poniedziałek, 29 lipca 2019

"Powstańcy. Ostatni świadkowie walczącej Warszawy" & "Dziewczyny z Powstania"


1 sierpnia będziemy obchodzić 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Choć nikt z moich przodków nie brał udziału w walkach w stolicy, to wydarzenie jest mi szczególnie bliskie. Od kilku miesięcy, z racji studiów doktoranckich, mam ogromny zaszczyt spotykać się z Powstańcami Warszawskimi. Pięcioro uczestników Powstania udzieliło mi wywiadów na temat tamtych sierpniowych i wrześniowych dni. To były bezcenne chwile, lekcje historii udzielane przez tych, którzy tę historię tworzyli. Powstańców jest coraz mniej. Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma szansę słuchać i czytać ich opowieści. Zbliżająca się rocznica, to dobry moment, by sięgnąć po dwie książki Wydawnictwa Znak – premierę sprzed kilku tygodni i tę wydaną kilka lat temu.


Magda Łucyan, Powstańcy. Ostatni świadkowie walczącej Warszawy, Wydawnictwo Znak 2019.

Już sam tytuł lipcowej premiery jest wymowny. Ostatni świadkowie… Autorka podkreśla w ten sposób to, co zasygnalizowałam we wstępie – Powstańców Warszawskich jest coraz mniej, a mają do opowiedzenia coś ważnego. Bardzo ważnego...

Ich oczy mówią wszystko. Z jednej strony widać w nich wiek, mądrość i doświadczenie. W końcu są to oczy staruszków, którzy widzieli rzeczy w dzisiejszych czasach – na całe szczęście – trudne do wyobrażenia. Z drugiej jednak widać w nich iskrę młodości, tę samą, którą mieli siedemdziesiąt pięć lat temu, gdy żegnali swoich rodziców i wybiegali na ulicę pełni wiary w to, że wywalczą wolność. […] W ich oczach widać także pamięć o kolegach, towarzyszach broni, którzy na zawsze zostali w gruzach powstańczej Warszawy [Łucyan 2019: 9].

Magda Łucyan, dziennikarka TVN24, przeprowadziła rozmowy z dziewięciorgiem Bohaterów. Pytała o wszystko – o powód, dla którego stanęli do walki, o reakcję bliskich, o tragedie i śmierć, z którą spotykali się na każdym kroku w powstańczej stolicy. Pytała też o dobre chwile i o wspomnienia, które po latach wywołują uśmiech na twarzy. I najważniejsze – pytała o przesłanie. O to, co chcieliby przekazać kolejnym pokoleniom. Pokoleniom, o wolność których walczyli przez 63 dni.

Ta książka to świat wspomnień. To cytaty z wywiadów emitowanych w TVN24 w zeszłym roku i relacje Autorki z wywiadów. Dziennikarka opisuje także opowiedziane przez Powstańców historie własnymi słowami. Do tego wszystkiego zdjęcia – zarówno te zrobione podczas wywiadów, jak i te wykonane w czasie okupacji i po wojnie. Zdjęcia bohaterów. Zdjęcia świadków walczącej Warszawy.

Niech zachętą do sięgnięcia po ten zbiór prawdziwych historii będą słowa Autorki ze wstępu:

Celem tej książki nie jest rozwiązanie sporu o słuszność tamtych decyzji. Nie jest to nawet próba zajęcia w tym sporze stanowiska. To oddanie głosu tym, którzy przeżyli, oraz szacunku wszystkim biorącym udział w Powstaniu [Łucyan 2019: 10].


Anna Herbich, Dziewczyny z powstania, Wydawnictwo Znak 2014.

Ta książka została wydana pięć lat temu – z okazji 70. Rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Anna Herbich oddała głos 11 kobietom – żonom, matkom walczących o stolicę oraz uczestniczkom Powstania – sanitariuszkom i łącznikom.

1 sierpnia 1944 roku w Warszawie znajdowało się pół miliona kobiet. W trakcie sześćdziesięciu trzech dni heroicznej bitwy walczyły, bały się, śmiały, kochały, opłakiwały bliskich. Chroniły swoje dzieci, ukrywały się w piwnicach, biły na barykadach. Przeżywały momenty triumfu i zaznawały goryczy klęski. Wiele z nich zginęło, wiele zostało rannych, niemal wszystkie straciły dorobek całego życia i przeżyły gehennę wypędzenia. Powstanie Warszawskiego było również ich doświadczeniem [Herbich 2014: 7].

Dziewczyny z Powstania ukazują zryw mieszkańców stolicy z innej, bo kobiecej perspektywy. Bohaterki opisują, jak zmieniło się ich życie w ciągu sześćdziesięciu trzech dni walk. Opowieści o walkach, śmierci przeplatają się z tymi o modzie, randkach, miłości, powstańczych ślubach. Wspomnienia są przejmujące, intymne, pełne wzruszeń. Ich dopełnienie stanowią zdjęcia z prywatnego archiwum kobiet. Fotografie przedstawiają zarówno chwile rodzinnego szczęścia, jak i ruiny zniszczonego miasta.  


W związku z rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego zachęcam Was nie tylko do lektury wspomnień. Jestem wolontariuszką akcji BohaterOn i nie mogę nie namawiać Czytelników do wysyłania symbolicznych pocztówek. Powstańcy Warszawscy bardzo, bardzo cieszą się z tych kartek. Nawet kilka skreślonych słów wywołuje na ich twarzach radość i wzruszenie. Z chęcią odpowiadają na listy – telefonicznie lub korespondencyjnie. Dla nas to tylko kilka minut. Dla nich ważny gest. Pokażmy, że pamiętamy! Włączmy historię!


"Milion nowych chwil" - Katherine Center


Katherine Center, Milion nowych chwil, Wydawnictwo Muza 2019.

Jakiś czas temu w social mediach powiązanych z blogiem, prezentowałam krótką opinię na temat powieści Milion nowych chwil. Postanowiłam i tutaj wrzucić parę słów o książce, bo naprawdę je warta przeczytania!

Jest wiele rodzajów szczęśliwych zakończeń. Każdy bowiem ma własną definicję szczęścia i powody do wdzięczności. Tak w dwóch zdaniach podsumowałabym tę historię. Szczegóły? Poniżej!

Maggie wskutek wypadku traci władzę w nogach. Samolot rozpada się na kawałki, a wraz z nim jej dotychczasowe życie. Zamiast świętowania zaręczyn, jest szpital. Zamiast ślubu, rozstanie. Zamiast wymarzonej pracy, żmudna rehabilitacja. Dziewczyna musi na nowo poukładać swoje życie. Drugie życie. Zaczyna od początku. Skleja kawałki mozaiki zwanej codziennością. Walczy o zdrowie fizyczne i psychiczne. Prawda, że nic już nie będzie takie jak przed wypadkiem, z każdym dniem coraz mocniej do niej dociera.

Maggie nie jest sama. Ma u boku kochających rodziców – nieco apodyktyczną matkę i ojca, dla którego najważniejsze dobro ukochanych kobiet. Z siostrą, w niewyjaśnionych okolicznościach, straciła przed laty kontakt. Czy tragiczny wypadek sprawi, że spróbują naprawić relacje? Jak zakończy się walka Maggie – o sprawność, o równowagę psychiczną i poczucie bezpieczeństwa? Odpowiedź na to pytanie da Wam oczywiście lektura powieści.

Milion nowych chwil to powieść, którą się pochłania. Choć pisana lekkim językiem - to zapewne zasługa pierwszosobowej narracji, porusza trudne tematy. Niepełnosprawność, walka o zdrowie, skomplikowane relacje rodzinne i damsko-męskie...

Jak wspomniałam, powieść pochłonęłam na dwa podejścia. To historia o mocy, odwadze, determinacji. O wielkim trudzie i wielkiej miłości. Bawi, wzrusza. Daje nadzieję. Jest piękna, po prostu piękna. Nie idealna. Życiowa. Bo życie właśnie takie jest. Składa się z miliona chwil, które złączone dają mozaikę. Czy piękną? To w dużej mierze zależy od nas. Gorąco polecam!

