wie, że rozwikłanie tajemnicy sprzed lat odmieni jej życie na zawsze…

Akcja powieści rozgrywa się zarówno we współczesnym Krakowie, jak i w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Główną bohaterką w częściach poświęconych wydarzeniom sprzed lat jest, jak można się domyśleć, Julia – matka Alicji. Świeżo upieczona studentka polonistyki wraz z nowopoznaną koleżanką wyrusza  góry. Babski wypad, wbrew woli rodziców, mógł mieć tragiczne skutki. Na szczęście na drodze dziewcząt stanęli Adam i Sylwester. Ewa, jak nakazuje tradycja od początku świata, wpada w oko Adamowi – zresztą z wzajemnością. Nie ma wątpliwości, że Sylwek zakochuje się w Julii. Dziewczyna z dobrego, partyjnego domu, jest jednak nieco wycofana. Ucieka przed adoratorem, broni się przed wyraźnie rodzącym się i w jej sercu uczuciem. Nie ucieka zbyt długo, bowiem w Krakowie ich drogi krzyżują się na dobre. Wielka miłość wydaje się nie mieć żadnych przeszkód. Niestety, los ma inne plany dla zakochanych. Łamanie konwenansów, ucieczki czy działania wbrew sobie mogą nie wystarczyć, by ocalić tę miłość… Czy uczucie Julii i Sylwka doczeka się happy end’u? Czy Alicja pozna skrywany przez lata sekret matki? Tego dowiecie się – a jakże, z lektury.

Mam wrażenie, że wątki Alicji i jej matki są do siebie podobne. Czy Ala powiela zachowanie matki? Tak bym tego nie nazwała. Po prostu – obie, dla miłości i z miłości, muszą wiele znieść. Los je doświadcza okrutnie. Ich pragnienia w jednej chwili są spełniane i rujnowane. Obie panie mają przy swoim boku oddane powiernice. Danka i Ewa są do siebie bardzo podobne, a zarazem kompletnie różne od przyjaciółek. Ala i Danka oraz Julia i Ewa są jak ogień i woda, jednak doskonale się uzupełniają. Służą wsparciem, radą i obecnością w dobrych i w złych chwilach. Przyjaciółki idealne? Nie, bo nie ma ludzi idealnych. Tacy też są bohaterowie Anny Płowiec. Mają swoje wady, słabości, trudne, a nawet tragiczne momenty... Przez to jednak stają się jeszcze bliżsi czytelnikom. Ala, Danka, Julia, Ewa… Takie kobiety żyły w PRL-u, takie kobiety żyją dziś. Pozornie silne, twarde baby, w środku kruchutkie jak porcelana, marzące o miłości i poczuciu bezpieczeństwa w sinym męskim ramieniu. Muszą jednak, przez jakiś czas, zadowolić się pragnieniami… Bo los nie daje nam wszystkiego. Nie daje nam na zawsze…

Kolejnym atutem tej powieści, obok dwóch czasów akcji, jest język. Jeśli od czasu do czasu czytacie moje recenzje, wiecie, że zwracam na niego uwagę. Lubię, gdy z kartek czuć miłość do języka i szacunek do języka. Anna Płowiec czerpie to, co najpiękniejsze z polszczyzny. Bawi się nią umiejętnie. Dostosowuje styl do danej postaci. Ułożona Julka? Nienaganne wypowiedzi. Szalona Ewka? Prosty, nie do końca poprawny przekaz. Język żyje wraz z bohaterami. Jego serce bije emocjami, pragnieniami tęsknotami… Autorka skupia się nie tylko na uczuciach. Możemy bowiem zwiedzić Kraków i miejsca popularne w mieście królów w czasach PRL-u. Inne czasy, zatem inna kultura, zwyczaje, ubiór – Anna Płowiec nic nie pomija, nie koloryzuje. Na kartach najnowszej książki przedstawia świat znany wielu nam tylko z opowieści rodziców czy dziadków. A może przez wielu też dobrze pamiętany? Sekrety Julii to też piękne, zapierające dech w piersiach opisy gór – ich tajemnicy, krajobrazów bez końca i grozy, jaką ze sobą niosą. Sekrety Julii to bez, spoglądający także z okładki. Bez tak bardzo ważny, tak bardzo symboliczny dla kilku pokoleń bohaterów. Bez owiany w tajemnicą. Bez niosący życie, miłość, nadzieję, ale i wielkie cierpienie.

Tak podobne, a tak różne. Żyjące w innych czasach, a zmagające się z podobnymi problemami. Matka i córka. Zakochane. Wierne w przyjaźni. Sekrety Julii, a właściwie ich odkrycie ma ogromny wpływ na życie Alicji. Czy po rozwiązaniu zagadek sięgających lat 60. jej życie zapachnie bzem? Pogodzi się z przeszłością? Z tym, że nigdy nie pozna odpowiedzi na pewne pytania? A może nadal będzie się skrywać w cieniu magnolii?  Musicie, musicie sami się dowiedzieć, sięgając po dzisiejszą premierę.

Poznajcie Sekrety Julii. Ta książka wzrusza do łez i bawi do łez. Anna Płowiec pisze o życiu takim, jakie jest. Nie ma jednorożców na tęczy. Jest za to samotne macierzyństwo, puste półki w sklepach, towar spod lady, antysemityzm, początki depresji… Czy to smutna powieść? Nie – wręcz przeciwnie! Jest w niej dużo miejsca na miłość i nadzieję. I na oczyszczenie – na przykład w kąpieli (łez)…

Polecam! Jeśli jeszcze nie macie swojego egzemplarza, zajrzyjcie jutro wieczorem na Dropsowego Facebooka. Będzie konkurs ;)

Wydawnictwu serdecznie dziękuję za egzemplarz!