niedziela, 18 sierpnia 2019

"Trup w sanatorium" - Marta Matyszczak


Marta Matyszczak, Trup w sanatorium, Wydawnictwo Dolnośląskie 2019.
Seria „Kryminał pod psem” – tom 6.

Pierwsze wspólne wakacje. Tylko Ona, On i pies. Morze. Zachody słońca. Kąpiele w Bałtyku. Spacery po plaży. Nie może być nieromantycznie. A jednak może. Wystarczy trup. Trup  w sanatorium. 

Fanom komedii kryminalnych nie muszę przedstawiać Gucia. To kundelek przygarnięty ze schroniska przez prywatnego detektywa, Szymona Solańskiego. Były policjant, chwilami trochę ciapowaty, szczupły jak patyk i niezbyt domyślny w kwestiach uczuciowych, stworzył psiakowi po przejściach prawdziwy dom. Teraz do ich męskiego gniazda dołączyła Róża - dziennikarka i przyjaciółka rodziny.

To miały być ich pierwsze wspólne wakacje. W Świnoujściu. Już podróż pociągiem mogła zwiastować, że nie wszystko pójdzie po ich myśli... Na miejscu czeka tytułowy trup w sanatorium. Sława Szymona, śląskiego śledczego, głośna jest także na wybrzeżu, dlatego dyrektor ośrodka prosi go o pomoc w prowadzeniu dochodzenia. Razem z "ulubionym" policjantem (Barańskim, a jakże!) szukają mordercy kobiety. By go odnaleźć, muszą cofnąć się w czasie - do lat 70. i festiwalu, którym bardzo intensywnie w okresie PRL-u interesowały się ówczesne władze, o czym świadczą akta i notatki służb bezpieczeństwa...

"Kryminał pod psem" to seria, która gwarantuje zarówno łzy śmiechu, jak i dreszcz niepokoju. Gucio i Szymon, z nieodłączną Różą, rozwiązują śledztwo. Sprawdzają kolejne tropy, poszlaki... Czytelnik szuka mordercy razem z nimi, do końca pozostając w napięciu.

Za sukcesem tego cyklu bez wątpienia stoi niezwykły duet śledczych (człowiek i "gadający" pies) oraz narracja. Historię opowiada i narrator wszechwiedzący (trzecioosobowy), i Gucio. Świat widziany oczami psa - należy podkreślić psa niezwykle przystojnego, inteligentnego, naprawdę dobrego śledczego - to jeden z atutów powieści. Gucio niezwykle celnie komentuje zachowanie ludzi, w tym swoich właścicieli. Nie stroni od ironii czy krytyki w swoich ocenach. Całym sercem, czterema łapami i ogonem angażuje się w śledztwo i, dosłownie, tropi mordercę. I tym razem jego udział w sprawie jest nieoceniony. Czasem mam wrażenie, że Szymon mógłby bez niego zamykać interes ;).

Marta Matyszczak powoli wyrasta na królową niełatwego gatunku, jakim jest komedia kryminalna. Z tomu na tom śledztwa prowadzone przez bohaterów są coraz bardziej zawiłe. Tym razem Autorka zabiera i postaci, i czytelników do czasów PRL-u. Wplata wątek nadmorskiego festiwalu cieszącego się ogromną popularnością nie tylko wśród mieszkańców wybrzeża. Warto podkreślić, że ten festiwal odbywał się w rzeczywistości! Fragmenty poświęcone wydarzeniom sprzed lat pisane są w pierwszej osobie z perspektywy jednej z uczestniczek imprezy oraz... dokumentów służb. Nie ma jednak mowy o pomieszaniu czasów akcji - pomagają w tym nagłówki z datami.

"Trup w sanatorium" to nie tylko denatka i związane z nią tajemnice z przeszłości, zaskakujące powiązania między bohaterami czy niewyjaśnione konflikty. To także prowadzony z niezwykłą subtelnością wątek miłosny. Róża i Szymon, choć znają się od lat, jako para stawiają pierwsze kroki. Trochę nieporadnie, nieco chaotycznie, ale razem starają się iść do przodu. Niestety, ich romantyczny wyjazd nie wygląda tak, jak oczekiwali. A na pewno nie tak, jak oczekiwała dominująca w tym duecie Róża. Czy ich związek przetrwa tę próbę?