środa, 24 lipca 2019

"(Nie)piękność" - Natasza Socha (#MamaDropsaCzyta)


Natasza Socha, (Nie)piękność, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

„Temat piękna i urody jest wpisany w naszą rzeczywistość. To, jak nas postrzegają inni, zależy w dużym stopniu od tego, jak wyglądamy” –powiedziała w jednym z wywiadów o swojej ostatniej powieści Natasza Socha, jedna z moich ulubionych Autorek. (Nie)piękność. Ile jest warta Twoja uroda? Nataszy Sochy to kontynuacja powieści (Nie)miłość.

Przed jej napisaniem Natasza Socha przeczytała różne źródła, opracowania i badania n.t. piękna i urody oraz ich wpływu na ludzkie życie. Wiadomo, że uroda jest pojęciem względnym, ale przez psychologów i socjologów zostały stworzone pewne standardy piękna, dzięki którym ludzie nas pozytywnie odbierają. I tak na pierwszym miejscu znalazła się ogólna symetria twarzy i ciała, regularne rysy – twarze typowe najbardziej atrakcyjne, zadbana i czysta skóra, zdrowe, ładne zęby, płaski brzuch. Każdy z nas także w sobie nosi stereotypy piękna. Podtytuł powieści sugeruje, że z powodu naszego wyglądu możemy być dyskryminowani przez innych, a z drugiej strony osobom urodziwym łatwiej jest przejść przez sito rozmowy kwalifikacyjnej, by zdobyć dobrą pracę, abstrahując od kwalifikacji. Ładny wygląd to połowa sukcesu, zapewnia  awans, wsparcie a nawet chroni przed zwolnieniem  Smutne to, ale prawdziwe. Z drugiej strony osoby piękne tez mają niełatwo, ponieważ ich każdy krok jest oceniany, taksowany - jak w przypadku modelek na wybiegu. W czasach urodowej presji można  nieustannie poprawiać swój wygląd, ale też można popaść w obsesję.

W powieści (Nie)piękność Natasza Socha właśnie poruszyła problemy, z którymi borykają się osoby mniej atrakcyjne piękności. Poznajemy tu historię kobiety brzydkiej, mającej ogromne problemy z samooceną. Wszystko w niej było paskudne i nieatrakcyjne - niespójna uroda przyczyniła się do zniknięcia luster w domu, ubolewającej nad tym, że rodzice dali jej tak piękne imię, które absolutnie nie pasowało do reszty. Życie Nasturcji Malczak „składało się z przemykania i siedzenia w domu. Pracę miała nietypowa, ale za to w miarę dobrze płatną. Była ghostwriterem wszystkiego, co takiego ghosta wymagało”. Lubiła pisać i chować się za ekranem komputera. Pracowała zdalnie, ale wydawnictwo z powodu dużej ilości zleceń domagało się, by przynajmniej dwa razy w tygodniu pojawiała się w firmie. Nie lubiła tego, ponieważ wydawało się jej, że wszyscy patrzą na nią z litością lub ze współczuciem. Większość pracowników uważała, że wygląd jest bardzo ważny. Podobno piękno rodzi się w głowie. Bzdura. Wszyscy wiedzą, ze najważniejsze jest odbicie w lustrze. Jeśli ono patrzy na ciebie z uznaniem i kiwa z zadowoleniem głową, masz szansę na szczęśliwe życie. Gorzej, kiedy się wzdryga.

Nasturcja miała swoje osobliwe dość hobby: lubiła podglądać sąsiadkę mieszkającą w klatce obok – przepiękną blondynkę, w której wszystko było doskonałe łącznie z talentem do poruszania się z wdziękiem i gracją. Nasturcja była nią zachwycona. „Najchętniej żyłaby tak jak ona, ale kiedy ktoś jest brzydki, nieatrakcyjny i nijaki – nie powinien nawet próbować tańczyć, zakładać kobiecych sukienek i malować ust choćby błyszczykiem”. Chowała się więc za obszernymi, powyciąganymi swetrami w kolorze czarnym, szarym, beżowym, ciepłym brązie, zielonym. Dzięki tym barwom mogła wtopić się w tłum i nie przykuwać czyjejś uwagi.  „Bezpieczeństwo i sztuka kamuflażu. Kameleon miasta”.

Człowiek brzydki całe życie próbuje udowodnić światu swoją wartość. Wchodzi na wyższe góry, przepływa dłuższe rzeki, skacze na głębsze wody. A tak na koniec jest oceniany przez pryzmat błękitu swoich oczu i długości nóg. Naprawdę warto tak pieprzyć o wewnętrznym pięknie?

Nasturcja cały dzień miała wypełniony pracą z krótkimi przerwami na byle jaki posiłek. Wzmacniała się flirtem przez Internet aż z 17 mężczyznami. Pod awatarem kobiety pięknej acz niedostępnej, obiektu marzeń wielu mężczyzn lubiła odpływać w „świat uwielbienia, podziwu i niekończącej się adoracji. Zanurzała się w komplementach, nurkowała w zachwytach i chłonęła słowa ekscytacji. nic dziwnego. była w końcu kobieta idealną. Nie marudziła, nie narzekała, potrafiła pięknie pisać, doskonale flirtować i nigdy nie była zazdrosna”. Droga samotnego - jako opcja, ona walczy ze stereotypami - życia Nasturcji przecina się pewnego dnia z drogą drugiej bohaterki - czterdziestopięcioletniej Pauliny, która wydaje się być ideałem piękna. Nikt nie wie, ile ją to kosztuje i jak bardzo w głębi duszy czuje się samotna po odejściu kolejnego mężczyzny z jej życia. Jak obsesja matki wpłynęła na jej życie? Co wyniknie ze spotkania brzydoty z urodą? Do czego doprowadzą bohaterki  spotkania, rozmowy czy wreszcie dyskusje o urodzie, pięknie lub brzydocie? Czy w ich życiu pojawią się wreszcie jacyś mężczyźni? 

„Żeby piękno można było ocenić, potrzebna jest też brzydota. Więc nie można jej eliminować, bo wtedy nikt nie miałby punktu odniesienia”. Czy brzydka Nasturcja dzięki ślicznej Paulinie odnajdzie drogę do siebie? Czy projekt Piękno w pracy okaże się li tylko chichotem losu dla bohaterów?

Jak wspomniałam, powieść czyta się szybko mimo opisów. Mnie one nie nużyły, bo czemuś służyły. Fabuła i kreacja bohaterów mnie kompletnie zaskoczyła. Sposób, w jaki autorka poruszyła główny problem utworu. Co może wyniknąć ze spotkania piękna z brzydotą? Uroda wlewała się w brzydotę, brzydota przenikała piękno i na moment zapanowała harmonia, nawet jeśli tylko w tym mieszkaniu i tylko na parę chwil. Celowo nie wspominałam o bohaterach męskich podobnie zestawionych jak kobiety. Praca nad projektem przyniosła wręcz zaskakujące efekty, a przemiana bohaterki, a właściwie bohaterek i ich poszukiwania właściwej definicji urody, piękna pomogły obnażyć nasze stereotypy myślowe. i nie chodzi tu o przemianę kopciuszka, absolutnie. Rozprawić się z tematem powieści pomógł Pisarce specyficzny styl, język, zabarwiony emocjonalnie, czasem dosadnie, kpiną ironią czy sarkazmem. Powieść podzielona jest na rozdziały, z których każdy jest poprzedzony dysertacją o kanonach piękna czy przytoczeniem fragmentów źródeł, do których sięgnęła Autorka , przygotowując się do pisania powieści. A co łączy treść obu powieści (Nie)miłość i (Nie)piękność? Cecylia i Nasturcja uczestniczyły w tym samym wypadku samochodowym, z którego Nasturcja wyszła  tylko ze złamaną ręką.  

Lektura kolejnej powieści Nataszy Sochy za mną. Często do niej wracałam z uwagi na moje problemy z samooceną, kompleksy, niechęć, niewłaściwa reakcja na przyjmowanie komplementów. I wiem, że ucieczka do świata książek, wirtualne przyjaźnie, znajomości nie pomogą w rozwiązaniu problemów, nie można się schować za pięknym awatarem, bo życie nas zdemaskuje. Do tego potrzebny jest drugi człowiek, rozmowy z nim. Nie musi być tak sam jak ja, ale by patrzył na świat podobnie, żeby mi pomógł zmienić spojrzenie na wszystko dookoła, pomógł wykorzenić lęki z serca a wlać spokój, wewnętrzne piękno, które jest gwarancją szczęścia. Bliscy mi to zapewniają, mam wsparcie, ale bywa, że te 8 godz. samotności w domu doskwiera. Uwierzyć w siebie, polubić siebie, wreszcie zaprzyjaźnić się ze sobą nie zawsze jest łatwo. Ale zawsze warto, o czym znowu przekonały mnie bohaterki książki: brzydka Nasturcja, ale piękna wewnętrznie i śliczna Paulina, brzydka wewnętrznie, z problemami, kompleksami.


Polecam oba tytuły!
Wydawnictwu  dziękuję serdecznie za egzemplarz do recenzji!

"Antolka" - Magdalena Kordel


 Magdalena Kordel, Antolka, Wydawnictwo Znak 2019.

Niewidzialni ludzie – taki termin usłyszałam wczoraj od znajomej. To jej prywatna definicja osób – najczęściej dzieci i młodzieży, które robiąc coś dobrego, zgodnego z życzeniem drugiego człowieka, są niewidzialni. Społeczeństwo lub, zawężając, po prostu bliscy, zauważają ich dopiero, kiedy dzieje się coś złego. Kiedy, najczęściej złym postępowaniem albo niezgodnym z przyjętymi regułami, zaczynają manifestować swój bunt i, patetycznie, lecz prawdziwie mówiąc, wołają o uwagę oraz zrozumienie. Słuchając koleżanki, pomyślałam o… Antolce, bohaterce najnowszej powieści Magdaleny Kordel. Dziewczynie, która była niewidzialna dla despotycznej i nieczułej matki. Licealistce, która zapragnęła wyrwać się z domu zasad, ambicji i przestać odkładać marzenia na jutro.

Antolka to powieść o czekaniu na jutro, na lepszy moment, dogodniejszą chwilę, spełnienie marzeń… Na pozwolenie, na znak, na wewnętrzny spokój. Antolka stoi przed wyborem kierunku studiów. Inaczej – matka daje jej kilka propozycji do wyboru. Widać, że między kobietami nie ma typowej dla matki-córki więzi. Dagmara, zajęta karierą medyczną, traktuje jedynaczkę jako dodatek. Dodatek, który musi spełniać wymagania. Uczucia, marzenia Antolki? One nie istnieją. Dziewczyna ma dość. Intryga, w którą wciąga kumpla, przelewa czarę goryczy. Zostawia matkę, jej pomysły oraz oczekiwania dotyczące przyszłości i wyrusza na Mazury. W malowniczej części naszego kraju ma się spotkać z przyjaciółką, Olą. Jednak po drodze wstępuje do mazurskiej knajpy, gdzie kilka piw i karaoke zmieniają wszystko… Plany i marzenia.

Janek boi się wyjechać. Boi się stracić z oczu tych, których kocha. Boi się stracić kontrolę nad, pozornie, uporządkowanym życiem rodzinnym i rodzinnym interesem. Po wielu rozmowach w końcu wyjeżdża na Mazury. W towarzystwie kumpla, na jeziorze, ma zamiar odpocząć i złapać utracony przez trudne doświadczenia oddech. Wstępuje do knajpy, gdzie chęć niesienia pomocy zmienia wszystko… Plany i marzenia.

Dobrze, dajmy sobie ostatnią szansę – zagryzł z namysłem wargę. Jeżeli zaśpiewa szantę, to odwracam się plecami, kończę piwo i wychodzę […]. Los zdecydował za niego. Nie zaśpiewała szanty.

Dwoje rozbitków życiowych na jednej żaglówce. Dziewczyna z głową pełną marzeń, chłopak z ogromną odpowiedzialnością na barkach. Czy kilka dni spędzonych wspólnie na Mazurach zaowocuje dłuższą znajomością? Czy Antolka odnajdzie własną drogę? Czy Janek odważy się żyć na 100%? Odpowiedzi na te pytania da Wam lektura powieści. 

Bardzo polubiłam Antolkę. Magdalena Kordel wykreowała postać z krwi i kości – emocjonalną, z zaletami i wadami. Antolka to choleryczka, która postanawia zawalczyć o siebie i swoje marzenia. Dosłownie wyrusza na podbój świata – najpierw na Mazury, potem w góry. Poszukuje własnej tożsamości, którą przez lata tłamsiły pragnienia i ambicje matki. Uczucia i emocje młodej bohaterki udzielały mi się podczas lektury – złość, niepokój czy radość i współczucie. Razem z nią płakałam nad wiernym psiakiem i wkurzałam się na brak zrozumienia matki.

Losy Antolki i Janka naprawdę wciągają, a lekki styl sprzyja szybkiemu czytaniu. Naturalne dialogi, nie za długie opisy – pochylając się nad książką, miałam wrażenie, że przysłuchuję się tym rozmowom, jestem świadkiem rozgrywających się właśnie wydarzeń. Magdalena Kordel dba o to, by czytelnicy mogli dotknąć świata, zanurzyć się w kreowanej przez niej rzeczywistości. Język, styl – a konkretnie ich naturalność – na pewno w tym pomagają.

I Antolka, i Janek, ze względu na otoczenie, przeszłość wciąż czekali i odkładali życie. Wspólny czas spędzony na Mazurach, wymiana doświadczeń, poważne rozmowy – kilka dni sprawia, że otwierają się na siebie, na świat i na przyszłość. Nie czekaj do jutra, by zacząć od nowa. To przesłanie nie tylko dla bohaterów, ale i dla czytelników. Tak często boimy się ruszyć z kanapy, odważyć się wychylić nosek z bezpiecznej kryjówki. Ulegamy namowom bliskich, potulnie spełniamy życzenia, zapominając o własnych pragnieniach. Może warto to zmienić? Wyjść naprzeciw marzeniom? Dlaczego mają czekać do jutra…? Może postawa Antolki pomoże Wam podjąć długo odkładane decyzje? Nie czekajcie do jutra - zaplanujcie lekturę już dziś!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Jeśli moja opinia zachęciła Cię do lektury, zapraszam do udziału w konkursie – egzemplarz Antolki może być Twój. Szczegóły na Facebooku – Recenzje Dropsa Książkowego.



poniedziałek, 22 lipca 2019

"Na strunach światła" - Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)


Krystyna Mirek, Na strunach światła, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

Krystyna Mirek, mistrzyni lekkiego pióra, w powieści Na strunach światła zaprosiła czytelników tym razem wiosną do Willi pod kasztanem na obrzeżach Krakowa – pachnącego drożdżowym ciastem królestwa babci Kaliny. „Piękna willa pod kasztanem w ostatnich miesiącach ożyła i rozkwitała jak ogród, który ją otaczał”. Aromat ciasta zwabiał bowiem do domu miłość. Co słychać u bohaterów?