Jeśli jeszcze nie znacie Gucia i Solańskiego, koniecznie nadróbcie zaległości. Choć każda z części serii to osobne śledztwo, by zrozumieć wątki prywatne, warto czytać je po kolei. Gucio wszystko Wam opowie. Wyszczeka znaczy ;).

środa, 14 sierpnia 2019

"Wino z Malwiną" - Magdalena Kordel


Magdalena Kordel, Wino z Malwiną, Wydawnictwo Znak 2019.
Seria „Uroczysko”
Uwaga - tegoroczne wydanie jest wznowieniem z inną okładką – nie premierą nowej powieści Autorki!

Mówi się, że żeby rozpoznać w kimś przyjaciela, trzeba z nim zjeść beczkę soli. A nawarzone piwo należy wypić. A co, jeśli drugiego człowieka można poznać przy winie? Nawarzonym winie? Takie i inne niecodzienne sytuacje czekają na Majkę, bohaterkę bestsellerowej serii Magdaleny Kordel pt. „Uroczysko”.

Wino z Malwiną to trzecia część popularnego cyklu powieści. Choć to kolejny tom, dla mnie było to pierwsze spotkanie z mieszkańcami Uroczyska. Rozpoczynając lekturę, nie znałam poprzednich książek – nie znałam bohaterów, ich przeszłości, historii. A mimo to, mam wrażenie, doskonale odnalazłam się w opisywanej przez Magdalenę Kordel rzeczywistości. Maja i pozostali mieszkańcy pensjonatu przyjęli mnie ciepło i zaprosili do rodziny. Dali serdeczność, śmiech i ciepłem napełnili moje serce. Takiej powieści po ostatnio dość ciężkich dniach w pracy zdecydowanie potrzebowałam! Przy lekturze naprawdę odpoczywałam, wchodziłam do innego świata i kompletnie się w nim zatracałam. To lekka książka, choć porusza poważne tematy. Autorka jednak posługuje się tak delikatnym piórem, że nie sposób się nie uśmiechnąć (a nawet wybuchnąć śmiechem) w poczekalni w przychodni, zwracając na siebie uwagę pozostałych pacjentów. O czym właściwie jest ta historia? Pozwólcie, że teraz pokrótce przedstawię Wam fabułę i bohaterów.

U podnóża Sudetów, w Malowniczem, jest pensjonat Uroczysko. Pensjonat pełen ciepła i dobrych, serdecznych dla siebie i gości ludzi. Majka, jego właścicielka, na dobre się tam zadomowiła. Ma u swojego boku oddanych jej bliskich – rodziców, dorastającą córkę Manię, przyjaciółkę Jagodę, jej partnera, a także mieszkańców uroczego miasteczka. Miejscowi wreszcie traktują ja jak swoją! Musi się zmierzyć z nowymi problemami – utrata pracy w szkole, kłopoty sercowe i niespodziewany gość zza zachodniej granicy. Tytułowa Malwina przyjeżdża odzyskać należącą przed laty do jej rodziny posiadłość. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ziemia sąsiaduje z pensjonatem, a plany Niemki pozostają nieznane…. Czy Maja i pozostali mieszkańcy Uroczyska powinni się obawiać przyjezdnej? W jaki sposób Maję i Malwinę połączy wino? Odpowiedzi na te pytania da Wam oczywiście lektura.

Jak już wspomniałam, Wino z Malwiną to moje pierwsze spotkanie z tą serią. Choć pewne kwestie, z racji nieznajomości wcześniejszych tomów, pozostają dla mnie zagadką (np. przyczyna rozstania Majki z mężem, jej początki w Sudetach, otwarcie pensjonatu, relacja Jagody z Miodkiem), to mam wrażenie, że to, co najważniejsze, zrozumiałam. Magdalena Kordel pragnie na kartach tej powieści przypomnieć czytelnikom, jak ważne jest serce. Jak istotne jest, by iść za jego głosem, choć rozum może często i głośno krzyczy. Jak ważna jest ludzka dobroć i serdeczność – także, a może przede wszystkim dla nieznajomych. Wreszcie jak ważne jest w życiu to, by zawsze móc na kogoś liczyć. Tak jak mieszkańcy Malowniczego, mogą liczyć na siebie nawzajem.