Babci, w domu pełnym gwaru młodych ludzi, jakby ubyło lat a przybyło energii i wigoru. Miała się dla kogo krzątać, gotować i ze wszystkim świetnie dawała sobie radę. Wizytówką posesji był piękny i zadbany ogród, w pielęgnacji którego chętnie pomagali chłopcy. W willi zadomowił się już Antek, szczęśliwy z posiadania przyrodniej siostry Bianki, oddał młodym małżonkom piętro. Byli na etapie meblowania nowego mieszkania. Antek, cierpiący na samotność w dzieciństwie i po przejściach miłosnych w młodości, cieszył się szczęściem siostry. „Bianka była jedynym jasnym punktem, struną światła w otaczającym go mroku. Ona i babcia”. Bianka – „kobieta. Absolutnie fascynująca i równie zagadkowa […]”- ta delikatna dziewczyna o łagodnych oczach i miłym uśmiechu błyskawicznie pokazała Michałowi, czym jest prawdziwe szczęście. Michał , sąsiad babci Kaliny, był typem samotnika, opiekował się młodszym rodzeństwem, jego dzień wypełniały obowiązki domowe i praca komputerowca. Nie wierzył absolutnie w miłość, towarzyszący mu strach odebrał mu pełnię szczęścia. Mimo wysiłków nie potrafił go pokonać. Udało się to ślicznej Biance. Czy małżonkowie będą szczęśliwi w nowym mieszkaniu pod dachem babci Kaliny?

Moją szczególną sympatię wzbudziła w powieści nieśmiała Magda, żyjąca na życiowym zakręcie, ciesząca się szczęściem brata i jego ślicznej żony. Bała się wyprowadzki, potrzebowała bowiem w swoim dorosłym życiu zaopiekowania. Była przecież ukochaną siostrzyczką Michała do chwili pojawienia się Bianki. Była również kobietą po przejściach miłosnych i nic nie zapowiadało miłych zwrotów akcji w jej samotnym życiu. Potrzebowała przyjaciela, żeby przegonić smutek i strach ze swojego życia. Czy udało się jej spełnić to marzenie? Ciekawie skonstruowaną postacią w powieści jest Bartek, młodszy brat Magdy i Michała. Pragnął stabilizacji, ale nie mógł usiedzieć na miejscu. Miał piękne marzenia: pogodzić pracę, obowiązki domowe i wskrzesić do życia zaniedbany od lat ogród, który miał mu zapewnić tak potrzebny spokój i symbolizować piękne życie. Lubił trudne wyzwania i podchodził do nich ambicjonalnie. Bartek zakochał się nieszczęśliwie , lecz to była zakazana miłość i nie mógł się z nią zdradzić. Dlatego rzucił się w wir pracy. Oczywiście nie był z tym wszystkim sam, w pracach ogrodowych wspierała go silna grupa przyjaciół, bliskich. A najbardziej babcia Kalina, której złote myśli miały charakter wręcz uzdrawiający. Chorujesz. Można to tak porównać, bo czasem miłość bardzo przypomina lotny wirus. Bywa prawdziwie niebezpieczna. Ale ty dzielnie walczysz i czas przyniesie ci uzdrowienie. Tylko na to pozwól. To babcia, podchodząca do wszystkiego spokojnie,  dostrzegła w tym skrzywdzonym przez życie chłopcu ogromny potencjał. Nie spodziewała się po nim ani nieetycznych czynów, ani niewierności. I też uwierzyła jak on, że piękno ogrodu przyciągnie do niego inne piękno. Bartek musiał odnaleźć swoją własną drogę. Czy ziściły się marzenia  bohatera? Czy ogród spełnił swoją symboliczną funkcję? Jakie nie lada wyzwanie przygotowało mu życie? W pełnej ciepła i pachnącej ciastem drożdżowym kuchni babci Kaliny pojawił się po latach niespodziewany gość, nazywana Królową Śniegu, matka Antka. „Wizyta Iwony była jak powiew przymrozku w wiosenny dzień”. „Niczym kobra polująca na swój łup hipnotyzowała wzrokiem wyłącznie Kalinę”. I od razu bez żadnych skrupułów, w obecności syna, weszła na ścieżkę wojenną z Kaliną, domagając się jako wdowa praw do majątku. Antek, który już zapuścił na dobre korzenie w willi pod kasztanem, pokochał swoją siostrę i polubił jej matkę, uświadomił sobie, że przed nim bardzo trudne zadanie – rozmowa z matką. „To kobieta, która najczęściej myśli o sobie. Pielęgnuje swoje żale i krzywdy, nie umie wybaczać i nigdy nie ma sobie nic do zarzucenia. Zawsze tylko innym. Potrafi też być mściwa”. W domu pojawiła się Bianka, miała tu zamieszkać ze swoim mężem, a Iwona nie mogła tego zaakceptować: córka kochanki męża w wili pod kasztanem! Poczuła się też zdradzona jako matka – syn zamieszkał u babci. Wizyta Iwony u Patrycji, kochanki, również bojowo nastawiła matkę Bianki do stoczenia kolejnej bitwy w trwającej od lat wojnie kobiet. Tylko dlaczego za ten konflikt miały zapłacić najwyższą cenę dorosłe dzieci? Bianka i Antek stali się kartą przetargową w walce dwóch skłóconych kobiet! Ta sytuacja przysparzała babci Kalinie zmartwień, żalu i cierpień. Ale jednak znalazł się ktoś, kto przejrzał Iwonę na wylot i udzielił jej życiowej lekcji. Czy wyciągnęła z niej właściwe wnioski? Do willi pod kasztanem przyjechała w odwiedziny do Bianki matka. I podjęła decyzję o zamieszkaniu, by móc zaopiekować się córką. Co ją zmusiło do pozostania w willi? Dlaczego Patrycja wprawiła w zdumienie Kalinę? Mimo modlitw Kaliny, by dom znów tętnił życiem, obfitość gości w domu była nieco przerażająca. Bohaterka nie spodziewała się, czym życie ją znowu zaskoczy i jakie przygotuje dla niej wyzwanie. Ale czego się nie robi dla domowego miru! Ponadto Kalina przeczuwała, że czeka ją coś wyjątkowego, a raczej ktoś wyjątkowy, dla kogo i ona stanie się struną światła wśród ciemności. Kto okazał się bratnią duszą dla Kaliny? Czy w willi pod kasztanem znowu zamieszkają: szczęście, spokój, życzliwość i miłość? Jak bohaterowie poradzą sobie z nowymi wyzwaniami? I jak wreszcie potoczą się dalej ich losy? Zapraszam serdecznie do sięgnięcia po książkę. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii. Mam nadzieję, że może w życiu Magdy i Antka też pojawi się ktoś, kto diametralnie odmieni ich życie.

Jak każdą książkę Pisarki i tę pochłonęłam. W 3. części serii „Willa pod Kasztanem” emocje bohaterów są najważniejsze. Właśnie o nich  Pisarka tak ciekawie opowiedziała w jednym z wywiadów na Niestatystyczny.pl: „Emocje to wielka potęga, zwłaszcza miłość”(…) Piszę o miłości, bo to wielka siła, a także fundament, na którym można zbudować każde marzenie”. Na strunach światła to powieść o miłości, szczęściu, przyjaźni, tęsknocie za marzeniami. Każdy człowiek, bez względu na wiek, ma przecież do nich prawo. Stąd w powieści pojawiła się cała plejada bohaterów w młodym, średnim i starszym wieku. A wśród nich na plan pierwszy wysunęła się Babcia Kalina – autorytet i skarb w rodzinie, dobra dusza, kobieta z niezwykle cenną misją. Każdy może wejść do jej cieplej kuchni, dostać kawałek drożdżowego placka i kubek pysznej herbaty, by sprzyjającej atmosferze wypłakać się, wyżalić, wygadać , poprosić o pomoc, o radę. Ona cierpliwie wysłucha i udzieli cennych wskazówek. Pomoże przywrócić ład i porządek w życiu w sercach bliskich ludzi. A kiedy wydaje się, że trochę ją to wszystko zaczyna przerastać, znajdzie i dla siebie bratnią duszę, która ją doenergetyzuje i także udzieli wsparcia. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym językiem są opisane przeżycia wewnętrzne bohaterów. Ich emocje i mnie się udzielały podczas lektury. Atutem tej książki bez wątpienia są: wciągająca fabuła, zwroty akcji, ciekawie skonstruowani bohaterowie, którzy budzą wiele emocji. Wydawało mi się, że jestem wśród nich i razem z babcią pijemy herbatę w zaciszu jej pięknego ogrodu. Polecam książkę na wakacyjny czas. Pamiętaj Czytelniczko: „Stąpaj ostrożnie, wszędzie są emocje!” – przeczytała gdzieś Kalina.

Wydawnictwu bardzo dziękuje za egzemplarz do recenzji.

środa, 17 lipca 2019

"Sekrety Julii" - Anna Płowiec


Anna Płowiec, Sekrety Julii, Wydawnictwo Znak 2019.

Z niecierpliwością czekałam na tę premierę! W cieniu magnolii – debiutancka powieść Anny Płowiec, ogromnie przypadła mi do gustu. Dbałość o język, nieoczywista fabuła, bohaterowie z tajemnicą skrywaną w cieniu rozłożystego drzewa… Z Sekretami Julii jest podobnie. Silne, a zarazem kruche, postaci kobiece, przeszłość pukająca do drzwi, przyjaźń i miłość, która, niemal dosłownie, przenosi góry i kwitnące bzy. To była prawdziwie literacka uczta!

Kto czytał W cieniu magnolii, bez trudu pozna bohaterki i tej historii. W Sekretach Julii poznajemy losy postaci tuż po tragicznym wypadku Wiktora, kilkanaście lat przed właściwą akcją debiutanckiej powieści autorki. Alicja i Danka – przyjaciółki od zawsze, wspierają się w trudnych chwilach. Ala w krótkim odstępie czasowym traci męża i mamę. Z trudem funkcjonuje. Jej jedyną motywacją do życia jest 10-letnia córeczka Kasia, która, podobnie jak mama, na skutek wydarzeń traci radość i beztroskość. Wydaje się, że nic nie jest w stanie ukoić ich bólu. Zmotywowana przez Danusię, a właściwie bardziej przez złożoną nieopatrznie obietnicę, Alicja rozpoczyna porządkowanie rzeczy po matce i remont. Nigdy nieotwierane szuflady i szafy skrywają niejeden sekret Julii – matki Alicji. Listy, zdjęcia… Ala poznaje historię, o której nie miała pojęcia. Nie wie, że rozwikłanie tajemnicy sprzed lat odmieni jej życie na zawsze…

Akcja powieści rozgrywa się zarówno we współczesnym Krakowie, jak i w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Główną bohaterką w częściach poświęconych wydarzeniom sprzed lat jest, jak można się domyśleć, Julia – matka Alicji. Świeżo upieczona studentka polonistyki wraz z nowopoznaną koleżanką wyrusza  góry. Babski wypad, wbrew woli rodziców, mógł mieć tragiczne skutki. Na szczęście na drodze dziewcząt stanęli Adam i Sylwester. Ewa, jak nakazuje tradycja od początku świata, wpada w oko Adamowi – zresztą z wzajemnością. Nie ma wątpliwości, że Sylwek zakochuje się w Julii. Dziewczyna z dobrego, partyjnego domu, jest jednak nieco wycofana. Ucieka przed adoratorem, broni się przed wyraźnie rodzącym się i w jej sercu uczuciem. Nie ucieka zbyt długo, bowiem w Krakowie ich drogi krzyżują się na dobre. Wielka miłość wydaje się nie mieć żadnych przeszkód. Niestety, los ma inne plany dla zakochanych. Łamanie konwenansów, ucieczki czy działania wbrew sobie mogą nie wystarczyć, by ocalić tę miłość… Czy uczucie Julii i Sylwka doczeka się happy end’u? Czy Alicja pozna skrywany przez lata sekret matki? Tego dowiecie się – a jakże, z lektury.

Mam wrażenie, że wątki Alicji i jej matki są do siebie podobne. Czy Ala powiela zachowanie matki? Tak bym tego nie nazwała. Po prostu – obie, dla miłości i z miłości, muszą wiele znieść. Los je doświadcza okrutnie. Ich pragnienia w jednej chwili są spełniane i rujnowane. Obie panie mają przy swoim boku oddane powiernice. Danka i Ewa są do siebie bardzo podobne, a zarazem kompletnie różne od przyjaciółek. Ala i Danka oraz Julia i Ewa są jak ogień i woda, jednak doskonale się uzupełniają. Służą wsparciem, radą i obecnością w dobrych i w złych chwilach. Przyjaciółki idealne? Nie, bo nie ma ludzi idealnych. Tacy też są bohaterowie Anny Płowiec. Mają swoje wady, słabości, trudne, a nawet tragiczne momenty... Przez to jednak stają się jeszcze bliżsi czytelnikom. Ala, Danka, Julia, Ewa… Takie kobiety żyły w PRL-u, takie kobiety żyją dziś. Pozornie silne, twarde baby, w środku kruchutkie jak porcelana, marzące o miłości i poczuciu bezpieczeństwa w sinym męskim ramieniu. Muszą jednak, przez jakiś czas, zadowolić się pragnieniami… Bo los nie daje nam wszystkiego. Nie daje nam na zawsze…

Kolejnym atutem tej powieści, obok dwóch czasów akcji, jest język. Jeśli od czasu do czasu czytacie moje recenzje, wiecie, że zwracam na niego uwagę. Lubię, gdy z kartek czuć miłość do języka i szacunek do języka. Anna Płowiec czerpie to, co najpiękniejsze z polszczyzny. Bawi się nią umiejętnie. Dostosowuje styl do danej postaci. Ułożona Julka? Nienaganne wypowiedzi. Szalona Ewka? Prosty, nie do końca poprawny przekaz. Język żyje wraz z bohaterami. Jego serce bije emocjami, pragnieniami tęsknotami… Autorka skupia się nie tylko na uczuciach. Możemy bowiem zwiedzić Kraków i miejsca popularne w mieście królów w czasach PRL-u. Inne czasy, zatem inna kultura, zwyczaje, ubiór – Anna Płowiec nic nie pomija, nie koloryzuje. Na kartach najnowszej książki przedstawia świat znany wielu nam tylko z opowieści rodziców czy dziadków. A może przez wielu też dobrze pamiętany? Sekrety Julii to też piękne, zapierające dech w piersiach opisy gór – ich tajemnicy, krajobrazów bez końca i grozy, jaką ze sobą niosą. Sekrety Julii to bez, spoglądający także z okładki. Bez tak bardzo ważny, tak bardzo symboliczny dla kilku pokoleń bohaterów. Bez owiany w tajemnicą. Bez niosący życie, miłość, nadzieję, ale i wielkie cierpienie.

Tak podobne, a tak różne. Żyjące w innych czasach, a zmagające się z podobnymi problemami. Matka i córka. Zakochane. Wierne w przyjaźni. Sekrety Julii, a właściwie ich odkrycie ma ogromny wpływ na życie Alicji. Czy po rozwiązaniu zagadek sięgających lat 60. jej życie zapachnie bzem? Pogodzi się z przeszłością? Z tym, że nigdy nie pozna odpowiedzi na pewne pytania? A może nadal będzie się skrywać w cieniu magnolii?  Musicie, musicie sami się dowiedzieć, sięgając po dzisiejszą premierę.

Poznajcie Sekrety Julii. Ta książka wzrusza do łez i bawi do łez. Anna Płowiec pisze o życiu takim, jakie jest. Nie ma jednorożców na tęczy. Jest za to samotne macierzyństwo, puste półki w sklepach, towar spod lady, antysemityzm, początki depresji… Czy to smutna powieść? Nie – wręcz przeciwnie! Jest w niej dużo miejsca na miłość i nadzieję. I na oczyszczenie – na przykład w kąpieli (łez)…

Polecam! Jeśli jeszcze nie macie swojego egzemplarza, zajrzyjcie jutro wieczorem na Dropsowego Facebooka. Będzie konkurs ;)

Wydawnictwu serdecznie dziękuję za egzemplarz!

poniedziałek, 15 lipca 2019

"Kastor" - Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)


Agnieszka Lingas-Łoniewska, Kastor, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Lingas-Łoniewska, wrocławska pisarka, autorka ponad 30 bestsellerowych powieści, nazwana przez swoich czytelników Dilerką Emocji, napisała kolejną książkę „Kastor” – 1.tom serii „Bezlitosna siła”, której premiera miała miejsce 5 czerwca 2019 a ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Książki. Zaintrygował mnie opis powieści. Seria „Bezlitosna siła” opowiada bowiem o mężczyznach uprawiających walki MMA, każdy z nich ma za sobą mroczną historię, która go prześladuje, od której nie może się uwolnić. Pojawiają się też i kobiety, które doświadczyły przemocy, a pomoc znajdują w fundacji FemiHelp, wspierającej ofiary agresji ze strony mężczyzn. Co ich łączy? Bohaterowie nie wierzą w miłość i jej zbawczą siłę. A tylko ona może ich wyzwolić z sideł przeszłości i pokonać zło a także dać siłę na lepsze życie. Ale czy to jest możliwe?