Książkę czyta się bardzo szybko. To w dużej mierze zasługa pierwszoosobowej narracji (historia opowiadana jest z perspektywy Majki), ale nie tylko. Magdalena Kordel lekko i z humorem pisze nie tylko o kwestiach błahych, ale i tych poważniejszych. Śmiech to nieodłączny towarzysz tej lektury. Jest zabawnie, lekko, ale są też momenty, w których oczy wilgotnieją ze wzruszenia, a ucisk w sercu trudno zignorować. Bo Autorka pisze o życiu – o blaskach i cieniach zwykłych ludzi. Matek, żon, kochanek, policjantów, proboszczów, nauczycieli… Któż z nas nie zmierzył się z rozterkami miłosnymi, awarią dachu, rzadko spotykaną pasją u dziecka czy nie próbował uratować od śmierci małe szczeniaczki? To wszystko spotkało Maję, główną bohaterkę powieści. Do takich wydarzeń jak w Malowniczym, dochodzi i w naszych społecznościach. Dzięki temu postaci i ich historie są czytelnikom wyjątkowo bliskie.

Niezależnie od tego, czy znacie poprzednie tomy, polecam Wam gorąco Wino z Malwiną. To porządna dawka dobrego humoru, lekkiego pióra i wciągającej historii. Idealna na słoneczny dzień i deszczowe popołudnie. Koniecznie z lampką wina pod ręką!

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Marzycielka" - Katarzyna Michalak (recenzja przedpremierowa Mamy Dropsa!)


Katarzyna Michalak, Marzycielka, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam niezwykle serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji ostatniego już tomu Trylogii Autorskiej Katarzyny Michalak „Marzycielka”. To cudna, pełna emocji opowieść o kobiecej samotności,  tęsknocie za miłością i marzeniach, które najpierw wydają się być  nierealne. Ale czyż nierealne są marzenia o własnym domu z ogrodem, o pracy, która stanie się pasją, o zdrowiu, o tym, żeby nie być głodną, mieć kogoś, kto będzie lekiem na samotność?  Czy tak poranione serce kobiety tęskniącej za miłością potrafi zaufać przyjaźni, wybaczyć i znowu pokochać? Czy wreszcie Ewa znajdzie w sobie siłę, by odbudować z gruzów swój świat? Czy po jednej z najczarniejszych nocy w swoim życiu Ewa dostrzeże piękno gwiazd? Czy  uda się jej sięgnąć po gwiazdkę z nieba i ją zdjąć?

Osamotniona, cierpiąca i sponiewierana Weronika znalazła się na dnie i targnęła się na swoje życie. „Tej nocy Weronika odejdzie na zawsze. Jej miejsce zajmie Ewa Kotowska. Pisarka” – tak dramatycznie zakończył się drugi tom trylogii „Zagubiona”. Bohaterka przeżyła, uratował ją dr Kochanowski, pojawił się też znowu na chwilę Wiktor. Obaj poznali wstrząsającą historię Ewy jako żony psychopaty: o nocy poślubnej, gwałtach, zdradach, biciu, utracie córeczki, uwięzieniu przez oprawcę Jeremiego i wreszcie o wyrzuceniu z domu i odrzuceniu nawet przez rodziców. Ani ona, ani doktor nie wiedzieli i nie mogli wiedzieć, dlaczego Wiktor nie wyrwał ukochanej z rąk oprawcy. Dla jej dobra trafiła do szpitala psychiatrycznego. Ale o tym jeszcze nie wiedziała. Zamknęła się bowiem we własnym cierpieniu, stała się więźniem własnej, chorej duszy. Znowu pojawił się Wiktor i zostawił ją pozbawioną nadziei i złudzeń. I wtedy ordynator wpadł na genialny pomysł, ażeby Ewa zaczęła pisać na laptopie o tym, co jej w duszy gra. W ten sposób kobieta pisząc książkę, uratowała swoje życie, bo nie utraciła nadziei. Dzięki książkom nauczyła się od nowa żyć. Kochała i była kochaną, bo na kartach jej powieści żył Wiktor – Jakub, czarnooki drań. Terapia pisaniem przyniosła efekty, Ewa poznała na sali Julię i Agatę, które stały się jej przyjaciółkami i razem zamieszkały po opuszczeniu szpitala. Wiktor też się zjawił z nowiutkim laptopem, który przydał mu się do opieki nad ukochaną, o czym nie miała pojęcia. „Los się nagle ulitował i sypnął na Ewę deszczem gwiazd”. Ewa dzięki przyjaciółkom i lekom wyzdrowiała i pragnęła powrócić do zawodu weterynarza. I Bóg obdarował ją gwiazdką z nieba – pracą w zoo. Znowu zabłysnął promyk nadziei, który szybko rozproszył mrok. Świat się dla niej jednak szybko skończył – oprawca się zemścił, zastawił pułapkę i się zatrzasnęła. Ileż różnorodnych emocji przeżywała bohaterka: bezsilność, wegetacja, rezygnacja z siebie, rozpacz, tęsknota, depresja – rak duszy, podstępny zabójca. Pojawiał się Wiktor, który obdarowywał Ewę miłością i nadzieją. Uratowały ją także napisane powieści - „Ferrin” ustrzegła przed obłędem, a „Poczekajka” przywróciła chęć do życia, radość, ciekawość świata. Ale znowu wylądowała na dnie, na jakiś czas ojciec odmienił jej los. Marzenie o pracy się spełniło, z czasem praca zaczęła jej szukać. Marzenie o bezpiecznej przystani życiowej było w zasięgu ręki, ale droga do niej okazała się bardziej wyboista, niż Ewa mogła sobie wyobrazić. „Mówi się, że gdy pragniesz czegoś całym sercem, tak mocno, że aż boli, cały wszechświat pochyla się nad tobą, by spełnić twoje Wielkie Marzenie”. Póki co wszechświat był głuchy na „chcę” Ewy. I znowu przez ludzką podłość bohaterka pogrążyła się w rozpaczy, z której ją nagle ktoś wyrwał, podał pomocną dłoń. Znajomość przerodziła się w głęboką przyjaźń,  nacechowaną bezwzględną uczciwością i umocniona wspólną pasją – książkami.

„Nie liczą się zranione uczucia, liczy się tylko dobro książki”. Szczęśliwa Ewa Kotowska była pisarką, znalazła swoją przystań życiową, która dała jej zdrowie, spokój, nadzieję i poczucie bezpieczeństwa. Jednak smutna przeszłość nauczyła ją nieufności, dlatego też wolała samotność mimo tęsknoty za miłością. A Wiktora nie widziała już od czterech lat. Powieści trafiły na listy bestsellerów – „(…)  ukochane książki, wypieszczone, pisane sercem, wypełnione emocjami, nieraz trudnymi, które wyrywała ze swej poharatanej duszy, odnoszą takie sukcesy. Dzieliła się swoim szczęściem z całym światem”. Jej sukces wywołał zawiść pisarek, wylała się fala hejtu nie tylko na Ewę, ale i na czytelniczki sięgające tak chętnie po jej książki. Krytycy urządzili podłą nagonkę. Zrozpaczona zatraciła się w pisaniu.  I znowu pojawił się Wiktor na cztery długie tygodnie, i znowu mogli się zachłystywać miłością, codziennością, słuchać nawzajem swoich zwierzeń. On również opowiedział jej swoją bolesną i mroczną historię, w której pojawił się ich wspólny wróg. On też pewnego dnia przyniósł Ewie straszną wiadomość. Kolejny ktoś zabrał Ewie coś bezcennego – poczucie bezpieczeństwa. A wtedy była także odpowiedzialna za pewnego „Ktosia”, dla którego pragnęła jeszcze bardziej żyć. Jakie wówczas odważne życiowe decyzje podjęła Ewa, płacąc bardzo wysoką cenę za wszystko? Gorąco polecam przeczytać książkę tak pełną emocji. Emocje bohaterki udzielały się i mnie podczas czytania. Miałam wrażenie, że jestem gdzieś obok bohaterki, uczestniczę z boku w wydarzeniach, ale strach nie pozwala mi podejść i wyciągnąć pomocnej ręki w jej kierunku. Jak dobrze, że dzięki kompozycji powieści obok strachu pojawiała się także i nadzieja, że skoro ta część nosi tytuł „Marzycielka”, bo Ewa nie zrezygnowała , nie porzuciła nigdy marzeń, to historia bohaterki będzie miała szczęśliwe zakończenie. Obiecała to czytelniczkom Katarzyna Michalak.