Bohaterem powieści jest Konstanty „Kastor” Lombardzki, człowiek sukcesu, właściciel i prezes zarządzający korporacji, niezwykle przystojny mężczyzna o blond włosach i niebieskich oczach oraz zawsze marsowej minie, bowiem nigdy nie okazywał emocji. Zimny, oschły wobec innych, twardy, chamski i uszczypliwy. Liczył się jedynie z Patrykiem, przyjacielem, z którym łączyły go iście braterskie więzi oraz z wiceprezes Martyną, przyjaciółką, z którą pracował od pięciu lat, pomógł jej, traktował niemal jak siostrę, znał jej przeszłość i sekrety. Reszta pracowników musiała przestrzegać jego sztywnych zasad i regulaminów. Prezes nie lubił trudności i niepowodzeń, nie interesowały go problemy innych. Płacił niemało i bardzo dużo wymagał. Gdy Martyna usiłowała poruszyć w nim jakieś emocje, włączała się w jego głowie powtarzana  od dzieciństwa dewiza życiowa: „Nie liczą się czyjeś uczucia, to nie jest twoja sprawa. Liczy się tylko dążenie do celu. Jeśli jasno określisz swój cel, idziesz do niego, nie zważając na otoczenie”. Żadne emocje nie mogły go osłabić. Nie miał więc żadnych uczuć poza nienawiścią, która od zawsze rządziła jego życiem. Kastor był jego alter ego, o którym nikt z personelu firmy nie wiedział. Gdy targały nim demony przeszłości i musiał opanować szał, przeistaczał się w Kastora, schodził do podziemia, zakładał maskę i brał udział w nielegalnych walkach, zawsze zwycięskich, z których duże pieniądze zasilały prowadzoną przez Martynę fundację FemiHelp. Z kolei Patryk, który w podziemiu był Polluksem, jego trenerem, dążył do realizacji swoich życiowych celów napędzany przez żądzę wręcz dzikiej zemsty. Bycie Kastorem i Polluksem to ich druga, mroczna część natury. Obaj spotkali się w pierwszej klasie podstawówki, a historia ich znajomości jest niezwykła. Nie, nie streszczę jej. Zachęcam do lektury.

Kiedyś będziesz miał kobiety. Będą ci potrzebne, aby zachować zdrowie fizyczne i jasno Myślec. Pozwól im dawać to, co będą miały do zaoferowania, ale nie dawaj nic od siebie. Jesteś ponad to.(…)Ale aby uniknąć ryzyka, nikogo do siebie nie dopuszczaj. Ludzie kochają ranić. Lepiej będzie, jeśli to ty będziesz ranił.

W życiu Kastora pojawiła się Ona – Anita Sokół, niska blondynka o zielonych oczach, dziewczyna z przeszłością, która w przeciwieństwie do posiadającego wszystko bohatera nic nie miała. Straciła i dzieciństwo, i marzenia, i nadzieję na lepsze jutro. Pracowała jako hostessa w klubie Patryka i dodatkowo zatrudniła się jako sprzątaczka w firmie Konstantego. Po pracy w klubie miała ciągle pod powiekami makabryczne obrazy walki, wrzaski, uderzenia, krew. Prześladowały ją we snach. Jedynie postać niepokonanego Kastora walczącego w masce ją fascynowała. Marzyła, aby zobaczyć jego twarz. „Był główną atrakcją weekendowych walk, ulubieńcem hazardzistów i bożyszczem kobiet”. W firmie z kolei sprzątała m.in. gabinet prezesa Konstantego. I od razu pierwszego dnia złamała jedną z jego kardynalnych zasad- uniosła roletę. prezes przecież nie lubił „słonecznych, radosnych dni, ptaszków i pierdolonych kwiatków”. Gdy podszedł do niej bliżej, jej oczy wypełniał strach, niepewność, wręcz czaiło się przerażenie, podniosła rękę w geście, jakby chciała się bronić przed uderzeniem. I ten właśnie gest spowodował, że między nimi narodziła się niezwykła więź. Biedna dziewczyna, której całe dotychczasowe życie było „jednym wielkim brudem”. Historia życia Anity była koszmarna, odkąd w pojawił się ojczym i zachorowała mama a potem odeszła, umarła. Anita-dziecko w ciele kobiety, była dłużniczką swego przyszywanego brata, który spłacał dług u złych ludzi i ona musiała mu bez końca pomagać. Konrad często stosował wobec niej przemoc, co zauważył prezes, który postanowił jej pomóc. On – wyzbyty człowieczeństwa. Ona – nikt. Skażona i brudna. „Wielki worek pełen kłopotów”.

- Kiedy zaczniesz się angażować w czyjeś życie, to będzie początek twojego końca!

I Konstanty zaangażował się emocjonalnie w życie Anity, postanowił jej pomóc, oferując terapię w fundacji Martyny FemiHelp, która pomagała kobietom skrzywdzonym w różny sposób przez facetów. jak dobrze, ze Autorka uświadamia czytelnikom istnienie takich placówek terapeutycznych. Odkąd los połączył bohaterów, czytelnik może zaobserwować jak krok po kroku między nimi pojawia się dotąd nieznane im uczucie. Mogą sobie zaufać, zdjąć maski, być sobą. Mężczyzna pełen sprzeczności potrafi być czuły, delikatny, dający poczucie bezpieczeństwa, wreszcie taki, którego Anita mogła pokochać pierwszą, czystą, nieskalaną miłością. Pokochać i znokautować Kastora żarliwą miłością! To właśnie miłość dała im siłę do tego, aby się przed sobą otworzyć, wyznać wszystko z mrocznej, chorej przeszłości, żeby ją raz na zawsze zostawić za sobą, zamknąć za nią drzwi i móc zacząć od nowa wspólne, czyste, dobre życie. Czy to uczucie pokonało zło, które zdeterminowało ich los? Czy tych dwoje poranionych ludzi kastor i mała uwierzyło w zbawczą siłę miłości?

Agnieszka Lingas-Łoniewska faktycznie zapewniła czytelnikom niesamowitą huśtawkę emocji podczas lektury nowej powieści. W mistrzowskim stylu „diluje” emocjami. Tytuł serii i okładka zapowiadają mega emocje i budzą lęk. Ale opis wydawniczy zachęca do sięgnięcia po książkę. Mroczna i mocna historia Konstantego „Kastora” Lombardzkiego i Anity Sokół istotnie zawładnęła moją czytelniczą duszą. Trudno się było od niej oderwać. Obraz walk mężczyzn w podziemiu napawał mnie lękiem, odrazą, ale gdy spojrzałam na to miejsce i na walczących oczyma zafascynowanej Anity, dzielnie przetrwałam i nie opuściłam ani akapitu strony. Dziękuję Pisarce za dostarczenie tak wielu niezapomnianych wrażeń podczas czytania. Powieść jest podzielona na rozdziały, pisarka posługuje się narracją naprzemienną pierwszoosobową - z perspektywy Konstantego i Anity, co pozwala czytelnikowi przybliżyć, wniknąć i zrozumieć ich świat, zagłębić się w ich psychikę. Do czytania Pisarka proponuje playlistę – hiciory, nośniki wspomnień. Na uwagę zasługuje też mocna kreacja bohaterów – nie są idealni lecz autentyczni, prawdziwi oraz język powieści, niezwykle plastyczny, obrazowy, emocjonalny, w opisach walk czy brutalnych scen pojawiają się kolokwializmy a nawet wulgaryzmy, dzięki temu powieść również zyskuje na autentyczności. Akcja powieści toczy się wartko, dużo zwrotów akcji. Rozdziały opowiadające o Kastorze są poprzedzielane fragmentami wspomnień z koszmarnego dzieciństwa, są przytoczone zasady, dewizy, złote myśli, pouczenia jego oprawcy. Powieść czyta się bardzo szybko, trudno się od niej wprost oderwać. Akcja powieści rozgrywa się we Wrocławiu, możemy odbyć literacki spacer po tym pięknym mieście.