Losy Ewy poznajemy z fragmentów jej zapisków, opowiada je z perspektywy czasu doktorowi Piotrowi i wydawcy książek, swojemu wieloletniemu przyjacielowi oraz Wiktorowi czy też przyjaciółkom.

Bohaterem ważnym w powieści jest Wiktor Helert , ukochany mężczyzna, przyjaciel z dzieciństwa, którego dramatyczne przeżycia są owiane tajemnicą i na kartach książki stopniowo odkrywane. Ileż niespodzianek zgotował okrutny los dla Ewy i Wiktora?! Ale zakończenie jest wręcz zdumiewające. To miłość o wielkiej sile doprowadziła do takiego finału.

Akcja powieści trwa kila lat, więc zaczyna ją prolog. XXIX rozdziałów podzielonych jest gwiazdkami na części – zatytułowanych imionami bohaterów lub nazwami wydarzeń. Całość wieńczy epilog. Zastosowanie takiej kompozycji porządkuje wydarzenia dziejące się na przestrzeni kilku lat a zwroty akcji wywołują w czytelniku feerię emocji i uczuć. Kasia Michalak, mistrzyni emocji, napisała powieść pięknym, pełnym różnorodnych emocji i uczuć językiem, zaprawionym momentami dosadnym słownictwem, kolokwializmami. Zastosowała indywidualizację języka, dzięki temu zabiegowi postacie zyskały na autentyczności.

Zgadzam się w pełni z opiniami Czytelniczek zamieszczonymi na skrzydełkach cudnej okładki, że „Marzycielka” to godna następczyni „Pisarki” i „Zagubionej”. To najpiękniejsza, najbardziej emocjonująca opowieść o samotności, tęsknocie, miłości, nadziei, przyjaźni i marzeniach. Dno, koniec świata, apokalipsa – a miłość o potężnej sile może dokonać cudów w życiu poharatanych tak bardzo przez los bohaterów. Na kartach powieści oprócz pary głównych postaci poznajemy też plejadę bohaterów drugoplanowych, bardzo dobrze wykreowanych, bardzo prawdziwych. Czy Ewa Kotowska to Katarzyna Michalak? Dla mnie to nie jest istotne, mimo że książki Ewy Kotowskiej noszą tytuły  pierwszych książek Kasi, po które chcę znowu sięgnąć. Może to celowy „zabieg”, dzięki któremu poznałam blaski i cienie bycia pisarką. Ale wiem jedno, że każda z nas jako matka przeżywa całą gamę emocji, by zapewnić sobie, bliskim poczucie bezpieczeństwa, zaspokoić potrzeby, zapewnić spokojne życie. każda z nas otarła się o strach, lęk, bezradność a marzenia sprawiały, że pojawiał się promyk nadziei i wiary, że będzie dobrze, będzie lepiej. Przecież każda z nas ma prawo do szczęścia. O tym jest ta opowieść, którą pochłonęłam, bo bardzo mi się podobała. Po prostu bardzo lubię czytać książki Katarzyny Michalak!

Zapraszam więc do lektury Trylogii Autorskiej, (nie)autobiograficznej Kasi Michalak – najpiękniejszej w dorobku pisarskim.
Wydawnictwu Mazowieckiemu dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

"Jutro zaczyna się dziś" - Roma J. Fiszer (#MamaDropsaCzyta)


Roma Fiszer, Jutro zaczyna się dziś, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

17 lipca miała miejsce premiera siódmej powieści Romy J. Fiszer „Jutro zaczyna się dziś”. „(…)prawdziwą bohaterką, a właściwie spiritus movens książki, jest prześliczna Silvia Perez Cruz i jej cudowna piosenka „Maniana”. Daję wam, oprócz książki, tę piosenkę w prezencie” - powiedziała Pisarka w zapowiedziach książki. Ten utwór wybrała również Paulina, najmłodsza bohaterka powieści. Zatem przy dźwiękach  niezwykłej piosenki, która towarzyszyła Pisarce podczas powstawania powieści, podzielę się moją opinią o książce.