Gorąco zachęcam do lektury powieści. Czekam niecierpliwie na jej kolejną część.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz do recenzji.


poniedziałek, 8 lipca 2019

"Testerka szczęścia" - Anna Szczęsna


Anna Szczęsna, Testerka szczęścia, Wydawnictwo Kobiece 2019.
#MamaDropsaCzyta

Ostatnie dni czerwca spędziłam z niezwykłą książką Anny Szczęsnej, bibliotekarki, miłośniczki dobrego filmu i literatury, autorki powieści dla kobiet i o kobietach, „Testerką szczęścia”. To piękna opowieść o poszukiwaniu szczęścia, doświadczaniu życia i odkrywaniu miłości. Tytułowa bohaterka Agnieszka Piotrowska, wiodąca wygodne i szczęśliwe życie dwudziestoośmioletniej singielki, właścicielka białego domku pokrytego czerwoną dachówką z ogrodem (bajkowe miejsce, relikt przeszłości, prezent od ukochanej babci), pracuje jako „testerka szczęścia”. Prowadzi nieźle rozwijającego się bloga, na którym recenzuje wszelkiego rodzaju książki, poradniki mające wskazać ludziom drogę do szczęśliwego życia. Wszelkie porady i wskazówki testowała na sobie, stając się specjalistką od tego tematu. Pomagała tym samym unikać hochsztaplerów, wskazując wartościowe źródła informacji. Ponadto brała udział w licznych konferencjach, szkoleniach, warsztatach, poznawała nowych, ciekawych ludzi, z których relacje, recenzje również zamieszczała na blogu. Ciężka praca blogerki , solidność, szczerość, motywacja, dobra energia – to wszystko zapewniło jej popularność i bardzo dobrą opinię. Była spełnioną kobietą. Aż tu nagle jej ułożone, szczęśliwe życie zostało wywrócone do góry nogami, gdy otrzymała zaproszenie na ślub siostry. Asia postawiła twardo warunek, żeby przyszła na ślub z facetem. Zażądała również relacji z poszukiwań. A to nie było łatwe! Przecież nie zamierzała się z nikim wiązać. Agnieszka miała na to trzy miesiące. Mimo wszystko postanowiła spełnić życzenie siostry i zaczęła, jak zawsze, od nakreślenia na brystolu roboczego planu i wdrożenia go w życie. I tu zaczęły się schody, Agnieszka mocno się rozczarowała poszukiwaniem „faceta jak marzenie”. A przecież ona tylko „chciała być jak babcia – skupiona zawsze na jasnej stronie życia”. Doszło do przykrego incydentu. Pokłóciła się z siostrą, którą uważała za przyjaciółkę. Przypomniała sobie, jak babcia mówiła, że nad ich rodziną ciąży klątwa, bo mężczyźni umierali zbyt młodo lub znikali, odchodzili. A historia lubi się powtarzać. Aga nie pamiętała ojca, to babcia i mama zajmowały się jej wychowaniem. Czy „specjalistce od szczęścia” poszczęściło się i znalazła faceta? Jak się skończyły krótkie znajomości z Arturem i z Krzysztofem? Do jakich przemyśleń, analiz skłoniło bohaterkę ich bliższe poznanie? Absolutnie nie spodziewała się, że jedna prośba Asi wywoła lawinę w jej życiu, które nagle zaczęła inaczej postrzegać. Pojawiły się bowiem nowe emocje, które , na szczęście, okazały się mieć charakter wręcz oczyszczający. Dopiero poznanie tajemnicy Leny, pracującej u mamy, a następnie jej strata i fala emocji, spadek energii, rysa na jej szczęściu zweryfikowały wszystko, w co wierzyła, jej wartości i priorytety. „Szczęście schowało się do kąta. Przykryło się kurzem, skuliło, wstrzymało oddech i przypatrywało się Agnieszce siedzącej przy stole. Nie cieszył jej dzień ani perspektywa kolejnych zawodowych wyzwań. Rozwój osobisty stał się pustym słowem. Wsłuchiwała się w swoje emocje i zdała sobie sprawę, że straciły na intensywności, zbladły i nie dawały już tej energii, która od zawsze ją napędzała”. I wtedy na drodze Agnieszki pojawił się Bartek, który znalazł się na życiowym zakręcie i próbował poradzić sobie ze stratą siostry. Dziewczyna zaoferowała mu swoją pomoc. A Bartek odwdzięczył się tym samym, gdy znalazła się poturbowana życiowo. Bardzo ciekawe były ich rozmowy o szczęściu, ale i o żalu, poczuciu winy, o tym, jak uporać się ze stratą bliskiej osoby. Czy w osobie Bartka Agnieszka znalazła partnera na ślub Asi? Ta znajomość miała niespodziewany ciąg dalszy, została wystawiona na wiele prób. W jaki sposób pomogła bohaterom babcia Anna, która była kompasem Agi? Czego dokonał w ich życiu wyjazd w Bieszczady? Czy w końcu bohaterowie odnaleźli swój przepis na szczęśliwe życie?  Nic więcej nie zdradzę z treści książki, bo i tak kilka razy „popłynęłam”.

„Testerka szczęścia” to niezwykła życiowa opowieść, dzięki której każdy Czytelnik zdefiniuje, zweryfikuje sobie pojecie szczęścia. Udzieli odpowiedzi na trudne pytanie, co dla niego jest synonimem szczęścia – pełnego i prawdziwego szczęścia.  Bowiem często szukamy go nie tam, gdzie trzeba. A definicje i porady książkowe mogą nas wprowadzić w błąd.

„Życie to nie tylko uczucie obezwładniającego szczęścia. Nie jesteś robotem, którego można zaprogramować na jedno uczucie. Tak jak niebo każdego dnia jest inne, tak ty w środku, o, tutaj, gdzie cie teraz tak boli, się zmieniasz. W każdej minucie. i pozwól sobie na to. Pozwól sobie na ten smutek. Poczuj go, zaprzyjaźnij się z nim, nie walcz, nie spychaj go do podświadomości. to jesteś ty. Najpiękniejsza, najmądrzejsza, najdoskonalsza i cała moja”.

Mamy więc prawo do całej gamy uczuć, nie możemy każdego kroku analizować, kontrolować. „Szczęście to tylko chwila, która się pojawia i znika, ale najważniejsze jest życie”. To drugi człowiek może być najlepszym przewodnikiem naszej duszy, uświadomiła sobie Agnieszka, wędrując po górach i słuchając historii Bartka. Okazał się także świetnym przewodnikiem po bieszczadzkich szlakach, które znał i kochał niemal od dziecka. Stąd też powieść może nam towarzyszyć podczas wędrówek po Połoninie, gdzie człowiek może w pełni poczuć się wolnym. Zielony szlak poprowadzi nas na małą Rawkę, później na Wielką Rawkę i niebieskim szlakiem wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej do Krzemieńca. Dalej Rabia Skała, Jawornik i zejście do Wetliny. Natomiast niebieskim szlakiem możemy też pójść na Bukowe Berdo i dotrzeć na Tarnicę, z której będziemy się zachwycać widokami okolicy. Jeszcze Ustrzyki Górne, urokliwa Komańcza. Anna Szczęsna do opisów bieszczadzkich szlaków wprowadziła opisy emocji  bohaterów, bowiem klimat Bieszczad sprzyjał refleksjom nad życiem, nad szczęściem, uświadamiał błędne myślenie i dokonywał cudownych przemian w psychice bohaterów, a zwłaszcza u Agnieszki. Bohaterka zrozumiała, że „największe szczęście kryło się w bliskości z drugą osobą i w pięknie otaczającego świata”, a dała temu wyraz, rezygnując z dotychczasowego życia, by zorganizować… „wyprawę po życie”.