„Słowa i czyny ranią, lecz zawsze można zawrócić ku prawdziwej miłości…”. Bohaterem powieści jest rodzina, która przeżywa kryzys. Ksawery, mąż i ojciec, w pewnym momencie swojego życia przestaje widzieć cokolwiek dookoła siebie poza pracą. Nie dostrzega cierpienia swojej żony , która jest rozgoryczona zlekceważeniem jej marzeń i tęsknot. A przecież miało być tak pięknie! Połączyła ich wspólna pasja muzyczna. Ksawery założył na studiach kapelę, do której po roku dołączyła „młodziutka wokalistka o niespotykanie głębokiej, nieco zachrypniętej barwie głosu – była to piękna szatynka Sonia, o twarzy cherubina. wówczas jeszcze licealistka”. To ona wymyśliła nazwę zespołu Wanilia, bo uwielbiała ten zapach. Ksawery dla niej komponował piosenki, zespół zdobywał popularność. W połowie studiów dołączył do kapeli Roman, który zajął się także i promocją zespołu, co przysporzyło koncertów, wyjazdów i rzecz jasna pieniędzy. Największym sukcesem była pierwsza nagroda na festiwalu w Opolu za nastrojową piosenkę „Wanilia” – tekst napisała Sonia a muzykę Ksawery. Byli szczęśliwi, zakochani, Aż tu nagle… ciąża i koniec kariery muzycznej. Po ślubie Ksawery zmienił branżę i zajął się rozwojem nowej firmy, która produkowała torby foliowe. Sonia  zajmowała się dzieckiem i domem, marząc i tęskniąc do śpiewania. Po latach nadarzyła się ku temu okazja, ponieważ Roman namówił Sonię na półroczny kontrakt w klubie na Wyspach Kanaryjskich, gdzie miałaby możliwość poćwiczyć głos i od nowa oswoić się z występami na scenie. Okazało się, że Sonia w tajemnicy przed mężem do tego wyjazdu się przygotowywała. Mimo złości i protestów męża Sonia wyjechała. I nagle Ksawery musiał się sprawdzić w roli ojca – zaopiekować się córką Pauliną. Nie mógł liczyć na pomoc rodziców, bowiem przed nimi podróż życia po świecie, wyjazd starannie od lat zaplanowany i niczego nie dało się już zmienić. Ksawery miał się także zająć działką rodziców nad Jeziorem Mausz – malowniczym miejscem letniskowym. Po raz pierwszy złapał się na tym, że prace nad uruchomieniem działki sprawiły mu ogromną frajdę.  Uświadomił sobie także, że w pogoni za biznesem wiele spraw życiowych zaniedbał – spotkania z rodzicami, przyjazd na działkę, pomoc rodzicom w gospodarowaniu,  spędzanie czasu z żoną i córką, która była już nastolatką. Ucieszyłam się, że akcja powieści przeniosła się nad Jezioro Mausz – ukochane przez Pisarkę, która przez całe lato może się cieszyć cudnymi widokami, przyrodą, ładować akumulatory i wspaniale odpoczywać. Akcja powieści dzieje się tu nieśpiesznie, niekiedy leniwie, dużo pięknych opisów okolicy malowanych słowami, które uruchamiają wyobraźnię. Wydawało mi się, że i ja jestem tam z Ksawerym i Paulą, spotykam i poznaję ich dawnych znajomych, chodzę na wycieczki, pływam łódką po jeziorze i gospodaruję na działce zgodnie z planami mamy zapisanymi w zeszycie przez syna. Wzruszające są relacje ojca z córką, ich budowanie od nowa, poznawanie się, rozmowy. Z każdym dniem stają się sobie coraz bardziej bliscy. Akcja powieści przenosi się także na Wyspy Kanaryjskie, Sonia zdobywa tam sławę, knuje pewne plany pod namową Romana. Po zakończeniu roku szkolnego dołącza do matki Paulina. Ale wakacje córki są bardzo krótkie, zdążyła jedynie nacieszyć oczy cudownymi widokami, które skradły jej serce i … poprosiła ojca z płaczem w głosie , żeby jej umożliwił powrót do domu. I tak się stało! Dlaczego Paulina podjęła decyzję o rychłym powrocie do ojca? Oboje odkrywali Mausz i okolice na nowo, córka wprost chłonęła cudne okoliczności przyrody, które tak plastycznie opisuje słowami pisarka. Prace na letnisku umilały im wycieczki po okolicy i podziwianie „nadzwyczajnych piękności”,  próby śpiewu i nauka gry na gitarze oraz spotkania z odpoczywającymi lub mieszkającymi ludźmi, których Ksawery dawno nie widział. Córka okazała się bardziej dorosła od ojca. Uczył się jej i żałował straconych lat. Oboje przechodzili ogromną przemianę. Przypadkowo ojciec odkrył ogromny talent Pauliny do śpiewu, o czym nie miał do tej pory pojęcia. Najbardziej wzruszył mnie jeden z wieczorów, na którym Paulina zaśpiewała po hiszpańsku dla przyjaciół przy ognisku piosenkę Manana Silvii Perez Cruz, którą odkryła i była jej zagorzałą fanką. Młoda artystka zrobiła to genialnie, słuchacze byli oczarowani jej występem. Ojciec uświadomił sobie, jak wielki talent muzyczny, zdolności interpretacyjne, doskonały zmysł aranżatorski odkryła przed nim córka. Ich piękne dni zakłócały wieści od Soni. Aż wreszcie przeżyty „kaszubski Armagedon” dał mu nadzieję, że lepsze jutro może się zacząć jeszcze dziś. „Bolesny cierń można wyciągnąć także z serca”. Jakie ważne decyzje życiowe podjął Ksawery? Z jaką reakcją Pauli i Soni się one spotkały? Kto dzięki nim wyciągnął prawdziwą nauczkę i lekcję życia?