„Testerka szczęścia” to piękna i wzruszająca opowieść, w której Autorka uświadamia nam, co w życiu jest najważniejsze, pomaga też odnaleźć własny przepis na szczęśliwe życie. Ujął mnie styl powieści, kreacja bohaterki i bohaterów drugoplanowych – rodzina trochę zwariowana Agnieszki, ale tu można liczyć na wzajemną pomoc a rodzina  Bartka – jakże kontrastujący obraz. Powieść napisana jest pięknym językiem. Cudowne opisy przyrody, Bieszczad i opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów świetnie współgrają ze sobą. A poza tym można tu znaleźć skarbnicę cytatów, cudownych myśli, drogowskazów, porad. Powieść składa się z krótkich rozdziałów, które napędzają akcję. Ich tytuły są intrygujące. Kilka zaskakujących zwrotów akcji i… zaskakujące zakończenie zmuszające czytelnika do napisania we własnej wyobraźni kolejnego a nawet kilku rozdziałów. Moim skromnym zdaniem to idealna książka do zabrania ze sobą na wakacje. Polecam gorąco na wakacyjne wieczory!

Dziękuję serdecznie Wydawnictwo Kobiece za egzemplarz do recenzji!
Książkę można wygrać w konkursie na Facebooku: 

sobota, 6 lipca 2019

"Majorka na końcu świata" - Anna Klara Majewska (#MamaDropsaCzyta)


Anna Klara Majewska, Majorka na końcu świata, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

Anna Klara Majewska, mistrzyni zabawnych i inteligentnych dialogów oraz trafnych komentarzy na temat życia, napisała 4. część bestsellerowej  serii o powrotach pod majorkańskie niebo. 5 czerwca miała miejsce premiera powieści „Majorka na końcu świata”. Uwiodła mnie okładka tej książki, idealnej na wakacyjny czas. Uwielbiam literackie podróże właśnie  latem. Dlatego postanowiłam przeczytać tę książkę i podzielić się  swoją opinią.

Autorka, zakochana w Majorce, opowiada w cyklu powieści o losach Magdy Kalińskiej-Hampton, jej nieprzewidywalnej trzypokoleniowej rodziny i przyjaciół. Magda, kobieta sukcesu i niezłomna optymistka, żona, matka dwojga dzieci, potrzebuje wsparcia, ostatniej deski ratunku, bo zbliża się do życiowej krawędzi – pięćdziesiątej rocznicy urodzin. Tonę w szarości. Szara mgła zasnuła mi świat. Szare myśli, szara ja. Drzewa szare, chociaż maj.(…)Poszarzało wszystko, tylko moje szare komórki jakby wyblakły, bo rozumem swojego dramatu też nie ogarniam. Postanowiła więc znaleźć ratunek u psychologa. Niestety, z powodu krzyków zza drzwi gabinetu, Magda uciekła…

Magda, czego jej zazdroszczę, potrafi szybko się ogarnąć i znowu świat wokół jest kolorowy, drzewa zieleńsze i nawet szare komórki też się zazieleniły. Nie traci bezpowrotnie wigoru i radości życia. Bo przecież życie ucieka! A rozgrywające się wokół wydarzenia nadają mu tylko szybkiego tempa. A dzieje się, oj dzieje!

Zaginął jej dwudziestoczteroletni syn, którego rzeczy znaleziono  nad Wisłą. Do poszukiwań włącza się rodzina i Sługa nie-sługa, policja. Jak zakończyła się akcja „Topielec”? Tego nie zdradzę. Druga połowa życia bohaterki zaczęła się nieźle. Tym razem rodzina zaplanowała akcję „olać Majorkę” i spędzić lato inaczej. Domu na Majorce nikt im nie zabierze, a życie, które nie jest sielankowe i bajkowe, goni. Niedziela z mężem zwanym Klunejem i córeczką Julką upływa  na szukaniu pięknych wakacyjnych miejsc. I wtedy matka Magdy pojawiła się w domu z Zenobią, niesamowicie pracowitą kobietą, która przejęła prawie większość obowiązków domowych Magdy. Cudownie jest nie mieć wszystkiego na głowie, ale wtedy okazało się, że zniknęła matka. Ponadto przyjaciółka Ivanka doniosła Magdzie, że w jej domu na Majorce są… duchy. Magda wpada więc w wir dziwnych wydarzeń. Najpierw ląduje z córką Julką w pięknej Palmie, tropi duchy a potem leci z bratem Piotrkiem do… dalekiej i egzotycznej Japonii. Czy przeżyje tam przygodę życia, która wciąż przed nią? Czy udało się jej znaleźć matkę?

Mimo świetnego alibi Magda nie zostaje w Tokio, ponieważ musi wracać na Majorkę z ważną misją – rozszyfrować i ukarać zdrajcę, czyli Kluneja. Ale to tajemnica! Póki co musi zachować pozory pobytu w Japonii. Ma też problem z hejterką, która zaczyna jej grozić.

Anna Klara Majewska w charakterystycznym dla siebie stylu zaprawionym humorem, lekko ironicznym i zaczepnym opowiada, jak bohaterki poradziły sobie ze zdrajcami.

Faceci! Oczywiście, cały chaos w głowie zawsze jest przez nich. I ten najbliższy, i ten dalszy, bo gigantyczny chaos, wprowadzany mi do łba od urodzenia przez matkę, to dopiero trzeci krąg piekła. A środkowy krąg, malowniczy i wkurwiający jak panowie, którzy go wypełniają, to jest dopiero chaos! Same problemy!

Oprócz wywodów, refleksji na temat facetów, poznajemy definicje prawdziwego życia, miłości, przyjaźni. Magda swoją postawą udowadnia, że nie warto brać życia do końca na poważnie. Należy cieszyć się ze wszystkiego, celebrować radość i pielęgnować w sobie młodego ducha oraz otaczać się życzliwymi ludźmi. Ważne też, aby zawsze być sobą. Nie można  poddawać się stereotypom. A wtedy nasze proste życie stanie się kolorowe i zwariowane.  

Polecam gorąco książkę na letnie wieczory! Świetna rozrywka! Śmiałam się do łez dzięki dużej dawce dowcipu, komizmu sytuacyjnego, słownego. Powieść pochłania się wprost, dzięki wartkiej akcji, zaskakującym zwrotom akcji. Dzieje się tu dużo, szybko i intensywnie. Malownicze, egzotyczne postacie, często przerysowane, również dostarczają niezłej rozrywki. Powieść napisana jest lekkim stylem, często ukwiecona dosadnym słownictwem, kolokwializmami. Cechą języka powieści jest też plastyczność, obrazowość,  oddziaływanie na nasze wszystkie zmysły. Czułam się tak, jakbym brała udział w podróży, we wszystkich „akcjach” i wreszcie w policyjnej obławie. Nie, nie powiem, jak się ona zakończyła oraz nie pisnę słowa o „zaocznym procesie cwanych oszustek”.   

Dzięki lekturze odbyłam kolejną literacką podróż na Majorkę i do Japonii. Już wiem, że przeczytam wcześniejsze części, żeby lepiej poznać Magdę i Majorkę a przede wszystkim nauczyć się dystansu do wielu spraw i radości życia jak Magda, która dzieli z pisarką swój światopogląd i podejście do życia.

Dziękuję Wydawnictwu Burda Media Polska za przysłanie egzemplarza do recenzji!