Dzięki lekturze wcześniejszych powieści Romy J. Fiszer zakochałam się w Szwajcarii Kaszubskiej, cudownych widokach, które tak pięknie maluje słowami pisarka. Bez trudu można je sobie wyobrazić i odbierać różnymi zmysłami. W tej powieści zauroczyłam się wycieczkami łodzią po Dużym Mauszu w kierunku Małego Mausza, opłynięcie Wyspy Miłości, kąpiel w Zatoce Uklejek; zwiedzanie zamku w Bytowie, obu mirachowskich parków Miniatur i Gigantów, wycieczki na Wdzydze Kiszewskie, skansen Józefa Chmielowskiego, muzeum „Chata Kaszubska” w Brusach–Jagliach, wycieczka do Węsior, Kościerzyny i Kartuz. Owe  „nadzwyczajne piękności”, jak nazwała Paulina,  odegrały, oprócz muzyki, terapeutyczną rolę w życiu ojca i córki. Poruszający w powieści jest opis burzy, nawałnicy, kataklizmu, jakiego na Kaszubach nigdy nie było. Straty, jakie poniosły lasy podczas Armagedonu, były takie, że miną co najmniej dwa pokolenia, ażeby się mogły jakoś odrodzić! W powieści na uwagę zasługują świetnie skonstruowani bohaterowie, pozytywni i negatywni, i fabuła - dużo się dzieje w życiu bohaterów, stąd przeżywają tak wiele różnorodnych emocji, które się udzielają i czytelnikowi. Z tych doświadczeń wyciągnęli lekcję, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. A ważne są: dom w sensie dosłownym i w przenośni, rodzina, relacje międzyludzkie, proste gesty przyjaźni, wdzięczności, pomoc, wybaczenie, pasje, zainteresowania, marzenia, czas na relaks, obcowanie z naturą. A pogubionym małżonkom może bardzo dużo pomóc rozmowa, spokojna rozmowa. Nie można też lekceważyć marzeń, zainteresowań. Dzięki pracy nad ich rozwojem , spełnieniem człowiek naprawdę może być szczęśliwy i dawać szczęście innym. Wartka akcja powieści, mimo cudownych opisów, rozgrywa się w Gdyni, nad Jeziorem Mausz i okolicach,  na Gran Canarii, w Londynie, gdzie dwa dni spędzili na wycieczce Ksawery z Pauliną. Zapraszam do lektury iście wakacyjnej książki, dzięki której poznamy historię pewnej rodziny, zwiedzimy wiele cudownych miejsc i uświadomimy sobie, co tak naprawdę ważne jest w naszym życiu.

Wydawnictwu Edipresse Książki dziękuję za egzemplarz do recenzji!